Jesienne
liście.
Jak
to bywa jesienią spadają liście z drzew. I trzeba je ciągle
zagrabiać jak się chce mieć na wiosnę piękny zielony trawnik nie
pogniły czy z wychodzącym mchem. W niedzielę po śniadaniu
postanowiłam ponownie pójść na moją działkę. Moja rodzinka
została w cieplutkich Łóżkach bo są chorzy . Pozostał mi mój
wierny przyjaciel pies, który dzielnie pomaszerował z panią.
Trochę nam droga zeszła zwłaszcza z moim pupilem, który każde
drzewo oraz każdy krzaczek musi obwąchać. Po godzinie dotarliśmy.
W planach miałam przegrabić obie strony trawy oraz je zakopać na
kompostowniku jak i zabezpieczyć na zimę róże i moje dwie nowo
posadzone budleje. Oczywiście zaraz zabrałam się do pracy i już
po dobrej godzinie miałam pozagrabiane i rzucone na kompost. A mój
mały piesio sobie odpoczywał na ławce na której oczywiście miał
położony koc bo jak by trochę zaczął marznąć to by piszczał,
że czas do domu. Niestety tylko udało mi się zabezpieczyć moje
dwie budleje a róże muszą poczekać bo zrobiło się strasznie
dżdżysto i nie chciałam się przeziębić. Po drodze już
dzwoniłam do chłopaków aby wstawiali wodę na herbatę najlepiej z
cytryną. Miałam jeszcze z dwie schowane z poprzedniego dnia
babeczki muffiny z MALTIKEKSAMI dr Gerarda oraz zrobiłam
szybki sernik na zimno z krakersami classic dr
Gerarda. To jeszcze niewielkie pozostałości po sobotnich
gościach. A kiedy człowiek się napracuje na świeżym powietrzu
apetyt wzrasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz