Witam.
Mimo , że to październik, to pogoda pozwala mi na rowerowe wycieczki. Ostatnio
miałam spotkanie z pieskiem, ale teraz wydarzyło się coś innego. Jak zwykle
słodycze ,,Dr Gerard” w moim plecaku czyli Markizy i czekol;adki. I do roboty.
Tym razem pojechałam w innym kierunku, miałam nadzieję, że już żadnego samotnego
pieska nie spotkam i nie będę musiała dzielić się moimi słodyczami ,,Dr Gerard”.
Jechałam sobie wolno, mijali mnie inny rowerzyści. Ja się nigdzie nie spieszyłam.
Telefon zostawiłam w domu, bo chciałam naprawdę poprzebywać z naturą. I tak
dojechałam do lasu. Niestety ścieżka rowerowa się skończyła, miałam zamiar już wracać,
ale taki ten las był piękny, że postanowiłam chwilkę posiedzieć na pniu zwalonego
drzewa. Usiadłam i rozpakowałam paczkę ciastek. Markizy mniam mniam. Było tak
cicho, tylko od czasu do czasu przejeżdżał jakiś samochód. No i właśnie jeden z nich się zatrzymał przy
mnie. Popatrzyłam zdziwiona, ale nic nie mówiłam. Jakiś mężczyzna otworzył okno
i zaczął coś do mnie mówić. Nie odzywałam się, bo po co. Zaczął mi dawać jakieś
nie moralne propozycje. Wtedy się wkurzyłam , wysłałam pod jego adresem pewną
wiązankę. I co usłyszałam tylko głośny śmiech. Wszyscy w samochodzie rechotali
jak głupcy, potem zaczęli wysiadać z samochodu, lekko byłam przerażona. Ja sama,
las i nikogo znajomego. Słabo widzę, więc nikogo nie poznałam z daleka. Okazało
się , że to moi sąsiedzi, a ten mężczyzna to ich kolega którego namówili na
takie teksty. Bardzo się śmiali. Zapakowali mój rower na samochód i zabrali
mnie na pizzę. Po drodze poczęstowałam ich czekoladkami ,,Dr Gerard”. Nie mam
szczęścia na rowerowe wędrówki. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz