Magda
Niewielki mróz znacząco poprawił moje samopoczucie. Rześkie,
zdrowe powietrze wprawiło mnie w doskonały nastrój. Cudownie świeciło słońce.
Dzień za oknem wprost zapraszał na spacer.
Przywołałam psa i przy radosnym akompaniamencie uderzania ogonem o moje
nogi, wyszliśmy na spacer. Nareszcie napotykaliśmy pogodne i roześmiane twarze
na swojej drodze. W parku, opadłe z
drzew liście chrzęściły pod nogami, było pięknie. Dzieciaki biegały jak
szalone. Jedna z dziewczynek jeździła w kółko na hulajnodze. Zewsząd dochodził
śmiech i gwar rozmów. Frodo z lubością
obwąchiwał wszystkie mijane krzewy i drzewa. Usiadłam na chwilę na parkowej
ławce, aby poobserwować gromadę wróbli przycupniętych wokół niewielkiej kałuży.
Kałuża była pokryta cieniutkim lodem. Ptaki zabawnie przepychały się, śpiewnie
dyskutowały na tylko im znany temat. Miałam jeszcze w kieszeni kilka
pokruszonych krakersów classic z firmy Dr Gerard i postanowiłam podzielić je
między wróble a mojego labradora. Z tak
niewielką ilością smacznej przekąski
ptaki i pies uporali się
błyskawicznie. W tedy właśnie przeniosłam wzrok
na kilkunastoletnią dziewczynkę
robiącą ósemki na hulajnodze. Ku mojemu zaskoczeniu, dziewczynka nagle przewróciła
się i dostała ataku padaczki. Matka
dziewczynki podbiegła natychmiast. Ja, nie wiedząc kiedy znalazłam się tuż przy
niej. Szybko zdjęłam z głowy czapkę i podłożyłam ją pod głowę dziewczynki.
Dobrze, że matka przytomnie ułożyła nastolatkę na prawym boku, zabezpieczając
ją przed zadławieniem się śliną lub
uduszeniem się własnym językiem. Ciałem dziewczynki wstrząsały silne skurcze i
drgawki. Na domiar złego upadła wprost w kałuże przy której przed chwilą
biesiadowały ptaki. Cała odzież dziewczynki była przemoczona. Pomogłam jej
matce przenieść ją na ławkę. Dwaj mężczyźni podbiegli do nas oferując pomoc.
Okazało się, że Magda (tak miała na imię ta dziewczynka) mieszka z rodzicami po
drugiej stronie ulicy. Panowie przenieśli nieprzytomną nastolatkę do wskazanego mieszkania. Chciałam wezwać pogotowie, matka
Magdy powiedziała jednak, że atak już się skończył i niema takiej potrzeby.
Pomogłam rozebrać Magdę z przemoczonych ubrań i okryć ją kocem. Magda spała. Usiadłyśmy przy kuchennym
stole, aby wypić filiżankę kawy i chwilę
spokojnie porozmawiać. Pani Bożenka poczęstowała mnie kruchymi
ciasteczkami z firmy Dr Gerard w kakaowej polewie posypanych orzechami. Okazało się, że Magda jest
niepełnosprawnym dzieckiem i to już jest jej
trzeci atak w tym roku. Podziwiam rodziców takich dzieci za ich siłę,
determinację, miłość i oddanie. Na pewno nie jest łatwo sprawować opiekę nad
takimi chorymi dziećmi. Magda spała niecałą godzinkę i po obudzeniu niczego nie
pamiętała. Skarżyła się jedynie na ból brzucha i ręki. Na krawędzi dłoni było
niewielkie otarcie, zapewne wskutek upadku. Wyjęłam z torebki kremisie i
podałam dziewczynce. Może to wystarczy na otarcie łez. Uśmiechnęła się i powiedziała, że to jej
ulubione ciasteczka. Kremisie kupiłam z myślą o Zosi, ale jak widać w tej
sytuacji bardziej są potrzebne. Na pewno
kremisie, jak i zwierzaki z firmy Dr Gerard zawsze są w stanie wywołać
uśmiech na twarzy każdego dziecka i nie
tylko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz