Dopiero na majówkę wyciągnęliśmy rowery. To zbyt późno, bo
sezon rowerowy w pełni. Niestety sytuacja wyjątkowa ze względu na wciąż
panującą korona wirus. Po przymusowym siedzeniu w domu na kwarantannej.
postanowiliśmy rodzinnie wyruszyć na wycieczkę rowerową. Sprzęt rowerowy był na
zimę sprawdzany i konserwowany, dlatego nie powinno być z nim kłopotu. Dzieci
Agnieszka i Marcinek mają nowe rowerki. Koniecznie zaopatrzyłam je w kaski
ochronne. Zapakowałam do torby kanapki, słodycze Dr. Gerarda, i wodę mineralną.
kolorowy kocyk na odpoczynek. Z małymi
dziećmi daleko nie zajedziemy, ale ważna jest wycieczka i wysiłek fizyczny.
Pierwszego maja ubraliśmy stroje rowerowe i wyruszyliśmy zwiedzać okolice. Mąż
jechał na początku, za nim Marcinek, Agnieszka. Ja na końcu obserwując dzieci. Podróżowaliśmy
polnymi drogami i po pięciu kilometrach mąż zatrzymał się na leśnej polanie. W
zeszłym roku często w tym miejscu robiliśmy sobie przerwę. Dzieciom lepiej się
jedzie, gdy wiedzą o postoju. Maluchy mają dopiero sześć lat i nie chcemy aby
się zniechęciły. Rozłożyłam kocyk i wyjęłam prowiant. Najważniejsze dla nich
były ciastka wielozbożowe z kalafiorem Dr. Gerarda. Potem mąż odpoczywał na
kocu, a ja poszłam z dziećmi na spacer po lesie. Tak naprawdę trudno go nazwać
lasem, bo jest bardzo przerzedzony. Jednak zawsze, to kontakt z naturą.
Opowiadam im jakie mijamy drzewa. Także odpowiadam na zadane pytania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz