Dzieci mają ferie zimowe, ale nie widziały śniegu. Natomiast
u Siostry Iwony w Krynicy dzieci jeżdżą na sankach. Wzięłam sobie parę dni
urlopu, żeby z czteroletnim Marcinkiem i sześcioletnim Kubusiem pojechać w
odwiedziny do siostry. Wcześniej kupiłam dla mojej chrześnicy Spodnie,
książeczkę i słodycze produkcji Dr. Gerarda. Musiałam jechać autobusem, bo auto
jest w naprawie. Zresztą takim słabym pojazdem
strach wybierać się w dalszą podróż. Maluchy
nie mogły doczekać się kiedy autobus zajedzie na dworzec. Trochę marudzili więc
dałam im ulubione Pryncypałki o nowym orzechowym smaku. Na chwilę pomogło. W
końcu szczęśliwie dojechaliśmy. Na dworcu czekała już Iwonka z córką. Po drodze
wstąpiła do sklepu po szybkie zakupy. Po obiedzie dzieci chciały iść na sanki. Poszłam
z nimi na godzinkę. Cieszyły się, że jest śnieg. Dopiero wieczorem, gdy
pociechy spały miałyśmy dla siebie więcej czasu. Zaproponowała, że porozmawia z
sąsiadem, który robi kulig dla turystów. Może nas przewiezie. Następnego dnia
załatwiła przejażdżkę saniami. Wszyscy zapakowaliśmy się na sanie i
podziwialiśmy krajobraz. Moi synowie byli bardzo szczęśliwi. Po przyjeździe
trochę jeszcze pospacerowaliśmy na świeżym powietrzu. Po powrocie całej
rodzinie wzrósł apetyt. Zaraz siostra podgrzała zupę pomidorową. Natomiast ja
usmażyłam naleśniki z serem białym i dżemem. Po kilku dniach wypoczynku podziękowaliśmy
najbliższym oraz zaprosiliśmy ich do nas. Chłopcy jeszcze długo wspominali kulig i zabawy na śniegu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz