Dzień
dobry, do mojego miasta przybyli tak zwani „Zimni Ogrodnicy” temperatura w nocy
spadła do zera no i spadło kilka płatków śniegu. Ciekawe czy tak będzie do „Zimnej
Zośki”. Przynajmniej tak mi wytłumaczyła moja kochana Teściowa, w końcu to
Zośka. Będąc u niej na kawie i jedząc ciastka Kremówka Dekorowana Śmietankowo –
Morelowa od „dr Gerard”, wysłuchałem wykładu o świętych Pankracym, Serwacym i
Bonifacym. Przyznam, że już kiedyś coś słyszałem o tych majowych przymrozkach,
zawsze chodziło o kwiaty i drzewa owocowe na działce. Nigdy się tym nie
przejmowałem, nie jestem działkowcem, nie urodziłem się do uprawy roli. Dla mnie
działka równa się koledzy, grill, kawa, słodycze oraz chłodne napoje. W majowy weekend
zawsze Teść otwierał sezon grillowy, nie taki jakbym chciał. U niego trzeba
było wpierw narobić się przy plewieniu, podlewaniu, zrywaniu a dopiero potem
odpalał gałązkami owocowymi palenisko. Dlatego maksymalnie raz w roku byłem u
Teścia na działce. Zawsze miałem termos kawy i wafelki Pryncypałki albo inny
produkt „dr Gerard”. Inaczej było u znajomych, tam jechaliśmy po południu,
każdy miał przygotowane dania z menu wcześniej ustalonego. Gospodarze ustawiali
stół w ogrodzie, rozpalaliśmy palenisko, przynosiliśmy lodówkę turystyczną i
biesiadowaliśmy do późnej nocy. Dzieci zawsze miały zajęcie. Mieszkanie poza
miastem daje mnóstwo możliwości. Od bramek piłkarskich, przez badmintona,
rolki, wrotki do trampolin, basenu i nocowania w namiocie. W mieście pod
balkonami na takie atrakcje nie ma szans. Ludziom wszystko przeszkadza, że
dzieci grają w piłkę albo się śmieją albo śpiewają. Jednak to wszystko można
robić dopiero po tych „Zimnych Ogrodnikach” inaczej moglibyśmy zamarznąć. A chłodne
napoje przymarzłyby nam do ust.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz