środa, 22 kwietnia 2026

Światowy Dzień Sportu i ruch, który buduje pewność siebie. Sytuacje, w których osoby niewidome przełamują własne granice, a po aktywności odpoczywają przy ciastkach Dr Gerard.

1.     Ruch jako początek dobrego dnia.

Czy te słowa niosą wielkie wyzwanie? Czy wiążą się z czymś niemożliwym? Czy osoby niewidome lub z innymi ograniczeniami dadzą sobie radę? Moim zdaniem, NIE, NIE, TAK! Aktywność fizyczna może być prosta, niewymagająca, bezproblemowa. Najtrudniej podjąć decyzję aby zacząć. Nie musimy biegać na siłownię, na jogę, bieżnię czy parkiet lub matę. Możemy zacząć dzień od kilku skłonów, kilku przysiadów przy krześle, dodać kręcenie biodrami i już. Potem spacer do szkoły z dzieckiem. To może zmienić nam rytm dnia. Zostawiamy auta w garażu, bierzemy rower, rolki i w drogę.

 

2.     Sport jako doświadczenie ciała i przestrzeni.

Spacerując z dziećmi zauważyłem mnóstwo ludzi biegających, jeżdżących rowerami. Na ich twarzach rysowało się zadowolenie. Widać było zmęczenie, ale uśmiech nie schodził im z buzi. Nie rywalizowali, nie walczyli o lepszy wynik od drugiego człowieka. Byli skupieni na oddechu, równym rytmie, na powtarzalności kroku. Uczyli się swoich ciał, poznawali swoje możliwości. Byli świadomi swoich ciał. Zastanawiacie się, skąd mogę to wiedzieć? Odpowiadam. Mieszkam na tym osiedlu kilka dekad i znam sporo ludzi. Wielu z nich oraz członków mojej rodziny biega, często spotykam te same osoby i rozmawiamy ze sobą.

 

3.     Pokonywanie własnych ograniczeń.

Motywację do ruchu fizycznego musimy znaleźć w sobie. Nic na siłę. Ja zacząłem codzienne ćwiczenia i jazdę na rowerze ponieważ chcę zgubić brzuch. Znam osoby, które odczuwały ból kręgosłupa. Ćwiczenia i rozciągania im pomogły. A inni biegają bo to jest modne. Mają do tego prawo. Również mamy prawo cieszyć się małymi sukcesami. Może to być zrobienie pięciu pompek, albo pięciu kilometrów na rowerze lub biegnąc. Powoduje to, że nasze zadowolenie wzrasta, mamy ochotę na kolejne zwycięstwa. Przesuwamy własne granice. Poprawia nam się samoocena.

 

4.     Radość z wysiłku i zmęczenia.

Jak mówi mój dorosły syn „jak boli, to rośnie”. Można to rozumieć, że jeśli chcemy mieć większe mięśnie musimy je zmusić do wysiłku. Mamy zakwasy, a mięśnie bolą, bo wcześniej nie musiały się wysilać. Mnie ten ból cieszy. Wiem, że uczciwie przepracowałem trening. W innej sytuacji gdy schodzę z rowerka treningowego zlany potem. Wiem, że zrobiłem to, co zaplanowałem, pokonałem wyznaczony dystans. Daje mi to satysfakcję.

 

5.     Wspólna aktywność, jako forma spotkania.

Nie będę oryginalny, opiszę jak wygląda aktywność fizyczna w moim domu. Często siedzimy w swoich pokojach. Kupiliśmy psa i od tego czasu mamy powód aby spotkać się i wspólnie wyprowadzić czworonoga. Idziemy i rozmawiamy na różne tematy, spotykamy innych psich towarzyszy, mijamy spacerowiczów. Moja żona z kuzynką aby porozmawiać bez świadków umawiają się na spacer z psami. W innych sytuacjach wspólne ćwiczenie z dziećmi, sprawiają nam dużo przyjemności. Na czas gimnastyki zostawiamy telefony, telewizory. Razem spędzamy czas, dajemy sobie wsparcie i budujemy nasze relacje.

 

6.     Chwila odpoczynku po wysiłku.

Po takiej aktywności jest moment na zatrzymanie się, na złapanie oddechu, na uspokojenie pracy serca. Czas na pogaduchy. Podświadomie rozmowa schodzi na miłe, spokojne tematy. Te powodujące stres, nerwy czy jakieś obawy odchodzą na dalszy plan. Ciało wraca do równowagi a my mamy powód do dumy. Kolejny dzień, kolejny ruch fizyczny za nami. Świadomość spełnionego obowiązku powoduje moje zadowolenie.

 

7.     Spotkanie przy stole po aktywności.

Po powrocie do domu należy uzupełnić płyny i węglowodany. Siadamy razem przy stole, przygotowujemy zdrową herbatę i pyszne ciastka Dr Gerard. Wiadomo, że nie mogą to być jakieś torty z ciężkim kremem, z bitą śmietaną i czekoladą. Już w szkole moja nauczycielka wbijała nam do głowy, że po zjedzeniu ciacha lepiej się myśli, mózg jest bardziej wydajny. Wziąłem sobie tę lekcję do serca. Ciastko Dr Gerard jest odpowiednie na każdą okazję.

 

8.     Światowy Dzień Sportu, jako zachęta do ruchu.

Jeśli nie możesz się zebrać i zacząć aktywność fizyczną. Może takim impulsem być 6 dzień kwietnia i przypadający Światowy Dzień Sportu. Może tego dnia zaczniesz od spaceru wokół osiedla. Może w tym dniu najdzie cię chęć wpłynięcia na swoje ciało. Aby to ciało było zdrowsze, bardziej elastyczne, aby każdy wysiłek nie kończył się zadyszką i kłuciem w mostku. A może postanowisz dobrze wyglądać latem na plaży. Wszystko zależy od ciebie. Nie musisz być mega sportowcem. Każda aktywność fizyczna pod warunkiem, że jest codzienna pozytywnie wpływa na nasze ciała i duszę.

 

9.     Sport jako źródło pewności siebie.

Już wcześniej pisałem, że sumienny trening powoduje u mnie dumę, zadowolenie a w rezultacie poprawę mojej samooceny. W tym miejscu potwierdzam te słowa. Codzienny trening daje mi poczucie samokontroli, poznanie własnego ciała, obowiązkowości, dążenia do wyznaczonego celu oraz przesuwania własnych granic. Buduje wiarę we własne możliwości i poczucie sprawczości. Mam wpływ na to jak wyglądam i jak się czuję.

10.  Zakończenie – dlaczego ruch zmienia sposób myślenia o sobie.

Moim zdaniem sport, aktywność fizyczna to nie tylko wynik, czas, odległość, rywalizacja, pot czy krew. Dla mnie ruch to relaks, odprężenie, odskocznia od złych emocji. W trakcie treningu spotykamy ludzi, nawiązujemy relacje. Budujemy wspólnotę. Na końcu mamy zadowolenie z siebie, satysfakcję i poczucie spokoju.

PS:     Luźno dodam, że gdy się postaramy to możemy mieć większe muskuły, mniej w pasie albo zgrabniejsze nogi. To dodatkowy powód do zadowolenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz