poniedziałek, 26 stycznia 2026

Międzynarodowy Dzień Koszuli i poranek, w którym dotyk materiału mówi więcej niż lustro. Ciastka Dr Gerard pomagają zacząć dzień bez presji wyglądu


1. Wstęp: Międzynarodowy Dzień Koszuli w wersji niewidomej

 

Wśród wielu dni w kalendarzu  jest dzień koszuli. Czy ktoś zna to święto? Mówię to sobie cicho, bardziej jak przypomnienie niż jak coś, co trzeba świętować. Dla mnie to nie jest okazja do zakładania koszuli. Koszula dla mnie to raczej tylko symbol. Koszula jest zbyt oficjalna, zbyt krępująca. Ja na co dzień zakładam koszulki zwane T-shirt  lub bluzki z dodatkiem elastyny. W tym dniu chcę zwolnić na chwilę przy szafie i sprawdzić, co moje dłonie chcą dziś poczuć. Bo poranek zaczyna się u mnie nie od lustra, tylko od dotyku. Od ciepła kubka z herbatą, od chłodu klamki, od materiału, który czeka na półce.

 

Siadam w kuchni. Blat jest lekko chłodny pod palcami. Plecy dotykają ciepłego kaloryfera. W powietrzu unosi się ledwie wyczuwalny zapach herbaty – codzienny i znajomy. Na talerzyku leżą ciastka Dr Gerard. Biorę jedno do ręki. Jest kruche, oblane chrupiącą czekoladą. Czuję jego krawędzie, zanim trafi do ust. Ten moment zawsze mnie zatrzymuje. Cieszę się gdy nie muszę się spieszyć. To jest ten czas, żeby pobyć ze sobą, zanim dzień się rozpędzi.

 

2. Dotyk materiału jako pierwsze „spojrzenie” na dzień

 

Kiedy wstaję i podchodzę do szafy, moje dłonie już wiedzą, czego szukają. Jest to wyznacznik, jak czuję się w sobie. Czasami potrzebuję w ubraniu większej swobody, czasami może być jej mniej. Przesuwam palcami po półce. Jedna bluzka jest chłodna i śliska. Druga miękka. Trzecia szorstka, taka, która przypomina mi, że nie zawsze mam ochotę na „oficjalne” materiały. Każda z nich mówi coś innego. I ja ich słucham. Nie pytam, która „lepiej wygląda”. Pytam, która będzie dla mnie dobra przez najbliższe godziny.

 

Dotyk to moje pierwsze „spojrzenie” na dzień. Kiedy biorę koszulę do ręki, czuję jej wagę. Jeśli jest mięsista i cięższa, wiem, że będzie mnie otulać. Jeśli lekka, że będzie muskać prawie niezauważalnie moje ramiona przy każdym ruchu. Materiał pod palcami potrafi być obietnicą albo ostrzeżeniem. Obietnicą spokoju albo ostrzeżeniem, że dziś mogę się czuć nieswojo.

 

3. Wybieranie koszuli bez patrzenia

 

Mam swoje małe porządki, które znam na pamięć. Po lewej stronie szafy trzymam ubrania cieńsze. Po prawej te grubsze. Na środku te, do których wracam najczęściej – bo one są niemal gwarantem udanego dnia. Składam je zawsze tak samo. Dzięki temu nie muszę szukać. Po prostu sięgam. Moje dłonie wiedzą, gdzie co leży. To daje mi poczucie, że poranek nie jest walką, tylko spokojem.

 

Często rozpoznaję ubranie już po pierwszym muśnięciu palcami, czasem po guzikach. Jedne są zupełnie gładkie. Inne mają delikatną krawędź, którą wyczuwam paznokciem. Są też wszywki, które mówią mi, czy to ta, którą lubię nosić w dni, kiedy potrzebuję czegoś pewnego. Te małe znaki są jak notatki zostawione dla mnie samej. Ciche, ale bardzo pomocne.

 

4. Presja wyglądu a codzienność osoby niewidomej

 

Są dni, kiedy słyszę, że „dobrze wyglądać to podstawa”. To drogowskaz dla wielu ludzi. Wiem, że jest to ważne. Słyszę te słowa, ale one znaczą dla mnie chyba coś innego. Dla mnie jest ważne, czy ubranie nie drapie w szyję. Czy rękawy nie krępują ruchów oraz, czy moje ciało „oddycha”. To są takie sygnały. I ja im ufam.

 

Nie widzę min. Nie widzę spojrzeń. Słyszę głosy. Ton. Pauzy. Czasem czyjś entuzjazm. Czasem tylko uprzejmość. To wystarcza, żebym wiedziała, że ludzie mają swoje opinie. Ale to nie one idą ze mną przez cały dzień. Idzie ze mną ta symboliczna koszula. I to jak w niej się czuję ma dla mnie większe znaczenie.

 

5. Herbata i ciastka Dr Gerard jako antidotum na poranny pośpiech

 

Wracam myślami do kuchni. Do herbaty. Do talerzyka z ciastkami. To mój mały rytuał. Najpierw łyk ciepłego napoju. Potem być może decyzja, w co dziś się ubiorę. Ta kolejność jest dla mnie ważna. Jakby ciało musiało najpierw dostać sygnał, że jest bezpiecznie, że nie ma pośpiechu. Decyzję poprzedza zastanowienie, jaki to będzie dzień – swobodny czy oficjalny?

 

Słodkość ciastek Dr Gerard jest taka zwyczajna, ale w tym jest coś kojącego. Kruchość pod palcami, smak, który na chwilę wypełnia usta. To mały moment, w którym świat się zwęża do mojego oddechu.

 

6. Koszula, która dobrze leży, nawet jeśli nie wiem, jak wygląda

 

Koszula, którą dziś wybieram, musi dobrze leżeć. Ale dla mnie „dobrze” znaczy coś innego niż dla wielu osób. Ja po prostu nie chcę myśleć o moim ubraniu przez cały dzień, tęskniąc za chwilą, gdy w końcu zamienię je na coś wygodnego. Sprawdzam ramiona. Jeśli materiał nie ciągnie, jest w porządku. Sprawdzam guziki. Jeśli nie napinają się pod palcami, wiem, że nie będę się nimi zajmować co chwilę. Rękawy. Jeśli nie zjeżdżają, mogę zapomnieć, że w ogóle je mam. To są moje miary i wyznaczniki dobrego wyglądu.

 

Moje ciało pamięta te ubrania, które były dobre. I te, które były męczące. Do tych pierwszych wracam. To jest taka cicha lista, którą noszę w sobie. Nie zapisana, nie opisana, ale bardzo wyraźna.

 

7. Ludzie, którzy pomagają bez oceniania

 

Są ludzie, którzy to rozumieją. Tacy, którzy zamiast mówić „to nie pasuje”, pytają „opisać ci szczegóły”. Dają mi wybór. Nie wchodzą ze swoimi ocenami, tylko oferują swoje oczy, jeśli ich potrzebuję. To jest dla mnie ogromna różnica. Wiele rzeczy też sama potrafię ocenić dotykiem – chociażby skład materiału. Doskonale znam bawełnę – miękką i swobodną, strukturę lnu, gładką w dotyku wiskozę, gryzącą wełnę oraz zwiewność i pajęczą delikatność jedwabiu, którego za nic nie pomylę ze sztywnym poliestrem. Znam też elastynę i jej właściwości, gdy jest dodatkiem do składu podstawowego. Rozumiem też style i zasady łączenia barw oraz wzorów. Jeśli potrzebuję pomocy przy zakupach – to potrzebuję współpracy, bez narzucania.

 

8. Koszule jako wspomnienia i historie

 

Ubrania są dla mnie jak historie. Pamięć wydarzenia i ja w tej zwiewnej, rozkloszowanej sukience. Idę brzegiem morza, ciepły piasek pod stopami. Słyszę szum fal poruszanych powiewem wiatru i delikatne muśnięcia materiału na moich kostkach. Chwile szczęścia. Dziś ją zakładam i wraca to uczucie, które mnie uskrzydla.

 

Jest też taka, którą dostałam od bliskiej osoby. Kiedy dotykam jej materiału, przypominam sobie dłonie, które mi ją podawały. To nie jest wspomnienie obrazu. To jest wspomnienie ciepła i bliskiej relacji.

 

9. Dlaczego Międzynarodowy Dzień Koszuli warto przeżyć po swojemu

 

Międzynarodowy Dzień Koszuli może być dla mnie taki, jak każdy inny dzień. Bez oceniania. Bez presji, że trzeba zrobić coś „odświętnego”. Mogę po prostu założyć ubranie, które jest przyjazne dla mojego ciała. I to wystarczy.

 

Nie potrzebuję perfekcji, żeby dzień był w porządku. Wystarczy mi spokój.

 

10. Zakończenie: dzień bez lustra, ale pełen spokoju

 

Na koniec wracam jeszcze raz do kuchni. Do herbaty, która już trochę ostygła, ale nadal grzeje dłonie. Do okruszków na talerzyku po ciastkach Dr Gerard. To są moje małe znaki, że poranek się wydarzył. Że dałam sobie chwilę.

 

Koszula jest na mnie. Leży dobrze. Czuję ją na ramionach, na plecach, na nadgarstkach. Jest obecna, ale nie dominuje.

 

Jeśli siedzisz teraz gdzieś, może z kawą, może z herbatą, chcę cię zaprosić do małego eksperymentu. Wybierz dziś coś dla siebie. Nie „dla oka”. Dla dłoni. Dla ciała. Dla spokoju. Może to będzie koszula. Może coś zupełnie innego.

 

Usiądź ze mną w tej wyobrażonej kuchni choć na chwilę. I pozwól, żeby dzień zaczął się w twoim tempie, nie w tempie otoczenia.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz