Witam serdecznie. Wczoraj po moim mieście biegały kozy, niedźwiedzie i jacyś przebierańcy. W pewnym momencie pod moim balkonem zrobiło się bardzo głośno. Jakieś bębny, strzelanie z bata, śmiechy, krzyki. Co się dzieje? Już wyjaśniam, wczoraj był ostatni dzień karnawału. Czyli Śledzik, Podkoziołek albo po prostu Ostatki. Tego dnia na Kujawach organizowane są kolorowe korowody. Na czele maszeruje Koza. Co roku mężczyźni przebierają się z Młodą Parę, diabła, Cygana, niedźwiedzie. Towarzyszy im grupa muzyków ludowych. W całym mieście jest ogromne zamieszanie. Od rana przebierańcy odwiedzają Urzędy, Szkoły, Przedszkola. Wszędzie są witani gorąco i radośnie. Tylko dzieci uciekają, bo się boją, że dostaną batem albo zostaną pomazani pastą do butów. Dlatego wczoraj z dziećmi wyszliśmy na balkon i chrupiąc ciastka Pryncypałki, oglądaliśmy korowód z bezpiecznej odległości. Gdy odeszli kawałek dalej, Marysia chciała iść do sklepu. Skończyły się jej ulubione słodycze Dr Gerard. Ubraliśmy się i poszliśmy. Wchodząc do centrum handlowego stanęliśmy twarzą w twarz z diabłem. Marysia zamarła, ja poprosiłem o selfie. Córka delikatnie się uśmiechnęła, do zdjęcia ustawiła się większość przebierańców. Byli już po oficjalnych występach. Spotkaliśmy się w momencie, gdy wracali do autokaru. To nie był koniec niespodzianek. Marysia od Panny Młodej dostała wafelka w czekoladzie a mi diabeł pastą do butów poprawił makijaż. Miałem problem doprowadzić twarz do czystości, ale moja córeczka przestała bać się Kozy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz