wtorek, 8 listopada 2016

Hura, koniec szkolenia.


Hura, koniec szkolenia.

Nareszcie czas naszych szkoleń dobiegł końca. Te dodatkowe godziny spędzone w pracy były wyjątkowo nużące. Dobrze, że chociaż taką „wisienką na torcie" była przerwa na kawę i słodki poczęstunek.  Oczywiście szef, nauczony doświadczeniem z naszych integracyjnych spotkań, zadbał o to, aby ciasteczka były z najwyższej półki. Na kolorowych miseczkach pojawiły się maślane herbatniki Scooby Doo i zwierzaki zbożowe. Ma się rozumieć, że wszystkie słodycze były z firmy Dr Gerard. Uważam, że bez takiego smacznego przerywnika byłoby nam trudno przetrwać na tych zajęciach bez ziewania. Monotonne długie odczytywanie nawet najmądrzejszych treści danych wykładów jest po prostu nudne. Atmosfera ulegała znacznej poprawie tylko wówczas, kiedy ogłaszano półgodzinną przerwę na kawę i papierosa. Towarzystwo zaraz się ożywiało i mimo chłodu wychodziło na zewnątrz. Nawet niepalące osoby chętnie wychodziły, aby rozprostować nogi. Ja również należę do tej drugiej grupy osób. Na zewnątrz przynajmniej coś się działo. Oczywiście nie kwestionuje tutaj wiedzy wykładowców, jedynie sposób jej przekazywania. Na pewno jakaś dyskusja, praca zespołowa przyniosłaby lepsze efekty. Szkoda, że nikt nie zachęcał nas do zadawania pytań, do własnej inicjatywy. Myślałam, że czas „słuchać, wykonać" już dawno minął. No cóż, przeliczyłam się.  To smutne, że jeszcze ciągle pokutują stare nieskuteczne sposoby szkoleń. Przecież jest tak wiele sprawdzonych, dobrze udokumentowanych sposobów podnoszenia kwalifikacji pracowników. Oj, już nasz szef usłyszy co nieco na ten temat. To dobry człowiek i mądry pracodawca, który umie słuchać i wyciągać właściwe wnioski. Jestem przekonana, że taki kicz już się nie powtórzy.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz