sobota, 24 stycznia 2026

Dzień wzajemnej adoracji i chwile, w których mówimy sobie dobre rzeczy bez skrępowania. Ciastka Dr Gerard na stole pomagają oswoić bliskość

 

 

1.    Co dla mnie znaczy Dzień Wzajemnej Adoracji

 

            Kiedy myślę o Dniu Wzajemnej Adoracji, widzę… a właściwie słyszę. Słyszę ciepły śmiech przy stole. Słyszę, jak ktoś odstawia kubek na blat. Słyszę westchnienie, które mówi więcej niż długie przemowy.

Dla mnie to dzień, w którym można powiedzieć coś dobrego bez tego dziwnego napięcia w brzuchu. Bez poczucia, że zaraz ktoś machnie ręką i powie: „daj spokój”.

1.1. Krótkie wyjaśnienie święta – bez wielkich słów

Dzień wzajemnej Adoracji to sympatyczne, nietypowe święto obchodzone 13 stycznia. Dzień ten narodził się w czasie I wojny światowej, w Wielkiej Brytanii.

Jego celem było przeciwdziałanie przygnębieniu i stresowi wojennemu poprzez promowanie ciepłych gestów, komplementów i wzajemnego wsparcia.

1.2. Dlaczego mówienie sobie dobrych rzeczy bywa trudniejsze niż krytyka

Krytyka przychodzi łatwo. Czasem aż za łatwo. A dobre słowa? Tu nagle pojawia się wstyd. Jakby komplement był czymś, co trzeba najpierw „zasłużyć, udowodnić, wypracować”.

A przecież czasem wystarczy jedno zdanie, żeby komuś rozjaśnić dzień.

1.3. Piszę jako osoba niewidoma – „widzenie” ludzi przez głos, gesty i obecność

Nie widzę twarzy. Widzę ludzi inaczej.

Po głosie, po tym, jak siadają na krześle, jak przesuwają talerzyk, jak oddychają, kiedy mówią coś ważnego.

Czasem czuję, że ktoś się uśmiecha, zanim to powie. Czasem słyszę napięcie, które nie ma nic wspólnego z tym, co pada w słowach.

Dlatego dobre zdania są dla mnie jak dotyk dłoni na stole. Ciche, ale pewne.

1.4. Zaproszenie: usiądźmy przy herbacie i ciastkach Dr Gerard, spokojnie

Wyobraź sobie, że siedzisz naprzeciwko mnie. Blat stołu jest ciepły od kubków. Na środku stoi talerzyk z ciastkami Dr Gerard. Pachną słodko, trochę wanilią, trochę czekoladą.

Para z kubka w pomieszczeniu unosi aromat herbaty. I teraz możemy mówić, bez pośpiechu, bez skrępowania.

 

2.    Dlaczego komplementy potrafią krępować

 

2.1. Lęk przed przesadą: „żeby nie wyszło sztucznie”

Czasem boję się, że powiem coś za mocno. Że ktoś pomyśli, że przesadzam. Że próbuję być miły na siłę.

A ja po prostu chcę powiedzieć prawdę.

2.2. Strach przed odrzuceniem: „a jeśli to dla kogoś za dużo?”

Bywa, że dobre słowa są jak odsłonięcie brzucha. Pokazujesz miękkie miejsce i boisz się, że ktoś je zignoruje.

Albo wyśmieje, albo powie: „nie przesadzaj”.

2.3. Doświadczenie osoby z dysfunkcją wzroku: gdy słyszysz oceny, a nie czujesz ciekawości

Czasem ludzie mówią do mnie rzeczy, które brzmią jak oceny, a nie jak prawdziwe zainteresowanie. „Jesteś taki dzielny.” „Podziwiam Cię.”

Wtedy czuję, że to nie o mnie. To o tym, co oni sobie o mnie myślą.

Dlatego wolę, gdy ktoś mówi zwyczajnie. Bez wielkich słów.

2.4. Dzień Wzajemnej Adoracji jako bezpieczny pretekst, by spróbować inaczej

Ten dzień daje mi odwagę. Pozwala powiedzieć coś dobrego bez skrępowania, bez obawy, że ktoś zapyta „dlaczego”.

Ty też nie musisz nic wyjaśniać. Możemy potraktować to jako chwilę, w której wolno mówić prosto z serca. Możemy po prostu spróbować.

 

3.    Słowa, które naprawdę niosą dobro

 

3.1. Zamiast „jesteś dzielny” – „dobrze, że jesteś”

- „Dobrze, że jesteś… bo Twoja obecność wnosi spokój.”

- „Dobrze, że jesteś… bo Twoje bycie obok naprawdę robi różnicę.”

- „Dobrze, że jesteś… bo Twoja obecność daje mi poczucie bezpieczeństwa.”

Czasem wystarczy jedno proste zdanie, by ktoś poczuł, że naprawdę ma znaczenie. Takie słowa potrafią nieść dobro dalej, niż nam się wydaje.

3.2. Zamiast „podziwiam Cię za…” – „lubię w tobie to, że…”

- „Lubię w Tobie to, że… umiesz być blisko, nawet w ciszy.”

- „Lubię w Tobie to, że… Twoje słowa mają w sobie dużo ciepła.”

- „Lubię w Tobie to, że… jesteś prawdziwy w tym, jaki jesteś.”

Kiedy mówimy komuś, co w nim lubimy, dajemy mu poczucie bycia naprawdę widzianym. To właśnie takie słowa budują relacje oparte na bliskości i prawdzie.

3.3. Konkret zamiast ogólników: Jedno prawdziwe zdanie lepsze niż pięć pustych

Lubię, kiedy ktoś mówi: „Lubię, jak się śmiejesz.” „Dobrze mi z Tobą przy stole.” „Fajnie, że pamiętasz o herbacie.”

Takie słowa zostają we mnie na długo, bo są prawdziwe.

3.4. Ton głosu – druga połowa komplementu

Czasem ton głosu mówi więcej niż słowa. Słyszę, kiedy ktoś mówi szczerze. Słyszę, kiedy się wacha.

Słyszę, kiedy mówi tylko z obowiązku. I wtedy wiem, że to nie jest o mnie.

Bo prawdziwe dobre słowo ma swoją temperaturę – Ciepłą, spokojną, nieśpieszną. Taką, którą czuje się jeszcze chwilę po tym, jak zapadnie cisza.

 

4.    Ciastka Dr Gerard na stole jako mały most między ludźmi

 

4.1. Talerzyk na środku – każdy ma prawo sięgnąć

Kiedy talerzyk stoi na środku, czuję, że nikt nie jest ważniejszy. Nie ma gospodarza, ani gościa. Każdy może sięgnąć, kiedy ma ochotę. Każdy ma swoje miejsce.

4.2. Podanie ciastka jako cichy gest: „widzę Cię, pamiętam o Tobie”

Kiedy ktoś podaje mi ciastko, czuję w tym troskę. Nie litość, tylko zwykłą, ludzką uważność.

To mały gest, który mówi więcej niż długie zdania

Jakby mówił: „jesteś częścią tego stołu”.

4.3. Jak powiedzieć, gdzie stoi talerzyk, żeby nikt nie czuł się nieswobodnie

Wystarczy proste zdanie: „talerzyk jest przed Tobą, trochę w lewo lub na godzinie 10:00.

Bez szeptów, jakby to była tajemnica. Bez napięcia, jakby trzeba było uważać na każde słowo.

Po prostu informacja – zwyczajna, spokojna, pomocna i wtedy nikt nie czuje się niezręcznie.

4.4. Słodkość, która pomaga rozluźnić napiętą atmosferę

Czasem jedno ciastko potrafi rozluźnić rozmowę. Słodycz robi swoje – miękczy głos, łagodzi spojrzenia.

Nawet trudne tematy stają się lżejsze, kiedy w dłoni trzymasz coś kruchego i słodkiego.

Czuję wtedy, że mogę oddychać spokojniej.

 

5.    Jak „widzę” wzajemną adorację bez patrzenia

 

5.1. Po brzmieniu głosu: kiedy ktoś mówi szczerze, a kiedy tylko z grzeczności

Szczerość ma inny dźwięk. Słychać w niej ciepło, jakby ktoś naprawdę chciał być blisko.

Nie spieszy się, bo prawdziwe słowa nie potrzebują pośpiechu.

Głos, który mówi z grzeczności, jest bardziej sztywny. Jakby chciał tylko spełnić obowiązek.

5.2. Po pauzach: czy ktoś czeka na odpowiedź, czy tylko „zalicza komplement”

Kiedy ktoś robi pauzę, wiem, że daje mi miejsce. Jakby mówił: „Twoje zdanie też jest ważne”. Ta chwila ciszy jest jak zaproszenie do rozmowy.

A kiedy mówi jednym ciągiem, bez oddechu, czuję, że chce mieć to za sobą. Jakby komplement był zadaniem do odhaczenia, a nie gestem.

5.3. Po tym, czy w rozmowie jest miejsce dla mnie, czy tylko dla słów

Czasem słowa są jak ściana – stoją między nami i nie da się przez nie przejść. Są wypowiadane, ale nie zostawiają przestrzeni.

A czasem są jak otwarte drzwi – zapraszają, żeby wejść, dopowiedzieć, być. To słychać w tonie, w tempie, w tym, jak ktoś oddycha między zdaniami.

Wtedy wiem, że rozmowa jest wspólna, a nie jednostronna.

5.4. Wzajemna adoracja jako wymiana, nie monolog

Najpiękniej jest wtedy, kiedy zdania płyną w obie strony. Nie muszą być długie ani wyszukane. Wystarczy rytm – taki naturalny, spokojny, w którym obie osoby chcą być.

To właśnie ten rytm sprawia, że czuję bliskość, nawet jeśli jej nie widzę.

 

6.    Dom, w którym można mówić dobre rzeczy bez żenady

 

6.1. Małe zdania na start: „lubię, jak tu jesteś”

To zdanie działa jak miękkie światło o poranku – nic wielkiego, a jednak robi różnicę. „Lubię, jak tu jesteś ze mną” potrafi sprawić, że ktoś czuje się naprawdę chciany, bez żadnych fajerwerków.

6.2. Ustalony rytuał: komplement do porannej kawy albo herbaty

Poranna kawa smakuje inaczej, kiedy obok pada jedno dobre zdanie. Coś prostego, jak: „lubię, jak potrafisz rozjaśnić mi dzień”. Taki mały komplement potrafi zrobić więcej niż cały kubek kofeiny.

6.3. Nie trzeba wielkich wyznań – wystarczy jedno spokojne zdanie dziennie

Najbardziej działa to, co proste. Jedno spokojne zdanie potrafi powiedzieć: „jestem obok…”, nawet jeśli dzień jest byle jaki. Czasem właśnie takie małe słowa trzymają całą relację w cieple.

6.4. Atmosfera, w której nikt nie przewraca oczami na czułość

Najpiękniej jest tam, gdzie dobre słowa są normalne. Gdzie czułość nie jest żartem, tylko językiem domu.

W takim domu czułość nie musi się tłumaczyć – po prostu ma swoje miejsce i nikt nie udaje, że jej nie potrzebuje.

 

7.    Dzień Wzajemnej Adoracji w wersji dostępnej

 

7.1. Zamiast patrzeć – słuchać tego, co naprawdę mówi druga osoba

Siedzę z tobą w kuchni. Herbata pachnie maliną, ciastko chrupie pod zębami.

Nie patrzę na ciebie, ale słucham. Twój głos mówi mi więcej niż jakiekolwiek spojrzenie.

7.2. Mówienie, co gdzie leży, jako forma troski, nie litości

Dotykam krawędzi talerza. Mówię ci, że kubek masz na godzinie 3:00, a ciastka bardziej na 9:00.

Nie dlatego, że myślę, że sobie nie poradzisz. To zwykła troska. Cicha. Wspólna.

7.3. Pytanie: „jak wolisz?” Jako bardzo czuły gest szacunku

Pytam Cię: „Jak wolisz?”. Czy chcesz herbatę słodszą. Czy wolisz ciastko kruche czy miękkie.

Nie zgaduję za Ciebie. Daję Ci wybór. I to jest mój sposób na szacunek.

7.4. Wspólne tempo rozmowy, w którym nikt nie zostaje z tyłu

Biorę łyk herbaty. Ty też. Mówimy powoli, tak jakby czas trochę zwolnił.

Nasze słowa mają swoje tempo. Takie, w którym nikt nie musi gonić.

Takie, w którym oboje jesteśmy tu – przy stole, przy ciastkach, przy sobie.

 

8.    Jak mówić dobrze o sobie – nie tylko o innych

 

8.1. „Dzisiaj dobrze mi poszło” – bez przepraszania za to zdanie

Siedzę przy stole z kubkiem herbaty. Biorę ciastko, czuję jego kruchość pod palcami.

Mówię do ciebie: „dzisiaj dobrze mi poszło”. I nie dodaję „sorry, że tak mówię”.

Pozwalam temu zdaniu wybrzmieć.

8.2. Mówienie do siebie jak do kogoś, kogo lubię

Myślę o sobie tak, jak myślę o tobie, kiedy podajesz mi talerz. Bez złośliwości. Bez docinek.

Z takim samym tonem, jak wtedy, gdy mówisz: „masz, spróbuj tego ciastka, jest pyszne”.

8.3. Uznanie swoich sposobów radzenia sobie, nawet jeśli są inne niż „standardowe”

Dotykam stołu, czuję jego stabilność. Moje sposoby też są stabilne – nawet jeśli wyglądają inaczej niż u innych.

Czasem wolniejsze. Czasem bardziej chaotyczne, ale moje. I to wystarcza.

8.4. Dzień Wzajemnej Adoracji jako moment, by poćwiczyć łagodność wobec siebie

Biorę łyk herbaty. Czuję ciepło w gardle.

Myślę: „mogę dziś być dla siebie milszy”. Tak po prostu.

Bez planu, bez wielkich słów.

Łagodność w wersji kuchennej – mała, ale prawdziwa.

 

9.    Kiedy dobre słowa leczą stare rzeczy

 

9.1. Przeciwieństwo komentarzy „za dużo”, „za mało”, „nie tak”

Siedzimy razem przy stole. Herbata pachnie, ciastko delikatnie się kruszy.

Mówię coś, co nie ocenia ani nie porównuje. Co nie rani.

Po prostu mówię: „dobrze, że jesteś”. Bez „za dużo”, „za mało”, „nie tak”.

9.2. Pierwsze „dziękuję, że jesteś”, które naprawdę trafia do środka

Biorę łyk herbaty. Wsłuchuję się w twój spokojny oddech.

Mówię: „dziękuję, że jesteś”. I nagle czuję, że te słowa nie zatrzymują się w powietrzu.

Nie odbijają się od żadnej ściany. Trafiają dokładnie tam, gdzie powinny – prosto do środka.

9.3. Jak brzmi rozmowa, po której ciało się rozluźnia

To taka rozmowa, w której nic nie trzeba udowadniać. Głos brzmi spokojnie. Słowa płyną powoli, bez napięcia. Ciało samo wypuszcza powietrze – długim, miękkim wydechem, jak po pierwszym łyku gorącej herbaty.

I nagle zauważam, że siedzę swobodniej.

Ty, mam wrażenie, też.

9.4. Dlaczego warto to powtarzać częściej niż raz w roku

Bo to działa. Nie jak wielka terapia, tylko jak mały kęs ciastka, który poprawia humor.

Jak ciepło kubka w dłoniach. Jak zdanie, które nie boli, tylko koi.

I szkoda byłoby czekać na to cały rok.

 

10.         Trochę mniej wstydu, trochę więcej czułości

 

10.1.        Dzień Wzajemnej Adoracji jako pretekst do oswajania komplementów

Siedzę obok ciebie przy stole. Czuję ciepło kubka w dłoniach i delikatny, malinowy aromat unoszący się z herbaty.

                                               Mówisz mi coś miłego, a ja nie próbuję tego zbyć ani żartem, ani ucieczką w bok. Pozwalam, żeby twoje słowa po prostu do mnie dotarły.

Ten dzień daje mi do tego pretekst – i dobrze.

10.2.        Ciastka Dr Gerard, herbata i jedno zdanie, które zostaje na długo

Biorę ciastko i czuję pod palcami jego kruchość. Herbata pachnie znajomo i kojąco, jakby chciała trochę uspokoić dzień.

Wtedy mówisz to jedno krótkie zdanie – spokojnie bez pośpiechu. Zostaje we mnie dłużej niż smak herbaty i niesie się przez resztę dnia jak miękkie światło.

Czasem naprawdę tyle wystarczy, żeby wszystko zrobiło się lżejsze.

10.3.        Małe dobre słowa zamiast wielkich deklaracji

Nie potrzebuję wielkich wyznań. Wystarczy „lubię, jak mówisz”, albo „dobrze mi z tobą przy stole”.

Małe słowa, które mieszczą się między łykiem herbaty a kęsem ciastka. I właśnie dlatego działają.

10.4.        Zaproszenie do czytelnika: spróbuj dziś powiedzieć jedną rzecz – komuś i sobie

Powiedz dziś coś miłego. Komuś i sobie też.

Może przy herbacie, może w biegu między jedną sprawą a drugą.

Takie jedno krótkie zdanie potrafi zrobić zaskakująco dobry dzień.

piątek, 23 stycznia 2026

Światowy Dzień Braille’a.

      Światowy Dzień Braille’a i dłonie, które czytają więcej niż litery. Codzienne gesty, które mówią „jestem przy tobie inaczej”.


        Światowy Dzień Braille’a w moim rytmie. 

 4 stycznia obchodzimy Światowy Dzień Braille’a, pisma dzięki, któremu osoby niewidome mają nieograniczony dostęp do otaczającego świata. Mówi się, że Braille był dla osób niewidomych tym, kim Gutenberg dla ludzi widzących.  To dzięki jego wynalazkowi, którym   jest alfabet brajla, i niemal po 200 latach, mimo postępu technologicznego,  to wciąż ma wielkie znaczenie  w życiu codziennym osób niewidomych.  Pismo brajla  ciągle jest niezastąpione i dzięki niemu osoby niewidome mogą poczuć się  samodzielne. Pismo to pomaga nam w wielu sytuacjach życia codziennego.

  To pismo dotyku, jest jak obraz, który tworzymy w naszym umyśle. Dla nas jest to obraz, który dzięki dotykowi palców staje się dostępny. 

   Pomimo szybkiemu postępowi technologicznemu i dostępowi tzw. e-buków, to wciąż  szelest przewracanych stron książki i dotyk papieru, jest niezastąpionym relaksem.  Zmysłowy dotyk wypukłych punktów oraz ciepła herbatka w towarzystwie ciastek Dr Gerarda, to  tło spokojnego czytania przepełnionego obrazami wyobraźni i zmysłów powonienia.

 

          Dłonie jako pierwszy język świata.

To właśnie dotyk jest pierwszy przed wypowiedzenia słowa, który wynika z kropek odpowiednio ułożonych.  Te magiczne kropki, które są widoczne dla innych, dla nas to nic innego jak zbiór liter, słów, pełnych zdań.  To dzięki opracowaniu i wymyśleniu alfabetu brajla przez Luisa Braille'a , możemy mieć szeroki dostęp do wszelkich wiadomości. 

To pismo jest kluczem do niezależności, edukacji i integracji społecznej osób niewidomych i słabowidzących. 

Pamięć palców, to tak jak ciało widzi  przedmiot, zanim go nazwie, to palce widzą wyraz szybciej, nim go wypowiemy. 

  To dzięki dotykowi, nasze dłonie nie kłamią, są niezawodnym informatorem dostarczającym  obrazu. 

  Wiele czasu potrzeba by nasze palce tak szybko czytały wyrazy. 


        Brajl jako mapa, która prowadzi nie tylko po tekście.

    Pierwsze zetknięcie z literami, których nie da się zobaczyć.

  Mając 10 lat poraz pierwszy zetknąlem się z osobą, która dotykając puste kartki -(ja nic na nich nie widzialem), czytała opowiadanie. 

  Jakież było moje zdziwienie, że z wypukłych kropek, on układa wyrazy zdania  -treść opowiadania. Był to dla mnie wtedy wielki szok, bo jak to można coś takiego czytać. 

  Minęło kilka miesięcy i ja też opanowałem tę tajemnicę czytania kropek. 

Rytm kropek, a raczej układ, to jako forma czułej logiki, którą trzeba opanować. 

 Czytanie brajla, to sprzyja wyciszeniu, nie potrzeba światła, to jako spotkanie ze sobą i swoją wyobraźnią. 

 Czytając ten układ zaczarowanych kropek, to wydaje się, że to jest taki  moment, w którym litery „wchodzą pod skórę”.


      Codzienne gesty, które mówią „jestem tu z tobą”.

 Każdy człowiek potrzebuje kontaktu z innymi, a w szczególności osoby mające problemy wzrokowe.  Jak miło jest gdy  ktoś, stawia nam kubek w odpowiednim miejscu.  Podaje kubek w sposób, który nie wytrąca z równowagi, bo jest w miejscu ściśle określonym. Jakże jest miło, gdy ktoś szepnie:  „tu jest twoja łyżeczka”.

  Odsunięte krzesło, które nie robi hałasu i pomocna dłoń, która umieści moją dłoń na jego oparciu. 

 Te powolne gesty są formą troski o drugą osobę, a tak niewiele one kosztują. 


         Talerzyk ciastek Dr Gerard jako znak wzajemnej uważności.

  Podczas wspólnego spotkania, taki miły gest informujący dyskretnie gdzie  stoi talerzyk z ulubionymi ciasteczkami Dr Gerarda, świadczy o wzajemnej uważności i pamiętania o  innym człowieku. 

 Gest dzielenia się ciasteczkiem, to miły gest wzajemnej obecności. Dobre ciastka Dr Gerarda, to pretekst do wspólnego spotkania przy kawie lub herbatce. Podczas tych spotkań, wiele możemy sobie wyjaśnić, porozmawiać o wzajemnych relacjach ułatwiających różne sytuacje życiowe. To ważna rozmowa zarówno dla osoby niewidomej jak też tej, która pragnie pomóc w różnych sytuacjach. 

   

         Widzenie inaczej: wrażliwość zamiast oglądania.

 W rozmowie osoba niewidoma wykorzystując zmysł słuchu, jest w stanie ocenić po barwie głosu, niczym spojrzenie, ocenić  minę rozmówcy.  Te gesty są dla nas widoczne bez obrazu, choć nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. 

Zaufanie jest budowane na wzajemnych relacjach, wzajemnych gestach, a nie na mimikach, których my nie widzimy. 

  Największa dostępność bywa, gdy jest wzajemna relacja. Nic  jej nie zastąpi, na nic szumne  nazwy  "dostępności', jeśli nie będzie dobrych relacji międzyludzkich. 


          Ludzie, którzy nie muszą patrzeć, żeby rozumieć.

My osoby mające problemy z widzeniem "obrazu", pilnie i uważnie słuchamy każdego słowa, które umożliwia nam poznawanie otoczenia w naszych myślach. Dla nas jest ważne, gdy ktoś pyta "jak wolisz", "jak będzie wygodniej", a nie stawia pytania -dlaczego tak?  Ważne też gdy osoba wyjaśniająca, oznajmiająca czy też informująca, używa prostych słów. Wiadomo, że proste słowa są dla wszystkich zrozumiale i najbardziej komunikatywne. 

  Niektórzy myślą, że wystarczy opisać brajlem i załatwiona jest tzw. dostępność dla niewidomych.  Nic bardziej mylnego. Aby osoba niewidoma mogła skorzystać z tego opisu, to musi wiedzieć, gdzie się ten napis znajduje. 

  Ważne by opisy brajlowskie znajdowały się  w tym samym miejscu, bez względu na  przestrzeń, w której one są.


        Chwile, w których dłonie wiedzą, że są u siebie.

   Ktoś spyta, - jak wykonujesz swoje czynności domowe? Odpowiedź: Wykonuje większość czynności w taki sam sposób jak ludzie widzący. Jest tylko jedno zastrzeżenie, moim obrazem są palce. Jedynie oczy moje nie funkcjonują normalnie, pozostała część ciała pozostaje nieuszkodzona.

  Jest jednak prawdą, że niektóre czynności sprawiają wiele trudności osobom niewidomym, ale każdy z nas ma swoje sposoby, by sobie je ułatwić. 

 W moim domu są pewniki, których nikt nie zmienia i tak np.

  -Znajoma szuflada otwierana w tym samym kierunku,

  -Krzesło, które zawsze stoi tam, gdzie powinno, 

  -Dekoracja, która ma stałe miejsce na stole,

  -Półki i szuflady zawierają ustalony skład. 

  Wszelkie zmiany są wcześniej oznajmiane. 

   

           Gesty, przez które czuję się widziany.

  Są takie gesty, które mówią więcej niż spojrzenie. 

Takimi gestami są podanie informacji, bez pośpiechu, bez zbędnych słow, które po prostu nie ranią. Gdy nikt nie narzeka na tempo, które czasem bywa wolniejsze od  innych sprawniejszych. 

Mimo wszystko obiektywnie stwierdzam, że wokół jest wiele miłych i pomocnych gestów, które są wielką pomocą dla mnie. 


    Światowy Dzień Braille’a jako święto relacji.

  To dzięki święcie  pisma  brajle'a,  zostaje zwrócona uwaga społeczeństwa na rolę i znaczenie pisma dla osób niewidomych.  

  Alfabet Braille'a pozwala na zapis i odczyt tekstów, nut, symboli matematycznych i naukowych, co jest kluczowe dla edukacji, pracy i niezależności, nas osób niewidomych.

  Opanowanie pisma brajla, to tak jak dla innych nauka pisania i czytania.

  Chcąc się czuć dobrze, każdy z nas chce się uczyć pisać i czytać. W tym jesteśmy równi i nie wyobrażam sobie, by  nie posiąść tej umiejętności. 

   Pomimo technicznych ułatwień i postępowi technologicznemu, nic nie zastąpi pisma brajla osobom niewidomym. 

  Litery pod palcami, to dzięki nim świat jest dostępny, także mam osobom niewidomym.  





czwartek, 22 stycznia 2026

Światowy Dzień Pokoju widziany bez patrzenia. Jak odnaleźć równowagę, kiedy świat pędzi szybciej niż my.

 

Światowy Dzień Pokoju widziany bez patrzenia. Jak odnaleźć równowagę, kiedy świat pędzi szybciej niż my.



Światowy Dzień Pokoju zwykle kojarzy się z wielkimi hasłami. Ja wolę ciszej. Piszę jako osoba niewidoma – dla mnie pokój nie jest widokiem ani symbolem. To brak napięcia w ciele, spokojny oddech, chwila bez pośpiechu. Czasem zaczyna się bardzo prosto: od kubka ciepłej herbaty i kilku ciastek Dr Gerard, które stają się pretekstem, by się zatrzymać. Bez ekranów, bez newsów, bez „zaraz”. Chcę dziś zaprosić Cię do takiego myślenia o pokoju. Nie abstrakcyjnego. Takiego, który można naprawdę poczuć – w dłoniach, w smaku, w ciszy.

Świat pędzi szybciej niż my. Słychać to w głosach, w krokach, w wiecznym „szybciej, więcej, już”. Presja bycia wydajnym i nadążającym nie potrzebuje obrazu – wystarczy tempo rozmów i napięcie w powietrzu. Dla osób z dysfunkcją wzroku ten pośpiech bywa jeszcze bardziej dotkliwy. Rytm świata rzadko zwalnia, a oczekiwania są takie same. Aż w końcu ciało mówi: „zwolnij”. Zatrzymuje oddech, odbiera siły, domaga się uważności. Może warto go wtedy posłuchać.

Pokój często kojarzymy z czymś wielkim: wydarzeniem, hasłem, nagłówkiem w wiadomościach. A ja coraz częściej myślę o nim inaczej. Jako osoba niewidoma nie odbieram świata przez obrazy, lecz przez ciało, dźwięki i napięcia, które się w nim pojawiają. Dlatego pokój nie jest dla mnie widokiem spokojnego krajobrazu. Jest stanem ciała.

Zaczyna się bardzo prosto. Od oddechu, który wreszcie zwalnia i przestaje być płytki. Od momentu, gdy ramiona opadają, a my przestajemy się spieszyć – choćby tylko na kilka minut. Od ciepła kubka herbaty trzymanego w dłoniach, które przypomina, że jesteśmy tu i teraz. Od dźwięków w tle, które nie atakują, nie domagają się uwagi, ale delikatnie kołyszą i dają poczucie bezpieczeństwa.

Świat wokół nas pędzi, wymaga wydajności i ciągłego „nadążania”. To tempo szczególnie mocno dotyka osoby z dysfunkcją wzroku, bo rzadko uwzględnia nasze potrzeby i rytm. Dlatego tym bardziej uczę się słuchać sygnałów z ciała, gdy mówi: zwolnij.

Pokój nie zaczyna się w mediach ani deklaracjach. Zaczyna się w środku. W małych, dostępnych chwilach, które naprawdę można poczuć.

Nie widzę pokoju oczami, ale rozpoznaję go zmysłami i relacją. Dla mnie spokój zaczyna się od głosu, który nie ocenia – brzmi miękko, daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala być sobą. Od dotyku stołu, krzesła czy talerzyka, które tworzą znajomą mapę przestrzeni i uspokajają ciało. Od zapachu herbaty i ciastek, który staje się kotwicą w chwili, zatrzymuje myśli i sprowadza je do „tu”.

W takich momentach świat przestaje napierać. Nie muszę nadążać ani udowadniać, że potrafię więcej. Wystarczy, że czuję się stabilnie i obecnie. Pokój nie przychodzi z zewnątrz – rodzi się w relacji: z drugim człowiekiem, z otoczeniem, z własnym ciałem. I właśnie wtedy mogę powiedzieć, że „widzę” spokój. Nie obrazem, ale tym, jak czuję się w sobie.

Pokój nie zawsze da się zobaczyć. Ja, jako osoba niewidoma, „widzę” go inaczej – zmysłami i tym, jak reaguje ciało. Jest w głosie, który nie ocenia i daje poczucie bezpieczeństwa. W dotyku stołu czy krzesła, które porządkują przestrzeń i uspokajają. W zapachu herbaty i ciastek, który zatrzymuje na chwilę i zakotwicza w teraźniejszości. W takich momentach napięcie opada, oddech się wyrównuje, a świat przestaje pędzić. Pokój nie jest obrazem ani hasłem. Poznaję go po tym, jak czuję się w sobie.

Talerzyk ciastek Dr Gerard na środku stołu może stać się małym symbolem pokoju. Nie jako poczęstunek „dla gości”, ale jako zaproszenie do wspólnej chwili. Podzielenie się ciastkiem to prosty gest, który mówi: jesteśmy razem, bez pośpiechu i bez hierarchii. Gdy spokojnie mówimy, gdzie leżą ciastka, każdy może sięgnąć swobodnie i bez skrępowania. Dla mnie, jako osoby niewidomej, takie drobne uważne gesty mają znaczenie. Budują poczucie równości, bezpieczeństwa i harmonii. Czasem właśnie od nich zaczyna się prawdziwy pokój.

W świecie, który pędzi „wszyscy gdzieś biegną”, równowagę łatwo zgubić. Dla mnie pomaga zatrzymać się przy małych rytuałach dnia – kubku ciepłej herbaty, krótkiej przerwie, kilku głębszych oddechach. Zamiast próbować zrobić wszystko naraz, uczę się „jedno po drugim”. Skupiam się na jednej rzeczy, nie na całym hałaśliwym świecie wokół. I pozwalam sobie na gorszy dzień, bez poczucia winy. Równowaga nie pojawia się jako wielki efekt, ale w drobnych chwilach, w świadomym zwolnieniu tempa i uważności na siebie. To moje codzienne małe oazy spokoju.

Są ludzie, przy których łatwiej oddychać. Ci, którzy pytają „jak wolisz?”, zamiast „dlaczego tak wolno?”. Ci, którzy nie oceniają tempa ani sposobu, w jaki radzimy sobie z codziennością. Ci, którzy potrafią po prostu usiąść obok i być – bez pośpiechu, bez oczekiwań. Ich obecność daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala na chwilę wytchnienia. Warto im podziękować – słowem, gestem, a czasem po prostu swoją obecnością. Takie relacje przypominają, że spokój nie zawsze przychodzi sam, ale w kontakcie z tymi, którzy potrafią go dzielić.

Światowy Dzień Pokoju można świętować codziennie, po trochu. Nie zmienimy całego świata, ale możemy zmienić tempo jednej rozmowy, sposób, w jaki jesteśmy ze sobą i z innymi. Pokój nie jest hasłem w kalendarzu – to sposób bycia, małe gesty, chwile uważności. Ciepła herbata, kilka ciastek, łagodny głos – czasem to naprawdę wystarczy, by poczuć spokój. Dziś zapraszam Cię do znalezienia jednej spokojnej chwili tylko dla siebie. Zatrzymaj się, posmakuj chwili, pozwól ciału i umysłowi odetchnąć. Małe momenty tworzą prawdziwy pokój.





środa, 21 stycznia 2026

Dzień Miłośników Sera i zapach, który prowadzi do stołu. Ciastka Dr Gerard czekają obok, gdy rozmowa potrzebuje chwili przerwy

   Wstęp: Dzień Miłośników Sera zaczyna się od zapachu

 

   Kilka słów o święcie – bez definicji i encyklopedii

   Nie wiem dokładnie, kto i kiedy wymyślił Dzień Miłośników Sera. I szczerze mówiąc — nie jest to dla mnie ważne. Takie dni lubię wtedy, gdy nie domagają się fanfar ani deklaracji. Gdy są raczej pretekstem niż obowiązkiem. Dla mnie ten dzień zaczyna się nie od kalendarza, ale od chwili, w której w powietrzu pojawia się znajomy zapach. Cichy, ale wyraźny. Taki, który mówi: ktoś tu zaraz usiądzie, ktoś sięgnie po talerz, ktoś będzie chciał pobyć.

   Zapach sera jako pierwszy sygnał, że ktoś zaprasza do stołu

   Zanim padnie zaproszenie, zanim odezwie się głos, zapach już jest. Rozchodzi się powoli. Nie puka. Nie pyta. Po prostu informuje. Dla mnie to najuczciwszy sygnał, że stół czeka. Że ktoś pomyślał nie tylko o jedzeniu, ale o spotkaniu. Ser ma w sobie coś, co nie udaje. Albo jest obecny, albo go nie ma. I gdy jest — trudno go zignorować.

   Dlaczego dla mnie zapach bywa ważniejszy niż wygląd

   Nie widzę. I to zmienia kolejność spraw. Dla mnie zapach często wyprzedza wszystko inne. Zanim dotknę, zanim spróbuję, zanim usiądę — już wiem, czy to jest miejsce, w którym chcę być. Zapach sera potrafi być zaproszeniem bez słów. Nie ocenia. Nie wymaga reakcji. Jest albo go nie ma. I właśnie dlatego mu ufam.

   Zaproszenie: usiądźmy razem, bez pośpiechu

   Ten tekst nie jest opowieścią o serze jako produkcie. To raczej zaproszenie. Usiądźmy razem. Bez planu. Bez spraw do załatwienia. Niech zapach zrobi swoje. Reszta przyjdzie sama.

 

   Zapach jako niewidzialny drogowskaz

 

   Jak zapach prowadzi mnie przez przestrzeń

   Dla mnie zapach to coś więcej niż tło. To kierunek. Potrafię iść za nim jak za cichym przewodnikiem. Czasem prowadzi prosto, czasem kluczy, ale zawsze daje poczucie sensu. W domu, w kuchni, przy stole — zapach sera mówi mi, gdzie jest centrum wydarzeń. Nie muszę pytać. Wystarczy iść za nim.

   Ser jako aromat, który przyciąga ludzi naturalnie

   Jest coś szczególnego w tym, że zapach sera przyciąga nie tylko mnie. Inni też reagują. Zmienia się ton głosu, kroki stają się wolniejsze, rozmowy same przechodzą w coś spokojniejszego. Nikt nie musi tego ogłaszać. Wystarczy, że zapach się pojawi.

   Różne zapachy sera i różne nastroje przy stole

   Nie każdy ser pachnie tak samo. Są zapachy łagodne, które uspokajają. Są też takie, które wywołują śmiech albo lekkie poruszenie. Każdy z nich niesie inny nastrój. I to jest w porządku. Stół nie musi być jednolity. Może być różnorodny, jak rozmowy, które się przy nim toczą.

   Moment, w którym kuchnia zaczyna „mówić”

   Jest taki moment, kiedy kuchnia przestaje być tylko miejscem. Zaczyna mówić zapachem, dźwiękiem, ciepłem. Dla mnie to znak, że spotkanie już się zaczęło — nawet jeśli nikt jeszcze nie usiadł. I wtedy człowiek robi się jakoś spokojniejszy, jakby wszystko miało swoje właściwe miejsce.

 

   Stół, który zbiera ludzi bez zapowiedzi

 

   Dźwięki krzeseł i głosów jako znak, że zaczyna się spotkanie

   Nie potrzebuję zaproszeń wysyłanych wcześniej. Wystarczy dźwięk odsuwanego krzesła. Cichy śmiech. Ktoś nalewa coś do szklanki. Te dźwięki mówią mi więcej niż słowa. Spotkanie już trwa.

   Jedzenie jako pretekst do bycia razem, nie obowiązek rozmowy

   Przy stole nie trzeba rozmawiać cały czas. Jedzenie daje alibi. Można milczeć, można słuchać, można być. To wystarczy. Ser jest tu tylko pretekstem. Najważniejsze dzieje się między ludźmi.

   Spokojne tempo, które nikogo nie pogania

   Lubię spotkania, które się nie spieszą. Gdzie nikt nie zerka nerwowo, gdzie nikt nie przyspiesza. Ser da się jeść powoli. Rozmawiać też tak można.

   Dlaczego przy stole łatwiej być sobą

   Przy stole nie trzeba udawać. Ręce są zajęte, uwaga rozproszona. To daje ulgę. Można być sobą — nawet jeśli nie do końca się wie, kim się dziś jest.

 

   Ser jako jedzenie, które się dzieli

 

   Kawałki, które można podać bez ceremonii

   Ser łatwo się dzieli. Bez mierzenia. Bez równości co do grama. Ktoś podaje, ktoś bierze. To wystarczy.

   Dzielenie się bez liczenia i oceniania

   Nikt nie sprawdza, kto ile wziął. To ważne. Dzielenie się bez rachunku buduje zaufanie.

   Smak jako wspólny punkt odniesienia

   Smak jest wspólny. Każdy czuje go trochę inaczej, ale wszyscy próbują tego samego. To łączy.

   Jedzenie, które nie wymaga opisu wizualnego

   Nie trzeba opisywać, jak to wygląda. Smak i zapach wystarczą. Dla mnie to ogromna ulga.

 

   Widzenie spotkań bez patrzenia

 

   Ton głosu zamiast spojrzeń

   Słyszę, kiedy ktoś się uśmiecha. Głos to zdradza. Spojrzenia nie są mi potrzebne.

Pauzy w rozmowie jako coś naturalnego

Cisza przy stole nie jest błędem. Jest oddechem. Lubię ją. Czasem właśnie w takiej ciszy czuję, że naprawdę jesteśmy razem.

   Jak rozpoznaję, że ktoś czuje się swobodnie

   Ciało się rozluźnia. Głos mięknie. Ruchy stają się wolniejsze. To słychać.

   Bliskość, którą słychać i czuć

   Bliskość nie musi być widoczna. Jest w dźwięku, w zapachu, w obecności. Czasem wystarczy, że ktoś siedzi obok i niczego nie wymusza. Wtedy wszystko staje się proste i bezpieczne.

 

   Ciastka Dr Gerard jako chwila przerwy w rozmowie

 

   Talerzyk obok – bez zapowiedzi i bez presji

   Czasem obok pojawia się talerzyk z ciastkami Dr Gerard. Nikt nie ogłasza przerwy. One po prostu są.

   Słodki moment, gdy rozmowa potrzebuje oddechu

   Słodycz wprowadza pauzę. Rozmowa zwalnia. Ktoś sięga po ciastko, ktoś inny milczy.

   Ciastko jako gest: „zostań jeszcze chwilę”

   To nie jest propozycja. To gest. Jakby ktoś mówił bez słów: „nie uciekaj, mamy czas”. I ta prostota ma w sobie coś dobrego.

   Małe rzeczy, które przedłużają dobre spotkanie

   Czasem jedno ciastko wystarczy, by spotkanie trwało dłużej. Nie dlatego, że jest najważniejsze, tylko dlatego, że daje miękką przerwę. Dzięki temu rozmowa może się ułożyć na nowo i płynąć dalej spokojnie.

 

   Ludzie, przy których jedzenie nie jest testem

 

   Bez oceniania sposobu jedzenia

   Nikt nie komentuje, jak jem. To daje spokój. Dzięki temu mogę skupić się na smaku i na rozmowie, a nie na tym, czy robię coś „dobrze”.

   Bez komentarzy „jak to wygląda”

   Nie muszę słuchać opisów wyglądu. To mi wystarcza. Czuję, że nikt nie próbuje mnie wciągać w świat, w którym i tak nie uczestniczę oczami.

   Bez pośpiechu i poprawiania

   Każdy je po swojemu. Nikt nikogo nie poprawia.

   Obecność, która daje spokój

   Są ludzie, przy których można po prostu być. To największy dar.

 

   Dom budowany zapachem i głosem

 

   Kuchnia jako centrum rozmów

   Dla mnie kuchnia to serce domu. Zawsze było. To tutaj najłatwiej zacząć zwykłą rozmowę i zostać w niej na dłużej.

   Znane zapachy jako poczucie bezpieczeństwa

   Znany zapach uspokaja. Mówi: jesteś u siebie. Nawet jeśli dzień był trudny, te zapachy potrafią człowieka „ustawić” z powrotem na właściwym miejscu.

   Stałe miejsca i powtarzalne rytuały

   Powtarzalność daje stabilność. Lubię to. Dzięki temu nie muszę się domyślać świata — mogę go po prostu rozpoznawać.

   Dom, który się czuje, a nie ogląda

   Dom poznaję po zapachu i dźwięku. To mi wystarcza. Czasem mam wrażenie, że w ten sposób czuję go nawet mocniej, bo nie rozprasza mnie nic z zewnątrz.

 

   Dlaczego takie spotkania zostają w pamięci

 

   Bo są zwyczajne i prawdziwe

   Nie udają niczego. Są takie, jakie są. I właśnie dlatego wracają potem w myślach bez wysiłku, jak coś swojskiego.

   Bo zapach potrafi wracać po latach

   Zapach pamięta lepiej niż obrazy. Nagle potrafi przypomnieć głos, śmiech, a nawet ciszę przy stole. I człowiek znów jest w tamtym miejscu, choćby tylko na chwilę.

   Bo rozmowy przy jedzeniu nie muszą być mądre

   Nie muszą niczego udowadniać. Mogą być proste, zwyczajne, czasem nawet trochę chaotyczne. Ważne, że są prawdziwe i że nikt nie robi z nich egzaminu.

   Bo jedno ciastko potrafi zmienić ton spotkania

   Czasem wystarczy drobiazg. Jeden słodki kęs, żeby wszyscy na moment zwolnili. I nagle robi się cieplej, jakby łatwiej było zostać jeszcze chwilę.

 

   Zakończenie: Dzień Miłośników Sera jako pretekst do bliskości

 

   Ser, rozmowa i chwila ciszy – wystarczy

   Nie potrzeba więcej. Czasem właśnie ta prostota jest najlepsza. Bo kiedy nie ma nadmiaru, łatwiej zauważyć to, co ważne.

   Ciastka Dr Gerard jako cichy znak gościnności

   Są obecne, ale nie narzucają się. Stoją obok, jakby mówiły: „jeśli masz ochotę, to proszę”. I to wystarcza, żeby w sercu zrobiło się spokojniej.

   Spotkanie, które nie musi być idealne

   Wystarczy, że jest prawdziwe. Niech będzie zwyczajne, nawet trochę nieporadne. Najważniejsze, że jest w nim miejsce dla człowieka, takim jakim jest.

   Zaproszenie do czytelnika: znajdź dziś zapach, który zaprowadzi Cię do stołu

   Jeśli dziś jakiś zapach zatrzyma Cię na chwilę — idź za nim. Może tam ktoś czeka. A może to właśnie Ty będziesz tym, który otworzy komuś drzwi do spokojnego stołu.


wtorek, 20 stycznia 2026

Dzień Rotacji Ziemi i poranek przy herbacie z ciastkami Dr Gerard.

 

Dzień Rotacji Ziemi i poranek przy herbacie z ciastkami Dr Gerard.



Święto, które brzmi jak wzór fizyczny

W kalendarzu świąt nietypowych można znaleźć niemal wszystko. Są dni poświęcone pizzy, kawie, przytulaniu, liczbie π, a nawet ciszy. Na tym tle Dzień Rotacji Ziemi brzmi wyjątkowo poważnie jak hasło wyjęte z podręcznika fizyki albo tytuł wykładu akademickiego. Przypomina o doświadczeniu Leona Foucaulta, który w XIX wieku udowodnił coś, co dziś wydaje się oczywiste: że Ziemia nie stoi w miejscu, lecz nieustannie obraca się wokół własnej osi.

Dla nauki był to przełom. Dla większości ludzi — ciekawostka, która na chwilę pojawia się w mediach, by zaraz ustąpić miejsca kolejnemu tematowi. Dla mnie ten dzień ma jednak znaczenie dużo bardziej osobiste. Nie jest przypomnieniem o astronomii, lecz o ruchu jako takim. O tym, że świat zmienia się nieustannie, nawet jeśli my przez chwilę pozostajemy nieruchomi. że dynamika nie zawsze oznacza hałas i pęd, a stabilność nie musi oznaczać bezruchu.

Myśl o rotacji Ziemi wraca do mnie nie wtedy, gdy patrzę w niebo, bo nie patrzę, ale wtedy, gdy stoję w kuchni i słucham, jak budzi się dom.

Poranek bez obrazu

Mój dzień zaczyna się inaczej niż u większości ludzi. Nie ma w nim porannego spojrzenia przez okno, sprawdzania pogody na podstawie koloru nieba ani obserwowania wschodu słońca. Poranek nie przychodzi do mnie jako obraz. Przychodzi jako zbiór sygnałów.

Jest chłód pościeli, który mówi mi, że noc się skończyła. Jest zapach powietrza, zimą bardziej ostry, latem miękki i wilgotny. Są dźwięki: pojedynczy samochód przejeżdżający zbyt wcześnie, odległe kroki na klatce schodowej, trzask pracujących mebli. To one informują mnie, że dzień już się kręci, że świat nie czeka.

Nie muszę widzieć, by wiedzieć. Moje ciało odbiera zmiany szybciej, niż zrobiłby to wzrok. Zmiana temperatury, akustyki, rytmu domu, to wystarczy, by zrozumieć, że zaczyna się nowy obrót.

Świt, który ma dźwięk

W moim świecie świt nie jest cichy ani pastelowy. Ma dźwięk kliknięcia czajnika elektrycznego. Ten krótki, mechaniczny odgłos jest jak zapalenie światła sygnał, że noc ustępuje miejsca aktywności.

Potem pojawia się szum wody. Najpierw ledwo słyszalny, potem coraz wyraźniejszy, aż w końcu przechodzi w bulgot. Ten dźwięk narasta, wypełnia kuchnię, zagęszcza przestrzeń. To mój odpowiednik jasności. Kiedy woda zaczyna wrzeć, wiem, że dzień wystartował na dobre.

Nie ma w tym pośpiechu. Czajnik nie daje się przyspieszyć. Działa w swoim tempie, jak Ziemia. Nie przyspiesza obrotu, bo ktoś się spieszy.

Kuchnia jako mapa

Każdy mój krok w kuchni jest świadomy. Nie chodzę chaotycznie. Znam tę przestrzeń pod stopami i pod palcami. Chłodne kafelki pod bosą stopą, miękki dywanik w konkretnym miejscu, futryna drzwi, której dotyk potwierdza kierunek. To nie są przypadkowe ruchy to choreografia zapamiętana przez ciało.

Rytm kroków, szuranie kapci, delikatne stuknięcie dłonią o blat wszystko to składa się na poranną melodię. Nie jest to bezwładne kręcenie się po kuchni, lecz taniec, który znam na pamięć. Ten rytm uspokaja mnie bardziej niż jakakolwiek technika relaksacyjna.

W świecie, który często wymaga natychmiastowych reakcji, ta przewidywalność jest luksusem.

Zapach jako drogowskaz

Zanim jeszcze dotknę kubka, prowadzi mnie zapach herbaty. Wybór nie jest przypadkowy. Czasem potrzebuję wyraźnego, zdecydowanego aromatu Earl Grey, który budzi umysł. Innym razem sięgam po coś łagodniejszego melisę, lipę, rumianek.

Zapach rozchodzi się po kuchni jak niewidzialna mapa. Mówi mi, gdzie stoi kubek. Zapowiada ciepło, które za chwilę obejmie dłonie. W świecie pozbawionym obrazu zapach jest jednym z najważniejszych zmysłów orientacyjnych subtelnym, ale niezwykle precyzyjnym.

Dotyk — najuczciwszy zmysł

Moje dłonie są moimi oczami. Przesuwam je po blacie, wyczuwając jego gładkość i drobne okruszki. Znajduję oparcie krzesła drewniane, chłodne, stabilne. Palce zaciskają się na uchu kubka. Ten moment chwytu jest jak zakotwiczenie.

Dotyk nie kłamie. Nie tworzy iluzji. Jest konkretny i bezpośredni. Tu i teraz. Ten kubek. To krzesło. Ten stół. W świecie, w którym tak wiele rzeczy jest niepewnych, dotyk daje mi poczucie realności.

Powolność jako konieczność i dar

Nalewanie wrzątku do kubka wymaga pełnej koncentracji. Nie ma tu miejsca na pośpiech ani rozproszenie. Jeden nieuważny ruch oznacza ból. Ta konieczność ostrożności wymusza powolność, która z czasem przestaje być ograniczeniem, a staje się darem.

Powolne ruchy dłoni, precyzyjne odkładanie łyżeczki, świadome sięganie po talerzyk wszystko to sprawia, że czas zwalnia. Myśli przestają galopować. Nie ma tu presji produktywności ani poczucia straty czasu.

W świecie, który gloryfikuje tempo, taka powolność bywa postrzegana jako wada. Dla mnie jest formą bezpieczeństwa.

Oddech, który się układa

Siedząc przy stole, wsłuchuję się w swój oddech. Po nocy bywa płytki i nierówny. Dopiero teraz, w bezruchu, zaczyna się pogłębiać. Wdech nosem, wydech ustami. Klatka piersiowa unosi się i opada.

Oddech staje się moim osobistym metronomem. Ziemia może obracać się z prędkością ponad 1600 kilometrów na godzinę, ale to on wyznacza tempo mojego istnienia. Jeśli jest spokojny ja też jestem spokojna.

Cisza, która mówi

Cisza poranka nie jest pustką. Jest przestrzenią pełną informacji. Słyszę pracę domu, wiatr za oknem, odległe dźwięki miasta. Słyszę też własne myśli, zanim zaczną się przekrzykiwać.

Dla wielu ludzi cisza jest czymś niewygodnym, czymś, co trzeba natychmiast wypełnić radiem, podcastem, telewizorem. Dla mnie jest płótnem. Dopiero na nim powstanie dzień.

Herbata jako środek ciężkości

Ciepło kubka budzi ciało delikatniej niż alarm. Obejmuje dłonie, rozluźnia napięcie w ramionach. Pierwszy łyk herbaty jest chwilą totalnej obecności. Nie da się w tym samym czasie planować dnia i naprawdę poczuć temperatury, smaku, aromatu.

Ten prosty rytuał powtarza się każdego ranka. I właśnie w tej powtarzalności kryje się jego siła. Herbata staje się moim środkiem ciężkości punktem, wokół którego wszystko inne może się zmieniać, ale który sam pozostaje stały.

Mała słodycz

Na stole, zawsze w tym samym miejscu, stoi talerzyk z ciastkami Dr Gerard. Ich obecność jest dla mnie symbolem małej, dostępnej przyjemności. Nie są nagrodą ani zachcianką. Są elementem rytuału.

Smak jest znajomy, struktura przewidywalna. Chrupnięcie wprowadza naturalną pauzę między jednym oddechem a drugim. Każde ciastko jest jak przecinek w zdaniu poranka chwilą zatrzymania, która nadaje sens całości.

To prosty gest troski o siebie. Bez wielkich deklaracji. Bez patosu.

Domowy obrót świata

Mój dom ma swój własny obrót. Porządek nie jest wizualny, lecz dotykowy. Pilot leży zawsze w tym samym miejscu. Kubki stoją na tej samej półce. Ten porządek pozwala mi poruszać się płynnie, bez napięcia.

Codzienność nie musi być symetryczna, by była moja. Może być ergonomiczna zamiast estetycznej. Moje tempo też nie musi być równe. Czasem zwalniam, czasem przyspieszam. Ta zmienność jest naturalna.

Ludzie jako ciężarki równowagi

W moim otoczeniu najważniejsi są ludzie, którzy rozumieją moje tempo. Ci, którzy pytają, zamiast poprawiać. Którzy mówią: „mam czas, nie spiesz się”. To słowa, które zdejmują ogromną presję.

Życzliwi ludzie są jak ciężarki równowagi w wirującym obiekcie. Stabilizują tor ruchu. Dzięki nim świat nie wpada w drgania.

Gdy świat przyspiesza

Nie zawsze jest idealnie. Ulica bywa głośna, ludzie nieuważni, komentarze bolesne. Gdy czuję, że pęd świata mnie porywa, wracam myślami do poranka. Do dotyku stołu, zapachu herbaty, smaku ciastka Dr Gerard.

To mój sposób na uziemienie. Na odzyskanie środka ciężkości.

Co zostaje

Po takim poranku zostaje spokojniejszy oddech, zaufanie do własnych zmysłów, ciepło, które niesie mnie przez dzień. Zostaje myśl, że zawsze mogę wrócić do tego rytuału nawet w chaosie.

Zakończenie: własny obrót dnia

Dzień Rotacji Ziemi przypomina o ruchu planety. Życie przypomina o potrzebie równowagi. Świat może się kręcić szybko ja wcale nie muszę.

Herbata i kilka minut ciszy są moimi małymi stabilizatorami. Dzięki nim wiem, że moje tempo jest wystarczające. Że mogę smakować życie, zamiast je połykać.

Ziemia się kręci.
Ja — trwam w swoim rytmie.


poniedziałek, 19 stycznia 2026

Dzień Bitej Śmietany i poranek, w którym słodkość działa jak miękki koc. Bliskość zaczyna się od smaków, które uspokajają

 I w zimowy dzień jest taki czas kiedy to możemy sobie podelektować się czymś słodkim, chociaż ten produkt kojarzy nam się z łąką i słońcem, a dotyczy on dnia bitej śmietany. Wiadomo przecież iż jest ona robiona z mleka od krówek i w moim mniemaniu najlepiej smakuje od tych, które to pasą się na łące. Tak i to właśnie 5 stycznia obchodzimy ten dzień bitej śmietany i chociaż nie jest on tak donośny jak inne ważne dni to jednak widnieje on w kalendarzu i warto się nad nim pochylić. Skoro już wspomniałem co nieco o czym będzie ten wpis to teraz napiszę kilka słów o genezie powstania tego dnia. I tak jest on obchodzony na cześć kogoś takiego jak arona S. „Bunny” Lapina, który to właśnie urodził się w 1914 roku i to 5 stycznia, a w w 1948 roku wynalazł bitą śmietanę w sprayu co zrewolucjonizowało podawanie deserów.

Jej konsystencja pozwala na umieszczanie jej na różnych deserach do jedzenia i to jest i także ważne.

Jej słodkość kojarzy nam się z czymś przyjemnym, a w te zimowe dni to i pewnie i z czymś takim jak koc. Bo któż z nas nie lubi czasami i poleżeć sobie czasem pod ciepłym kocykiem z pucharkiem deseru okraszonym bitą śmietaną.

Z pewnością leżąc sobie pod tym przytoczonym powyżej kocem delektując się naszym deserem chociaż przez chwilę zwalniamy nasze tempo życia i może tak się zastanówmy czy warto tak za czymś gonić, czy może i dla naszego zdrowia lepiej będzie jak zwolnimy te tempo życia co z pewnością wpłynie na nas poprawnie, a przecież taki miks jak kocyk oraz czas spędzany na oglądaniu ulubionego serialu, albo też wsłuchiwanie się w dźwięki ulubionego utworu muzycznego przy tym deserze to rarytas na te długie zimowe wieczory.

Tak to już jest iż najprostsze rzeczy do jedzenia są najlepsze dla naszego organizmu, a niewątpliwie należy do nich bita śmietana. Jej miękkość bo przecież nam wiadomo, że jest robiona z mleka i o tym też już wspomniałem na samym wstępie to coś co wpływa dobrze na nas organizm. Nie tylko sama miękkość to coś pożądanego w tym wyrobie ale i jeszcze sam smak pobudzający nasze kubki smakowe.

Aby lepiej zanurzyć się w smak danej potrawy to najlepiej nie pędzić z jedzeniem tylko poświęcić tej czynności trochę więcej czasu. Osoby uważane właśnie za degustatorów jedzą małymi kęsami i można by powiedzieć iż kęs przeżuwają tak aby smak dotarł do jak największej liczby kubków smakowych. My może nie dosłownie nie degustujmy w tak wyrafinowany sposób ale zatrzymajmy się nad jedzeniem gdy głowa pędzi.

Gdy tylko wstajemy po przespanej nocy, czyli gdy jest poranek to do jednej z pierwszej czynności jaką wykonujemy to jest wstawienie czajnika na gorącą herbatkę albo kawunię. I do tego celu aby można było poczuć poranek wcale nie potrzebny nam jest wzrok. Właśnie ten zapach świeżo zaparzonej kawy rozchodzący się po naszej kuchni uzmysławia nam ten poranek. Samo wyciągnięcie kubka do kawy lub herbaty i postawienie go na stole to te pierwsze nasze kontakty z dniem. Czujemy wtedy fakturę naszego stołu i to z pewnością tak jak napomknąłem to te pierwsze czynności naszego nowego dnia o poranku. Także wcale nie jest potrzebny wzrok do poczucia poranka, wystarczą tylko zgoła normalne rzeczy, które to wykonują wszyscy wstający i przygotowujący się do jakby to ująć do podboju nowego dnia.

Któż z nas nie lubi deseru i to podanego w wyrafinowany sposób, a jeszcze lepiej jak będzie on podany z bitą śmietaną. Taki deser możemy i podać dla sobie znanej osobie i zapewne będzie to coś miłego. Słodycz takiego małego co nieco i po dniu zapracowanym gdy jesteśmy zmęczeni i kości w rękach dają znać o sobie z pewnością odpoczną przy degustacji tego wspomnianego małego co nieco za którym to chowa się ten nasz deser.

Do dopełnienia tego naszego deseru możemy użyć ciastek od takiego producenta słodkości jak Dr Gerard. Ta firma ma w swojej ofercie taką różnorodność wypieków, że każdy znajdzie coś dla siebie, a kto już raz spróbuje wyrobów od tego producenta ten będzie im wierny na zawsze.

Do ich degustacji wystarczy tylko odwinąć ozdobny papierek i już możemy degustować się bezpretensjonalnym smakiem. Niby taka drobna rzecz, a i potrafi ucieszyć.

Można by powiedzieć, że kuchnia to jedno z najważniejszych jak nie najważniejsze pomieszczenie w domu. Tu każda gospodyni dba o jak najdrobniejszy porządek bo przecież to tam przyrządzane są posiłki. Tu każdy mebel albo też i sprzęt ma swoje miejsce od takiego krzesła po miseczkę. Wystarczy tylko sięgnąć w znane nam miejsce i już w dłoni mamy tą przysłowiową miseczkę. Harmonia i spokój jaki nam towarzyszy w kuchni to też jej zaleta.

W tym dniu bitej śmietany albo też i przez cały czas pozwólmy sobie na bliskie rozmowy. A tak naprawdę to i forma bycia już razem to w czasie ciszy już coś znacznego bo przecież czujemy obecność drugiej osoby. Delikatne odwzajemniane gesty, które to świadczą o naszej bliskości to następna czynność, którą możemy się posługiwać.

W tym tekście już napisałem o jedzeniu bez pośpiechu i to nie przez przypadek lecz w formie dobrej rady, bo przecież nam wiadomo, że przeżuwanie jedzenia drobnymi kęsami wpływa dobrze na nas samych jak i oczywiście organizm. A jeżeli pochylamy się nad pierwszym kęsem to wyciszamy myśli i skupiamy się nad samym jedzeniem.

Czy gdy spożywamy nasze słodkości w postaci deseru albo też pod inną postacią to ćwiczymy rytuał oddechu. Zapewne tak bo słodkości kojarzą się nam z czymś dobrym i ciepłym. Często się zdarza iż my w celu poprawienia u siebie samopoczucia sięgamy po coś słodkiego, czyli smak to taka brama do wytchnienia.

Codzienność jest twarda, a taką odskocznią dla niej może być właśnie ta bita śmietana. Osobiście lubię się podelektować jak się mówi małą czarną z odrobiną chmurki z bitej śmietany na wierzchu.

Śledzące osoby mój wpis już na samym początku dowiedziały się z niego iż najlepiej podczas jedzenia zwolnić tempo życia, ale przecież to nie jest to tak wielka nowina. I zarazem każdy z nas zasługuje na delikatność.

I tak dotarliśmy do podsumowania tego wpisu. W tym tekście poruszyłem temat bitej śmietany jak i napomknąłem coś na temat ciastek od producenta Dr Gerarda bo i one zasługują na naszą uwagę. Co do naszego zdrowia to też znajduje się tu co nieco, np. Na przykład o zwolnieniu tempa życia i o tym, że nasze zdrowie jest delikatne i każdy powinien znaleźć chwilę wytchnienia.

Moja propozycja to pozwól sobie dzisiaj na jeden miękki moment przy pucharku z owocami okraszonymi bitą śmietaną, a na dopełnienie ciacho od wspomnianego producenta Dr Gerarda i życzę powodzenia przy takiej degustacji, a może i to stanie się naszą codziennością. 

sobota, 17 stycznia 2026

Dzień Wzajemnej Adoracji i chwilę, w których mówimy sobie dobre rzeczy bez skrępowania. Ciastka Dr Gerard na stole pozwalają oswoić bliskość.

 

Dzień Wzajemnej Adoracji i chwilę, w których mówimy sobie dobre rzeczy bez skrępowania. Ciastka Dr Gerard na stole pozwalają oswoić bliskość.

Dzień Wzajemnej Adoracji, to nietypowe święto obchodzone głównie 13 stycznia, choć czasem bywa mylone z Walentynkami (14 lutego). Dzień ten zachęca do okazywania życzliwości, uśmiechu i miłych gestów wobec wszystkich napotkanych ludzi, a także do doceniania i adorowania bliskich, podkreślając wagę pozytywnych relacji międzyludzkich. Jego celem jest promowanie wzajemnego szacunku i budowanie pozytywnej energii w relacjach.

Dlaczego komplementy potrafią krępować.

Myślę, że każdy z nas potrafi komplementować drugą osobę. Jednak trudniej jest przyjmować komplementy od innych. Czujemy się wtedy jakoś nieswojo mówiąc prosto czujemy się skrępowani. Czerwienimy się, uśmiechamy nieśmiało i mówimy, oj tam oj tam,. Komplementy są to słowa wypowiadane bardzo często boimy się, że komplementy, które słyszymy nie są szczere, że ten ktoś mówi je, aby po prostu mówić. To jest błąd. Powinniśmy myśleć, że ta druga osoba, która nam coś przekazuje, przekazuje nam to szczerze. Uczmy się przyjmować komplementy i dziękować za nie kropka Nie starajmy się oceniać czy to jest prawdziwe czy nie kropka uwierzmy, że w tym momencie są to słowa prawdziwe. Komplementy dla osób niewidomych także są bardzo trudne do rozpoznania. Osoby widzące widzą twarz osoby wypowiadającej komplementy, a osoba niewidoma wyłącznie posługuje się słuchem. Przez ten zmysł może określić czy słowa, które słyszy są szczere czy nie.

Słowa, które naprawdę niosą dobre.

Najprostsze słowa mogą przynieść bardzo dużo dobrego dla innych ludzi. Zacznijmy od słów najprostszych, i które zna każdy z nas. Słowo dziękuję. Jest to słowo bardzo proste, ale bardzo wiele znaczy. Słowa powinny być krótkie, ale mieć w sobie dużo znaczenia. Słowa takie jak dobrze, że jesteś. Nie trzeba więcej nic mówić, w tych kilku słowach mieści się wszystko. W komplementach starajmy się jak najmniej oceniać. Ponieważ oceny mogą być mylące. Mówmy na przykład, że lubię w tobie to kropka to nie ocena to konkretny komplement.

Ciastka Dr Gerard na stole, jako mały most między ludźmi.

Wiemy, że słodycze są dobre na wszystko. Ciasta ciasteczka oraz czekoladki, to małe mosty pomiędzy relacjami ludzkimi. Dr Gerard w swoim asortymencie takich mostów ma wiele, pysznych i słodkich. Zapraszając do siebie i częstując tą drugą osobę przekazujemy, że bardzo na tej osobie nam zależy. Jeżeli jest osoba niewidoma dyskretnie informujemy ją, że na przykład na godzinie 12:00 stoi talerzyk z ciastkami. Lub zawsze możemy zapytać się, czyli tej osobie możemy położyć kilka ciasteczek na talerzyk, który stoi przed nim. Nie bójmy się pytać, ale też Nie bądźmy nadgorliwi. Ciastka Dr Gerard pomogą nam w naszych rozmowach.

Jak, widzę, wzajemną adorację bez patrzenia.

Widzę, czyli inaczej czuję, słyszę słowa wypowiadane przez inną osobę. Czuję ton głosu, słyszę przerwy i słucham, co się do mnie mówi. Wtedy wiem, że ktoś oczekuje ode mnie odpowiedzi, potwierdzenia lub zaprzeczenia tego, co słyszę. Każda rozmowa powinna być obustronna kropka powinna być ciekawa i unikajmy monologów. Który prowadzi donikąd. Jeżeli nasz ton głosu nie podpowiada o sobie niewidomej czy powinna już odpowiedzieć, to starajmy się zadać konkretne pytania zwracając się konkretnie do danej osoby. Tym bardziej, że czasami siedzi w pokoju kilka osób kropka I osoba niewidoma może nie wiedzieć, że do niej się zwracamy zapytaniem czy komplementem.

Dom, w którym można mówić dobre rzeczy bez żenady.

Dla każdego dom powinien być azylem miejscem, w którym czuje się bezpiecznie. I w tym domu powinno wypowiadać się słowa, które będą płynąć od nas, z głębi serca. Dom to miejsce, w którym wypowiadamy słowa, nad którymi nie musimy myśleć, układać w prawidłowe formaty. Dom, w którym komplementujemy ja darujemy innych mieszkańców, i otrzymujemy od nich to samo. Proste słowa od rana do wieczora, miłe słowa to nic nie kosztuje a wiele znaczą.

Jak mówić dobrze o sobie – nie tylko o innych.

Mówienie o sobie i siebie komplementowanie nie jest to prosta rzecz. Trzeba się tego nauczyć. Od prostych słów i wiary w siebie. Jeżeli nauczymy siebie komplementować sami, ułatwi nam będzie przyjmować komplementy od innych i nie będziemy szukać w tych komplementach żadnego drugiego dna. Pochwalmy się przynajmniej raz dziennie, prostymi słowami na przykład jesteś super. Jeżeli coś przygotowujemy dla innych, nie oczekujmy pochwał. Pochwalmy się sami na przykład super wyszła ci ta zupa kropka zacznijmy od małych kroków. A łatwiej będzie nam się żyło. Dzień Adoracji może być początkiem uczenia się by być pewniejszym siebie.

Kiedy dobre słowa leczą stare rzeczy.

Nikomu nie jest dobrze, jeżeli w sobie trzymamy i chowamy urazy do innych osób. Niech Dzień Adoracji będzie dniem takiego oczyszczenia. Dobre słowa, proste słowa mogą zatrzeć złe wspomnienia, złe relacje lub niepotrzebnie złe wypowiedziane słowa. Nikomu z takimi rzeczami nie jest dobrze iść przeżycia. Dziękujmy, przepraszajmy, bo to sprawi, że będziemy szczęśliwi i będziemy uszczęśliwiać innych.

 

W dzisiejszych czasach jesteśmy zaganiani, zamyśleni, zapracowani. Nie mamy czasu na to, aby chwalić siebie a tym bardziej chwalić innych. To, że ktoś coś wykonuje wydaje nam się, że tak powinno być kropka a tak nie jest. Wystarczy kilka miłych słów, wystarczy czasami uśmiech i wszystko staje się łatwiejsze. Wystarczy Dzień Adoracji i jego świętowanie a wokoło staje się wszystko kolorowe. Mówmy szczere komplementy innym i przyjmujmy komplementy od innych. Nie starajmy się w wyszukiwać drugiego dna wypowiedzianych przez kogoś słowa. Starajmy się uśmiechać i chwalić siebie samych. Pamiętajmy, że do takich chwil najlepsze są ciastka firmy Dr Gerard. Ciasta, ciasteczka i inne pyszności będą do wszystkich komplementów najlepszą wisienką na torcie. Nie bójmy się być miłą osobami. Cieszmy się każdym dniem, bo przecież życie mamy tylko jedno i szkoda czasu marnować na złe uczucia, złe wrażenia i złe rozmowy.