Jak wcześniej pisałem, wraz z rodzeństwem spotkaliśmy się w
domku po babci, otóż wspominaliśmy we czworo. Brat, który nie dotarł dzień
wcześniej, stawił się z samego rana we Wszystkich Świętych. Siostra już od
samego rana kusiła w kuchni i, tak jak dzień wcześniej, szykowała słodką
niespodziankę upatrzoną w DESEROTECE na stronce Dr Gerarda.
Zanim wstaliśmy, i zanim brat dojechał, siostra była już
gotowa z niespodzianką i śniadaniem. Przywitaliśmy się i zasiedliśmy do rodzinnego
śniadania. Trochę smutne, że w Święto Zmarłych, ale ważne, że razem. W trakcie
śniadania omówiliśmy plan objazdu i zapalenia zniczy na grobach, a trochę ich
było.
Chwilę po śniadaniu siostra zrobiła kawę i w końcu postawiła
na stole wyczekiwaną niespodziankę tj. „Deser z biszkoptów – lekki i świeży z
PAŁECZEK MORELOWO ŚMIETANKOWYCH”, pycha, palce lizać! Dodatkowo na talerz
wyłożyła dzień wcześniej zakupione, i o dziwo jeszcze nie zjedzone, CIASTKA Dr
Gerarda takie jak: ZWIERZAKI WIELOZBOŻOWE, MAŚLANE HERBATNIKI SCOOBY DOO i
jeszcze KRAKERSY CLASSIC. Krótko po śniadaniu zjedliśmy odrobinę SŁODKOŚCI Dr
Gerarda bo, choć oczy bardzo by chciały, to niestety żołądek odmawiał. Jednym
słowem delektowaliśmy się świeżością i wybornym smakiem każdego ze SŁODKICH wyrobów.
Oj, ciężko było wstać od stołu, a jeszcze przed nami
kilkanaście kilometrów jazdy samochodem i to nie po całkiem prostej drodze. Ale
co tam trochę się ubiło. Razem objechaliśmy jednym autem wszystkie groby,
gdzieniegdzie trzeba było dodatkowo zgrabić liście. Pozapalaliśmy znicze na każdym grobie rodzinnym i wróciliśmy na
cmentarz parafialny na grób rodziców i na mszę świętą.
Po mszy wróciliśmy do domku po babci ogrzać się, na kawę i
dojeść to, co zostało ze słodkości Dr Gerarda. Powspominaliśmy jeszcze trochę i
rozjechaliśmy się do swoich domów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz