Dzisiaj mam prawdziwe święto Patriotyczne, nie chodzi mi o spacer z flagą na ramieniu czy palenia rac albo podobizn polityków. Mam na myśli mecz Reprezentacji Polski w piłkę nożną. Jestem wierny Biało – Czerwonym, gdy wygrywają i gdy im nie idzie. Zawsze zakładam koszulkę i szalik, szykuję słodycze Dr Gerard i siadam przed telewizorem. Dodam, że szanuję drużyny rywali, zwłaszcza te „słabsze”. Nigdy nie odbieram im woli walki i chęci osiągnięcia dobrego wyniku. Piłka jest okrągła a bramki są dwie. Każdy ma szansę zdobyć punkty. Cieszę się, gdy to Nasi wygrywają, ale czasem remis jest niczym zwycięstwo. Tym razem będzie trochę inaczej, do meczu nie usiądę z synem. Dzieli nas ponad czterysta kilometrów, zostajemy na łączach internetowych. Dzisiejsze spotkanie oglądał będę z kolegą z pokoju, ale niezmiennie towarzyszyć będą nam herbatniki i draże. Jako ciekawostkę dodam, że ostatnio wybrałem się na mecz trzecioligowej drużyny, do której po wielu latach gry w zachodniej lidze wrócił reprezentant Polski. Było super, ośrodek szkoleniowy i stadion rewelacja, kibice zorganizowani, przygotowani, nawet mają przyśpiewki stadionowe o swoich idolach. Inne drużyny mogą pozazdrościć. Wiem co mówię, osobiście jestem związany z Klubem piłkarskim.
Wracając
do meczu Polska – Andora, teoretycznie jesteśmy silniejszą drużyną i powinniśmy
wygrać, ale jakim kosztem? Czy obędzie się bez kartek? Czy nasi piłkarze wrócą
z całymi kończynami? Przecież po niedzieli gramy z Węgrami. Tam będą potrzebni zawodnicy
cali i zdrowi. Po cichu marzę, że oba te mecze wygramy i będziemy mieli otwartą
drogę na Mistrzostwa Świata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz