poniedziałek, 14 listopada 2016

Magda

Magda


Niewielki mróz znacząco poprawił moje samopoczucie. Rześkie, zdrowe powietrze wprawiło mnie w doskonały nastrój. Cudownie świeciło słońce. Dzień za oknem wprost zapraszał na spacer.  Przywołałam psa i przy radosnym akompaniamencie uderzania ogonem o moje nogi, wyszliśmy na spacer. Nareszcie napotykaliśmy pogodne i roześmiane twarze na swojej drodze.  W parku, opadłe z drzew liście chrzęściły pod nogami, było pięknie. Dzieciaki biegały jak szalone. Jedna z dziewczynek jeździła w kółko na hulajnodze. Zewsząd dochodził śmiech i gwar rozmów. Frodo  z lubością obwąchiwał wszystkie mijane krzewy i drzewa. Usiadłam na chwilę na parkowej ławce, aby poobserwować gromadę wróbli przycupniętych wokół niewielkiej kałuży. Kałuża była pokryta cieniutkim lodem. Ptaki zabawnie przepychały się, śpiewnie dyskutowały na tylko im znany temat. Miałam jeszcze w kieszeni kilka pokruszonych krakersów classic z firmy Dr Gerard i postanowiłam podzielić je między wróble a mojego labradora. Z  tak niewielką ilością smacznej przekąski  ptaki i pies  uporali się błyskawicznie. W tedy właśnie przeniosłam wzrok  na  kilkunastoletnią dziewczynkę robiącą ósemki na hulajnodze. Ku mojemu zaskoczeniu, dziewczynka nagle przewróciła się i dostała ataku  padaczki. Matka dziewczynki podbiegła natychmiast. Ja, nie wiedząc kiedy znalazłam się tuż przy niej. Szybko zdjęłam z głowy czapkę i podłożyłam ją pod głowę dziewczynki. Dobrze, że matka przytomnie ułożyła nastolatkę na prawym boku, zabezpieczając ją  przed zadławieniem się śliną lub uduszeniem się własnym językiem. Ciałem dziewczynki wstrząsały silne skurcze i drgawki. Na domiar złego upadła wprost w kałuże przy której przed chwilą biesiadowały ptaki. Cała odzież dziewczynki była przemoczona. Pomogłam jej matce przenieść ją na ławkę. Dwaj mężczyźni podbiegli do nas oferując pomoc. Okazało się, że Magda (tak miała na imię ta dziewczynka) mieszka z rodzicami po drugiej stronie ulicy. Panowie przenieśli nieprzytomną nastolatkę do wskazanego  mieszkania. Chciałam wezwać pogotowie, matka Magdy powiedziała jednak, że atak już się skończył i niema takiej potrzeby. Pomogłam rozebrać Magdę z przemoczonych ubrań i okryć ją  kocem. Magda spała. Usiadłyśmy przy kuchennym stole, aby wypić filiżankę kawy i chwilę  spokojnie porozmawiać. Pani Bożenka poczęstowała mnie kruchymi ciasteczkami z firmy Dr Gerard w kakaowej polewie posypanych  orzechami. Okazało się, że Magda jest niepełnosprawnym dzieckiem i to już jest jej  trzeci atak w tym roku. Podziwiam rodziców takich dzieci za ich siłę, determinację, miłość i oddanie. Na pewno nie jest łatwo sprawować opiekę nad takimi chorymi dziećmi. Magda spała niecałą godzinkę i po obudzeniu niczego nie pamiętała. Skarżyła się jedynie na ból brzucha i ręki. Na krawędzi dłoni było niewielkie otarcie, zapewne wskutek upadku. Wyjęłam z torebki kremisie i podałam dziewczynce. Może to wystarczy na otarcie łez.  Uśmiechnęła się i powiedziała, że to jej ulubione ciasteczka. Kremisie kupiłam z myślą o Zosi, ale jak widać w tej sytuacji bardziej są potrzebne. Na pewno  kremisie, jak i zwierzaki z firmy Dr Gerard zawsze są w stanie wywołać uśmiech  na twarzy każdego dziecka i nie tylko. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz