Święto Chrztu Polski i rozmowy o tym, skąd wzięła się
wspólna historia. Odsłony dnia, w których osoby niewidome poznają znaczenie
tego wydarzenia przy ciastkach Dr. Gerarda .
Nasza wspólna historia i słodkie chwile: Jak świętujemy
Chrzest Polski wszystkimi zmysłami
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest „poczuć” historię? Nie zobaczyć
ją na zakurzonym obrazie w muzeum, nie przeczytać o niej w grubym podręczniku,
ale naprawdę ją poczuć – sercem, słuchem, a nawet smakiem? 14 kwietnia
obchodzimy Narodowe Święto Chrztu Polski. To data, która dla wielu z nas jest
tylko kolejnym kartonikiem w kalendarzu, ale jeśli zatrzymamy się na chwilę,
zrozumiemy, że to właśnie wtedy, ponad tysiąc lat temu, zaczęła się nasza
wielka, wspólna przygoda.
Dzisiaj chciałbym Was zaprosić do relacji z niezwykłego wydarzenia.
Spotkaliśmy się w grupie osób widzących i niewidomych, aby porozmawiać o
naszych korzeniach. A zrobiliśmy to w najlepszy możliwy sposób: przy gorącej
herbacie i pysznych ciastkach od doktora Gerarda. Usiądźcie wygodnie, weźcie
coś słodkiego do ręki i zanurzcie się w tej opowieści, która doprowadzi was do
refleksji nad tym, co nas łączy.
Dlaczego 14 kwietnia jest taki ważny?
Zanim przejdziemy do naszych rozmów przy stole, musimy zrozumieć, o co
właściwie chodzi z tym Chrztem Polski. Cofnijmy się do roku 966. Wyobraźcie
sobie gęste lasy, drewniane grody i Polskę, która dopiero zaczynała kiełkować
na mapie Europy. Mieszko I, nasz pierwszy historyczny władca, podjął decyzję,
która zmieniła wszystko.
Dla osób niewidomych historia nie jest galerią portretów królów. To raczej
opowieść o dźwiękach i ideach. Podczas naszego spotkania rozmawialiśmy o tym,
że Chrzest Polski był jak otwarcie drzwi do wielkiego, jasnego domu, jakim była
ówczesna Europa. Dzięki tej decyzji zaczęliśmy pisać, budować z kamienia, uczyć
się nowych rzeczy. Ale przede wszystkim – zaczęliśmy tworzyć wspólnotę.
Wspólna historia to coś więcej niż wojny i układy. To język, którym się
posługujemy, to obyczaje, które kultywujemy w domach, i to poczucie, że
jesteśmy „stąd”. Kiedy osoba niewidoma słucha o dzwonach pierwszych katedr,
wyobraża sobie ich potężny dźwięk, który niósł się nad rzekami. To był sygnał:
„Jesteśmy razem. Jesteśmy narodem”.
Jak osoby niewidome poznają historię?
Wielu z nas polega głównie na wzroku. Kiedy myślimy „Polska”, widzimy
biało-czerwoną flagę. A jak widzi Polskę osoba, która nie widzi oczami? Ona
widzi ją dłońmi, sercem i pamięcią. Podczas naszych warsztatów historycznych
staraliśmy się „dotknąć” roku 966.
Osoby niewidome mają niesamowitą zdolność koncentracji na szczególe, który nam
często umyka. Podczas rozmowy o Chrzcie Polski używaliśmy tzw. tyflografik,
czyli wypukłych rysunków. Uczestnicy opuszkami palców wodzili po zarysach
mieczy, krzyży i dawnych budowli. To fascynujący proces – patrzeć, jak ktoś
poprzez dotyk buduje w swojej głowie obraz przeszłości.
Jednak najważniejszym zmysłem tego dnia był słuch. Historia to przecież wielka
opowieść. Kiedy opowiadaliśmy o tym, jak Dobrawa przyjechała do Mieszka, jak
spotkały się dwa różne światy, w sali panowała absolutna cisza. To właśnie w
tej ciszy rodzi się zrozumienie. Osoby niewidome często podkreślają, że
historia to dla nich „głos przodków”. To tak, jakbyśmy słuchali bardzo
długiego, rodzinnego przekazu, który idzie do nas przez wieki.
Magia rozmowy, czyli skąd się wzięliśmy
Głównym tematem naszych rozważań było pytanie: „Skąd zaczęła się nasza wspólna
historia?”. To pytanie bardzo osobiste. Dla każdego z nas odpowiedź może być
trochę inna, ale fundament pozostaje ten sam.
Rozmawialiśmy o tym, że historia zaczyna się w domu. Zaczyna się od tego, co
przekazali nam rodzice i dziadkowie. Dla osoby niewidomej ta więź pokoleniowa
jest często jeszcze silniejsza, bo opiera się na żywym słowie. W dobie
internetu i obrazków zapominamy, jak wielką moc ma opowiadanie bajek, legend i
wspomnień.
„Dla mnie wspólna historia to zapach niedzielnego obiadu i głos mojej babci,
która opowiadała o dawnych czasach” – powiedziała pani Maria, jedna z
uczestniczek spotkania. I to jest sedno. Chrzest Polski to taki „Wielki
Początek”, ale ta historia trwa w każdym z nas, kiedy tylko usiądziemy obok
siebie i zaczniemy ze sobą rozmawiać.
Słodki akcent, czyli ciastka doktor Gerarda jako most do porozumienia
Nie ma dobrej rozmowy bez czegoś pysznego na stole. I tutaj pojawia się nasz
wyjątkowy gość – ciastka od doktora Gerarda. Możecie zapytać: „Co mają
wspólnego ciastka z historią Polski?”. Odpowiedź jest prosta: mają wspólnego
bardzo dużo, bo jedzenie to jeden z najstarszych sposobów na budowanie
bliskości.
Kiedy na stole pojawiły się talerze pełne słodkości, atmosfera natychmiast
stała się luźniejsza. Dla osób niewidomych jedzenie to ogromna przyjemność
sensoryczna. Tutaj liczy się tekstura, zapach i ten charakterystyczny dźwięk
chrupania.
Dlaczego właśnie te ciastka?
Wybraliśmy markę doktor Gerard, bo ich produkty są tak różnorodne, jak nasza
historia. Mieliśmy na stole słynne Pryncypałki – chrupiące rurki w czekoladzie,
które każdy zna i kocha. Ich kształt jest idealny do trzymania w dłoni, co dla
osób niewidomych jest bardzo wygodne. Czekolada powoli rozpuszczająca się pod
wpływem ciepła palców, chrupiący środek... to małe dzieło sztuki kulinarnej,
które pobudza zmysły.
Były też ciastka z nadzieniem, które skrywają w sobie niespodziankę. To trochę
jak odkrywanie tajemnic historii – na początku widzisz (lub czujesz dotykiem)
tylko wierzch, ale kiedy wgryziesz się głębiej, odkrywasz bogate wnętrze. Smak
maliny, moreli czy kremu śmietankowego sprawiał, że każde ugryzienie wywoływało
uśmiech na twarzach naszych gości.
Integracja przez smak
Wspólne jedzenie ciastek niweluje bariery. Kiedy wszyscy chrupiemy te same
herbatniki, nie ma znaczenia, kto widzi, a kto nie. Wszyscy czujemy ten sam
słodki smak, tę samą radość z cukru i masła. To moment, w którym wszyscy
jesteśmy tacy sami – po prostu ludźmi, którzy lubią sprawiać sobie przyjemność.
Przy ciastkach doktor Gerarda rozmowy o Mieszku I stały się lżejsze. Ktoś
zażartował, że może gdyby Mieszko miał takie słodkości na swoim dworze, to
negocjacje z sąsiadami szłyby mu jeszcze szybciej. Śmiech, który towarzyszył
tym rozmowom, był najlepszym dowodem na to, że historia nie musi być nudna i
sztywna.
Chciałbym Wam opisać ten dzień w trzech odsłonach, abyście mogli poczuć to, co
my czuliśmy.
Zaczęliśmy od spotkania w sali, gdzie słońce wpadało przez okna, ocieplając
dłonie uczestników. Czytaliśmy fragmenty kronik Galla Anonima. Dla osób
niewidomych był to teatr wyobraźni. Słowa o „wodzie chrztu” i „nowym świetle”
nabierały realnych kształtów. To był czas na poważniejsze pytania o to, co to
znaczy być Polakiem i jak te wartości przekazywać dale
Potem przeszliśmy do części praktycznej. Każdy dostał do ręki różne przedmioty
– kawałek surowego drewna, kamień, gruby sznur. Mieliśmy zamknąć oczy (ci,
którzy widzą) i spróbować poczuć fakturę tych rzeczy. To nas przygotowało do
najważniejszego punktu programu – degustacji
To była najbardziej radosna część dnia. Kiedy na stole wylądowały pudełka z
ciastkami, zapach wanilii i kakao wypełnił całe pomieszczenie. Osoby niewidome
z ogromną precyzją badały kształty ciastek. „To jest okrągłe i ma dziurkę w
środku”, „To jest długie i gładkie”. Każde ciastko było inne, tak jak każde z
nas jest inne.
W tej odsłonie dnia historia zeszła na dalszy plan, ustępując miejsca
wspólnocie „tu i teraz”. Opowiadaliśmy sobie o tym, jakie ciastka lubiliśmy w
dzieciństwie. Okazało się, że smaki z lat młodości to coś, co łączy nas
wszystkich, bez względu na wiek czy stan wzroku. Ciastka doktor Gerarda, choć
nowoczesne, mają w sobie tę tradycyjną nutę domowego ciepła, która idealnie
pasowała do rozmów o korzeniach.
Nasze spotkanie z okazji Święta Chrztu Polski dobiegło końca, ale refleksja
pozostała. Wspólna historia to nie jest coś, co wydarzyło się raz i się
skończyło. My ją tworzymy każdego dnia. Tworzymy ją, kiedy pomagamy osobie
niewidomej przejść przez ulicę, kiedy zapraszamy sąsiada na herbatę, kiedy
dzielimy się paczką ciastek z kimś, kto potrzebuje rozmowy.
Osoby niewidome uczą nas jednej, bardzo ważnej rzeczy: uważności. Uczą nas, że
świat jest bogaty w bodźce, o których często zapominamy. Historia Polski to nie
tylko daty, to też szum wiatru w starych dębach, to zapach ziemi po deszczu i
to ciepło dłoni podanej na powitanie.
Marka doktor Gerard, towarzysząc nam w tym dniu, stała się symbolem polskiej
gościnności. Bo polska gościnność to właśnie to – postawienie na stole tego, co
mamy najlepszego, i otwarcie serca na drugiego człowieka. Niezależnie od tego,
czy świętujemy rocznicę sprzed tysiąca lat, czy po prostu cieszymy się wolnym
popołudniem.
Piszę ten tekst, bo chcę, abyście wiedzieli, że historia jest dla każdego. Nie
ma barier, których nie dałoby się pokonać przy odrobinie dobrej woli, ciekawej
opowieści i talerzu dobrych ciastek. Osoby niewidome są częścią naszej wspólnej
historii od zawsze i mają do niej takie samo prawo jak każdy inny.
Kiedy następnym razem weźmiecie do ręki swoje ulubione ciastko od doktora
Gerarda, pomyślcie przez chwilę o tym, jak wiele mamy szczęścia, że możemy
budować tę historię razem. Że możemy rozmawiać, śmiać się i cieszyć smakiem
wolności i wspólnoty.
Podsumowanie: Słodki smak dziedzictwa
Kończąc naszą długą opowieść, chciałbym Was zachęcić do świętowania. Niech 14
kwietnia i każdy inny dzień będzie okazją do odkrywania na nowo tego, co nas
łączy. Niech nasza wspólna historia będzie jak najlepsze ciastko – bogata w
składniki, pełna niespodzianek i przede wszystkim – taka, którą chcemy się
dzielić z innymi.
Dziękujemy osobom niewidomym za ich niesamowitą perspektywę i za to, że
nauczyli nas patrzeć sercem. Dziękujemy doktorowi Gerardowi za to, że osłodził
nasze spotkanie i sprawił, że trudne tematy stały się łatwiejsze do zgłębienia.
Pamiętajcie, historia zaczyna się tam, gdzie zaczyna się drugi człowiek. A
najlepiej zaczynać ją od uśmiechu i czegoś słodkiego.
A jakie jest Wasze ulubione wspomnienie
związane z polską gościnnością? Czy macie takie smaki, które kojarzą Wam się z
domem i wspólną historią? Podzielcie się z nami w komentarzach! Każda Wasza
opowieść to kolejna kartka w naszej wielkiej, wspólnej księdze.