Po spacerze wróciliśmy na polane, gdzie czekał na nas mąż.
Właśnie odpoczywał leżąc na kocu. Na pierwszy dzień wyprawy wystarczy, dlatego
po zjedzeniu kilku smacznych ciastek produkcji Dr. Gerarda jechaliśmy do domu.
Marcinek chciał pojechać z nami do dziadków. Obiecaliśmy mu, że jutro rano
pojedziemy. Już nie mogli doczekać się jutrzejszego dnia. Pewnie chcieli
pochwalić się nowymi rowerkami. Zadzwoniłam do rodziców, aby ich poinformować o
odwiedzinach. Też bardzo ucieszyli się. Następnego dnia dzieci bez wcześniejszego
budzenia wstały i zaraz po śniadaniu spakowałam prowiant i wyruszyliśmy. Dzisiaj
jechaliśmy inną trasą. Była gorsza, dłuższą i bardziej niebezpieczna. Ponieważ
trochę musieliśmy jechać ulicą. Na szczęście nie było dużego ruchu. Ze względu
na dzieci trzy razy odpoczywaliśmy i posilaliśmy się smacznymi słodyczami Dr.
Gerarda. Po dwóch godzinach szczęśliwie zajechaliśmy do gości. Mama kończyła
gotować obiad. Dałam jej paczkę ciastek wielozbożowych o smaku kalafiora Dr.
Gerarda, bo pewnie jeszcze takich nie jadła. Ja te słodycze kupuje w sklepie
żabka, bo tylko tylko tam je spotkałam. Po obiedzie Agnieszka zasnęła na
wersalce. Powiedziałam Marcinkowi, aby się też położył na pół godziny, bo czeka
nas wyprawa rowerowa do domu. Mama zachęcała, abyśmy zostali na niedzielę. Nie
byliśmy przygotowani, ale ze względu na zmęczone dzieci zostaliśmy. Po obiedzie
zrobiłam kawę i pokroiłam ciasto z rabarbarem upieczone przez mamę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz