Marzec to miesiąc kalendarzowej wiosny. Przyroda powoli budzi
się do życia. Ludzie też są bardziej pobudzeni i weselsi. Można spotkać
spacerujące matki z małymi dziećmi, młodzież i ludzi starszych. Nawet dzień
staje się dłuższy. Słoneczko coraz częściej zagląda do okien. Po prostu radość
w sercu, a uśmiech na twarzy. Z takim pozytywnym nastawieniem umówiłam się z
koleżanką na prywatną pielgrzymkę do Częstochowy. Dzień przed wyjazdem
zadzwoniła, że ma chore dziecko i nie może go zostawić. Długo zastanawiałam się
czy jechać. Na to mąż stwierdził, że jestem już dużą dziewczynką i spokojnie
mogę sama podróżować. Do torebki spakowałam
butelkę wody mineralnej i moje ulubione ciasteczka Dr. Gerarda Witam Ciastka na dzień dobry. Następnego dnia
kupiłam bilet i wraz z podróżnymi zajęłam swoje miejsce w przedziale. Jechałam
1,5 godziny. Z nudów zjadłam parę ciasteczek. Z dworca na Jasną Górę była
prosta droga, którą już wielokrotnie. W tym dniu pielgrzymowała młodzież
maturalna. Dołączyłam do zorganizowanej grupy i razem z nimi zwiedzałam
klasztor. Potem samotnie siedziałam i spacerowałam. Byłam bardzo zadowolona, że
mogę spokojnie rozmyślać i modlić się. Pomyślałam o moich córkach mieszkających
w akademiku. Mężu wspierający mnie na każdym kroku. Zasiedziałam się i musiałam
jechać późniejszym pociągiem. Zapomniałam o jedzeniu, dopiero wtedy, gdy
burczało mi w brzuchu przypomniałam sobie. Na szczęście miałam ciasteczka Dr.
Gerarda, które zjadłam do ostatniej kruszynki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz