środa, 10 listopada 2021

Wypad na basen.

          Dzisiejszego poranka nie mogłem napatrzyć się na otaczającą mnie przyrodę. Budzące się słońce, wyglądające zza mgły. I te rozpromienione szczyty gór, widok jak z obrazka. Jednak wskazówki zegara nie chciały się zatrzymać, tik tak, tik tak, tik tak. Nadszedł czas śniadania, musiałem opuścić mój punkt widokowy i zejść w przenośni i dosłownie NA ZIEMIĘ. Po dojściu do pokoju (nie mojego) na poranną kawę, zjadłem wafelki czekoladowe firmy Dr Gerard, oraz inne słodycze. W trakcie rozmowy ustaliliśmy, że dzisiaj wybierzemy się na basen. Dobrze, że mam ze sobą kąpielówki. W międzyczasie wciągnąłem jeszcze kilka wafelków i poszedłem się szykować. W wyznaczonym miejscu spotkaliśmy się o wyznaczonym czasie. Tak, żeby nikt nas nie nakrył na samowolce. Gdy byliśmy na miejscu, okazało się, że do dyspozycji mamy dwa baseny solankowe, w tym jeden z masującymi dyszami oraz dwie sauny parową i suchą. Już dawno nie byłem sam na basenie. Zawsze są ze mną dzieci, dlatego zapomniałem jak to jest „popływać sobie”. Z moją córeczką jest zupełnie inaczej, jestem tam dla niej. Tata zobacz, tata złap mnie, tata chcę skoczyć, tata podrzuć mnie. Dzisiaj było inaczej, tylko ja i tor do pływania. Gdy się zmęczyłem, poszedłem na hydromasaż. Już czekali na mnie moi współtowarzysze. W pewnym momencie myślałem, że wyrzucą nas z obiektu. Dopadła nas głupawka, wygadywaliśmy takie bzdury, śmiechu było, co niemiara. Jednak nadszedł czas wrócić do ośrodka. Przed wejściem podzieliliśmy się na mniejsze grupki, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Normalnie jak w konspiracji. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz