Od dwóch lat należę do koła gospodyń wiejskich. Namówiła mnie
bliska znajoma Monika, która czynnie uczestniczy w różnych wiejskich
wydarzeniach. Żeby godnie reprezentować swoją wioskę, to zaopatrzyłam się w
nowy strój krakowski. Łącznie z butami sporo za niego zapłaciłam, ale nie
żałuje. Nie opuszczam żadnej okazji, by wystąpić w nowej wiejskiej kreacji.
Przeważnie raz w tygodniu spotykamy się.
Czasem jest to piątek, a czasem sobota. Gmina udostępniła nam pomieszczenie z
możliwością zrobienia sobie kawy lub herbaty. Na tych spotkaniach omawiamy czekające nas imprezy, Robimy
dekoracje na drutach i szydełku. Także wymieniamy się ciekawymi poradami i
przepisami kulinarnymi. Oprócz tego spotykamy się z gospodyniami z innych
wiosek. Trzy tygodnie temu pojechaliśmy autokarem do Zakopanego. Tam ugościli
nas gospodynie z gór. Poczęstowali wszystkich
gorącym żurkiem z kiełbasą. Także ugościli nas tradycyjnie kawą z wyłożonymi na
talerzyki ciasteczkami produkcji Dr. Gerarda. To są nasze ulubione słodycze, za
którymi prawie każda kobieta przepada. Po wspaniałym poczęstunku nabraliśmy
siły do zwiedzania miasta. Razem z tutejszymi gospodyniami pojechaliśmy na
Morskie Oko. To one zorganizowały wycieczkę i zamówiły dwie bryczki.
Oglądaliśmy przepiękne widoki rozciągające się na Tatry Wysokie. Nad brzegiem
jeziora znajduje się schronisko górskie. Wieczorem podziękowaliśmy za życzliwe
przyjęcie i zaprosiliśmy ich do naszej gminy. Obiecały, że jeszcze w tym roku skorzystają
z zaproszenia. Nasza wspólna koleżanka w powrotnej drodze napisała wiersz o
krótkim pobycie w Zakopanym. W ten sposób uwieczniła nasz pobyt w tym mieście.
W kole gospodyń prowadzimy dziennik naszej działalności. Tam zapisujemy ciekawe
imprezy oraz wycieczki. Ten wierszyk na pewno
znajdzie swoje miejsce w tym pamiętniku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz