Każdy ma jakiegoś „bzika
– konika” na jakimś punkcie… A to jeden lubi zbierać motyle i ćmy – a to druga
zbiera nietypowe naczynia, albo szydełkuje… „Rudy” natomiast zbiera sztućce – i
to w każdej formie. Od drewnianych, przez plastikowe, po metalowe. Od
najstarszych, po najnowsze. Ma tego naprawdę sporo, bo i zbiera to wszystko naprawdę
sporo już lat…
„Rudego” poznałem
przez brata Gabrysi – czyli przez szwagra. Pracują oni w tej samej firmie i są „starymi
kumplami”. Marek początkowo wiele razy opowiadał mi o „Rudym”. Na samym
początku zastanawiałem się nad tym, jak on może wyglądać – bo Marek powiedział
mi, że jak go zobaczę, to będę bardzo zaskoczony jego wyglądem. Myślałem więc o
tym, że jest to pewnie jakiś mały, okrągły z tłustości facet, z miedzianymi
włosami i papierowo biało-żółtej twarzy z piegami… Natomiast kiedy go
zobaczyłem, to początkowo nawet nie skojarzyłem że to właśnie jest „Rudy”. Razem
z Markiem stał człowiek cygańskiej urody, o kruczo czarnych włosach, szczupły i
wysokości około 170cm. Był wtedy upalny lipcowy dzień. Usiedliśmy całą trójką
przy ogrodowym stole, na którym rozłożone były:
- ciastka rurki waflowe Rolls Rolls
- Pryncypałki o nowym orzechowym smaku
- torcik zbożowy
- ciastka Choco cool
- draże
Mieczysław – bo takie jest prawdziwe imię „Rudego”,
stwierdził stanowczo, że słodycze firmy Dr Gerard są jego najbardziej
ulubionymi. Zaczęliśmy rozmawiać… Na początku zapytałem o to, co – jak stwierdził
Mieczysław – wszyscy jego pytają właśnie o to – skąd wzięła się taka dziwna
ksywa… A on tylko uśmiechnął się, podkręcił wąsa – i majestatycznym ruchem
sięgnął po swoje ulubione ciastko…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz