Wielkimi krokami zbliża się wiosna. Rozpoczyna się sezon prac
w sadzie. Przygotowałam piłkę, dwa sekatory do przycinania drzew owocowych. W
najbliższą słoneczną sobotę z mężem spakowaliśmy narzędzia i poszliśmy do
ogrodu. Ja wycinałam jednoroczne pędy rosnące do góry tak zwane wilki. Było ich
dość sporo. Trochę poczytałam w Internecie na ten temat. Pomimo tego nie byłam
pewna czy dobrze wykonuje cięcia. Mąż obcinał piłką grubsze gałązki też nie
będąc pewny swojej pracy. Przez dwa lata prosiliśmy znajomego sadownika, by nam
uformował drzewa. Przyjeżdżał ze swoim pracownikiem. Wyjmowali duże nożyce i
szybko rozprawiali się z niepotrzebnymi gałązkami. Ja chciałam się nauczyć, ale
znajomy nie wyrażał ochoty na tłumaczenie dla niego prostych czynności
związanych z cięciem. Natomiast obserwując ich musiałam uważać na odpadające
gałązki. Rozdrażniona postanowiłam sama zajmować się sadem liczącym 20 drzewek
owocowych i pare krzewów porzeczek, agrestów, malin, borówek. Po zakończeniu
prac w ogrodzie posmarowałam grubsze rany specjalnym preparatem, by
zabezpieczyć przed infekcją. Pod wieczór zmęczeni wróciliśmy do domu. Już nie
zdążyliśmy zebrać leżących gałązek. Muszą poczekać na następną sobotę. Zapragnęliśmy
gorącej kawy i chwilowego odpoczynku. Na talerzyk położyłam moje ulubione
ciasteczka produkcji Dr. Gerarda - torcik zbożowy i Witam Ciastka na dzień
dobry. Trudno zrezygnować z takich rarytasów więc nawet nie próbuje. Zawsze w kuchennej
szafce nam zapasy różnych ciasteczek tego producenta. Już wielokrotnie miałam
niezapowiedzianych gości, których częstowałam tymi smakołykami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz