Zima pogrąża starszych
Mały drewniany domek z dala poza miastem, mieszka w
podeszłym wieku pani, Władysława, miła sympatyczna staruszka nie mająca nikogo
z bliższej czy dalszej rodziny. Śnieg nieco zasypał drogę która prowadzi do jej
posesji. Mróz pomalował okna w różne desenie, kwiaty liście i wiele innych
postaci marznący się tam dopatrywać, płotek drewniany który ogradza ten mały
domek również pokryty zmarzniętym śniegiem, który blokuje otwarcie bramki. W
sieni przy. witał mnie bury kocur, ciesząc się na mój widok, podnosząc ogon i
ocierając się o moje nieco zaśnieżone spodnie. Zapukawszy w drzwi kuchenne
usłyszałem jakby z oddali proszę, postawiłem zakupy na kuchennym stole i
wszedłem do pokoju gdzie w łóżku siedziała pani Władysława, pozdrawiając mnie
uśmiechem, pokazując swoje dziąsła, bo zęby które nosi stały na szafce przy
łóżku. Zrobiłem gorącej herbaty z cytryną, bułeczkę z serem którą Władzia
zawsze sobie życzy, oraz w kolorowej mi setce, jungle truskawkowe, rurki
cynamonowe z ulubionej firmy Dr Gerard. Piec kaflowy był jeszcze nieco
ciepławy, przegarnąłem popiół aby napalić ponownie, suche drewno zajęło się
ogniem, po odczekaniu dobrych piętnastu minut dosypałem węgla aby wzbudzić
większą temperaturę, po dobrej godzinie ogień huczał w piecu a miłe ciepło
ogrzewało mieszkanie. Zrobiłem sobie kawę aby potowarzyszyć pani Władzi,
częstując się ciasteczkami Dr Gerarda
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz