Witam
. W poprzednim poście pisałam Wam o moim nocnym kinie. I zjedzonych kilogramach
słodyczy ,,Dr Gerard”, między innymi Draże oraz Precelach z czekoladą, chili i
solą. O filmie, który na początku mnie śmieszył, a potem przeraził. O mężu ,
który mnie wkurzył, śmiejąc się z mojej wyobraźni. Kiedy odłożyłam słuchawkę,
powoli wstałam i podeszłam do kontaktu, by zapalić światło. To nie możliwe, a
jednak, walnęło, iskry się posypały i po świetle. Chyba żarówka się spaliła ,
ale akurat teraz, o tej porze. O nie ma mowy bym zadzwoniła do męża, który
świetnie się bawił na wsi ze swoim bratem. Poszłam po omacku do kuchni, skąd
wcześniej coś pyknęło. Włączyłam światło, super było, ok. Rozejrzałam się podejrzliwie dokoła. Nic nie było i nikogo. Sięgnęłam do szafki i
wyciągnęłam ostatnią paczkę ciastek Ghosters o smaku keczupowym ,,Dr Gerard”.
Nastawiłam czajnik na herbatę, w końcu jednak postanowiłam zrobić sobie ciepłe
mleko z miodem. Nie napisałam Wam jeszcze, że włączyłam muzykę, by nie było cicho. W sypialni
włączyłam telewizor. Myłam się w łazience przy otwartych drzwiach na korytarz.
A uszy mi stały jak u zająca. Po wypiciu mleka i zjedzeniu Precla. Udałam się
do sypialni. W telewizji poszukałam coś śmiesznego. Lampki się paliły, a ja
próbowałam zasnąć. Stwierdziłam stanowczo, nigdy więcej nie będę oglądać horrorów
i to sama. W końcu jakoś zasnęłam. Rano pogasiłam światła i poszłam jeszcze się
drzemnąć. I tak się zakończył mój nocy seans filmowy. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz