środa, 13 lutego 2019

wirus grypy


 W naszej rodzinie panuje wirus grypy. Dwoje dzieci Monika i Marcinek leżą w łóżku z wysoką gorączką.  Wczoraj byliśmy u lekarza i przepisał antybiotyk. Sama też jestem pociągająca nosem. Kuruje się domowymi sposobami. Jeśli mi nie przejdzie, to będę musiała pójść do lekarza. W przychodni bardzo dużo pacjentów. Wzięłam sobie tydzień urlopu na kuracje. W większości przebywam w pokoju dzieci. Podaje im lekarstwa, czytam im książeczki lub opowiadam ciekawe historyjki. Za parę dni w piątek w przedszkolu jest bal przebierańców. Jeszcze im nie powiedziałam,  że nie pójdą z powodu choroby. Przykro mi, bo bardzo się cieszyli. Dopiero w czwartek odważyłam się porozmawiać z nimi na temat balu. Tłumaczyłam im, że bardziej zachorują i pojadą do szpitala.  Jak się domyślałam  zaczęły płakać. Zbuntowały się i nawet nie chciały jeść posiłków. Nie namawiałam je tylko zostawiałam na talerzu. W końcu usiadły przy stole i zaczęły trochę jeść. Córka szukała po szafkach coś słodkiego. Niestety tym razem nic nie było. Zadzwoniłam do męża, aby po pracy kupił wafelki czekoladowe i draże Dr. Gerarda. Maluchy nie mogły doczekać się kiedy tatuś przyjdzie do domu. Za dwie godziny usłyszeli dzwonek do drzwi i szybko wybiegli z pokoju.  Dałam im na talerzyk parę ciastek, a resztę schowałam do szafki. Muszę wydzielać, ponieważ te łakomczuchy zaraz, by wszystko zjadły.     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz