Jest taka chwila, kolejna którą kochamy przy wigilijnym stole – rozpakowywanie prezentów oraz wspólne biesiadowanie. Cały dzień przygotowań, nieraz pośpiech i moc spraw do załatwienia i nareszcie zapada zmrok, pierwsza gwiazdka pojawia się na niebie. Rozglądamy się wokół, wszystko dopięte na tak zwany ostatni guzik. Możemy zasiadać do stołu na którym piętrzą się wigilijne potrawy. Wspólna modlitwa, łamanie się opłatkiem i najlepsze życzenia przepełniają nasze serca. I wreszcie głodni próbujemy wigilijne potrawy. Po troszku, gdyż tradycja każe spróbować każdej. W ciszy, ogólnym uniesieniu kosztujemy potraw i z każdą chwilą rozluźniamy się coraz bardziej. Pojawiają się coraz śmielsze rozmowy a dzieci zerkają coraz częściej pod choinkę licząc, że w tym zamieszaniu Święty Mikołaj ukradkiem położył prezenty. Są! Nareszcie są! Słychać radosne okrzyki. To moment kulminacyjny – dzieci cieszą się tym na co tak długo czekały a my nieco starsi przekonamy się czy trafiliśmy w gusta naszych podopiecznych. Ogromna radość i rozpakowywanie z iskrą ekscytacji w oczach. I znów radość – tyle słodyczy: bardzo dobre ciastka, herbatniki, pierniki oraz wyczekiwana zabawka – lalka lub samochód. My, dorośli także się cieszymy. I to jest ten moment gdy już zupełnie na luzie możemy rozpocząć biesiadowanie oraz wspólne śpiewanie kolęd. Teraz czeka nas błogi odpoczynek i niekończące się rozmowy a w między czasie degustacja wigilijnego makowca oraz piernika. Nie musimy się śpieszyć. Czasu mamy dużo, aż do Pasterki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz