piątek, 9 marca 2018

Magiczne miejsce.


Magiczne miejsce.
Na krótką wycieczkę wybraliśmy się na Białoruś. Wiedziałam, że wizę można nabyć na miejscu, po wylądowaniu. Szkoda tylko, że deklaracji nie mogliśmy wypełnić siedząc jeszcze w samolocie. Niewątpliwie zaoszczędziłoby nam to sporo czasu przy odprawie. Podróż krótka, lot spokojny, bez turbulencji. Miałam wątpliwości, czy pozwolą mi wsiąść do samolotu z oryginalnie zapakowanymi słodyczami z firmy Dr Gerard.  Jednak obsługa warszawskiego lotniska nie robiła problemu. Zabrałam z sobą ciastka Zwierzaki maślane, markizy Mafijne cytrynowe – lemonoraz  ciastka Jungle. Te smaczne ciasteczka w kształcie zwierząt mają tą niewątpliwą zaletę, że są pakowane osobno. Zaopatrzyłam się w ulubione ciasteczka, bo nie byłam pewna, co zastanę na miejscu. Od znajomych dowiedziałam się, że 90 procent produktów w białoruskich marketach musi pochodzić od producentów krajowych. Tylko pozostałe 10 procent to towary importowane z Unii Europejskiej i pozostałych krajów na świecie. Taka jest gospodarcza polityka tego kraju. Ceny produktów w większości takie jak w Polsce, a czasami wyższe.  Za to wynagrodzenie przeciętnego obywatela zdecydowanie niższe niż u nas. Ludzie chodzą po ulicach jacyś smutni, zmęczeni, a może zamyśleni? Miasto prezentuje się okazale.  Mińsk ma się czym pochwalić. Piękna architektura zabytków sakralnych, fantastyczny gmach Narodowego Akademickiego Teatru Wielkiego Opery i Baletu jest po prostu imponujący. Spora grupa mieszkańców mówi dobrze po polsku. Życzliwie traktowano nas, Polaków. Doradzano nam w wyborze menu, zachęcano, jakich potraw  koniecznie musimy spróbować itp. Wycieczkę uważam za udaną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz