poniedziałek, 14 listopada 2016

„Przyjazd brata na groby.”


Jak wcześniej pisałem, wraz z rodzeństwem spotkaliśmy się w domku po babci, otóż wspominaliśmy we czworo. Brat, który nie dotarł dzień wcześniej, stawił się z samego rana we Wszystkich Świętych. Siostra już od samego rana kusiła w kuchni i, tak jak dzień wcześniej, szykowała słodką niespodziankę upatrzoną w DESEROTECE na stronce Dr Gerarda.

Zanim wstaliśmy, i zanim brat dojechał, siostra była już gotowa z niespodzianką i śniadaniem. Przywitaliśmy się i zasiedliśmy do rodzinnego śniadania. Trochę smutne, że w Święto Zmarłych, ale ważne, że razem. W trakcie śniadania omówiliśmy plan objazdu i zapalenia zniczy na grobach, a trochę ich było.

Chwilę po śniadaniu siostra zrobiła kawę i w końcu postawiła na stole wyczekiwaną niespodziankę tj. „Deser z biszkoptów – lekki i świeży z PAŁECZEK MORELOWO ŚMIETANKOWYCH”, pycha, palce lizać! Dodatkowo na talerz wyłożyła dzień wcześniej zakupione, i o dziwo jeszcze nie zjedzone, CIASTKA Dr Gerarda takie jak: ZWIERZAKI WIELOZBOŻOWE, MAŚLANE HERBATNIKI SCOOBY DOO i jeszcze KRAKERSY CLASSIC. Krótko po śniadaniu zjedliśmy odrobinę SŁODKOŚCI Dr Gerarda bo, choć oczy bardzo by chciały, to niestety żołądek odmawiał. Jednym słowem delektowaliśmy się świeżością i wybornym smakiem każdego ze SŁODKICH wyrobów.

Oj, ciężko było wstać od stołu, a jeszcze przed nami kilkanaście kilometrów jazdy samochodem i to nie po całkiem prostej drodze. Ale co tam trochę się ubiło. Razem objechaliśmy jednym autem wszystkie groby, gdzieniegdzie trzeba było dodatkowo zgrabić liście. Pozapalaliśmy znicze  na każdym grobie rodzinnym i wróciliśmy na cmentarz parafialny na grób rodziców i na mszę świętą.

Po mszy wróciliśmy do domku po babci ogrzać się, na kawę i dojeść to, co zostało ze słodkości Dr Gerarda. Powspominaliśmy jeszcze trochę i rozjechaliśmy się do swoich domów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz