Siedzę przed komputerem, obok stoi kubek z kawą. Nie umiem pracować bez porcji „małej” czarnej. Inną sprawą jest, że często przy tej okazji przegryzam coś słodkiego. Coś w czekoladzie, coś z kremem. Czy to normalne?
Okazuje
się, że ma tak większość ludzi. My Polacy mamy słodycze Dr Gerard, więc mamy
duży wachlarz produktów do wyboru, np.: ciastka Animals Butter, herbatniki
Mafijne, draże, itd. Jestem ciekawy, jakie przekąski mają na drugiej półkuli. Wiem,
że też mają potrzebę słodkości do kawy. Nawet przeprowadzili badania na
Uniwersytecie. Udowodniono, że kawa lub produkty z kofeiną pobudzają nas i nie czujemy
senności (to mnie nie dotyczy, mogę wypić mocną kawę i zasnąć). Jednak wszystko
kosztuje. Nie ma nic za darmo. Za poczucie rześkości i pobudzenia płacimy
upośledzeniem kubków smakowych. To jest efekt przejściowy, krótkotrwały. Jednak
wszystko, co jemy przy lub po kawie smakuje nam mniej słodko, niż jest w rzeczywistości.
Dlatego pochłaniamy bomby cukrowe niczym ciastko owsiane albo krakersa.
Teraz
już rozumiem, dlaczego do kawy lubię ciastko „Japonkę”, czyli dwie bezy
przełożone kremem czekoladowym, albo Babkę włoską z kremem i skropioną
alkoholem. Oba te przysmaki to bomby kaloryczne i cukrowe. Jednak to nie moja
wina. Wszystkiemu winna jest Unia Europejska. Ponieważ, gdy uczestniczyłem w szkoleniach
i kursach ze środków unijnych, zawsze mieliśmy serwisy kawowe. Tak przerwy
kawowe, do których przygotowywano nam ciastka kruche, wafelki w czekoladzie
albo nadziewane. Potem, gdy pracowałem w projekcie finansowanym ze środków
unijnych i zapraszałem ludzi na spotkania. Moim obowiązkiem było ugościć ich
kawą, herbatą oraz dostawałem przydział słodyczy na miesiąc lub na kwartał. Zdążyłem
się przyzwyczaić. Teraz nie mam przydziału ani kawy ani słodyczy. Jednak zwyczaj
pozostał. Dzień pracy rozpoczynam poranną kawą i czymś słodkim od Dr Gerard.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz