Dzień Bigosu i rozmowy przy stole, które pachną
kapustą, ciepłem i bliskością. Jedno ciastko wystarczy, żeby rozmowa została na
dłużej.
Zacznę od
tego, że mam słabość do bigosu. Nie jest to tylko moja ulubiona potrawa, ale i moje
nazwisko rodowe. Dlatego też bigos kojarzy mi się bardzo rodzinnie. Jest dla
mnie symbolem polskiej tradycji i gościnności. Przy bigosie odbywają się
najlepsze imprezy okolicznościowe, te rodzinne jak i duże plenerowe festyny. Jest
nawet obchodzony Dzień Bigosu. To taka swojska potrawa, która jednoczy różnych
ludzi, różne pokolenia i tworzy atmosferę. Zapachy dla mnie są nośnikiem
wspomnień. Właśnie między innymi zapach gotującej się kapusty, jest tym, który
tworzy dla mnie „obraz” domu. Kiedy czuję zapach, to wiem, że zaraz siądziemy
do stołu. Wtedy ważni są ludzie, to że jesteśmy razem. Nie liczy się wygląd, a
bliskość, która pojawia się między nami.
Gdy sama
gotuję dla moich dzieci i wnucząt czerpię z tego dużo radości. Bardzo lubię
nasze planowane niedzielne obiady, albo spontaniczne odwiedziny w środku
tygodnia. Moje wnuki mówią, że gdy idą po klatce schodowej już czują co babcia
gotuje. Potem z niecierpliwością kręcą się przy mnie po kuchni, wąchają zapachy,
obserwują jak para unosi się nad garnkiem i opowiadają co u nich słychać. Gdy
powiem, że dzisiaj jemy bigos, słyszę w głosach radość. Niejednemu wtedy
przypomina się historia o tym, jak to najadł się kapusty.
To właśnie
rozmowa z bliskimi jest tym co daje mi radość. Ton głosu już mówi mi kto w jakim jest nastroju, czy
ktoś jest spokojny czy może zmęczony. Jest cenniejszy niż jakakolwiek mina. Gdy
siedzimy przy stole, cenimy sobie to, że nikt nie musi udawać. Możemy rozmawiać
o wszystkim. Ale kuchnia ma ten swój klimat, który sprzyja zwierzeniom na
osobności czy rozmowom na trudniejsze tematy.
Po sycącym,
kwaskowatym bigosie zwykle zwłaszcza dzieciom, przychodzi ochota na małe co
nieco. Dlatego obok garnka z bigosem stawiam talerzyk z ciastkami czy moimi wypiekami.
Jest to taka oznaka mojej miłości i czułości wobec osób mi bliskich.
Szczególnie dzieci czekają na ten słodki moment i zastanawiają się co tym razem
babcia dla nich przygotowała. Zwykły gest, a jednak dający ciepło i budujący
bliskość. Częstując ciastkiem, wysyłam przekaz „cieszę się, że tu jesteś”,
jesteś dla mnie ważny. Ta różnorodność smaków jest jak różnorodność naszych
rozmów przy stole.
Ale wracając do bigosu, to potrawa, która uczy cierpliwości. Długi czas gotowania, zanim ta kapusta zmięknie, ten jej zapach zdąży wszędzie się rozprzestrzenić. Ale jak to? Przecież my już jesteśmy głodni. Jednak tu nie ma czasu na pośpiech. Za to jest czas w trakcie na rozmowę. Wspólnie kroimy kapustę i grzyby. Potem co jakiś czas mieszamy ją w garnku i sprawdzamy jej miękkość Gdy poświęcimy jej uwagę, dopilnujemy, odpowiednio doprawimy, wtedy właśnie bigos smakuje najlepiej. Zatem nasuwa mi się taka myśl, że z kapustą jest jak z człowiekiem. Gdy poświęcimy mu czas, nasz spokój i uwagę, wtedy ten zechce otworzyć się przed nami.
Dla mnie
bardzo ważni są ludzie. Lubię proste relacje i osoby przy których, czuję się
swobodnie. Lubię prawdziwe spotkania w trakcie, których nie czuję się oceniana.
Nieważne jest dla nich czy wyglądam „odświętnie”, czy wyjdę idealnie na
zdjęciach. Moi ludzie to Ci przy których nie myślę o tym czy mogę się
wypowiedzieć, bo na pewno zostanę źle odebrana. Dla mnie ważna jest atmosfera
domu i spotkania, bo w domu przede wszystkim się czuje.
Uwielbiam
rozmowy z bliskimi, ale równie bardzo lubię słuchać ich opowieści. Dając uwagę
moim bliskim, wiem, że oni czują, że są dla mnie ważni. Gdy stawiam na stole
bigos, zwykle pojawia się wtedy rozmowa. Ale między rozmową równie ważne są
momenty ciszy. Mimo słyszanej ciszy, wiem, że nie jestem sama. Cisza prowadzi
do rozmyślań, do momentu spokoju i zajrzenia głębiej, które są równie ważne. Pomagają
bliskim otworzyć się, poruszyć te trudniejsze tematy, które są w życiu każdego
człowieka. Ten unoszący się w powietrzu zapach kapusty i grzybków, przypomina i
przywołuje wspomnienia miłych chwil. Wzbudza w nas poczucie bezpieczeństwa i
tym samym przyczynia się do tego, że jesteśmy chętniejsi dzielić się tym, co
dla nas trudniejsze.
Zawsze
starałam się stworzyć ciepły dom. Mają tu znaczenie również mniej widoczne elementy.
Każde pomieszczenie, to inny zapach i dźwięki. W kuchni lubimy posłuchać radia,
a w pokoju słychać muzykę, która aktualnie nam w duszy gra. Również w
zależności od pomieszczeń zmieniają się faktury na ścianach i podłogach. Z
wyczuwanej pod stopami panelowej podłogi, przechodzimy na miękki dywan, na
którym lubi bawić się mój mały wnuczek. Stół stojący pod oknem jest sercem
pokoju, w którym wszyscy się spotykamy. Przy nim zajadamy się bigosem, czy też
pijemy herbatkę i kawkę przegryzając kruchym ciasteczkiem.
Gdy wyczekuję
moich gości, chcę by dobrze u mnie się czuli. Bardzo lubię piec ciasta, więc
zazwyczaj słodki zapach wita ich w progu. Czasem jedno ciastko potrafi otworzyć
człowieka bardziej niż wiele pytań. Na stole kładę obrus, którego faktura mówi,
że stół jest nakryty specjalnie dla nich, ale również dlatego, bo po prostu tak
lubię. Takie spotkania zostają z nami na dłużej. Lubimy, kiedy wspólnie się
śmiejemy. Tematy wyskakują jak z rękawa, jeden mówi przez drugiego. Bez idealnego
scenariusza, za to w pełnej swobodzie i bez pośpiechu. Są prawdziwe, dlatego
mają wartość i zostają w nas na dłużej.
Podsumowując Dzień
Bigosu jako święto zwykłej bliskości, to po prostu kapusta, cierpliwość, spokój
i ludzie, którzy chcą być ze sobą. To spotkanie nie z tych idealnych według
scenariusza. To celebrowanie domowej kuchni i chwil spędzonych na wspólnym
przygotowaniu potrawy i swobodnej rozmowie.
Doskonałym dopełnieniem dla łasuchów jest ciastko jako drobne
podziękowanie. Drogi Czytelniku znajdź czas choć na jedną rozmowę, która
pachnie domem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz