Dzień
dobry. Zima już nas opuściła. Wiosna wchodzi drzwiami i oknami. Dosłownie,
błoto i trawa spod butów zalega na schodach a małe fruwające insekty zaczęły
pokazywać się w mieszkaniu. W niedzielę było tak pięknie, słonecznie i ciepło,
że grzechem byłoby siedzieć w domu. Rowery miałem już przygotowane, wystarczyło
zapakować picie i krakersy Classic firmy „dr Gerard” i mogliśmy ruszać. Na pierwszy
raz wybraliśmy krótką trasę do parku. Tam mieliśmy postój na placu zabaw i na
przyglądanie się wiewiórkom jak się bawiły na drzewach. W ten sposób minęły
dwie godziny. Zbliżał się czas imprezy urodzinowej bratanka. Wróciliśmy do domu
tylko po to by się przebrać i zabrać prezent. Na miejscu okazało się, że nie
byliśmy ostatnimi gośćmi. Bratowa stanęła na wysokości zadania i przygotowała
już stoły, jedzenie i miejsce zabawy dla dzieci. W menu znalazły się słodycze
dla najmłodszych i ciasto własnej produkcji. Wypieki od Serca, bo tak nazywa
swoje placki Beata zawsze zaskakują. Skąd ma na nie przepisy? Nie wiem. Tym razem
było ciasto bezowe z wafelkami i kremem toffi. Pychota. Cały wysiłek i palenie
kalorii, zaprzepaszczone. Takiej wyżery dawno nie miałem. Tylko wieczorem
odczuwałem sporą niestrawność.
Wiosna dotarła
również do klubu Tomka. Od wczoraj mają treningi na boisku. Koniec hali i
małych gierek. Teraz czas na przygotowania do rundy wiosennej. Treningi trzy
razy w tygodniu i dodatkowe mecze sparingowe. Pierwszy raz w tym roku mój syn
sam zaproponował pójście spać przed dwudziestą drugą. Chyba dostali w kość. Bieganie
wokół całego boiska, rozgrzało im mięśnie, których na hali nie mieli możliwości
wykorzystywać. Dzisiaj rano narzeka na zakwasy, ale nie może doczekać się
jutrzejszego treningu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz