Prima aprilis oznacza po łacinie 1 kwietnia. W tym dniu ludzie żartują i nie powinniśmy się obrażać. Już z samego rana dzieci przed szkołą wymyślały przeróżne historie. Udawałam, że wierzę im, wtedy śmiały się i mówiły prima aprilis. Miałam obawy jak nauczycielka wytrzyma z uczniami w szkole. Na szczęście to niewinne żarty tylko dla zabawy. Chciałam się zrewanżować i postanowiłam coś wymyślać dla córek Małgosi i Moniki. Długo zastanawiałam się co zrobić. Wreszcie zamieniłam ubrania w szafie. Pierwszy żart mieli w plecakach. Do pudełka z bułką dałam ciastka Dr. Gerarda zamiast jabłka. Wyjątkowo nie miałam w domu żadnych owoców dlatego wymyśliłam słodką przekąskę. Pewnie się ucieszą zwłaszcza, że mają dużo lekcji. Zrobiłam sobie kawę z dodatkiem moich ulubionych pryncypałków Dr. Gerarda. Przejrzałam smutne wiadomości i od razu straciłam humor na żarty więc nic więcej nie wymyślałam. Tylko w przyśpieszonym tempie ugotowałam obiad i wybierałam się na drugą zmianę do pracy. Nagle zadzwonił telefon, to koleżanka chciała, abym podjechała po nią do pracy. Pewnie nie żartuje, bo to dzisiaj nic niepewnego. Pojechałam do niej, ona już stała koło domu. Nie mogła odpalić auto dlatego do mnie zadzwoniła. W pracy zostałam wezwana do kierownika. Od razu poszłam do niego i zdenerwowany spytał się czego chcę. Nie wzywał mnie i już w dniu dzisiejszym niech nikt mu nie przeszkadza. Wtedy zrozumiałam, że drzwi do niego się nie zamykały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz