1. Spotkania na świeżym powietrzu, które zaczyna się zwyczajnie.
Nie odkryję
Ameryki twierdząc, że grille organizuje się późnym popołudniem lub wieczorem.
Dlatego mamy dużo czasu na codzienne obowiązki. Jednak w moim przypadku od rana
czekam już na to spotkanie. Wcześniej wiem, co na siebie założę, co muszę
zabrać ze sobą, nawet na jakie jedzenie mam ochotę,
Fakt, że
grille organizowane są w miejscach dla mnie dobrze znanych, sprawia, że czuję
się tam pewnie i bezpiecznie. Każdy niewidomy czuje się niepewnie w nowym
środowisku, w nowych miejscach. Jestem w takim wieku, że mam stałych,
sprawdzonych przyjaciół. Dlatego organizujący spotkanie przy grillu biorą pod
uwagę moje niedoskonałości. Mogę liczyć na pomoc każdej osoby w moim otoczeniu.
Po dotarciu na
miejsce, wiem czego mogę się spodziewać. Jednak wolę, aby ktoś mnie
podprowadził do stołu. Mimo asysty moje zmysły tworzą mapę terenu. Dźwięki
rozmów oraz stukanie szklaneczek i talerzy, informuje mnie, gdzie znajduje się
stół. Zapach ciasta i kawy dodatkowo mnie upewniają. Jednak najbardziej
interesuje mnie zapach dymu z paleniska. Kieruję się w jego kierunku. U źródła
tego zapachu znajdę kolegów. Tak się składa, że przy grillu rządzą faceci. Niczym
w dziecięcej grze „ciepło – zimno” orientuję się, jak daleko mam do rusztu.
2.
Zapach grilla jako znak, że zaczyna się
wspólny czas.
Nie
wiedziałem, że pisząc ten artykuł, będzie mi tak ciężko! Sama myśl o zapachu
kiełbasy i mięsa pieczonego na grillu powoduje u mnie ślinotok i potęgowanie czucia
głodu. Po głowie chodzą mi myśli o chlebie ziołowym i świeżych pomidorach i ogórkach,
sałatkach… teraz oczami wyobraźni widzę ciasto drożdżowe i sernik, a dla dzieci
ciastka dr. Gerard.
Wracając do
sedna, wiadomo, że im intensywniejszy zapach unoszący się z rusztu, tym bliżej
jest posiłek. Kapiąca mieszanina tłuszczu, przypraw i marynat na rozgrzany
węgiel powoduje unoszenie się niepowtarzalnego zapachu. Nawet na ognisku nie
spotkamy tego aromatu. Tylko na grillu.
Dodając
zapach świeżego pieczywa, musztardy i warzywnych świeżych sałatek, możemy
wywnioskować, że jedzenie tuż tuż.
3.
Dźwięki rozmów i ruchu jako tło
spotkania.
Mam z tym
problem. Ponieważ jak się spotykamy, to nie możemy się nagadać. Dlatego czasem
zamiast dźwięków rozmów jest przekrzykiwanie się. Każdy ma coś do powiedzenia. Tak
poważnie, zbliżając się do źródła rozmów, wiem kto już jest na miejscu i gdzie
mam się kierować. Słysząc i rozpoznając rozmówców, domyślam się co będzie
podane do jedzenia. Znamy się od kilku lat, wiemy jakie każdy ma popisowe
dania. Oczekujemy ich za każdym razem, gdy się spotykamy.
Wiadomo, że
spotkaniu przy grillu towarzyszą dźwięk otwieranych butelek z piciem. Nasłuchując
tych odgłosów osoby niewidome wiedzą, gdzie zgromadziły się dzieci a gdzie urzędują
dorośli. Szelest rozrywanych opakowań ciastek dr Gerard towarzyszy młodszym
uczestnikom grillowania. Dorosłym mogą, ale nie muszą towarzyszą dźwięki
toastów i stukania się szkłem.
Doszedłem do
wniosku, że będąc otoczony takimi dźwiękami, jestem członkiem wspólnoty. Nawet,
gdy tylko słucham innych, czuję się DOBRZE. Wiem, że jestem akceptowany. Wszystkie
czarne scenariusze odchodzą w niepamięć. Lęki, obawy i smutki są wymazywane
przez ludzi mnie otaczających.
4.
Dotyk i przestrzeń, które pomagają poczuć
miejsce.
Może wyda się
Wam to dziwne, ale uwielbiam chodzić na boso po trawie. Dlatego dotyk, który
kojarzy mi się z grillem jest to dotyk gołej stopy i równo ściętej trawy. Uwielbiam
czuć chłód lekko wilgotnego podłoża. Daje mi to poczucie wolności i harmonii z
naturą. Zdarzało się, że spotkanie przy grillu kończyło się kąpielą w basenie o
północy w blasku księżyca. Szkoda, że nie jest mi dane zobaczenie gwiazd i
księżyca. Muszę wierzyć innym na słowo.
Moje ciało
jest przyzwyczajone no poruszania się na pamięć. Odliczanie kroków i balans
ciała pozwalają w całości przetrwać grillowanie. Poznając wysokość krzeseł,
stołu, ogrodzenia odruchowo badam otoczenie na danej wysokości. Moi znajomi są
opiekuńczy, więc często albo mnie podprowadzą albo dają mi zrozumiałe
wskazówki. Najważniejsze dla mnie jest „być blisko” drugiego człowieka. Będąc w
grupie ludzi, mam świadomość, że jestem w dobrym miejscu. Gdy zostaję sam to
mam wrażenie, że się zgubiłem albo odszedłem w złym kierunku. Dlatego tak
bardzo potrzebuję czuć obecność innych ludzi.
5.
Jedzenie jako doświadczenie, nie tylko
smak.
Zaletą grilla
jest to, że potrawy podawane są bardzo gorące. Uwielbiam jedzenie prosto z
pieca. Inni czekają aż mięso wystygnie a ja nie. W dodatku kiełbasę z grilla
czy ogniska jem za pomocą rąk. Sztućce potrzebuję do karkówki, szynki. Jako dziecku
rodzice kupowali mi kiełbasę z musztardą i bułką podane na papierowej tacce. Tak
mi zostało. W takiej sytuacji odzywa się mój wewnętrzny jaskiniowiec. Chodzę bez
butów, jem rękoma potrawy prosto z paleniska. Cofam się do odległej
przeszłości, gdzie wszystko było naturalne i proste.
Czy jedzenie buduje
atmosferę? Tak to prawda. Nawet to, że dzielimy się kawałem mięcha, upieczonym
ciastem albo przepisem, sprawia, że nawiązujemy relacje. I zbliżamy się do
siebie.
6.
Rozmowy, które budują bliskość.
Jak wcześniej
pisałem, każdy na takim spotkaniu ma coś do powiedzenia. Dlatego początek jest
zawsze głośny. Potem następuje zwolnienie i rozmowy przyjmują charakter bez pośpiechu.
Tematy łączą wszystkich rozmówców. Jednak są chwile, w których mniejsze grupy mają
coś do przedyskutowania. Ale to nie wpływa na ogół spotkania. Tematy dotyczą
dzieci, samochodów, planów wakacyjnych, szkół, wspólnych planów. Każdy a w szczególności
ja, jako osoba niepełnosprawna czuję się częścią tej grupy tych planów. Kilka lat
temu stworzyliśmy coś więcej niż grupę znajomych. Jesteśmy rodziną. Spotykamy
się nie tylko od święta. Przeżywamy razem lepsze i gorsze chwile. Wspólnie rozwiązujemy
problemy. Nawet gdy byłem na turnusie rehabilitacyjnym nad morzem to przyjechali
do mnie na weekend. Jestem częścią wielkiej rodziny.
7.
Czas spędzony razem bez planu i presji.
Porównując spotkanie
przy grillu do filmu, to nie potrzebujemy ani reżysera, ani scenariusza. Nie robimy
„cięć” i nie powtarzamy sceny. Zachowujemy się naturalnie, często
spontanicznie. Nigdy agresywnie. Staramy, aby te chwile były szczęśliwe. Bez narzuconego
planu. Bez złośliwości, krytykowania, bez niezręcznego napięcia. Pochodzimy z
różnych miast, osiedli, wsi. Stanowimy wspólnotę, na którą wpływ ma każdy z
nas. Wnosimy własne emocje, doświadczenia. Jesteśmy ludźmi budującymi relacje. Wzajemnie
się wspieramy.
Starając się
na siłę zaplanować spotkanie, możemy zepsuć wszystko. Wyjdzie to jakoś
nienaturalnie, sztucznie i fałszywie. Znamy nasze słabe i dobre strony. Możemy pozwolić
sytuacji rozwijać się w spokoju będąc na luzie. Nikomu nie stanie się krzywda.
8.
Ciastka Dr Gerard jako część wspólnego
stołu.
Czas szybko
płynie a w trakcie rozmów jeszcze szybciej. Dlatego należy zwilżać gardło. Kawka
bywa zbawienna. A do filiżanki tego gorącego naparu pasują ciastka dr Gerard. Pryncypałki,
rurki, Mafijne, znają je nie tylko dzieci. Dlatego na naszym stole zawsze
znajdziesz słodycze. Można je potraktować jako drobny gest na powitanie. Nikt z
pustą ręką nie lubi przychodzić w gości. Ciastka te są dobrym dodatkiem do
grilla, do rozmów krótkich i tych długich do rana. Jednak najważniejsi są
ludzie, którzy tworzą wspólnotę.
9.
Świeże powietrze jako element, który
zmienia odbiór chwili.
Dlaczego grill
musi odbywać się na zewnątrz? Po prostu spotkanie w domu wyglądałoby jak Święta
Bożego Narodzenia lub Wielkanoc. Będąc na grillu pod chmurką czujemy powiew
wiatru, zapach trawy, słyszymy świerszcze. Tego wewnątrz nie będzie. Nie umiem sobie wyobrazić,
gdyby ktoś odpalił zwykłego grilla w mieszkaniu. Sąsiedzi zadzwoniliby na Straż.
Będąc na
działce lub w ogrodzie czujemy „wszechświat”. Nie odczuwamy bliskości ścian małych
mieszkań w bloku. Stajemy się częścią czegoś większego. Spokój i brak obaw, że
na coś wpadniemy albo o coś się uderzymy wprowadza osoby niewidome w stan
relaksu i odprężenia. Obcowanie z naturą przez chociażby kontakt bosej stopy z
trawą daje poczucie zjednoczenia z planetą.
10.
Dlaczego
takie spotkania zostają na długo.
Czy takie
spotkania zostają w pamięci? Oczywiście, że tak. W moim przypadku zostały nie
tylko w pamięci, ale w sercu. Przede wszystkim ludzie, których spotykam. Miejsca
również, chociaż miejsca się zmieniają. Z tymi ludźmi stworzyliśmy rodzinę,
wspólnotę, w której jestem równy innym. Moje niedoskonałości nie ograniczają
mnie, ale otworzyły oczy, serca na potrzebę drugiego człowieka. Może chodzić o
przeprowadzenie przez ulicę, wskazanie wolnego miejsca a czasem potrzeby
rozmowy lub wysłuchania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz