czwartek, 22 stycznia 2026

Światowy Dzień Pokoju widziany bez patrzenia. Jak odnaleźć równowagę, kiedy świat pędzi szybciej niż my.

 

Światowy Dzień Pokoju widziany bez patrzenia. Jak odnaleźć równowagę, kiedy świat pędzi szybciej niż my.



Światowy Dzień Pokoju zwykle kojarzy się z wielkimi hasłami. Ja wolę ciszej. Piszę jako osoba niewidoma – dla mnie pokój nie jest widokiem ani symbolem. To brak napięcia w ciele, spokojny oddech, chwila bez pośpiechu. Czasem zaczyna się bardzo prosto: od kubka ciepłej herbaty i kilku ciastek Dr Gerard, które stają się pretekstem, by się zatrzymać. Bez ekranów, bez newsów, bez „zaraz”. Chcę dziś zaprosić Cię do takiego myślenia o pokoju. Nie abstrakcyjnego. Takiego, który można naprawdę poczuć – w dłoniach, w smaku, w ciszy.

Świat pędzi szybciej niż my. Słychać to w głosach, w krokach, w wiecznym „szybciej, więcej, już”. Presja bycia wydajnym i nadążającym nie potrzebuje obrazu – wystarczy tempo rozmów i napięcie w powietrzu. Dla osób z dysfunkcją wzroku ten pośpiech bywa jeszcze bardziej dotkliwy. Rytm świata rzadko zwalnia, a oczekiwania są takie same. Aż w końcu ciało mówi: „zwolnij”. Zatrzymuje oddech, odbiera siły, domaga się uważności. Może warto go wtedy posłuchać.

Pokój często kojarzymy z czymś wielkim: wydarzeniem, hasłem, nagłówkiem w wiadomościach. A ja coraz częściej myślę o nim inaczej. Jako osoba niewidoma nie odbieram świata przez obrazy, lecz przez ciało, dźwięki i napięcia, które się w nim pojawiają. Dlatego pokój nie jest dla mnie widokiem spokojnego krajobrazu. Jest stanem ciała.

Zaczyna się bardzo prosto. Od oddechu, który wreszcie zwalnia i przestaje być płytki. Od momentu, gdy ramiona opadają, a my przestajemy się spieszyć – choćby tylko na kilka minut. Od ciepła kubka herbaty trzymanego w dłoniach, które przypomina, że jesteśmy tu i teraz. Od dźwięków w tle, które nie atakują, nie domagają się uwagi, ale delikatnie kołyszą i dają poczucie bezpieczeństwa.

Świat wokół nas pędzi, wymaga wydajności i ciągłego „nadążania”. To tempo szczególnie mocno dotyka osoby z dysfunkcją wzroku, bo rzadko uwzględnia nasze potrzeby i rytm. Dlatego tym bardziej uczę się słuchać sygnałów z ciała, gdy mówi: zwolnij.

Pokój nie zaczyna się w mediach ani deklaracjach. Zaczyna się w środku. W małych, dostępnych chwilach, które naprawdę można poczuć.

Nie widzę pokoju oczami, ale rozpoznaję go zmysłami i relacją. Dla mnie spokój zaczyna się od głosu, który nie ocenia – brzmi miękko, daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala być sobą. Od dotyku stołu, krzesła czy talerzyka, które tworzą znajomą mapę przestrzeni i uspokajają ciało. Od zapachu herbaty i ciastek, który staje się kotwicą w chwili, zatrzymuje myśli i sprowadza je do „tu”.

W takich momentach świat przestaje napierać. Nie muszę nadążać ani udowadniać, że potrafię więcej. Wystarczy, że czuję się stabilnie i obecnie. Pokój nie przychodzi z zewnątrz – rodzi się w relacji: z drugim człowiekiem, z otoczeniem, z własnym ciałem. I właśnie wtedy mogę powiedzieć, że „widzę” spokój. Nie obrazem, ale tym, jak czuję się w sobie.

Pokój nie zawsze da się zobaczyć. Ja, jako osoba niewidoma, „widzę” go inaczej – zmysłami i tym, jak reaguje ciało. Jest w głosie, który nie ocenia i daje poczucie bezpieczeństwa. W dotyku stołu czy krzesła, które porządkują przestrzeń i uspokajają. W zapachu herbaty i ciastek, który zatrzymuje na chwilę i zakotwicza w teraźniejszości. W takich momentach napięcie opada, oddech się wyrównuje, a świat przestaje pędzić. Pokój nie jest obrazem ani hasłem. Poznaję go po tym, jak czuję się w sobie.

Talerzyk ciastek Dr Gerard na środku stołu może stać się małym symbolem pokoju. Nie jako poczęstunek „dla gości”, ale jako zaproszenie do wspólnej chwili. Podzielenie się ciastkiem to prosty gest, który mówi: jesteśmy razem, bez pośpiechu i bez hierarchii. Gdy spokojnie mówimy, gdzie leżą ciastka, każdy może sięgnąć swobodnie i bez skrępowania. Dla mnie, jako osoby niewidomej, takie drobne uważne gesty mają znaczenie. Budują poczucie równości, bezpieczeństwa i harmonii. Czasem właśnie od nich zaczyna się prawdziwy pokój.

W świecie, który pędzi „wszyscy gdzieś biegną”, równowagę łatwo zgubić. Dla mnie pomaga zatrzymać się przy małych rytuałach dnia – kubku ciepłej herbaty, krótkiej przerwie, kilku głębszych oddechach. Zamiast próbować zrobić wszystko naraz, uczę się „jedno po drugim”. Skupiam się na jednej rzeczy, nie na całym hałaśliwym świecie wokół. I pozwalam sobie na gorszy dzień, bez poczucia winy. Równowaga nie pojawia się jako wielki efekt, ale w drobnych chwilach, w świadomym zwolnieniu tempa i uważności na siebie. To moje codzienne małe oazy spokoju.

Są ludzie, przy których łatwiej oddychać. Ci, którzy pytają „jak wolisz?”, zamiast „dlaczego tak wolno?”. Ci, którzy nie oceniają tempa ani sposobu, w jaki radzimy sobie z codziennością. Ci, którzy potrafią po prostu usiąść obok i być – bez pośpiechu, bez oczekiwań. Ich obecność daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala na chwilę wytchnienia. Warto im podziękować – słowem, gestem, a czasem po prostu swoją obecnością. Takie relacje przypominają, że spokój nie zawsze przychodzi sam, ale w kontakcie z tymi, którzy potrafią go dzielić.

Światowy Dzień Pokoju można świętować codziennie, po trochu. Nie zmienimy całego świata, ale możemy zmienić tempo jednej rozmowy, sposób, w jaki jesteśmy ze sobą i z innymi. Pokój nie jest hasłem w kalendarzu – to sposób bycia, małe gesty, chwile uważności. Ciepła herbata, kilka ciastek, łagodny głos – czasem to naprawdę wystarczy, by poczuć spokój. Dziś zapraszam Cię do znalezienia jednej spokojnej chwili tylko dla siebie. Zatrzymaj się, posmakuj chwili, pozwól ciału i umysłowi odetchnąć. Małe momenty tworzą prawdziwy pokój.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz