Następnego dnia dzieci wstały wyjątkowo wcześnie. Od razu
pobiegły do dziadków. Babcia już była przygotowana na przyjście wnuków. Zaraz
poszła z nimi do łazienki, a potem do kuchni na śniadanie. Słuchały się, jakby
je ktoś odmienił. Dwuletnia Kasia obserwowała co robi starsze rodzeństwo. Taki
stan niestety nie trwał długo, bo żywotność maluchów po posiłku zaostrzyła się.
Chciały coś słodkiego więc wyłożyłam na talerzyk ciasteczka produkcji Dr.
Gerarda. Mąż upominał się o kawę. Rodzice rzadko piją lecz w naszym
towarzystwie też chcieli się napić. Ja często do kawy podjadam smaczne
ciasteczka Dr. Gerarda. Po południu poszliśmy na dłuższy spacer. Koło galerii
Krakowskiej było lodowisko na które trochę popatrzyliśmy. Potem wróciliśmy do
domu. Kasia smacznie spała w wózku. Martwiłam się, że mama będzie miała dużo
pracy z trójką dzieci. Zapewniała mnie, że sobie poradzi. Zastanawiałam się w
jaki sposób można dzieciom urozmaicić
czas ferii. Pomyślałam o ciekawych bawialniach dla maluchów. Następnego dnia
pojechaliśmy z mężem do pracy. W przerwie zadzwoniłam z pytaniem co w tych
salach zabaw oferują. Bardzo mi się spodobało i postanowiłam pojechać z
dziećmi. W domu zastał mnie zapach pączków. Mama już włożyła ostatnie do
tłuszczu. Już nie pamiętam kiedy jadłam domowe pączki. Mamie zawsze wychodziły.
Rok temu wzięłam sobie przepis, ale ze względu na dużo pracy tylko jeden raz
usmażyłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz