Magiczne miejsce.
Na krótką wycieczkę wybraliśmy się na
Białoruś. Wiedziałam, że wizę można nabyć na miejscu, po wylądowaniu. Szkoda
tylko, że deklaracji nie mogliśmy wypełnić siedząc jeszcze w samolocie.
Niewątpliwie zaoszczędziłoby nam to sporo czasu przy odprawie. Podróż krótka,
lot spokojny, bez turbulencji. Miałam wątpliwości, czy pozwolą mi wsiąść do
samolotu z oryginalnie zapakowanymi słodyczami z firmy Dr Gerard. Jednak obsługa warszawskiego lotniska nie
robiła problemu. Zabrałam z sobą ciastka Zwierzaki maślane, markizy Mafijne
cytrynowe – lemonoraz ciastka Jungle. Te
smaczne ciasteczka w kształcie zwierząt mają tą niewątpliwą zaletę, że są
pakowane osobno. Zaopatrzyłam się w ulubione ciasteczka, bo nie byłam pewna, co
zastanę na miejscu. Od znajomych dowiedziałam się, że 90 procent produktów w
białoruskich marketach musi pochodzić od producentów krajowych. Tylko pozostałe
10 procent to towary importowane z Unii Europejskiej i pozostałych krajów na
świecie. Taka jest gospodarcza polityka tego kraju. Ceny produktów w większości
takie jak w Polsce, a czasami wyższe. Za
to wynagrodzenie przeciętnego obywatela zdecydowanie niższe niż u nas. Ludzie
chodzą po ulicach jacyś smutni, zmęczeni, a może zamyśleni? Miasto prezentuje
się okazale. Mińsk ma się czym
pochwalić. Piękna architektura zabytków sakralnych, fantastyczny gmach Narodowego
Akademickiego Teatru Wielkiego Opery i Baletu jest po prostu imponujący. Spora
grupa mieszkańców mówi dobrze po polsku. Życzliwie traktowano nas, Polaków. Doradzano nam w wyborze menu, zachęcano, jakich
potraw koniecznie musimy spróbować itp. Wycieczkę
uważam za udaną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz