sobota, 24 stycznia 2026

Dzień wzajemnej adoracji i chwile, w których mówimy sobie dobre rzeczy bez skrępowania. Ciastka Dr Gerard na stole pomagają oswoić bliskość

 

 

1.    Co dla mnie znaczy Dzień Wzajemnej Adoracji

 

            Kiedy myślę o Dniu Wzajemnej Adoracji, widzę… a właściwie słyszę. Słyszę ciepły śmiech przy stole. Słyszę, jak ktoś odstawia kubek na blat. Słyszę westchnienie, które mówi więcej niż długie przemowy.

Dla mnie to dzień, w którym można powiedzieć coś dobrego bez tego dziwnego napięcia w brzuchu. Bez poczucia, że zaraz ktoś machnie ręką i powie: „daj spokój”.

1.1. Krótkie wyjaśnienie święta – bez wielkich słów

Dzień wzajemnej Adoracji to sympatyczne, nietypowe święto obchodzone 13 stycznia. Dzień ten narodził się w czasie I wojny światowej, w Wielkiej Brytanii.

Jego celem było przeciwdziałanie przygnębieniu i stresowi wojennemu poprzez promowanie ciepłych gestów, komplementów i wzajemnego wsparcia.

1.2. Dlaczego mówienie sobie dobrych rzeczy bywa trudniejsze niż krytyka

Krytyka przychodzi łatwo. Czasem aż za łatwo. A dobre słowa? Tu nagle pojawia się wstyd. Jakby komplement był czymś, co trzeba najpierw „zasłużyć, udowodnić, wypracować”.

A przecież czasem wystarczy jedno zdanie, żeby komuś rozjaśnić dzień.

1.3. Piszę jako osoba niewidoma – „widzenie” ludzi przez głos, gesty i obecność

Nie widzę twarzy. Widzę ludzi inaczej.

Po głosie, po tym, jak siadają na krześle, jak przesuwają talerzyk, jak oddychają, kiedy mówią coś ważnego.

Czasem czuję, że ktoś się uśmiecha, zanim to powie. Czasem słyszę napięcie, które nie ma nic wspólnego z tym, co pada w słowach.

Dlatego dobre zdania są dla mnie jak dotyk dłoni na stole. Ciche, ale pewne.

1.4. Zaproszenie: usiądźmy przy herbacie i ciastkach Dr Gerard, spokojnie

Wyobraź sobie, że siedzisz naprzeciwko mnie. Blat stołu jest ciepły od kubków. Na środku stoi talerzyk z ciastkami Dr Gerard. Pachną słodko, trochę wanilią, trochę czekoladą.

Para z kubka w pomieszczeniu unosi aromat herbaty. I teraz możemy mówić, bez pośpiechu, bez skrępowania.

 

2.    Dlaczego komplementy potrafią krępować

 

2.1. Lęk przed przesadą: „żeby nie wyszło sztucznie”

Czasem boję się, że powiem coś za mocno. Że ktoś pomyśli, że przesadzam. Że próbuję być miły na siłę.

A ja po prostu chcę powiedzieć prawdę.

2.2. Strach przed odrzuceniem: „a jeśli to dla kogoś za dużo?”

Bywa, że dobre słowa są jak odsłonięcie brzucha. Pokazujesz miękkie miejsce i boisz się, że ktoś je zignoruje.

Albo wyśmieje, albo powie: „nie przesadzaj”.

2.3. Doświadczenie osoby z dysfunkcją wzroku: gdy słyszysz oceny, a nie czujesz ciekawości

Czasem ludzie mówią do mnie rzeczy, które brzmią jak oceny, a nie jak prawdziwe zainteresowanie. „Jesteś taki dzielny.” „Podziwiam Cię.”

Wtedy czuję, że to nie o mnie. To o tym, co oni sobie o mnie myślą.

Dlatego wolę, gdy ktoś mówi zwyczajnie. Bez wielkich słów.

2.4. Dzień Wzajemnej Adoracji jako bezpieczny pretekst, by spróbować inaczej

Ten dzień daje mi odwagę. Pozwala powiedzieć coś dobrego bez skrępowania, bez obawy, że ktoś zapyta „dlaczego”.

Ty też nie musisz nic wyjaśniać. Możemy potraktować to jako chwilę, w której wolno mówić prosto z serca. Możemy po prostu spróbować.

 

3.    Słowa, które naprawdę niosą dobro

 

3.1. Zamiast „jesteś dzielny” – „dobrze, że jesteś”

- „Dobrze, że jesteś… bo Twoja obecność wnosi spokój.”

- „Dobrze, że jesteś… bo Twoje bycie obok naprawdę robi różnicę.”

- „Dobrze, że jesteś… bo Twoja obecność daje mi poczucie bezpieczeństwa.”

Czasem wystarczy jedno proste zdanie, by ktoś poczuł, że naprawdę ma znaczenie. Takie słowa potrafią nieść dobro dalej, niż nam się wydaje.

3.2. Zamiast „podziwiam Cię za…” – „lubię w tobie to, że…”

- „Lubię w Tobie to, że… umiesz być blisko, nawet w ciszy.”

- „Lubię w Tobie to, że… Twoje słowa mają w sobie dużo ciepła.”

- „Lubię w Tobie to, że… jesteś prawdziwy w tym, jaki jesteś.”

Kiedy mówimy komuś, co w nim lubimy, dajemy mu poczucie bycia naprawdę widzianym. To właśnie takie słowa budują relacje oparte na bliskości i prawdzie.

3.3. Konkret zamiast ogólników: Jedno prawdziwe zdanie lepsze niż pięć pustych

Lubię, kiedy ktoś mówi: „Lubię, jak się śmiejesz.” „Dobrze mi z Tobą przy stole.” „Fajnie, że pamiętasz o herbacie.”

Takie słowa zostają we mnie na długo, bo są prawdziwe.

3.4. Ton głosu – druga połowa komplementu

Czasem ton głosu mówi więcej niż słowa. Słyszę, kiedy ktoś mówi szczerze. Słyszę, kiedy się wacha.

Słyszę, kiedy mówi tylko z obowiązku. I wtedy wiem, że to nie jest o mnie.

Bo prawdziwe dobre słowo ma swoją temperaturę – Ciepłą, spokojną, nieśpieszną. Taką, którą czuje się jeszcze chwilę po tym, jak zapadnie cisza.

 

4.    Ciastka Dr Gerard na stole jako mały most między ludźmi

 

4.1. Talerzyk na środku – każdy ma prawo sięgnąć

Kiedy talerzyk stoi na środku, czuję, że nikt nie jest ważniejszy. Nie ma gospodarza, ani gościa. Każdy może sięgnąć, kiedy ma ochotę. Każdy ma swoje miejsce.

4.2. Podanie ciastka jako cichy gest: „widzę Cię, pamiętam o Tobie”

Kiedy ktoś podaje mi ciastko, czuję w tym troskę. Nie litość, tylko zwykłą, ludzką uważność.

To mały gest, który mówi więcej niż długie zdania

Jakby mówił: „jesteś częścią tego stołu”.

4.3. Jak powiedzieć, gdzie stoi talerzyk, żeby nikt nie czuł się nieswobodnie

Wystarczy proste zdanie: „talerzyk jest przed Tobą, trochę w lewo lub na godzinie 10:00.

Bez szeptów, jakby to była tajemnica. Bez napięcia, jakby trzeba było uważać na każde słowo.

Po prostu informacja – zwyczajna, spokojna, pomocna i wtedy nikt nie czuje się niezręcznie.

4.4. Słodkość, która pomaga rozluźnić napiętą atmosferę

Czasem jedno ciastko potrafi rozluźnić rozmowę. Słodycz robi swoje – miękczy głos, łagodzi spojrzenia.

Nawet trudne tematy stają się lżejsze, kiedy w dłoni trzymasz coś kruchego i słodkiego.

Czuję wtedy, że mogę oddychać spokojniej.

 

5.    Jak „widzę” wzajemną adorację bez patrzenia

 

5.1. Po brzmieniu głosu: kiedy ktoś mówi szczerze, a kiedy tylko z grzeczności

Szczerość ma inny dźwięk. Słychać w niej ciepło, jakby ktoś naprawdę chciał być blisko.

Nie spieszy się, bo prawdziwe słowa nie potrzebują pośpiechu.

Głos, który mówi z grzeczności, jest bardziej sztywny. Jakby chciał tylko spełnić obowiązek.

5.2. Po pauzach: czy ktoś czeka na odpowiedź, czy tylko „zalicza komplement”

Kiedy ktoś robi pauzę, wiem, że daje mi miejsce. Jakby mówił: „Twoje zdanie też jest ważne”. Ta chwila ciszy jest jak zaproszenie do rozmowy.

A kiedy mówi jednym ciągiem, bez oddechu, czuję, że chce mieć to za sobą. Jakby komplement był zadaniem do odhaczenia, a nie gestem.

5.3. Po tym, czy w rozmowie jest miejsce dla mnie, czy tylko dla słów

Czasem słowa są jak ściana – stoją między nami i nie da się przez nie przejść. Są wypowiadane, ale nie zostawiają przestrzeni.

A czasem są jak otwarte drzwi – zapraszają, żeby wejść, dopowiedzieć, być. To słychać w tonie, w tempie, w tym, jak ktoś oddycha między zdaniami.

Wtedy wiem, że rozmowa jest wspólna, a nie jednostronna.

5.4. Wzajemna adoracja jako wymiana, nie monolog

Najpiękniej jest wtedy, kiedy zdania płyną w obie strony. Nie muszą być długie ani wyszukane. Wystarczy rytm – taki naturalny, spokojny, w którym obie osoby chcą być.

To właśnie ten rytm sprawia, że czuję bliskość, nawet jeśli jej nie widzę.

 

6.    Dom, w którym można mówić dobre rzeczy bez żenady

 

6.1. Małe zdania na start: „lubię, jak tu jesteś”

To zdanie działa jak miękkie światło o poranku – nic wielkiego, a jednak robi różnicę. „Lubię, jak tu jesteś ze mną” potrafi sprawić, że ktoś czuje się naprawdę chciany, bez żadnych fajerwerków.

6.2. Ustalony rytuał: komplement do porannej kawy albo herbaty

Poranna kawa smakuje inaczej, kiedy obok pada jedno dobre zdanie. Coś prostego, jak: „lubię, jak potrafisz rozjaśnić mi dzień”. Taki mały komplement potrafi zrobić więcej niż cały kubek kofeiny.

6.3. Nie trzeba wielkich wyznań – wystarczy jedno spokojne zdanie dziennie

Najbardziej działa to, co proste. Jedno spokojne zdanie potrafi powiedzieć: „jestem obok…”, nawet jeśli dzień jest byle jaki. Czasem właśnie takie małe słowa trzymają całą relację w cieple.

6.4. Atmosfera, w której nikt nie przewraca oczami na czułość

Najpiękniej jest tam, gdzie dobre słowa są normalne. Gdzie czułość nie jest żartem, tylko językiem domu.

W takim domu czułość nie musi się tłumaczyć – po prostu ma swoje miejsce i nikt nie udaje, że jej nie potrzebuje.

 

7.    Dzień Wzajemnej Adoracji w wersji dostępnej

 

7.1. Zamiast patrzeć – słuchać tego, co naprawdę mówi druga osoba

Siedzę z tobą w kuchni. Herbata pachnie maliną, ciastko chrupie pod zębami.

Nie patrzę na ciebie, ale słucham. Twój głos mówi mi więcej niż jakiekolwiek spojrzenie.

7.2. Mówienie, co gdzie leży, jako forma troski, nie litości

Dotykam krawędzi talerza. Mówię ci, że kubek masz na godzinie 3:00, a ciastka bardziej na 9:00.

Nie dlatego, że myślę, że sobie nie poradzisz. To zwykła troska. Cicha. Wspólna.

7.3. Pytanie: „jak wolisz?” Jako bardzo czuły gest szacunku

Pytam Cię: „Jak wolisz?”. Czy chcesz herbatę słodszą. Czy wolisz ciastko kruche czy miękkie.

Nie zgaduję za Ciebie. Daję Ci wybór. I to jest mój sposób na szacunek.

7.4. Wspólne tempo rozmowy, w którym nikt nie zostaje z tyłu

Biorę łyk herbaty. Ty też. Mówimy powoli, tak jakby czas trochę zwolnił.

Nasze słowa mają swoje tempo. Takie, w którym nikt nie musi gonić.

Takie, w którym oboje jesteśmy tu – przy stole, przy ciastkach, przy sobie.

 

8.    Jak mówić dobrze o sobie – nie tylko o innych

 

8.1. „Dzisiaj dobrze mi poszło” – bez przepraszania za to zdanie

Siedzę przy stole z kubkiem herbaty. Biorę ciastko, czuję jego kruchość pod palcami.

Mówię do ciebie: „dzisiaj dobrze mi poszło”. I nie dodaję „sorry, że tak mówię”.

Pozwalam temu zdaniu wybrzmieć.

8.2. Mówienie do siebie jak do kogoś, kogo lubię

Myślę o sobie tak, jak myślę o tobie, kiedy podajesz mi talerz. Bez złośliwości. Bez docinek.

Z takim samym tonem, jak wtedy, gdy mówisz: „masz, spróbuj tego ciastka, jest pyszne”.

8.3. Uznanie swoich sposobów radzenia sobie, nawet jeśli są inne niż „standardowe”

Dotykam stołu, czuję jego stabilność. Moje sposoby też są stabilne – nawet jeśli wyglądają inaczej niż u innych.

Czasem wolniejsze. Czasem bardziej chaotyczne, ale moje. I to wystarcza.

8.4. Dzień Wzajemnej Adoracji jako moment, by poćwiczyć łagodność wobec siebie

Biorę łyk herbaty. Czuję ciepło w gardle.

Myślę: „mogę dziś być dla siebie milszy”. Tak po prostu.

Bez planu, bez wielkich słów.

Łagodność w wersji kuchennej – mała, ale prawdziwa.

 

9.    Kiedy dobre słowa leczą stare rzeczy

 

9.1. Przeciwieństwo komentarzy „za dużo”, „za mało”, „nie tak”

Siedzimy razem przy stole. Herbata pachnie, ciastko delikatnie się kruszy.

Mówię coś, co nie ocenia ani nie porównuje. Co nie rani.

Po prostu mówię: „dobrze, że jesteś”. Bez „za dużo”, „za mało”, „nie tak”.

9.2. Pierwsze „dziękuję, że jesteś”, które naprawdę trafia do środka

Biorę łyk herbaty. Wsłuchuję się w twój spokojny oddech.

Mówię: „dziękuję, że jesteś”. I nagle czuję, że te słowa nie zatrzymują się w powietrzu.

Nie odbijają się od żadnej ściany. Trafiają dokładnie tam, gdzie powinny – prosto do środka.

9.3. Jak brzmi rozmowa, po której ciało się rozluźnia

To taka rozmowa, w której nic nie trzeba udowadniać. Głos brzmi spokojnie. Słowa płyną powoli, bez napięcia. Ciało samo wypuszcza powietrze – długim, miękkim wydechem, jak po pierwszym łyku gorącej herbaty.

I nagle zauważam, że siedzę swobodniej.

Ty, mam wrażenie, też.

9.4. Dlaczego warto to powtarzać częściej niż raz w roku

Bo to działa. Nie jak wielka terapia, tylko jak mały kęs ciastka, który poprawia humor.

Jak ciepło kubka w dłoniach. Jak zdanie, które nie boli, tylko koi.

I szkoda byłoby czekać na to cały rok.

 

10.         Trochę mniej wstydu, trochę więcej czułości

 

10.1.        Dzień Wzajemnej Adoracji jako pretekst do oswajania komplementów

Siedzę obok ciebie przy stole. Czuję ciepło kubka w dłoniach i delikatny, malinowy aromat unoszący się z herbaty.

                                               Mówisz mi coś miłego, a ja nie próbuję tego zbyć ani żartem, ani ucieczką w bok. Pozwalam, żeby twoje słowa po prostu do mnie dotarły.

Ten dzień daje mi do tego pretekst – i dobrze.

10.2.        Ciastka Dr Gerard, herbata i jedno zdanie, które zostaje na długo

Biorę ciastko i czuję pod palcami jego kruchość. Herbata pachnie znajomo i kojąco, jakby chciała trochę uspokoić dzień.

Wtedy mówisz to jedno krótkie zdanie – spokojnie bez pośpiechu. Zostaje we mnie dłużej niż smak herbaty i niesie się przez resztę dnia jak miękkie światło.

Czasem naprawdę tyle wystarczy, żeby wszystko zrobiło się lżejsze.

10.3.        Małe dobre słowa zamiast wielkich deklaracji

Nie potrzebuję wielkich wyznań. Wystarczy „lubię, jak mówisz”, albo „dobrze mi z tobą przy stole”.

Małe słowa, które mieszczą się między łykiem herbaty a kęsem ciastka. I właśnie dlatego działają.

10.4.        Zaproszenie do czytelnika: spróbuj dziś powiedzieć jedną rzecz – komuś i sobie

Powiedz dziś coś miłego. Komuś i sobie też.

Może przy herbacie, może w biegu między jedną sprawą a drugą.

Takie jedno krótkie zdanie potrafi zrobić zaskakująco dobry dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz