poniedziałek, 29 grudnia 2025

Dzień Herbaty przy talerzyku ciastek Dr Gerard. Rozmowy, które płyną spokojniej, gdy nikt nie musi udowadniać swojej racji.

Dlaczego zaczynam od herbaty? 

        Zapach herbaty działa na mnie uspokajająco. Jest to taka chwila tylko dla mnie, a jej ciepło mnie rozgrzewa i pobudza, zanim zacznę dzień pełen spraw. 

Dzień Herbaty to święto wszystkich, którzy uważają, że filiżanka herbaty potrafi zbliżać. Nie muszę znać każdej odmiany i związanych z nią rytuałów. Wystarczy, tylko że usiądę z kimś przy stole i powiem "Masz chwilę? Napijemy się herbaty?" Bo chodzi tutaj o bycie razem, rozmowę oraz uwagę choćby na parę minut. 

Piszę jako osoba niewidoma, herbatę można zobaczyć, ale ja ją przede wszystkim czuję. Zapach jej liści po otwarciu torebki, ciepło parującego kubka, smak, który pobudza do skojarzeń. Wszystko to przypomina mi, że w życiu ważniejsze jest to czego nie można dostrzec. 

Dlaczego na stole leży talerzyk ciastek Dr Gerard? 

To bardzo proste, ponieważ herbata lubi towarzystwo. Ja za to lubię drobne przyjemności, którymi mogę podzielić się z innymi. Ciastka pojawiają się jako słodki dodatek, poprawiający nastrój. Herbata i ciastka to doskonały duet, który idealnie pasuje do spotkań i rozmów. 

Serdecznie zapraszam do zaparzenia swojej ulubionej herbaty. Wybrania ciastka. Znalezienia wygodnego siedzenia. I pozwólcie sobie na odrobinę relaksu między jednym łykiem, a drugim, ponieważ czasem to, co najważniejsze to nam umyka gdy się za bardzo spieszymy. 

Herbata jako rytm rozmowy

Chwila gdy moje dłonie dotykają nagrzanego kubka, wtedy to ciepło przenika do środka, uspokaja moje napięte mięśnie i myśli. Ciepła herbata wyznacza u mnie początek innego tempa, bez pośpiechu. Jej przygotowanie i picie nadaje wspólny rytm oraz oswaja przestrzeń między mną a moim rozmówcą. 

Dźwięk wody uderzającej o naczynia jest dla mnie jak zaproszenie do dialogu i zapowiedź wspólnego przebywania ze sobą i zatrzymania się na moment. 

Nalewanie herbaty kojarzy mi się z gestem troski i rytuałem otwierającym rozmowę. Zanim pierwszy łyk dotknie moich ust, to na początku jest aromat, który unosi się w powietrzu i przypomina wspomnienia, przywołuje obrazy i otwiera tematy, o których język milczy, a myśli układają się w sensowne zdania. Zapach kwiatowy, owocowy, ziołowy staje się delikatnym tłem mojej rozmowy. 

Gdy rozmawiam przy herbacie to cisza, która czasem zapada, jest przestrzenią, w której emocje znajdują swoje miejsce. I tak łyk po łyku bez presji i pośpiechu rozmowa płynie własnym rytmem. 

Talerzyk ciastek Dr Gerard to mały gest gościnności 

Wspólny poczęstunek to gest, który mówi mi, że jestem tu mile widziana. Nie jest ważne czy to spotkanie rodzinne, biznesowe, wizyta przyjaciół, ale to talerzyk ciastek Dr Gerard na stole łamie dystans i przypomina, że wszyscy możemy czuć się komfortowo. Mówiąc "częstuj się" okazuję troskę i otwartość, a z ciastkami Dr Gerard to łatwy sposób na gościnność. 

Serwując ciastka, zawsze ułatwiam do nich dostęp i bezproblemowe sięganie. Czasami wystarczy krótkie zdanie jak np. "Talerzyk jest po Twojej lewej stronie, poczęstuj się", "Po prawej znajdziesz różne ciastka do kawy". Za sprawą takich wyrażeń każdy będzie wiedział, że może zabrać ciastko bez skrępowania. 

Ciastka Dr Gerard są dla mnie doskonałym towarzyszem spotkania, a ich delikatna słodycz podkreśla przyjemność chwili. Różne smaki pozwalają mi na wybranie wielu opcji smakowych. Ciastka umilają mi czas i jednocześnie dają przestrzeń na wymianę myśli oraz emocji. Już jeden talerzyk ciastek łączy ludzi i jest to dobry pretekst do krótkiej wymiany zdań. Mówiąc zdanie takie jak np. "Które lubisz najbardziej?" albo "Może spróbuj tych, są przepyszne" mogę zbudować most bez barier, ponieważ wspólne sięganie po ciastko ma wielką moc łączenia ludzi. I oprócz małej słodkiej chwili, która zbliża, jest serdeczność oraz dostępność. 

Widzieć inaczej: zmysły zamiast obrazu

Jako osoba niewidoma korzystam ze zmysłu słuchu, dotyku, zapachu, aby zbudować swój obraz rzeczywistości. Moje inne widzenie oparte jest na odmiennych źródłach danych dzięki, którym mogę stworzyć mapę świata i zrozumieć przestrzeń, emocje oraz kontekst. 

Dla mnie dotyk jest odpowiednikiem widoku z góry. Sprawdzenie dłonią pozwala, uzyskać odpowiedzi na pytania np. gdzie leży kubek? Jak daleko jest talerz? Czy sztućce są uporządkowane? Faktura i kształt przedmiotów informują mnie o funkcji i stanie przedmiotów, a stałe miejsca dają poczucie bezpieczeństwa i samodzielności. Za sprawą dotyku przestrzeń, którą stworzę jest bardziej przewidywalna i intuicyjna. 

Słuch pozwala mi orientować się w otoczeniu i relacjach. Osoby lokalizuje poprzez kierunek i ton głosu. Nastrój i dynamikę sytuacji oceniam przez brzmienie, rytm oraz natężenie dźwięku. Szuranie krzeseł, kroki, przesuwane przedmioty określają dla mnie zachowanie innych osób. Głos wskazuje mi miejsce, nastawienie oraz zamiar. 

Zmysł powonienia i czucie temperatury mają dla mnie znaczenie w różnych sytuacjach. Zapachy sygnalizują środowisko, w jakim się znajduję np. kuchnia, ogród, sklep. Zmiany powietrza informują mnie o otwarciu drzwi, bliskości okna, liczbie ludzi. Ciepło czyjejś dłoni zdradza mi emocje. 

Ważne są dla mnie proste opisy tego co ważne i gdzie się znajduje, ponieważ krótkie informacje łatwiej zamienić na działanie, a konkretne komunikaty zmniejszają nadmiar informacji. Zorganizowany opis jest dla mnie bardzo pomocny w orientacji. 

Rozmowy bez udowadniania racji

Ważnym fundamentem komunikacji jest obecność, a nie racja. Dlatego zawsze słucham do końca, zanim odpowiem. Staram się nie przerywać nawet wtedy gdy już wiem, co chcę powiedzieć. Nie reaguje automatycznie, skupiam się także na emocjach, a nie tylko na słowach. Gdy słucham uważnie i dość długo to jestem w stanie stworzyć pełniejszy obraz. Zadaję pytania, żeby zrozumieć i poszerzyć perspektywy. Gdy odpowiednio zapytam np. "Co masz na myśli, kiedy mówisz...?", albo "Co dla Ciebie jest w tym najważniejsze, skąd taki pogląd?" to jest to bardzo pomocne do oceny sytuacji. 

Nigdy nie zadaje pytań retorycznych np. "Naprawdę w to wierzysz? "Oraz pytań, w których odpowiedź może być pretekstem do rywalizacji o dominację np. "A dlaczego tak myślisz?" "A nie uważasz, że to bez sensu?".

Pytania, które zadaję z ciekawością, otwierają, zapraszają, pomagają wyjaśnić i zrozumieć nieścisłości np. Co masz na myśli, mówiąc....?" "Możesz opowiedzieć o tym szerzej?". 

Prowadząc rozmowę bez udowadniania racji, wybieram pytania, które nie szukają zwycięstwa, tylko porozumienia. 

Stwierdzenie "nie wiem" to zaproszenie do wspólnego szukania, a nie kwestionowania. Mogę dzięki temu nawiązać współpracę, bo przecież nie zawsze muszę mieć gotową odpowiedź,  a rozmowa jest wtedy lżejsza i ciekawsza. 

Różnica zdań nie jest w mojej ocenie zagrożeniem. To rodzaj doświadczenia i patrzenia z różnej perspektywy. Zgoda na różnice zdań oznacza, że przyjmuję do wiadomości, że inni mogą patrzeć inaczej i takie podejście jest w porządku, ponieważ każdy może myśleć inaczej, ale nadal mogę przecież rozmawiać i próbować zrozumieć. Możemy siedzieć przy jednym stole i nie musimy się od siebie oddzielać mimo odmiennych zdań i  różnych doświadczeń. 

Język, który koi, zamiast ranić

Słowa mają swoją wagę. Mogą budować lub niszczyć. Otwierać lub zamykać przestrzeń do dialogu. Kojący język nie oznacza, że muszę unikać trudnych tematów, ani udawać, że nie istnieją napięcia. To sposób komunikowania się, który szanuje moje granice i minimalizuje ból. Czasami wystarczy gdy zmienię dwa, trzy słowa, a wtedy różnica między zdaniami nie rani, a pomaga w prowadzeniu rozmowy.

Moim zdaniem stwierdzenia typu:

-"powinnaś/powinieneś" niesie w sobie presję, ocenę, a także porządek. Takie zdania często wywołują opór, poczucie winy i wrażenie, że ktoś przejmuje kontrolę nad moimi wyborami. W mojej ocenie to jest taki rodzaj sugestii, gdzie jedna ze stron wie lepiej, a druga musi się dostosować,

-"jak wolisz?"- pokazuje szacunek z mojej strony dla samookreślenia oraz otwiera przestrzeń na rozmowę o preferencjach i potrzebach. W ten sposób przekazuję odpowiedzialność osobie, do której się zwracam,

-"tu masz"- jest krótkie, twarde i brzmi jak polecenie. Odbieram to bardziej jako narzucanie się i pozbawienie wyboru. Lepiej powiedzieć "położę przy Twojej dłoni", ponieważ gdy tak powiem zdanie to, wiąże słowa z działaniem. Daje poczucie kontroli i nie wchodzi gwałtownie w czyjąś przestrzeń,

-"czy tak jest w porządku?"- to najprostsze pytanie, które potrafi stworzyć bezpieczny dystans w rozmowie. Daje mi prawo do odmowy, a to ważny element zdrowych relacji. W ten sposób buduję poczucie bezpieczeństwa, ponieważ ktoś liczy się z moim zdaniem. Tworzę dialog, a nie komunikację w jedną stronę i mogę zmniejszyć napięcie, ponieważ pokazuję, że "nie jestem przeciwko Tobie, jestem obok". 

Delikatność często mylona jest z nadmierną troską, a granica jest bardzo wyraźna. Język delikatny wzmacnia, wspiera i nie ocenia, a pomoc jest proponowana, a nie narzucana. Delikatność jest o zaufaniu, więc muszę umiejętnie słuchać, uważać na emocje i granice. 

Język nadopiekuńczy unieruchamia, ogranicza niezależność przy dobrej wierze, a kontrola ukryta jest pod płaszczykiem troski. Decyzje podejmowane są za drugą osobę i z góry zakłada się, że ktoś sobie nie poradzi.

Dostępność przy stole- prosto i praktycznie 

Dostępność przy stole polega na odpowiednim zorganizowaniu przestrzeni, interakcji i komunikacji, tak aby każdy niezależnie od potrzeb, ograniczeń wzroku mógł czuć się bezpiecznie, komfortowo i samodzielnie. Takie małe działania mają ogromny wpływ na poczucie pewności, oraz swobodę przy wspólnym posiłku. 

Przy stole często siedzą osoby niewidome lub słabowidzące, dlatego pierwszym krokiem do dobrej komunikacji, jaki zawsze robię, jest słowne potwierdzenie swojej obecności. Na przykład przy podejściu do stołu albo rozpoczęciu rozmowy mówię: "część jestem Ala. Siedzę po Twojej prawej stronie". Takie postępowanie pozwala orientować się, kto jest przy stole, gdzie się znajduje i z kim aktualnie się rozmawia. 

Krótki, prosty i konkretny opis rozmieszczenia przedmiotów na stole jest pomocny dla niewidomych lub słabowidzących, aby mogły lepiej kontrolować swoją przestrzeń przy posiłku. Wystarczy, że podam informacje według tarczy zegara lub kierunków np. "kubek masz na godzinie pierwszej, łyżeczkę na trzeciej, a talerzyk jest przed Tobą bliżej środka stołu". Gdy się coś zmieni, np. dołożą miskę z zupą, to informuję o tym. Ważne, aby informacje były krótkie i rzeczowe. 

W celu zapewnienia bezpieczeństwa przy stole stosuję komunikaty:

-przy odkładaniu lub podawaniu przedmiotów mówię "Odstawiam kubek po Twojej prawej"

-przy przemieszczaniu się mówię "Podchodzę z lewej strony" 

-przy zmianie ułożenia czegoś na stole mówię "Przesuwam talerz lekko do przodu".

Takie formy informowania są konieczne, aby osoby niewidome lub słabowidzące nie były zaskoczone zmianami i mogły uniknąć przypadkowego oparzenia lub potrącenia naczynia. 

Dostępność to również tempo rozmowy dopasowane do wszystkich, tak aby każdy mógł uczestniczyć bez pośpiechu i zagubienia. W praktyce oznacza to, że muszę mówić wyraźnie i w umiarkowanym tempie, robić małe przerwy kiedy zmieniam temat, albo gdy pojawia się dużo nowych informacji. W czasie rozmowy ważne jest, żeby każdy mógł coś powiedzieć i unikać sytuacji gdzie wszyscy naraz mówią.

Kiedy robi się trudno- jak wrócić do spokoju

W czasie prowadzenia rozmowy czasami może dojść do komplikacji, emocje rosną, kontakt słabnie, a pierwszym odruchem, jaki robię, jest podniesienie głosu, tłumaczenie, szybsze mówienie, bronienie moich racji. Aby łatwiej wrócić do równowagi i porozumienia ograniczam bodźce wokół mnie, czyli obniżam ton głosu, zwalniam tempo wypowiedzi, robię niewielkie pauzy, aby złapać oddech, wyłączam radio, zamykam okna lub drzwi, odkładam telefon i w ten sposób obniżam pobudzenie układu nerwowego, a emocje obu stron trochę opadają.

W sytuacji napięcia warto sięgam po łyk herbaty, który ma za zadanie wstrzymać spiralę argumentów. Ten symboliczny ruch daje mi czas na uspokojenie, zapobiega dalszemu nakręcaniu się, pozwala spojrzeć na rozmowę z dystansu. W ten sposób mogę zapobiec poważnej kłótni. 

Na rozładowanie emocji zaskakująco skutecznie działa wprowadzenie małej zmiany w otoczeniu albo przebiegu rozmowy. Wystarczy, że przesunę kubek, poprawie poduszki, otworzę okno, zmienię kolejność tematów czy przejdę z jednego pomieszczenia do drugiego, jest to taki impuls, który pozwala odblokować rozmowę i odciągnąć ją z toru walki.

`Dobrym sposobem na powrót do dialogu jest krótkie podsumowanie tego co usłyszałam np. "Jeśli dobrze zrozumiałam, chodzi Ci o to, że..." Zdanie takie obniża napięcie, porządkuje chaos i pozwala wychwycić nieporozumienia. Dodatkowo przez taką formę wypowiedzi okazuję szacunek rozmówcy nawet przy bardzo trudnej rozmowie. 

Małe nawyki, które budują bliskość

Ostatnio stwierdziłam, że bliskość zaczyna się od drobnych gestów. Czasami wystarczy jedno podane ciastko z informacją "Położyłam je na biurku, obok kubka, jakbyś miał ochotę." To nie chodzi tylko o ciastko, a o zauważenie potrzeb drugiej osoby, zanim je wypowie. W takich sytuacjach czuję, że otwieram sobie bramę do kontaktu. Bez nacisku, bez oczekiwań. Po prostu jestem obok. 

`Zawsze daje sobie i drugiej osobie minutę ciszy na zapach i smak. Kiedy robię pierwszy łyk herbaty, pozwalam, żeby aromat napoju poprowadził nas do spokoju. W ciszy jest porozumienie i nie muszę nic mówić. W takim zatrzymaniu jest sporo bliskości. 

Kiedy się uśmiecham, nawet delikatnie to słychać to w moim głosie. Gdy zaczynam rozmowę z uśmiechem, to ludzie reagują łagodniej, życzliwiej. Ten śmiech, który słychać w tonie mojego głosu może sprawić, że ktoś poczuje się lepiej. 

Dialog kończę zawsze słowami "Dziękuję za rozmowę" Prosto i szczerze, oraz z szacunkiem dla rozmówcy. 

Dzień Herbaty codziennie

Spokój nie potrzebuje dowodów, ale uważności. Gdy parzę herbatę, to w ciszy wiele się dzieje, nie muszę niczego udowadniać, przekazywać czy obiecywać. Liczy się to, że przez krótką chwilę jestem tu z ciepłem kubka w dłoniach. Uważność pojawia się gdy daje jej przestrzeń, wtedy się unosi jak para znad herbaty.

Gdy siadam z kubkiem herbaty w wygodnym fotelu, to stwierdzam, że niczego więcej nie potrzebuję. Wystarczy zwykły kubek, talerzyk z czymś dobrym i ja w pełni obecna, ale bez ciągłego "muszę, powinnam, za chwilę" W prostocie jest bogactwo, a to, co najważniejsze odnajduję w skromnych gestach. 

I tak myślę, że jutro mogę powtórzyć ten gest, ale nie sama. Może zaproszę kogoś o tak bez okazji. Wystarczy, że powiem  "Usiądź ze mną. Napijmy się herbaty" Nie muszę z nikim rozmawiać o wielkich sprawach, tylko być obok i stworzyć miejsce, gdzie nic nie trzeba udawać. 

Gdy zaproszę kogoś na herbatę, to rodzi się rozmowa bez napięcia, oczekiwań, rywalizacji. Mówię, słucham i nikt nie stara się zdobyć przewagi. Ta rozmowa nie służy wygrywaniu, ale jest po to, aby być w kontakcie. 


środa, 24 grudnia 2025

Dzień Anioła przy herbacie i ciastkach Dr Gerard. Moja wdzięczność ludziom, którzy pojawiają się w porę

 Są takie dni, które nie krzyczą. Nie domagają się fajerwerków ani wielkich deklaracji. Przychodzą cicho, jak zaparzana herbata, której aromat powoli wypełnia kuchnię. Dla mnie takim dniem jest Dzień Anioła – nie w znaczeniu imienin, lecz w znaczeniu spotkania z dobrem. Z ludźmi, którzy pojawiają się dokładnie wtedy, gdy ich najbardziej potrzebujemy. Przy herbacie i ciastkach Dr Gerard ten dzień nabiera szczególnego smaku: prostego, ciepłego i prawdziwego.

Zaparzam herbatę w ulubionym kubku. Ten drobny rytuał porządkuje myśli. Wiem, że za chwilę usiądę na chwilę – bez pośpiechu, bez listy zadań. Na stole lądują ciastka Dr Gerard, takie, które zna się od lat. Ich smak przywołuje wspomnienia rodzinnych popołudni, rozmów bez telefonu w dłoni, momentów, w których liczyła się obecność. Właśnie wtedy najłatwiej myśleć o wdzięczności.

Wdzięczność to słowo, które brzmi podniośle, a przecież rodzi się w drobiazgach. W czyjejś wiadomości wysłanej „tak po prostu”. W telefonie wykonanym dokładnie wtedy, gdy wątpliwości zaczynają brać górę. W obecności kogoś, kto nie próbuje naprawiać świata, tylko siada obok i słucha. Dla mnie aniołowie nie mają skrzydeł – mają czas, uważność i dobre intencje.

Myślę o ludziach, którzy pojawili się w moim życiu w porę. O przyjaciółce, która potrafi zapytać: „Jak naprawdę się czujesz?” i nie zadowala się skróconą odpowiedzią. O nauczycielu, który kiedyś powiedział: „Masz prawo próbować jeszcze raz” – i to zdanie zostało ze mną na długo. O sąsiadce, która uśmiechem potrafi rozbroić najtrudniejszy dzień. Każdy z nich jest aniołem w swoim własnym stylu.

Przy herbacie łatwiej zauważyć, że dobro lubi prostotę. Nie potrzebuje wielkich gestów. Wystarczy talerz ciastek, chwila ciszy i gotowość do bycia razem. Ciastka Dr Gerard mają w sobie coś kojącego – są jak zaproszenie do zatrzymania się. Do rozmowy, która nie musi prowadzić do wniosków. Do śmiechu, który pojawia się niepostrzeżenie. Do wspomnień, które ogrzewają jak koc.

Dzień Anioła to dla mnie także lekcja uważności. Bo aniołowie pojawiają się w porę tylko wtedy, gdy potrafimy ich dostrzec. Czasem są tuż obok, ale my pędzimy dalej. Innym razem przychodzą z daleka – w postaci słów przeczytanych w książce, piosenki w radiu, czy nieoczekiwanego spotkania. Warto zwolnić, żeby dać im szansę.

Wdzięczność zmienia perspektywę. Zamiast pytać, czego mi brakuje, zaczynam dostrzegać, co już mam. Zamiast liczyć trudności, widzę wsparcie. To nie znaczy, że problemy znikają. Ale łatwiej je unieść, gdy wiemy, że nie jesteśmy sami. Przy herbacie i ciastkach Dr Gerard ta myśl staje się szczególnie bliska – bo to moment, w którym ciało i myśli odpoczywają jednocześnie.

Lubię myśleć, że Dzień Anioła można obchodzić częściej niż raz w roku. Że można go urządzić w zwykły wtorek, po długim dniu. Wystarczy zaprosić kogoś na herbatę. Albo wysłać wiadomość: „Myślę o Tobie”. Albo po prostu być – bez rad, bez ocen. W ten sposób sami stajemy się aniołami w czyimś życiu.

Patrzę na okruszki na talerzu i czuję spokój. Ten dzień nie potrzebuje podsumowań. Wystarczy wdzięczność. Za ludzi, którzy pojawiają się w porę. Za rozmowy, które leczą. Za smaki, które przypominają, że codzienność może być dobra. Dzień Anioła przy herbacie i ciastkach Dr Gerard to dla mnie małe święto obecności. I obietnica, że warto ją pielęgnować – każdego dnia.

piątek, 19 grudnia 2025

Dzień Wolontariusza widziany bez patrzenia. Wsparcie, które nie przytłacza, i ciastkach, które naprawdę łączą ludzi

 

 Dzień Wolontariusza widziany bez patrzenia. Wsparcie, które nie przytłacza, i ciastkach, które naprawdę łączą ludzi

Co roku 5 grudnia świat zatrzymuje się na chwilę. To Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Ten dzień jest jak cicha kartka z napisem „dziękuję”. Dla tych, którzy dają swój czas. Dla tych, którzy słuchają, noszą zakupy, nalewają herbatę. Wolontariat to dla mnie nie wielkie akcje. To codzienna gotowość, żeby być obok.

Piszę ten tekst dla Ciebie, jeśli pomaganie jest częścią Twojego dnia. Może jesteś wolontariuszką w fundacji. Może po prostu towarzyszysz sąsiadce w drodze do lekarza. Piszę też dla Ciebie, jeśli czasem potrzebujesz wsparcia. Jeśli proszenie o pomoc jest trudne. Jeśli boisz się, że ktoś zrobi „za dużo” i poczujesz się bezradna lub bezradny.

Chcę opowiedzieć o patrzeniu bez użycia oczu. O takim widzeniu, które rodzi się z uważności. Uważność to dla mnie bycie w pełni tu i teraz. Bez pośpiechu. Bez domyślania się za kogoś. Będzie więc o prostych słowach, które pomagają. O ciszy, która daje oddech. O herbacie, ciastkach i wspólnym stole, przy którym każdy ma swoje miejsce.

     Widzieć bez patrzenia”

„Widzieć” znaczy dla mnie naprawdę zauważać człowieka, nie tylko jego trudności. Mogę być w sali i czuć się „jakimś tam”. Ktoś przechodzi, stawia kubki, śmieje się z kimś innym. Zupełnie inaczej się czuję, gdy słyszę: „Cześć, tu Kasia, siedzę po Twojej lewej stronie”. Wtedy pojawia się realne „Ty” i realna „ja”.

Uważność słychać w tonie i tempie. Kiedy mówisz spokojnie, robisz przerwy, łatwiej mi odpowiedzieć. Bardzo pomagają mi trzy zdania: „Jak wolisz?”, „Powiedz proszę”, „Jestem obok”. Jest w nich wybór, szacunek i obecność.

Są też słowa, które ranią. „Zrobię za ciebie” brzmi jak „nie dasz rady”. „To dla ciebie zbyt trudne” odbiera prawo do próby. Dużo lepiej działa pytanie: „Chcesz spróbować sama czy wolisz, żebym pomógł?”. Niby drobna zmiana, a różnica w poczuciu godności jest ogromna.

 

 Jak poznaję świat bez wzroku

Do nowego miejsca najpierw wchodzą zapachy. Kawa, herbata, cytryna, wanilia z ciastek Dr Gerard podpowiadają mi, że blisko jest stół i ludzie. Kiedy siadam, smak staje się częścią mapy sytuacji. Kęs ciastka i łyk herbaty mówią: „mamy przerwę, jesteśmy razem”.

Dotyk daje porządek. Jeśli mówisz: „Twoja filiżanka stoi po prawej, talerzyk z ciastkami jest na środku”, mogę sięgnąć sama. To nie mania porządku, tylko sposób na niezależność.

Najbardziej przydają się proste opisy: „Przed Tobą stół, krzesło po lewej, drzwi za plecami”. Bez „tu”, „tam”. Słowa „po prawej”, „na środku”, „bliżej okna” układają mapę w głowie.

Hałas i pośpiech tę mapę rozmazują. Gdy wiele osób mówi naraz, trudniej mi wyłapać Twój głos. Gdy wszystko dzieje się szybko, zmysły nie nadążają. Kiedy zwalniasz i prosisz innych o chwilę ciszy, dajesz mi więcej swobody niż niejedno „udogodnienie”.

 

Herbata i ciastka Dr Gerard – mały rytuał

Po dyżurze wolontariuszy wchodzimy zmęczeni. Ktoś mówi: „Przerwa, chodźcie do stołu”. Słychać czajnik, szelest paczki ciastek Dr Gerard. Siadam, szukam dłonią krawędzi blatu. Słyszę: „Talerzyk z ciastkami jest na środku, Twoja filiżanka po prawej”. Już mam swoją mapę.

Lubię, gdy ciastka leżą na wspólnym talerzyku, dostępne dla wszystkich. Nie są „nagrodą”, tylko częścią bycia razem. Mały, słodki symbol równości.

Kiedy podajesz kubek, możesz powiedzieć: „Podchodzę z lewej, zaraz postawię gorącą herbatę przed Tobą, bliżej prawej krawędzi stołu. Już stoi”. Prosty rytm: zapowiedź, ruch, potwierdzenie. Zwykła herbata staje się lekcją uważności.

 

Wsparcie, które nie przytłacza

Wolontariat często kojarzy się z działaniem. Biegniemy, załatwiamy, nosimy. A dobre wsparcie zaczyna się od zatrzymania i pytania: „Czy chcesz, żebym pomógł?”. Bez łapania za łokieć, bez ciągnięcia w swoją stronę.

Szacunek do „nie” i „poczekaj” jest częścią tej postawy. Kiedy mówię, że spróbuję sama, nie odrzucam Twojej dobroci. Sprawdzam swoje możliwości. Twoja gotowość, by być obok, a nie zamiast, ma wtedy ogromne znaczenie.

Ważne jest też nazywanie tego, co robisz. „Teraz przesunę Twoje krzesło trochę do tyłu”. „Otwieram drzwi, za chwilę próg”. „Przyspieszamy, jeśli za szybko, powiedz”. Dzięki temu nie czuję się pakunkiem do przeniesienia, tylko partnerką we wspólnej drodze.

 

Dzień Wolontariusza w codzienności

Święto jest raz w roku, ale jego sens sprawdza się w zwykły dzień. W pracy wolontariusza ważne są drobne nawyki. W biurze możesz powiedzieć: „Twoje dokumenty leżą na górze stosu, bliżej lewej krawędzi stołu”. W korytarzu lepiej podejść, przywitać się imieniem niż wołać z daleka.

W domu wolontariat ma twarz herbaty zaparzonej babci, zakupów zrobionych sąsiadowi, ale też pytania: „Jak wolisz, żebym Ci pomógł?”. Czułość pyta, kontrola decyduje.

W mieście działa zasada: mniej gestów, więcej słów. Nie zobaczę Twojej ręki, ale usłyszę: „Jestem po Twojej prawej stronie, mogę zaprowadzić Cię do tramwaju. Najpierw idziemy prosto, potem skręcamy w lewo”. Jeden mały nawyk, powtarzany codziennie, ma większą moc niż jednorazowa akcja.

 

Bariery, których nie widać

Nie wszystkie bariery są z betonu. Nadopiekuńczość też potrafi blokować. „Zostaw, ja to zrobię lepiej” brzmi jak „Twoje działanie nie ma sensu”. Zamiast zabierać zadania, zapytaj: „Chcesz, żebym to zrobił, czy wolisz spróbować sama?”.

Pośpiech i hałas to kolejne przeszkody. Głośna muzyka, wiele rozmów naraz, okrzyki z końca sali – z każdej strony nadlatują strzępy informacji. Możesz pomóc, ściszając radio, zamykając drzwi, prosząc o chwilę ciszy. To też jest wsparcie.

Brak informacji bywa groźniejszy niż brak podjazdu. Jedno zdanie: „Przed Tobą stoi karton, obejdziemy go z lewej strony” usuwa problem, zanim się pojawi. Ranią też słowa „biedactwo”, „tacy ludzie”. Łagodniej i mądrzej jest powiedzieć: „Widzę, że to może być trudne, powiedz, czego potrzebujesz”.

 

Prosta etykieta wsparcia

Etykieta wsparcia to kilka kroków. Pierwszy: przywitaj się głosem i przedstaw imieniem. „Cześć, tu Ania, stoję po Twojej prawej stronie”. Od razu wiem, z kim rozmawiam.

Drugi: mów, gdzie odkładasz przedmioty. „Telefon leży po Twojej lewej, bliżej krawędzi stołu”. „Dokumenty są przed Tobą, na środku”. Dzięki temu mogę sięgnąć sama.

Trzeci: informuj o ruchu i zmianie. „Za chwilę podejdę z lewej”, „Teraz wychodzę na moment”. Małe zdania, duże zaufanie.

Czwarty: sprawdzaj komfort. „Czy tak jest w porządku?”, „Chcesz inaczej?”. Wtedy pomoc staje się rozmową, a nie narzucaniem rozwiązań.

 

Słowa na dziś

Kilka gotowych formuł, które możesz zapamiętać. Pierwsza: „Jestem obok, powiedz proszę, jak wolisz, żebym pomógł”. Pasuje do wielu sytuacji – w mieście, domu, podczas dyżuru.

Druga do opisu stołu: „Siedzisz przy prostokątnym stole. Na środku stoi talerzyk z ciastkami Dr Gerard. Twoja filiżanka jest po prawej stronie, bliżej krawędzi”. Krótko, konkretnie, wystarczająco.

Trzecia na koniec rozmowy: „Dziękuję za spotkanie, powiedz proszę, co mogę następnym razem zrobić lepiej, żeby było Ci wygodniej”. To zaproszenie do szczerości, nie ankieta.

Czwarta to zaproszenie do relacji: „Masz chwilę na herbatę i ciastko?”. Za tym prostym pytaniem może kryć się prawdziwe spotkanie.

Międzynarodowy Dzień Wolontariusza przypomina, że widoczność rodzi się z uwagi, nie z patrzenia. Nie trzeba idealnego wzroku ani wielkich słów, by kogoś naprawdę zobaczyć. Wystarczy zatrzymać się na chwilę, przedstawić się, zapytać: „Jak wolisz?”.

Dziś możesz zrobić coś małego. Zaparz herbatę, wyłóż ciastka, może właśnie Dr Gerard. Posadź kogoś przy stole i powiedz: „Herbata stoi po Twojej prawej, ciastka są na środku stołu. Jak wolisz usiąść?”.

A jutro powtórz ten gest w innym miejscu – w pracy, szkole, u sąsiadki, w klubie wolontariuszy. Tak rozumiem codzienny wolontariat: jako spokojny, równy krok obok drugiego człowieka, powtarzany dzień po dniu.

 

 

 

DZIEŃ WOLONTARIUSZA WIDZIANY BEZ PATRZENIA. WSPARCIE, KTÓRE NIE PRZYTŁACZA I CIASTKACH, KTÓRE NAPRAWDĘ ŁĄCZĄ LUDZI.

 Wstęp.

          Międzynarodowy Dzień Wolontariusza przypada piątego grudnia. W tym roku hasłem przewodnim jest: „Każdy wkład ma znaczenie”. Daje nam ono do zrozumienia, że każde działanie dla drugiego człowieka ma znaczenie i wzmacnia relacje w społeczności.

          Nie jestem „mądrą głową” z telewizji albo z radia, mój wpis kieruje do wszystkich ludzi, którzy chcą bezinteresownie zrobić coś dla innych. Adresatami moich słów są również osoby, które potrzebują pomocy, wsparcia lub obecności drugiego człowieka.

          Wpis ten będzie o uważności, czyli o byciu w pełni tu i teraz. O zauważaniu osób w potrzebie. O empatii. O tym, jakie działania wolontariusza mogą być proste. O tym, że zwyczajne bycie obok jest ważne.

          Myślę, że osoby, które się jeszcze wahają czy zostać wolontariuszem, podejmą decyzję „na tak”.

 

„Widzieć bez patrzenia” – co to dla mnie znaczy.

          „Być zauważonym” a „Być tylko obecnym” – jak chcesz być odbieranym w społeczności. Być tylko obecnym, dla mnie to znaczy: jestem, żyję, nie wychylam się, nie robię nic, aby zmienić swoje życie, nie zrobię nic dla drugiego człowieka, nic nie znaczę i nic nie mogę. Być zauważonym, dla mnie to: praca nad sobą, otwartość na drugiego człowieka, chęć zrobienia czegoś dla innych, chęć bycia i pracy nad relacjami w moim środowisku. Być uważnym.

          Być uważnym, czyli być w pełni tu i teraz. Czyli widzieć nie tylko patrzyć. Słyszeć nie tylko słuchać. Postawiłem sobie za zadanie postrzegać drugiego człowieka wszystkimi zmysłami. Mówi się, że papier przyjmie wszystko. Dlatego oprócz słów zwracam uwagę na tempr głosu, na emocje jakie przekazuje rozmówca. Czy drżenie głosu, pocenie rąk jest dowodem na dobre samopoczucie rozmówcy? Wiem, że mamy mało czasu i wszystko chcemy „na wczoraj”, jednak bycie cierpliwym pozwoli nam odczytać znaki, które nieświadomie wysyła nam drugi człowiek.

          Gdy już podejmiesz decyzję i zostaniesz wolontariuszem, pamiętaj nie umiemy czytać w myślach. Każdy jest inny i ma inne priorytety. Nie uszczęśliwiaj na siłę. Zadawaj pytania, daj do zrozumienia, że drugi człowiek i jego emocję są dla Ciebie ważne i że jesteś tu dla niego. Używaj zwrotów: jak wolisz, powiedz proszę, jestem obok.

          Słowa, których ja nie używam w pracy wolontariusza to: zrobię za Ciebie, to nie dla Ciebie, to dla Ciebie za trudne. Tymi zwrotami możemy sprawić co najmniej przykrość drugiemu, a w ekstremalnych sytuacjach wycofanie się lub postawienie kolejnych barier u osoby, z którą chciałem nawiązać relację.

 

Jak poznaję świat bez wzroku.

          W pierwszej kolejności poznajemy świat naszego domu. Musimy poznać otaczające nas miejsca korzystając z innych zmysłów niż wzrok. Pomaga naw węch i smak. Miły zapach kojarzy mi się z czymś dobrym. Zapach przyjemny zachęca mnie do wejścia, do skorzystania z zaproszenia. Zapachy odpychające, drażniące powodują, że mam ochotę się wycofać, uciec. Podobnie jak z ciastkami, te ładnie pachnące zjadam z ochotą. Gdy pachną spalenizną lub czymś, co źle mi się kojarzy, na te ciastka się nie skuszę. Pod tym względem smak według mnie ma takie same znaczenie. Nie wezmę do ust czegoś o nieprzyjemnym zapachu.

          Kolejnym zmysłem, dzięki któremu mogę stworzyć swoją własną mapę jest dotyk. W parze z nim idzie porządek rzeczy. Ważne jest dla mnie, gdzie co leży i aby miało swoje miejsce. Jako osoba niewidoma kieruję się mottem „Wszystko na miejscu, i miejsce na wszystko”. Dzięki temu czuje się bezpieczny w swoim świecie, po którym poruszam się swobodnie. Jako przykład z życia podam sytuację, jaka zaistniała w domu mojej niewidomej cioci. Ktoś z domowników przestawił butelki w szafce kuchennej. Ciocia gotując czerwony barszcz, zamiast octu wlała denaturat.

          Będąc z innymi niewidomymi stawiam na proste, krótkie komunikaty. Pomijam zbędne detale, za dużo szczegółów powoduje, że tracimy koncentrację na głównym celu. Idąc koło fontanny w kierunku parku nie prowadzę audycji radiowej. Nie opisuję posągu jaki jest tam umieszony albo jakim strumieniem spływa woda. Po prostu mówię, że idziemy w prawo, przejdziemy koło fontanny a następnie na przejściu z sygnalizacją przechodzimy ulicę i skręcamy w lewo.

          Tworząc własną mapę i korzystając z niej, pamiętaj hałas i pośpiech to wróg. Cierpliwie w swobodnym tempie poznawaj otaczający Cię świat. To co masz pod nogami, jakie dźwięki towarzyszą poszczególnym miejscom. Jakie zapachy Cię otaczają, blokowisko nigdy nie będzie pachniało lasem. Odbieraj stopami drżenie podłoża w pobliżu metra, torowiska. Twoje Ciało to antena. Zbiera fale ze wszechświata. Pośpiech spowoduje błędy w odczytywaniu bodźców zewnętrznych i zamiast do restauracji trafisz do szkolnej stołówki.

 

Herbata i ciastka Dr Gerard – mały rytuał, duży sens.

          Moim zdaniem, aby relacje w społeczności były dobre, powinny odbywać się w przyjemnym środowisku. Rozmowy przy herbacie i ciastku Dr Gerard zbliża ludzi. Bezpieczna przestrzeń jest ważna. Nie chodzi mi o ból nóg, gdy rozmawiamy na stojąco. Myślę o dobrym samopoczuciu rozmówców. Żeby nikt nie czół się skrępowany, zdenerwowany czy zagrożony. Usiądźcie przy stoliku, ciastka Dr Gerard dopełnią przyjemny nastrój.

          Zawsze staram się, aby słodycze czekały na gości. Osoby niepełnosprawne mają poczuć się równymi z innymi. Dlatego zachęcam Cię abyś również częstował się ciastkami. Nie rób wyróżnień. Osoby zaproszone nie mogą poczuć, że ciastka są nagrodą za „coś”. Ciastko i przyjemna muzyka tworzą przyjemny klimat.

          Podając napoje i ciastka pamiętaj o poinformowaniu gościa, gdzie znajduje się talerzyk a gdzie filiżanka. Nie używaj słów „tu, tam”, lepiej zabrzmią i będą dokładniejsze „na wprost, z prawej, z lewej”. Opisując to co gość znajdzie na talerzu możesz użyć zwrotów zapożyczonych z zegarka: na dwunastej, na drugiej, na piątej.

          Uważność, czyli bycie w pełni tu i teraz powoduje, że nasze czynności wykonujemy w spokojnym tempie, tak aby nikt nie pomyślał, że się pali albo że chcemy szybko zakończyć spotkanie. Kolejność wykonania poszczególnych czynności ma znaczenie, pozwólmy gościowi usiąść, poczuć się wygodnie, komfortowo. Nie atakujmy go od wejścia informacjami. Osoby niewidome i nie tylko chcą zająć spokojnie miejsce, na tym się skupiamy. Dużo informacji by nam umknęło.

 

Wsparcie, które nie przytłacza.

          Z mojego doświadczenia wiem, że nie należy się narzucać. Warto zapytać czy nasza pomoc jest potrzebna. Czy osoba niepełnosprawna jest zainteresowana moją pomocą. Nikt nie lubi, aby go na siłę uszczęśliwiać. Dopytaj w jaki sposób możesz pomóc.

          Bądź przygotowany na odpowiedź negatywną. Nie rezygnuj. Czasem po chwili zostaniesz poproszony, poczekaj. Zrób tylko to o co zostaniesz poproszony.

          Jest różnica pomiędzy towarzyszeniem osobie niewidomej a wyręczaniem jej. Ja również proszę o pomoc w dotarciu do jakiegoś miejsca. Znam drogę, lecz czuję się niepewnie. Dlatego wolę, gdy koś jest w pobliżu niż żeby mnie prowadził pod rękę. Pamiętaj osoby niepełnosprawne są w dużym stopniu samodzielne, nie trzeba za nie wszystkiego robić. Samodzielność podnosi naszą samoocenę. Wyręczanie może spowodować negatywną ocenę Twojego działania.

          Przebywając wśród niewidomych pamiętaj o komunikacji. Informuj co robisz w danym momencie. Mów o tym, czy opuszczasz pomieszczenie. Bywają sytuację w większej grupie, że osoba słabowidząca mówi a rozmówca odszedł na chwilę. Bywa to krępujące.

 

Międzynarodowy Dzień Wolontariusza w codzienności.

          Aby pomagać, nie trzeba czekać do piątego grudnia. Każdego dnia możesz być pomocny. W pracy, szkole, autobusie itd. Nie musisz nikogo nosić na rękach, czasem po prostu powiedz jakiej linii autobus podjeżdża na przystanek. Moja córka w szkole podstawowej wolontariat praktykowała w świetlicy. Poświęcając uwagę młodszym kolegom i koleżankom. Pamiętaj o zrozumiałych komunikatach. Pośpiech nie pomaga, spokojne tempo nie powoduje nerwowości.

          W moim domu stawiamy na czułość i uważność na drugiego. Nie czytamy w cudzych myślach. Rozmowa zastąpiła domysły. Nie kontrolujemy się, dzielimy się naszymi planami, sprawami, troskami, potrzebami.

          Będąc poza domem bądź blisko. Spokojne tempo i świadomość, że jest ktoś przy mnie, korzystnie wpływa na moje samopoczucie. Ułatwia mi to na dokładniejsze  odbieranie otoczenia. Kilka słów z bliska, zrobi więcej niż morze gestów z oddali.

          Jestem przekonany, że jeżeli ktoś zaangażuje się w Dzień Wolontariusza, nigdy nie porzuci chęci pomocy innym. Na każdym kroku, każdego dnia można znaleźć osobę, której można pomóc.

 

Bariery, których nie widać.

          Nie oszukujmy się, każdy człowiek ma jakieś zahamowania, jakieś bariery. Osoby niepełnosprawne miewają ich więcej. Częściej potrzebują mieć przy sobie drugą osobę. Jednak nie można przeżyć życia za nie. Nadopiekuńczość może odebrać nam sprawczość. Spowoduje, że poczujemy się „do niczego”. Może wypchnąć Nas poza margines społeczeństwa.

          Zaakceptuj, że hałas i pośpiech nie jest oczekiwanym stylem życia. My niepełnosprawni wolimy, aby nasze życie upływało spokojnie, w wyciszeniu. W takich warunkach czujemy, że sami wpływamy na swój los, a nie jesteśmy rzucani jak tratwa podczas sztormu.

          Pamiętaj o komunikacji. Krótka informacja ułatwia robienie następnego kroku. Jej brak powoduje, że czujemy się niepewni, postawieni pod ścianą.

          Stereotypy. Często są mylące, niesprawiedliwe. Nie możesz traktować wszystkich według jednej recepty. Nawet w słowach możesz odnaleźć stereotypy. Postaraj się rozpoznawać i zastępować je, dobierając słowa trafiające do rozmówcy.

 

Prosta etykieta wsparcia.

          Spotykając się z ludźmi, nie możemy być anonimowi. Powinniśmy się przywitać podać imię. Dajmy szansę na odpowiedź naszemu rozmówcy. Nie jesteśmy karabinem maszynowym, nie strzelamy słowami niczym nabojami w przeliczeniu na minutę.

          Stawiając coś na stole, lub odkładając coś na bok, informuj, gdzie to się teraz znajduje. Używając prostych komunikatów: po prawej, pośrodku…

          Dawaj znać o swoim położeniu, mów z której strony podchodzisz, korzystając z krótkich zdań.

          Pamiętaj, że jeśli Ty w danym miejscu i sytuacji czujesz się komfortowo, to osoba niewidoma może odczuwać negatywne emocje. Pytaj czy tak jest w porządku. Czy chcesz inaczej?

 

 Słowa na dziś: krótkie formuły, które pomagają.

          W pierwszym kroku zaproś do nawiązania relacji: „Masz chwilę na herbatę i ciastko? Masz ochotę na rozmowę?

Nie narzucaj się. Pytaj nie czytaj w myślach. Oferuj swoją pomoc: Jestem obok, powiedz proszę, jak wolisz?

          Zajmując miejsce przy stole, opisz podopiecznemu w kilku zdaniach co się na nim znajduje. Pamiętaj, że nie jesteś redaktorem z radia, używaj krótkich, konkretnych komunikatów.

          Kończąc rozmowę nie rzucać od tak „nara, cześć”. Zrób to z ciepłem „Dziękuję za spotkanie, co poprawić następnym razem?”.

         

Zakończenie, zaproszenie do małego gestu.

          Mam taką myśl do zapamiętania: widoczność rodzi się z uwagi, nie z patrzenia. Pomoże w tym uważność, czyli bycie w pełni tu i teraz. Słuchaj podopiecznego. Nie decyduj za niego. Dopytuj nie czytaj w jego głowie. Spraw, aby w twoim towarzystwie poczuł się komfortowo.

          Zacznij od czegoś dla ciebie prostego: zaparz herbatę, podaj ciastka Dr Gerard, poinformuj, gdzie się znajduje poczęstunek. Zapytaj „jak wolisz?”.

          Następnego dnia rób coś w innym miejscu, wskaż wolne miejsce w autobusie. Na takich gestach polega codzienny wolontariat.

Dzień Gwiazdy Betlejemskiej, ciepło kubka i talerzyk z ciastkami Dr Gerard. Umiejętność słuchania siebie nawzajem bez ocen

 

Dzień Gwiazdy Betlejemskiej, ciepło kubka i talerzyk z ciastkami Dr Gerard. Umiejętność słuchania siebie nawzajem bez ocen.

Dzień Gwiazdy Betlejemskiej to potoczna nazwa 6 stycznia, czyli Święta Trzech Króli (Objawienia Pańskiego).

Upamiętnia on biblijną historię, w której gwiazda prowadziła mędrców ze Wschodu do miejsca narodzin Jezusa w Betlejem. Gwiazda symbolizuje światło, które wskazuje drogę i objawienie Boga ludziom. To święto ma charakter religijny i symboliczny, a w Polsce jest także dniem wolnym od pracy.

Rozmowa przy stole to coś więcej niż zwykła wymiana słów, bo łączy ludzi na kilku poziomach naraz.

Po pierwsze, wspólny posiłek tworzy poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Jedzenie spowalnia tempo, wycisza i sprzyja uważności — łatwiej wtedy słuchać i być obecnym.

Po drugie, stół jest przestrzenią równości. Niezależnie od ról czy różnic, wszyscy siedzą razem, dzielą ten sam czas i to samo doświadczenie. To buduje zaufanie.

Po trzecie, rozmowa przy stole niesie emocje i pamięć. Opowieści, żarty, milczenie — wszystko to tworzy więź i zostaje w pamięci dłużej niż zwykła rozmowa „w biegu”.

Dlatego rozmowa przy stole to nie tylko słowa, ale spotkanie.

Ciepło dłoni uspokaja ciało, bo dotyk przywraca poczucie bezpieczeństwa — zakotwicza w chwili obecnej i przypomina, że nie jesteśmy w pośpiechu.

Herbata staje się powolnym rytmem chwili: trzeba ją zaparzyć, poczekać, unieść kubek, poczuć zapach. Ten prosty rytuał zwalnia myśli i pozwala oddechowi się wyrównać.

Razem tworzą mały azyl codzienności — moment, w którym nic nie trzeba przyspieszać.

Talerzyk z ciastkami Dr Gerard to mały gest bliskości, który nie wymaga słów.
Postawiony na stole mówi:
pomyślałem o tobie, zostań na chwilę, jest tu miejsce.

To drobiazg, ale niesie uważność — zaproszenie do zatrzymania się, do wspólnego momentu, w którym liczy się obecność, nie pośpiech.

Podaj talerzyk tak, by ręka mogła go znaleźć bez szukania — spokojnie i przewidywalnie.

  • Postaw go blisko krawędzi stołu, ale stabilnie, nie na samym brzegu.

  • Lekko dotknij dłonią blatu obok talerzyka lub przesuń palce w jego stronę — to naturalna wskazówka kierunku.

  • Nie przesuwaj go później bez potrzeby; stałe miejsce daje poczucie bezpieczeństwa.

  • Jeśli mówisz, wystarczy cicho: „tu, po prawej” albo „przed tobą” — bez pośpiechu.

Chodzi o to, by druga osoba mogła odnaleźć talerzyk intuicyjnie, bez napięcia i bez zgadywania.

Rozmowy bez poprawiania w praktyce znaczą, że ważniejszy jest człowiek niż precyzja.

To znaczy:

  • nie przerywać, nawet gdy wiesz „lepiej”

  • nie korygować tonu, słów ani emocji drugiej osoby

  • nie dopowiadać jej myśli za nią

  • pozwolić, by opowieść była niedoskonała, ale prawdziwa

W takiej rozmowie słuchanie nie jest narzędziem kontroli, lecz formą obecności.
A poprawność ustępuje miejsca
zrozumieniu.

Mówienie do osoby z dysfunkcją wzroku bez napięcia zaczyna się od naturalności, nie od ostrożności.

To oznacza:

  • mówić normalnym tonem, bez przesadnej delikatności

  • nie unikać słów typu „zobacz”, „spójrz” — są częścią języka

  • informować krótko o tym, co ważne: „stawiam kubek po twojej prawej”

  • nie zakładać bezradności ani potrzeby pomocy

Najważniejsze jest szacunek i spokój.
Gdy rozmowa nie jest napięta, staje się po prostu rozmową — między dwiema osobami.

Opisywanie świata bez obrazów polega na przekładaniu wizualnych wrażeń na inne zmysły i emocje.

Kilka sposobów:

  • Dotyk i tekstura: „gładki kamień w dłoni”, „chropowata kora drzewa”.

  • Dźwięki: „szum liści w wietrze”, „stukot kropel deszczu o parapet”.

  • Zapachy i smaki: „aromat pieczonego chleba”, „słony wiatr od morza”.

  • Ruch i przestrzeń: „przestrzeń jest szeroka i otwarta”, „droga wije się między domami”.

  • Emocje i nastrój: „powietrze jest rześkie i uspokajające”, „pokój tętni ciepłem”.

Chodzi o to, by świat stał się namacalny, słyszalny i odczuwalny, a nie tylko widzialny.
To pozwala
tworzyć pełniejszy obraz doświadczenia, nawet gdy wzrok nie jest przewodnikiem.

Cisza, która nie jest pustką, to cisza wypełniona obecnością.

Nie oznacza braku dźwięków, lecz pełnej uważności:

  • słyszysz własny oddech, lekki szelest papieru, cichy stukot filiżanki, rozmowę myśli z sercem.

  • pozwalasz, by przestrzeń między słowami była znacząca.

  • nie musisz nic mówić, a jednak coś się dzieje — więź, spokój, zrozumienie.

To moment, w którym nic nie trzeba wypełniać, bo cisza sama niesie treść.



Milczenie może być formą zrozumienia — to nie brak reakcji, lecz świadoma obecność.

Pozwala drugiej osobie wypowiedzieć się w pełni, bez przerywania i bez oceniania.
Cisza mówi:
jestem tu z tobą, słucham cię i akceptuję to, co czujesz.

W takim milczeniu rodzi się prawdziwe zrozumienie, które słowa czasem nie potrafią wyrazić.

Małe gesty budujące bliskość to te, które mówią: „pomyślałem o tobie”, „jesteś tu ważny”.

Powolne nalanie herbaty jest jednym z nich:

  • wymaga zatrzymania się i uwagi,

  • pozwala drugiej osobie poczuć, że czas jest wspólny, a nie gonimy go,

  • staje się rytuałem, który tworzy ciepło i obecność.

To nie wielkie czyny, lecz codzienne drobiazgi, które scalają relacje i tworzą poczucie bezpieczeństwa.

Bliskość nie potrzebuje wielkich słów — pojawia się w drobnych gestach i cichych chwilach.

To uśmiech, dotyk dłoni, wspólne milczenie przy herbacie, dzielenie się przestrzenią przy stole.
Nie wymaga tłumaczenia ani wyjaśniania —
jest odczuwalna tu i teraz, w prostocie i obecności.Można słuchać, nie oceniając — to pozwolić drugiej osobie mówić bez strachu przed krytyką. Nie poprawiamy słów, nie komentujemy tonu, nie interpretujemy emocji za nią.
Po prostu
bywamy obecni, przyjmując to, co mówi, takim, jakie jest.

W takim słuchaniu pojawia się prawdziwe zrozumienie i bliskość, bo rozmówca czuje, że jest wysłuchany, a nie oceniany.Pamiętajmy o słodkościach Dr Gerarda na wspólnym rodzinnym stole, gdzie także pamiętajmy o umieszczeniu gwiazdy betlejemskiej.