poniedziałek, 29 grudnia 2025

Dzień Herbaty przy talerzyku ciastek Dr Gerard. Rozmowy, które płyną spokojniej, gdy nikt nie musi udowadniać swojej racji.

Dlaczego zaczynam od herbaty? 

        Zapach herbaty działa na mnie uspokajająco. Jest to taka chwila tylko dla mnie, a jej ciepło mnie rozgrzewa i pobudza, zanim zacznę dzień pełen spraw. 

Dzień Herbaty to święto wszystkich, którzy uważają, że filiżanka herbaty potrafi zbliżać. Nie muszę znać każdej odmiany i związanych z nią rytuałów. Wystarczy, tylko że usiądę z kimś przy stole i powiem "Masz chwilę? Napijemy się herbaty?" Bo chodzi tutaj o bycie razem, rozmowę oraz uwagę choćby na parę minut. 

Piszę jako osoba niewidoma, herbatę można zobaczyć, ale ja ją przede wszystkim czuję. Zapach jej liści po otwarciu torebki, ciepło parującego kubka, smak, który pobudza do skojarzeń. Wszystko to przypomina mi, że w życiu ważniejsze jest to czego nie można dostrzec. 

Dlaczego na stole leży talerzyk ciastek Dr Gerard? 

To bardzo proste, ponieważ herbata lubi towarzystwo. Ja za to lubię drobne przyjemności, którymi mogę podzielić się z innymi. Ciastka pojawiają się jako słodki dodatek, poprawiający nastrój. Herbata i ciastka to doskonały duet, który idealnie pasuje do spotkań i rozmów. 

Serdecznie zapraszam do zaparzenia swojej ulubionej herbaty. Wybrania ciastka. Znalezienia wygodnego siedzenia. I pozwólcie sobie na odrobinę relaksu między jednym łykiem, a drugim, ponieważ czasem to, co najważniejsze to nam umyka gdy się za bardzo spieszymy. 

Herbata jako rytm rozmowy

Chwila gdy moje dłonie dotykają nagrzanego kubka, wtedy to ciepło przenika do środka, uspokaja moje napięte mięśnie i myśli. Ciepła herbata wyznacza u mnie początek innego tempa, bez pośpiechu. Jej przygotowanie i picie nadaje wspólny rytm oraz oswaja przestrzeń między mną a moim rozmówcą. 

Dźwięk wody uderzającej o naczynia jest dla mnie jak zaproszenie do dialogu i zapowiedź wspólnego przebywania ze sobą i zatrzymania się na moment. 

Nalewanie herbaty kojarzy mi się z gestem troski i rytuałem otwierającym rozmowę. Zanim pierwszy łyk dotknie moich ust, to na początku jest aromat, który unosi się w powietrzu i przypomina wspomnienia, przywołuje obrazy i otwiera tematy, o których język milczy, a myśli układają się w sensowne zdania. Zapach kwiatowy, owocowy, ziołowy staje się delikatnym tłem mojej rozmowy. 

Gdy rozmawiam przy herbacie to cisza, która czasem zapada, jest przestrzenią, w której emocje znajdują swoje miejsce. I tak łyk po łyku bez presji i pośpiechu rozmowa płynie własnym rytmem. 

Talerzyk ciastek Dr Gerard to mały gest gościnności 

Wspólny poczęstunek to gest, który mówi mi, że jestem tu mile widziana. Nie jest ważne czy to spotkanie rodzinne, biznesowe, wizyta przyjaciół, ale to talerzyk ciastek Dr Gerard na stole łamie dystans i przypomina, że wszyscy możemy czuć się komfortowo. Mówiąc "częstuj się" okazuję troskę i otwartość, a z ciastkami Dr Gerard to łatwy sposób na gościnność. 

Serwując ciastka, zawsze ułatwiam do nich dostęp i bezproblemowe sięganie. Czasami wystarczy krótkie zdanie jak np. "Talerzyk jest po Twojej lewej stronie, poczęstuj się", "Po prawej znajdziesz różne ciastka do kawy". Za sprawą takich wyrażeń każdy będzie wiedział, że może zabrać ciastko bez skrępowania. 

Ciastka Dr Gerard są dla mnie doskonałym towarzyszem spotkania, a ich delikatna słodycz podkreśla przyjemność chwili. Różne smaki pozwalają mi na wybranie wielu opcji smakowych. Ciastka umilają mi czas i jednocześnie dają przestrzeń na wymianę myśli oraz emocji. Już jeden talerzyk ciastek łączy ludzi i jest to dobry pretekst do krótkiej wymiany zdań. Mówiąc zdanie takie jak np. "Które lubisz najbardziej?" albo "Może spróbuj tych, są przepyszne" mogę zbudować most bez barier, ponieważ wspólne sięganie po ciastko ma wielką moc łączenia ludzi. I oprócz małej słodkiej chwili, która zbliża, jest serdeczność oraz dostępność. 

Widzieć inaczej: zmysły zamiast obrazu

Jako osoba niewidoma korzystam ze zmysłu słuchu, dotyku, zapachu, aby zbudować swój obraz rzeczywistości. Moje inne widzenie oparte jest na odmiennych źródłach danych dzięki, którym mogę stworzyć mapę świata i zrozumieć przestrzeń, emocje oraz kontekst. 

Dla mnie dotyk jest odpowiednikiem widoku z góry. Sprawdzenie dłonią pozwala, uzyskać odpowiedzi na pytania np. gdzie leży kubek? Jak daleko jest talerz? Czy sztućce są uporządkowane? Faktura i kształt przedmiotów informują mnie o funkcji i stanie przedmiotów, a stałe miejsca dają poczucie bezpieczeństwa i samodzielności. Za sprawą dotyku przestrzeń, którą stworzę jest bardziej przewidywalna i intuicyjna. 

Słuch pozwala mi orientować się w otoczeniu i relacjach. Osoby lokalizuje poprzez kierunek i ton głosu. Nastrój i dynamikę sytuacji oceniam przez brzmienie, rytm oraz natężenie dźwięku. Szuranie krzeseł, kroki, przesuwane przedmioty określają dla mnie zachowanie innych osób. Głos wskazuje mi miejsce, nastawienie oraz zamiar. 

Zmysł powonienia i czucie temperatury mają dla mnie znaczenie w różnych sytuacjach. Zapachy sygnalizują środowisko, w jakim się znajduję np. kuchnia, ogród, sklep. Zmiany powietrza informują mnie o otwarciu drzwi, bliskości okna, liczbie ludzi. Ciepło czyjejś dłoni zdradza mi emocje. 

Ważne są dla mnie proste opisy tego co ważne i gdzie się znajduje, ponieważ krótkie informacje łatwiej zamienić na działanie, a konkretne komunikaty zmniejszają nadmiar informacji. Zorganizowany opis jest dla mnie bardzo pomocny w orientacji. 

Rozmowy bez udowadniania racji

Ważnym fundamentem komunikacji jest obecność, a nie racja. Dlatego zawsze słucham do końca, zanim odpowiem. Staram się nie przerywać nawet wtedy gdy już wiem, co chcę powiedzieć. Nie reaguje automatycznie, skupiam się także na emocjach, a nie tylko na słowach. Gdy słucham uważnie i dość długo to jestem w stanie stworzyć pełniejszy obraz. Zadaję pytania, żeby zrozumieć i poszerzyć perspektywy. Gdy odpowiednio zapytam np. "Co masz na myśli, kiedy mówisz...?", albo "Co dla Ciebie jest w tym najważniejsze, skąd taki pogląd?" to jest to bardzo pomocne do oceny sytuacji. 

Nigdy nie zadaje pytań retorycznych np. "Naprawdę w to wierzysz? "Oraz pytań, w których odpowiedź może być pretekstem do rywalizacji o dominację np. "A dlaczego tak myślisz?" "A nie uważasz, że to bez sensu?".

Pytania, które zadaję z ciekawością, otwierają, zapraszają, pomagają wyjaśnić i zrozumieć nieścisłości np. Co masz na myśli, mówiąc....?" "Możesz opowiedzieć o tym szerzej?". 

Prowadząc rozmowę bez udowadniania racji, wybieram pytania, które nie szukają zwycięstwa, tylko porozumienia. 

Stwierdzenie "nie wiem" to zaproszenie do wspólnego szukania, a nie kwestionowania. Mogę dzięki temu nawiązać współpracę, bo przecież nie zawsze muszę mieć gotową odpowiedź,  a rozmowa jest wtedy lżejsza i ciekawsza. 

Różnica zdań nie jest w mojej ocenie zagrożeniem. To rodzaj doświadczenia i patrzenia z różnej perspektywy. Zgoda na różnice zdań oznacza, że przyjmuję do wiadomości, że inni mogą patrzeć inaczej i takie podejście jest w porządku, ponieważ każdy może myśleć inaczej, ale nadal mogę przecież rozmawiać i próbować zrozumieć. Możemy siedzieć przy jednym stole i nie musimy się od siebie oddzielać mimo odmiennych zdań i  różnych doświadczeń. 

Język, który koi, zamiast ranić

Słowa mają swoją wagę. Mogą budować lub niszczyć. Otwierać lub zamykać przestrzeń do dialogu. Kojący język nie oznacza, że muszę unikać trudnych tematów, ani udawać, że nie istnieją napięcia. To sposób komunikowania się, który szanuje moje granice i minimalizuje ból. Czasami wystarczy gdy zmienię dwa, trzy słowa, a wtedy różnica między zdaniami nie rani, a pomaga w prowadzeniu rozmowy.

Moim zdaniem stwierdzenia typu:

-"powinnaś/powinieneś" niesie w sobie presję, ocenę, a także porządek. Takie zdania często wywołują opór, poczucie winy i wrażenie, że ktoś przejmuje kontrolę nad moimi wyborami. W mojej ocenie to jest taki rodzaj sugestii, gdzie jedna ze stron wie lepiej, a druga musi się dostosować,

-"jak wolisz?"- pokazuje szacunek z mojej strony dla samookreślenia oraz otwiera przestrzeń na rozmowę o preferencjach i potrzebach. W ten sposób przekazuję odpowiedzialność osobie, do której się zwracam,

-"tu masz"- jest krótkie, twarde i brzmi jak polecenie. Odbieram to bardziej jako narzucanie się i pozbawienie wyboru. Lepiej powiedzieć "położę przy Twojej dłoni", ponieważ gdy tak powiem zdanie to, wiąże słowa z działaniem. Daje poczucie kontroli i nie wchodzi gwałtownie w czyjąś przestrzeń,

-"czy tak jest w porządku?"- to najprostsze pytanie, które potrafi stworzyć bezpieczny dystans w rozmowie. Daje mi prawo do odmowy, a to ważny element zdrowych relacji. W ten sposób buduję poczucie bezpieczeństwa, ponieważ ktoś liczy się z moim zdaniem. Tworzę dialog, a nie komunikację w jedną stronę i mogę zmniejszyć napięcie, ponieważ pokazuję, że "nie jestem przeciwko Tobie, jestem obok". 

Delikatność często mylona jest z nadmierną troską, a granica jest bardzo wyraźna. Język delikatny wzmacnia, wspiera i nie ocenia, a pomoc jest proponowana, a nie narzucana. Delikatność jest o zaufaniu, więc muszę umiejętnie słuchać, uważać na emocje i granice. 

Język nadopiekuńczy unieruchamia, ogranicza niezależność przy dobrej wierze, a kontrola ukryta jest pod płaszczykiem troski. Decyzje podejmowane są za drugą osobę i z góry zakłada się, że ktoś sobie nie poradzi.

Dostępność przy stole- prosto i praktycznie 

Dostępność przy stole polega na odpowiednim zorganizowaniu przestrzeni, interakcji i komunikacji, tak aby każdy niezależnie od potrzeb, ograniczeń wzroku mógł czuć się bezpiecznie, komfortowo i samodzielnie. Takie małe działania mają ogromny wpływ na poczucie pewności, oraz swobodę przy wspólnym posiłku. 

Przy stole często siedzą osoby niewidome lub słabowidzące, dlatego pierwszym krokiem do dobrej komunikacji, jaki zawsze robię, jest słowne potwierdzenie swojej obecności. Na przykład przy podejściu do stołu albo rozpoczęciu rozmowy mówię: "część jestem Ala. Siedzę po Twojej prawej stronie". Takie postępowanie pozwala orientować się, kto jest przy stole, gdzie się znajduje i z kim aktualnie się rozmawia. 

Krótki, prosty i konkretny opis rozmieszczenia przedmiotów na stole jest pomocny dla niewidomych lub słabowidzących, aby mogły lepiej kontrolować swoją przestrzeń przy posiłku. Wystarczy, że podam informacje według tarczy zegara lub kierunków np. "kubek masz na godzinie pierwszej, łyżeczkę na trzeciej, a talerzyk jest przed Tobą bliżej środka stołu". Gdy się coś zmieni, np. dołożą miskę z zupą, to informuję o tym. Ważne, aby informacje były krótkie i rzeczowe. 

W celu zapewnienia bezpieczeństwa przy stole stosuję komunikaty:

-przy odkładaniu lub podawaniu przedmiotów mówię "Odstawiam kubek po Twojej prawej"

-przy przemieszczaniu się mówię "Podchodzę z lewej strony" 

-przy zmianie ułożenia czegoś na stole mówię "Przesuwam talerz lekko do przodu".

Takie formy informowania są konieczne, aby osoby niewidome lub słabowidzące nie były zaskoczone zmianami i mogły uniknąć przypadkowego oparzenia lub potrącenia naczynia. 

Dostępność to również tempo rozmowy dopasowane do wszystkich, tak aby każdy mógł uczestniczyć bez pośpiechu i zagubienia. W praktyce oznacza to, że muszę mówić wyraźnie i w umiarkowanym tempie, robić małe przerwy kiedy zmieniam temat, albo gdy pojawia się dużo nowych informacji. W czasie rozmowy ważne jest, żeby każdy mógł coś powiedzieć i unikać sytuacji gdzie wszyscy naraz mówią.

Kiedy robi się trudno- jak wrócić do spokoju

W czasie prowadzenia rozmowy czasami może dojść do komplikacji, emocje rosną, kontakt słabnie, a pierwszym odruchem, jaki robię, jest podniesienie głosu, tłumaczenie, szybsze mówienie, bronienie moich racji. Aby łatwiej wrócić do równowagi i porozumienia ograniczam bodźce wokół mnie, czyli obniżam ton głosu, zwalniam tempo wypowiedzi, robię niewielkie pauzy, aby złapać oddech, wyłączam radio, zamykam okna lub drzwi, odkładam telefon i w ten sposób obniżam pobudzenie układu nerwowego, a emocje obu stron trochę opadają.

W sytuacji napięcia warto sięgam po łyk herbaty, który ma za zadanie wstrzymać spiralę argumentów. Ten symboliczny ruch daje mi czas na uspokojenie, zapobiega dalszemu nakręcaniu się, pozwala spojrzeć na rozmowę z dystansu. W ten sposób mogę zapobiec poważnej kłótni. 

Na rozładowanie emocji zaskakująco skutecznie działa wprowadzenie małej zmiany w otoczeniu albo przebiegu rozmowy. Wystarczy, że przesunę kubek, poprawie poduszki, otworzę okno, zmienię kolejność tematów czy przejdę z jednego pomieszczenia do drugiego, jest to taki impuls, który pozwala odblokować rozmowę i odciągnąć ją z toru walki.

`Dobrym sposobem na powrót do dialogu jest krótkie podsumowanie tego co usłyszałam np. "Jeśli dobrze zrozumiałam, chodzi Ci o to, że..." Zdanie takie obniża napięcie, porządkuje chaos i pozwala wychwycić nieporozumienia. Dodatkowo przez taką formę wypowiedzi okazuję szacunek rozmówcy nawet przy bardzo trudnej rozmowie. 

Małe nawyki, które budują bliskość

Ostatnio stwierdziłam, że bliskość zaczyna się od drobnych gestów. Czasami wystarczy jedno podane ciastko z informacją "Położyłam je na biurku, obok kubka, jakbyś miał ochotę." To nie chodzi tylko o ciastko, a o zauważenie potrzeb drugiej osoby, zanim je wypowie. W takich sytuacjach czuję, że otwieram sobie bramę do kontaktu. Bez nacisku, bez oczekiwań. Po prostu jestem obok. 

`Zawsze daje sobie i drugiej osobie minutę ciszy na zapach i smak. Kiedy robię pierwszy łyk herbaty, pozwalam, żeby aromat napoju poprowadził nas do spokoju. W ciszy jest porozumienie i nie muszę nic mówić. W takim zatrzymaniu jest sporo bliskości. 

Kiedy się uśmiecham, nawet delikatnie to słychać to w moim głosie. Gdy zaczynam rozmowę z uśmiechem, to ludzie reagują łagodniej, życzliwiej. Ten śmiech, który słychać w tonie mojego głosu może sprawić, że ktoś poczuje się lepiej. 

Dialog kończę zawsze słowami "Dziękuję za rozmowę" Prosto i szczerze, oraz z szacunkiem dla rozmówcy. 

Dzień Herbaty codziennie

Spokój nie potrzebuje dowodów, ale uważności. Gdy parzę herbatę, to w ciszy wiele się dzieje, nie muszę niczego udowadniać, przekazywać czy obiecywać. Liczy się to, że przez krótką chwilę jestem tu z ciepłem kubka w dłoniach. Uważność pojawia się gdy daje jej przestrzeń, wtedy się unosi jak para znad herbaty.

Gdy siadam z kubkiem herbaty w wygodnym fotelu, to stwierdzam, że niczego więcej nie potrzebuję. Wystarczy zwykły kubek, talerzyk z czymś dobrym i ja w pełni obecna, ale bez ciągłego "muszę, powinnam, za chwilę" W prostocie jest bogactwo, a to, co najważniejsze odnajduję w skromnych gestach. 

I tak myślę, że jutro mogę powtórzyć ten gest, ale nie sama. Może zaproszę kogoś o tak bez okazji. Wystarczy, że powiem  "Usiądź ze mną. Napijmy się herbaty" Nie muszę z nikim rozmawiać o wielkich sprawach, tylko być obok i stworzyć miejsce, gdzie nic nie trzeba udawać. 

Gdy zaproszę kogoś na herbatę, to rodzi się rozmowa bez napięcia, oczekiwań, rywalizacji. Mówię, słucham i nikt nie stara się zdobyć przewagi. Ta rozmowa nie służy wygrywaniu, ale jest po to, aby być w kontakcie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz