Wakacyjny czas lipca i spacery, które pozwalają odpocząć od codziennego pośpiechu. Rozmowy, w których osoba z dysfunkcją wzroku doświadcza lata wszystkimi zmysłami przy ciastkach
Dr Gerard
Lipiec ma swój własny rytm. Po prostu pewnego dnia zauważam, że poranki stają się spokojniejsze, ludzie rzadziej biegną, a w powietrzu jest więcej swobody. Nawet jeśli mieszkam w mieście, czuję, że coś się zmieniło. Coraz częściej słychać śmiech dzieci, rozmowy prowadzone bez pośpiechu i odgłosy otwartych ogródków, w których ludzie spędzają długie popołudnia. Jako osoba z dysfunkcją wzroku odbieram tę zmianę przede wszystkim przez dźwięki i atmosferę. Nie potrzebuję kalendarza, żeby wiedzieć, że rozpoczęły się wakacje. Wystarczy kilka kroków poza domem. Powietrze jest cieplejsze, pachnie rozgrzanym chodnikiem i świeżo skoszoną trawą. Nawet echo moich kroków brzmi inaczej niż zimą. Najbardziej lubię to, że lipiec nikogo nie pogania. Czuję, że mogę iść swoim tempem. Nie muszę przeciskać się przez tłumy spieszących się ludzi. Nie mam wrażenia, że każdy gdzieś pędzi. To daje ogromną ulgę. Coraz częściej pozwalam sobie na chwilę bez planu. Wychodzę tylko po to, żeby pobyć na zewnątrz. Nie muszę niczego załatwiać ani odhaczać kolejnych obowiązków. Sam spacer staje się celem. To właśnie w takich chwilach najbardziej odczuwam, że lato potrafi zwolnić nasze codzienne życie.
Lubię chodzić bez pośpiechu. Nie dlatego, że nie mam nic do zrobienia, ale dlatego, że spacer pozwala mi na chwilę zostawić wszystkie sprawy za sobą. Pierwsze minuty zawsze są podobne. Słyszę zamykające się drzwi, chwytam białą laskę i ruszam znajomą drogą. Z każdym krokiem napięcie powoli znika. Myśli, które jeszcze chwilę wcześniej krążyły wokół pracy, obowiązków czy codziennych problemów, zaczynają się porządkować. Jako osoba niewidoma odbieram spacer całym ciałem. Czuję różnicę między gładkim chodnikiem a kostką brukową. Wiem, kiedy przechodzę obok budynków, bo zmienia się echo moich kroków. Rozpoznaję miejsca po zapachu piekarni, kwiatów albo nagrzanego asfaltu. Czasami zatrzymuję się tylko po to, aby wsłuchać się w otoczenie. Nie muszę patrzeć na zegarek. W lipcu dzień wydaje się dłuższy i spokojniejszy. Nigdzie nie trzeba się spieszyć. Spacer ma jeszcze jedną zaletę. Pozwala uporządkować myśli. W domu łatwo rozprasza mnie telefon, komputer czy telewizor. Na spacerze zostają tylko kroki i oddech. To wystarczy, aby spojrzeć na wiele spraw z większym spokojem.
Dla wielu osób lato kojarzy się przede wszystkim z kolorami. Dla mnie lato ma przede wszystkim swoje brzmienie. Już rano słychać ptaki, które śpiewają znacznie intensywniej niż w chłodniejszych miesiącach. Każdy gatunek ma własny rytm i własny głos. Nie znam ich wszystkich, ale lubię zatrzymać się na chwilę i wsłuchać w ten naturalny koncert. Lato to również wiatr. Czasem delikatny, który tylko porusza liśćmi. Innym razem silniejszy, niosący zapach deszczu i chłodniejsze powietrze. Słyszę go, zanim poczuję na twarzy. Podczas spaceru ogromne znaczenie mają dla mnie także odgłosy ludzi. Rozmowy dzieci bawiących się na placu zabaw, śmiech dochodzący z ogródków , stukot roweru przejeżdżającego obok czy odległy dźwięk pociągu. To właśnie dzięki takim dźwiękom buduję obraz miejsca, w którym się znajduję. Potrafię rozpoznać, czy jestem na otwartej przestrzeni, czy między wysokimi budynkami. Słyszę, kiedy droga prowadzi przez park, a kiedy wzdłuż ruchliwej ulicy. Dźwięki tworzą atmosferę. To one sprawiają, że lipcowy spacer ma swój niepowtarzalny charakter.
Zapach ma niezwykłą moc. Potrafi przenieść mnie do wydarzeń sprzed wielu lat szybciej niż jakiekolwiek słowa. Lato pachnie inaczej o świcie, inaczej w południe i zupełnie inaczej wieczorem. Najbardziej lubię chwilę po letnim deszczu. Powietrze staje się chłodniejsze, ziemia oddaje ciepło, a wokół unosi się charakterystyczny zapach mokrej trawy i wilgotnej ziemi. To jeden z tych aromatów, których nie da się pomylić z żadnym innym. Lubię również zapach lip kwitnących przy ulicach. Ich słodki aromat niesie się daleko i tworzy niepowtarzalny klimat wakacyjnych spacerów. Są także miejsca pachnące piekarnią, kawą, świeżymi owocami sprzedawanymi na targowisku czy nagrzanym drewnem parkowych ławek. Osoba niewidoma często zapamiętuje właśnie takie szczegóły. To one pomagają odnaleźć drogę i jednocześnie budują wspomnienia. Po latach nie pamiętam konkretnej daty spaceru. Pamiętam za to zapach ciepłego powietrza po burzy i aromat mięty rosnącej przy ścieżce.
Spacer nie polega wyłącznie na chodzeniu. Czasami najważniejszy jest moment, kiedy przestaję iść. Siadam wtedy na ławce i przez kilka minut nic nie robię. Nie sprawdzam telefonu. Nie zastanawiam się, która jest godzina. Po prostu słucham. Słyszę dzieci bawiące się gdzieś w oddali. Wiatr poruszający gałęziami. Kroki przechodzących ludzi. Czasem odgłos psa biegnącego po trawie. W takich chwilach łatwo zauważyć, jak wiele dzieje się wokół nas każdego dnia. Jako osoba z dysfunkcją wzroku uczę się uważności właśnie podczas takich krótkich przerw. Czuję promienie słońca na twarzy. Lekki podmuch wiatru przynosi chwilę ochłody. Drewniana ławka oddaje ciepło nagromadzone przez cały dzień. To są drobiazgi, ale właśnie one przypominają mi, że życie nie składa się wyłącznie z obowiązków. Lato sprzyja takim chwilom.
Najlepsze rozmowy rzadko odbywają się przy stole. Dużo częściej pojawiają się właśnie podczas wspólnego spaceru. Kiedy idziemy obok siebie, nie ma presji. Nie trzeba patrzeć rozmówcy w oczy ani zastanawiać się nad każdym słowem. Kroki same wyznaczają tempo rozmowy. Lubię takie chwile. Rozmawiamy o codzienności. O planach na weekend. O wspomnieniach z dzieciństwa. O książkach, muzyce albo o tym, jak pachnie powietrze po burzy. Jako osoba niewidoma odbieram rozmowę przede wszystkim przez głos. Słyszę, kiedy ktoś się uśmiecha. Rozpoznaję zmęczenie, radość albo wzruszenie po samym sposobie mówienia. Nie potrzebuję obserwować mimiki. Głos mówi bardzo wiele. Wspólny spacer sprawia, że rozmowy stają się spokojniejsze.
Po kilku tygodniach zauważam, że spacer staje się częścią dnia. Już nie zastanawiam się, czy wyjść. Po prostu wychodzę. Najczęściej o podobnej porze. Tą samą drogą. Znam każde skrzyżowanie, każdą nierówność chodnika i charakterystyczne dźwięki okolicy. Ta powtarzalność daje ogromne poczucie bezpieczeństwa. Osoba niewidoma bardzo często odnajduje komfort właśnie w dobrze znanych trasach. Nie oznacza to nudy. Wręcz przeciwnie. Każdego dnia ta sama droga brzmi trochę inaczej. Raz słychać więcej ptaków, innym razem dzieci wracające z lodami albo odległe grzmoty zapowiadające burzę. Zmienia się temperatura powietrza, zapachy i odgłosy. Trasa pozostaje ta sama, ale doświadczenie jest zupełnie nowe. To właśnie dlatego zwykły spacer nigdy się nie nudzi.
Po powrocie do domu spacer wcale się nie kończy. To moment, kiedy można usiąść razem przy stole, zaparzyć herbatę albo kawę i jeszcze przez chwilę pobyć ze sobą.
Na stole pojawiają się ciastka Dr Gerard. Nie są głównym bohaterem tego popołudnia. Są po prostu naturalnym dodatkiem do rozmowy. Lubię ten moment, kiedy słychać stukanie filiżanek, szelest otwieranego opakowania i cichy śmiech domowników. Każdy sięga po swoje ulubione ciastko, a rozmowa toczy się dalej. Czasem wspominamy miejsca, które odwiedziliśmy podczas spaceru.
Czasem planujemy kolejny. A czasem po prostu siedzimy w ciszy, popijając herbatę i ciesząc się spokojem. To właśnie takie chwile sprawiają, że zwykły spacer zamienia się w miłe wspomnienie.
Po latach częściej wracają do nas emocje. Ja nie zapamiętuję wakacji przez obrazy. Zapamiętuję je przez dźwięk śmiechu bliskiej osoby, zapach letniego deszczu, ciepło drewnianej ławki i spokojne rozmowy prowadzone bez pośpiechu. To właśnie takie drobne szczegóły budują najtrwalsze wspomnienia. Wystarczy zwykły spacer. Wystarczy wspólna droga. Wystarczy obecność drugiego człowieka. Kiedy wracam do tych chwil pamięcią, nie przypominam sobie, jak wyglądało dane miejsce. Przypominam sobie, jak się wtedy czułem. To uczucie spokoju, bezpieczeństwa i bliskości pozostaje ze mną znacznie dłużej niż jakikolwiek obraz.
Lipiec uczy mnie jednej ważnej rzeczy. Nie wszystko musi mieć cel. Nie każdy spacer prowadzi do konkretnego miejsca. Czasami największą wartością jest samo bycie w drodze. Powolny marsz pomaga uspokoić oddech, uporządkować myśli i zauważyć rzeczy, które na co dzień umykają w pośpiechu. Dla osoby z dysfunkcją wzroku to także okazja, by jeszcze pełniej wsłuchać się w otoczenie, poczuć zapach ciepłego powietrza, dotyk letniego wiatru i obecność ludzi, z którymi dzieli się ten czas. Lato przypomina, że odpoczynek nie zawsze oznacza dalekie podróże. Czasem wystarczy wyjść z domu, przejść znajomą ścieżką, zatrzymać się na chwilę i pozwolić sobie odetchnąć. Bo najpiękniejsze wakacyjne chwile bardzo często nie rodzą się z wielkich planów. Rodzą się z prostoty. Ze spokojnego spaceru, dobrej rozmowy, wspólnie wypitej herbaty i czasu, którego nikt nie próbuje przyspieszać. To właśnie takie chwile zostają z nami najdłużej i przypominają, że lato można przeżywać wszystkimi zmysłami – bez pośpiechu, z radością płynącą z samej obecności.