poniedziałek, 8 stycznia 2018
Plany nie wypaliły.
Sylwester zapowiadał się, że będzie to mile rodzinne spotkanie, Planowaliśmy, że w gronie rodzinnym powitamy Nowy Rok 2018.
Kilka dni wcześniej zostały przygotowane zimne przystawki, ciasto też zostało upieczone, a w barku odpowiedni zapas trunków i napoi chłodzących.
Córka przygotowała Placek budyniowy na Markizach mafijnych z musem jabłkowym, oraz Sernik NOWOJORSKI NA SPODZIE Z CIASTECZEK WIT’AM I Z SOLONYM KARMELEM korzystając z przepisów ze strony Dr Gerarda. Wszystko było już dopięta na ostatni guzik, a tu niestety w południe zadzwonił syn, że nie będzie mógł przyjść gdyż właśnie wracają od lekarza. W nocy Karol obudził ich, bo bolała go głowa i jak się okazało miał też wysoką temperaturę. Rano zaczął bardzo kaszleć i niestety nici z ich przyjazdu do nas.
No trudno, pomyślałem sobie, siła wyższa. Będziemy w okrojonym składzie witać Nowy Rok.
Minęła godzina, a tu znów telefon dzwoni, tym razem córka.
Okazało się, że ona też zachorowała i nie będzie mogła do nas przyjechać.
No i miało być rodzinne witanie Nowego Roku, a okazało się, że Nowy Rok powitaliśmy razem z Zoną we dwoje.
Jedzenia nam pozostało, że przez najbliższy tydzień nie musimy wychodzić na zakupy.
Wszystkiemu winna jest ta nietypowa pogoda, którą mamy za oknem. Zamiast zimy to spóźniona jesień chyba.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz