Światowy Dzień Pizzy w wersji niewidomej
Światowy Dzień Pizzy to dzień prawie jak każdy inny z tym wyjątkiem, że podczas przygotowania pizzy mogę się na chwilę zatrzymać przy czymś prostym i znajomym. Nie potrzebuję wtedy wielkich słów, tłumaczenia czemu pizza jest ważna, przecież wystarczy, że jest. Tak, więc Dzień Pizzy nie musi się zaczynać od daty, ale może się rozpocząć od dźwięku piekarnika, zapachu drożdży unoszącego się w kuchni i od dłoni oprószonych mąką.
Dla mnie jako osoby niewidomej pizza nie jest obrazkiem z menu, ani idealnym kołem na talerzu. Jest ciepłem, które przenika przez karton lub talerz. Jest sprężystością ciasta gdy biorę pierwszy kawałek do ręki. Jest zapachem sera, który unosi się w powietrzu, zanim jeszcze dotknie języka. I liczy się, to jak chrupie i smakuje, a nie jak wygląda, tak więc jedząc pizzę, czuję ją całym ciałem.
Pizza raczej nie bywa samotna, a nawet jedząc ją w ciszy i tak gdzieś w tle jest czyjaś obecność, wspomnienie rozmów, śmiechu czy wspólne sięganie po ostatni kawałek. Dla mnie jedzenie jest zazwyczaj pretekstem do wspólnego spędzania czasu, ponieważ zawsze ktoś opisze co jest na stole, czy poda talerz. W takich sytuacjach jedzenie jest nie tylko posiłkiem a przestrzenią spotkania, gdzie dla każdego znajdzie się miejsce.
Pizza nie musi być idealna, ani zrobiona z najlepszego przepisu. Tak więc zapraszam, usiądź ze mną w kuchni, gdzie blat jest trochę lepki od ciasta, a powietrze ciepłe od piekarnika i tu właśnie przygotujemy pizzę. Rozmowa toczy się tu wolniej, bo ręce mam zajęte, a uwagę skupiam na dotyku, zapachu i obecności. I wystarczy kawałek pizzy, którym mogę się podzielić.
Dłonie jako najlepszy "tester" ciasta
Miękkość, sprężystość, temperatura to sygnały, których nie widać. Więc kiedy biorę ciasto w dłonie, to czuję rzeczy, których nie trzeba widzieć. Miękkość mówi mi, czy gluten już się ułożył, sprężystość zdradza czy ciasto wystarczająco długo odpoczywało, temperatura pod palcami podpowiada mi czy drożdże pracują w swoim rytmie. Różnice takie jak ledwo wyczuwalne napięcie, delikatny opór przy nacisku, i ciepło, ale takie, które nie parzy to rzeczy, które się czuje. Z upływem czasu dłonie uczą się je rozpoznawać automatycznie bez wielkiego wysiłku.
Gdy wsypuję mąkę do miski, to po jej strukturze rozpoznaje, ile wody wchłonie. Temperaturę sprawdzam skórą, bo to ona pierwsza ma styczność ze składnikami. Dłonie szybciej zapamiętują konsystencję drożdży. Ciało pamięta rytm kuchni, tempo wyrabiania, moment kiedy ciasto przestaje się kleić, a zaczyna oddychać Te czynności i ruchy zapisane są w mięśniach, skórze i pamięci.
Jak rozpoznaję, że ciasto jest gotowe bez patrzenia? Naciskam na powierzchnię ciasta i czekam. Jak wraca powoli, to znaczy, że jest gotowe, a jeśli się zapada, to potrzebuje pracy albo odpoczynku, a gdy stawia opór, to znaczy, że je przemęczyłam. Dłonie wyczują moment kiedy ciasto staje się elastyczne, gładkie oraz ciepłe i wystarczy tylko dotyk i nie jesteś w stanie pomylić tej chwili.
Dłonie potrafią powiedzieć prawdę szybciej niż oczy. Ciasto może wyglądać dobrze, a w środku być niedojrzałe, może mu brakować struktury, więc oczy można łatwo oszukać. Dłonie za to nie kłamią, reagują szybko na to co prawdziwe. Wyczuwają napięcie, wilgoć, ciepło i ruch, który w cieście nadal trwa. Ufam zatem dłoniom bezgranicznie, one nie analizują, nie porównują, ale wiedzą. I kuchnia może stać się miejscem, gdzie można zacząć naprawdę czuć.
Zapachy, które prowadzą przez przygotowanie pizzy
Aromat drożdży to początek całego procesu przygotowania pizzy. Zanim jeszcze dotknę ciasta, a mąka oprószy blat, pojawia się zapach. Delikatny, lekko słodki aromat drożdży. Gdy mieszam je z ciepłą wodą, to czuję, jakby coś się budziło. Zapach ten mówi mi, że coś zaczyna żyć, rosnąć, pracować. Jest to sygnał, że już czas na przygotowanie pizzy. Drożdże pachną cierpliwością i oczekiwaniem i to jest ten moment gdzie nie mogę się spieszyć. Gdy drożdże pracują, uwagę przenoszę na dodatki. W palcach rozcieram świeżą bazylię i od razu czuję jej intensywny zapach. Czosnek krojony drobno uwalnia swoją ostrość, a oliwa z oliwek wnosi miękką, lekko owocową nutę. Te aromaty tworzą dla mnie mapę smaków, zanim jeszcze pizza trafi do pieca. A gdy już tam się znajduje, to zapach zaczyna się zmieniać. Na początku jest subtelny, a później bardziej wyraźny, aż roznosi się na całe pomieszczenie. Słyszę cichy szum gorącego powietrza, trzask nagrzanego piekarnika i można to uznać za muzykę, a zapach jest jej melodią. Ser się topi, sos gęstnieje, ciasto twardnieje i robi się chrupiące. A aromaty łączą się w jedną całość. Zapach podpowiada mi kiedy pizza jest prawie gotowa. Gdy poczuję lekko przypieczoną skórkę, delikatną słodycz pomidorów, intensywną nutę ziół to wiem, że to ten czas. Już po zapachu poznaję, że wszystko się udało, zanim jeszcze spróbuję pierwszy kawałek.
Pizza jako jedzenie, którym najłatwiej się dzielić
Kawałki pizzy nie potrzebują tłumaczenia. Nie muszę pytać jak je jeść i w jakiej kolejności brać je mam do ręki. Czuję ciepło, zapach i ciężar dodatków.
Podanie kawałka pizzy z ręki do ręki to prosty gest bez słów, bez dystansu. Pizza nie stawia barier, nie wyklucza i każdy wie, co z nią zrobić.
Pizzę trudno jest podzielić na idealnie równe kawałki. Najczęściej jest tak, że ktoś dostanie większy kawałek, a ktoś inny mniejszy, jeden ma więcej sera, a drugi więcej ciasta. Najważniejsze jest to, że liczy się intencja, a nie matematyka. Dzielenie pizzy uczy zaufania, luzu, gotowości do ustąpienia czy oddania lepszego kawałka albo zabrania ostatniego bez pretensji.
Mogę to już stwierdzić, że przy pizzy rozmowa zaczyna toczyć się sama i nawet gdy zapadnie cisza to nie jest ona niezręczna. Wspólne jedzenie tworzy więź, zanim wypowie się pierwsze słowa. Wspólny pierwszy kęs, śmiech i sięganie po następny kawałek sprawia, że nie trzeba ciągle mówić, a wystarczy być, żeby poczuć bliskość i stworzyć przestrzeń, w której obecność drugiej osoby jest naturalna.
Dla mnie pizza jest jak zaproszenie nieformalne, ciepłe, bez oczekiwań. Kiedy mówię "chodźmy na pizzę" to nie znaczy tylko, że odczuwam głód. To pretekst do wspólnego spędzenia czasu, podzielenia się czymś prostym i bycia przez moment razem.
Ciastka Dr Gerard jako słodkie dopełnienie kulinarnego święta
Uczestnicząc w kulinarnym święcie, zwracam uwagę nie tylko na danie główne. Odczuwam rytm całego spotkania, czyli wszystkie momenty te mniej i więcej wyraźne, oraz etapy między smakami i wymianą słów. I właśnie w tym czasie pojawiają się ciastka Dr Gerard, ale nie jako gwiazda wieczoru, a jego słodkie dopełnienie. Gdy po zjedzeniu kilku kawałków pizzy wciąż czuję jej chrupiące brzegi i ciągnący się ser, a już sięgam po kruche ciastko, to odczuwam dużą zmianę. Tekstura ciastka jest lżejsza i delikatniejsza. Używam mniej energii do gryzienia, a ciastko powoli się rozpada w ustach. Wtedy moje podniebienie odpoczywa, a odczucia się zmieniają.
Talerzyk z ciastkami nie domaga się uwagi i stoi na boku stołu. Mogę po nie sięgnąć w każdej chwili między wymianą zdań, śmiechem czy ciszą. To jest taki mały, spokojny przerywnik, który pozwala na moment zwolnić.
Już jedno ciastko wystarczy, żeby sobie powiedzieć "poczekaj". Sięganie po coś słodkiego pomiędzy kolejnymi kawałkami pizzy spowalnia tempo jedzenia, nadając jej rytm, nie jem w pośpiechu i uważniej oraz świadomie mogą uczestniczyć w dalszej rozmowie.
Słodkości od Dr Gerard potrafią zamknąć spotkanie delikatnie i subtelnie, a nie tak jak niektóre słodkości przygotowywane "na pokaz". Ciastka od Dr Gerard sprawiają, że rozchodzimy się z poczuciem sytości i miło spędzonego czasu.
Wspólne gotowanie bez patrzenia
Wspólne gotowanie bez możliwości korzystanie ze wzroku znaczy dla mnie więcej niż tylko przygotowywanie posiłku. W tym czasie ćwiczę uważność, komunikację i wzajemne zaufanie. Nie mogę polegać na gestach, spojrzeniach, mimice, ale za to każde słowo ma znaczenie i współpraca jest możliwa.
Od początku ustalamy role, używając tylko słów. Mówię, co robię i co zamierzam robić i to samo robi osoba mi towarzysząca. Gdy na bieżąco opisujemy swoje działania, to taki podział zapewnia nam bezpieczeństwo i łatwiej możemy kontrolować sytuację.
Dla mnie ważne jest to, że pomoc nie może polegać na wyręczaniu. Bardziej oczekuję słownej wskazówki i zamiast łapać mnie za rękę to lepiej powiedzieć, że "twoja dłoń jest zbyt blisko krawędzi blatu "czy "nóż leży po twojej prawej stronie". Dzięki takiej pomocy zachowuję samodzielność i mam wpływ na to co robię.
Jak dla mnie to najlepiej działają krótkie komunikaty. Konkretne informacje typu "trochę w lewo", "przed tobą jest deska do krojenia", "uwaga gorące naczynie" są użyteczne. Liczy się czas, więc im prostszy przekaz to łatwiej mi zareagować i bezpiecznie działać. Proste komunikaty są moim narzędziem orientacji.
Wspólne gotowanie uczy mnie zaufania do drugiej osoby i do siebie samej. Muszę wierzyć, że osoba mi towarzysząca odpowiednio mnie poprowadzi słowem, a jednocześnie muszę zdać się na własne zmysły. Z czasem współpraca osiąga idealny poziom i wtedy dopiero możemy mówić o budowaniu relacji, która opiera się na uważności, cierpliwości i wzajemnym szacunku.
Ludzie, przy których pizza smakuje bardziej
Pizza nigdy nie smakuje tak samo i nie jest ważne, czy robię ją tak samo, używając tego samego sosu. Czasem smakuje o wiele lepiej i pełniej jakby miała ukryty składnik, a ja dopiero po czasie zrozumiałam, że to chodzi o obecność nielicznych osób. Gdy jestem z niektórymi ludźmi, to mogę kroić pizzę, tak jak chcę i nikt tego nie skomentuje, nawet gdy kawałki są nierówne. Pizza jest raczej pretekstem, do spędzenia razem czasu i rozmowy, a nie musi być idealnie pokrojona, wystarczy, żeby była smaczna, a wtedy jem ją z większą przyjemnością. Lubię chwile gdy nikt nie zwraca uwagi na to jak sięgam po kawałek pizzy bez patrzenia, nie poprawiają mnie, nie analizują, nie dokuczają gdy ser lub sos kapnie na serwetkę. Przy nich pizza jest zwyczajna, prawdziwa i smakuje bardziej.
Jedzenie pizzy w odpowiednim towarzystwie działa jak dodatkowy składnik, niewidoczna, ale kluczowa przyprawa, która sprawia, że nie jem zbyt szybko, mogę spokojnie porozmawiać, pośmiać się. Najlepsza pizza to taka, którą mogę jeść w dobrym towarzystwie i to takie chwile chcę pamiętać i do nich wracać.
Gdy tempo świata staje się za szybkie
Czasami gdy wszystko szybko się dzieje, mam takie wrażenie, że niektóre rzeczy toczą się obok mnie. Dźwięki się na siebie nakładają, myśli przelatują, a ciało zachowuje się jak robot. W takich chwilach potrzebuje punktu, dzięki któremu mogę się zatrzymać. Opierając dłonie o chłodny kuchenny blat, wracam do równowagi. On daje mi poczucie bezpieczeństwa i ciągłości. Jest stabilny i istnieje niezależnie od tempa świata na zewnątrz.
Przy wyrabianiu ciasta moje myśli zwalniają. Koncentruję się na fakturze i na tym jak ciasto klei się do rąk i powoli staje się gładkie i elastyczne. Rytmiczne ruchy dłoni narzucają tempo, ale takie całkiem inne bez pośpiechu. Wyrabianie ciasta działa na mnie relaksująco i uspokajająco.
Przygotowanie pizzy traktuję jak zadanie, które pozwala mi wrócić, ponieważ muszę czuć, oceniać, reagować czy ciasto już jest gotowe, czy piekarnik ma dobrą temperaturę. Te czynności pozwalają mi być w ruchu, czuć zapach drożdży, ciepło kuchni, jestem wtedy zaangażowana i w pełni obecna.
Przerwa na ciastko i herbatę to mój sposób na chwilową przerwę. Ciepło filiżanki w dłoniach, zapach napoju, słodycz ciastka pozwala mi się na chwilę zrelaksować, odpocząć. Ten czas zamyka cały proces, a ja wracam do siebie i odzyskuję wewnętrzny spokój oraz energię mimo to, że świat pędzi nadal, to ja mam już swoje tempo, do którego mogę zawsze wrócić.
Pizza jako sposób na dostępność
Pizza dla mnie to posiłek, który nie wymaga specjalnych umiejętności. Jedząc pizzę, nie muszę się wysilać, po prostu biorę kawałek do ręki i jem swobodnie. Skupiam się na rozmowie, a nie na tym jak ją jeść. Nie muszę widzieć szczegółów, żeby wiedzieć, czy pizza jest dobra. To poprzez zapach, strukturę ciasta, ciągnący się ser, temperaturę mogę czerpać przyjemność gdy nie widzę detali. Jedzenie pizzy nie wyklucza nikogo z powodu tego, że postrzega świat inaczej, dzięki innym zmysłom niż wzrok.
Kiedy wspólnie kroimy i dzielimy pizzę, ma to dla mnie duże znaczenie, ponieważ jest to chwila gdy wszyscy jesteśmy równi i nie ma lepszego lub gorszego talerza ani kontrolowania. Po prostu sięgamy po pizzę z tego samego miejsca i wspólnie decydujemy jak się podzielić.
Przy jedzeniu pizzy tworzy się wspólna przestrzeń, w której różnice nie mają znaczenia. Pizza dostępna jest dla wszystkich, a jej prostota i otwartość innych osób wystarczy, aby jedzenie nie dzieliło, a zaczęło łączyć.
Światowy Dzień Pizzy codziennie jeśli chcemy
Dla mnie pizza zaczyna się od ciepłego ciasta, które odpowiada na mój dotyk, w mące zostającej na dłoniach, w zapachu drożdży, który podpowiada mi czy już czas, czy muszę jeszcze poczekać. Zazwyczaj ufam swojej intuicji, bo ona wie kiedy muszę dodać, trochę mąki, a kiedy nie. Pizza ta nie musi być doskonała, a prawdziwa, przygotowywana uważnie, powoli, i wtedy będzie smakować najlepiej.
Uwielbiam jeść pizzę w towarzystwie osób, które się nie spieszą, wtedy mogę ją spożywać w swoim tempie, rozmawiając i śmiejąc się, a pizza staje się wtedy pretekstem do spotkania.
Na koniec obowiązkowo musi być słodkie ciastko, taki mały znak, że ta chwila była wystarczająco dobra i na pewno ją zapamiętam i będę chciała powtórzyć.
Zaproszenie
Znajdź dziś smak, którym warto się podzielić
Osobiście uważam, że Światowy Dzień Pizzy może być codziennie, ale tylko wtedy gdy wyrażamy na to naszą zgodę. Zachęcam każdego, aby dziś znalazł smak, którym warto się podzielić i nawet nie musi to być pizza. Najważniejsze, żeby to było prawdziwe, Wasze i wspólne, a wtedy to święto może być każdego dnia.