poniedziałek, 7 listopada 2016

Dyniowy dzień

Witam. To był ciekawy dzień. Mówię o sobocie. Moja rodzina z opóźnieniem bawiła się dyniami. Dlaczego tak późno?. No cóż dopiero teraz otrzymaliśmy materiał do zabawy. Od mojej kuzynki otrzymałam kilka dyń. Na początku przeraziło mnie to trochę, bo co z nimi robić. Ale moja rodzinka miała na nie pomysły. Chrupiąc ciasteczka firmy ,,Dr Gerard”, wygrzebywali nasiona z dyni , płukali i suszyli. Dyniom nadawali  śmieszne kształty. Malowali ogromne dynie i wstawiali w nie świeczki. Cała kuchnia była zajęta przez moją rodzinkę. Nie powiem, i mnie się udzieliła zabawa z dyniami. Ja postanowiłam skorzystać z dyni i upiec jakieś szybkie ciasto. Kiedy w kuchni rodzina bawiła się dyniami, ja obejrzałam deserotekę i wpadłam na pomysł upieczenia mojej wersji ciasta z dyni. Ale o tym napiszę w kolejnym poście. Teraz trzeba było kontrolować dyniowy szał. Miąźsz walał się wszędzie. Nasiona dyni opłukane już prażyły się w piekarniku. Nawet nieźle pachniało. Mój mąż zabrał się za ucieranie miąższu dyni i usmażył kilka naleśników dyniowatych. Dzieciaki ze smakiem zajadały się naleśnikami. Ja tylko zrobiłam coś do picia. Kilka kawałków dyni schowałam na moje ciasto. Miałam zamiar go upiec wieczorem, bo teraz nie było szans. Kiedy rodzince znudziło się krojenie, malowanie, skrobanie itp. Poszli na dwór i grali w dyniowe kręgle. Nie powiem śmiechu było co niemiara. Potem zaczęło się wielkie sprzątanie. I o godzinie dwudziestej przyszła moja kolej. Cdn. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz