Witam. Początek kwietnia rozpoczęłam ze słodyczami firmy ,,Dr Gerard”. I oczywiście z dowcipami, kawałami. Pierwszego kwietnia dzień, w którym można robić kawały innym bez konsekwencji. Oczywiście muszą być to kawały z tak zwaną głową. Ja swojej rodzinie zrobiłam psikusa dyngusa, chociaż to nie czas i miejsce. Rano obudziłam ich zapachem smażonych naleśników. Najpierw jednak polałam ich zimną wodą. Były krzyki i pisk. Po skropieniu ich wodą dałam po ciastku Herbatniku Mafijnym ,,Dr Gerard”. To miało złagodzić ich złe miny. Najlepszy dowcip zrobiłam koleżance. Obudziłam ją o piątej rano i prosiłam z przerażeniem, żeby natychmiast przyszła do mojego mieszkania. Koleżanka z przerażeniem pytała co się stało, a ja niby zapłakana powiedziałam, że tragedia. Koleżanka była u mnie w pięć minut. W piżamie z potarganymi włosami. Otworzyłam jej drzwi, ona przerażona a ja uśmiech na twarzy i mówię do niej, zapraszam na kawę i ciastka Draże ,,Dr Gerard”. Myślałam, że mnie udusi. Dopiero teraz skojarzyła sobie co to za dzien. Przy kawie śmiałyśmy się i omawiałyśmy kolejne dowcipy dla naszych bliskich. Ona postanowiła to co ja, czyli polanie wodą jej rodzinki i podarowane im po paczce ciastek Draży ,,Dr Gerard”. Dobrze, że miałam zapasy słodyczy ,,Dr Gerard”, bo musiały wystarczyć na dwie rodziny. To był wesoły dzień, ja też otrzymam kilka psikusów. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz