Całe wakacje
spędzaliśmy w domu. Mąż zmienił pracę i dopiero w październiku mogliśmy
zaplanować wyjazd na parę dni. Dlatego postanowiliśmy odwiedzić znajomych w
pobliżu Suwałk. Zapoznaliśmy się kilka lat temu szukając kwatery na wypoczynek.
Od samego początku polubiliśmy się nawzajem. Zaprosiliśmy ich do Krakowa i już
dwa razy skorzystali z naszej gościny. Zwiedzali miasto i sąsiednie
miejscowości. Najczęściej sami poznawali okolice. Natomiast oni prowadzą
agroturystykę. Dodatkowo oboje są przewodnikami i potrafią ciekawie opowiadać.
Przyjechaliśmy do nich na parę dni. Gospodarz miał jechać z turystami do Wilna
na drugi dzień. Zaproponował nam jednodniową wycieczkę. Ucieszyłam się, bo
jeszcze nie byłam na Litwie. Jak dowiedziałam
się, że będziemy jechać trzy godziny w jedną stronę, to mój zapał raptownie
zmalał. Jednak ciekawość przezwyciężyła i następnego dnia jako pierwsi turyści
weszliśmy do busa. Pojechaliśmy po inne osoby. Nasz przewodnik opowiadał nam o
mijanych miejscowościach. Mijając granicę Polski od razu kierowca zwolnił do 70
kilometrów na godzinę. Tym można poznać, że przekroczyliśmy granicę. Po drodze korzystaliśmy z toalety na stacjach
benzynowych. Kierowca zaplanował najważniejsze miejsca do zwiedzenia. Wszyscy
mieli prowianty więc nie skupialiśmy się na restauracjach. Przed przyjazdem do Wilna
mąż zjadł kanapkę, a ja wyjęłam ulubione
ciastka francuskie posypane sezamem produkcji Dr Gerarda. Troszkę
zostawiłam Kamilkowi, by mógł też skosztować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz