czwartek, 23 lipca 2026

MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ ROCK AND ROLLA I ENERGIA, KTÓRA ZMIENIA ZWYKŁE CHWILE. SPOTKANIA, W KTÓRYCH OSOBA BEZ WZROKU CZERPIE RADOŚĆ Z MUZYKI A NA STOLE POJAWIAJĄ SIĘ CIASTKA DR GERARD.

 

1.     Muzyka jako coś, co zmienia nastrój w jednej chwili.

Pisząc te słowa w moich słuchawkach leci zespół Łydka Grubasa. Myślę, że przez cztery dekady słuchania Rock and Rolla trochę się o nim dowiedziałem. Po drugie jestem basistą i gram w rockowej kapeli. Dlatego stwierdzam Rock and Roll jest moim życiem. Jego dźwięki i rytmy nadają sens memu życiu. Bez tej muzyki życie nie byłoby takie same. Byłoby szare i monotonne.

Śmiało mogę napisać, że gdy do uszu człowieka dochodzą te dźwięki, uwaga słuchacza skupia się na energicznym rytmie, brzmieniu gitar i słowach piosenki. Serce zaczyna szybciej bić, krew szybciej krąży w żyłach a nogi zaczynają rytmicznie pląsać. Trzeba być twardym przeciwnikiem Rock and Rolla, aby nie poddać się jego wpływowi. Każdy człowiek w tej muzyce usłyszy to co lubi. Piękne partie wokalne, solówki gitarowe, rytmy perkusyjne, klawisze. Tylko zazwyczaj basista jest niezauważany, dopóki nie zabraknie basowych dźwięków. Wtedy na scenie jest dziwna pustka. U osób niewidomych jest inaczej. Nasz słuch pozwala usłyszeć więcej, poczuć bardziej, głębiej. Odczuwamy muzykę całym ciałem. Lekki podmuch wiatru na twarzy, gdy pracują membrany głośników. Drżenie podłogi w rytm wydobywający się z centrali perkusji oraz drżenie klatki piersiowej w rytm dźwięków gitary basowej. Tak odbierany Rock and Roll towarzyszy człowiekowi od pierwszego do ostatniego dźwięku. A u mnie jeszcze kilka godzin.

 

2.     Rytm, który odczuwa się całym ciałem.

Co to jest pięciolinia, klucz wiolinowy wszyscy uczyliśmy się na lekcjach muzyki w szkole podstawowej. Nie każdy miał szczęście jako nauczyciela tego przedmiotu mieć długowłosego faceta z gitarą. Szczęściarze, do których należę i ja mogli się dowiedzieć, że muzyka to nie tylko nuty na pięciolinii, ale muzyka to też emocje, przekaz, bunt, coś co łączy ludzi w subkultury. Ogromny wpływ na muzykę i ludzi schyłku XX wieku miała Lista Przebojów Programu Trzeciego Polskiego Radia. Kapele tam puszczane od Republiki przez Kult, T.Love po Sztywny pal Azji, Formację Nieżywych Schabuff. Gdy do naszych serc dotarła muzyka zespołu Dżem, to świat nabrał nowych kolorów.

Wracając do początków, Rock and Roll powstał pod wpływem Bluesa. Czarni muzycy i wokaliści tak zaimponowali białasom, że Ci postanowili zrobić coś, aby i oni zostali zauważeni. Potem wybuchła epidemia. Imperialistyczna zaraza trafiła nawet do państw bloku wschodniego. Ludzie w Polsce zamiast muzyki ludowej słuchali Rock and Rolla, Punk Rocka, Hard Rocka, Heavy Metalu, Reggae, Ska itd.

Wszystkie te gatunki mają wspólny mianownik. Jest to rytm. Energiczny, żywy, „taneczny”. Nasz organizm jest od niego uzależniony. Pierwsze rytmy bluesowe, potem Rockowe bazowały na rytmie bicia serca. Dlatego nie jesteśmy w stanie nie poddać się temu rytmowi. Dlatego gdy mamy chandrę, pomaga nam muzyka. Nasze serce przejmuje rytm Rock and Rolla płynący z głośników. Będąc osobą niewidomą, słuchamy całym sobą. Zamykając oczy możemy ujrzeć grających muzyków. Nasz słuch pozwala nam podzielić muzykę na odrębne dźwięki instrumentów, tworzących całość jak załoga Rudego 102.

Na moim przykładzie napiszę, że muzykę odbieram uszami, głową, korpusem, nogami, stopami. Będąc na koncercie odczuwam muzykę przez podłogę, która przenosi drżenie niskich tonów basowych, wielu z Was poczuło drżenie w klatce piersiowej i w brzuchu w ryt muzyki.  Na twarzy i we włosach odczuwam powiew wiatru, ruch powietrza wydmuchiwanego przez głośniki i perkusję. Nasz mózg przetwarza wyłowione z rzeki dźwięków słowa utworu. Nawet nie wiem, kiedy dociera do słuchacza, że wybija rytm dłońmi lub nogami rytmicznie przytupuje.

 

3.     Dźwięki, które budują energię chwili.

Rock and Roll składa się z muzyki i tekstu oraz energii i emocji ludzi tworzących zespół. Podstawa to sekcja rytmiczna perkusja, bas i instrumenty klawiszowe. Całość dopełniają gitary, wokal, instrumenty dęte, chórki. Pisałem już wcześniej, że basista jest niezauważalny dla szarego człowieka, póki go nie zabraknie. Bez basowych tonów, robi się dziura w muzyce. Nawet gitara nie jest w stanie uzupełnić tej luki. Wprawny słuchacz potrafi odróżnić i oddzielić linię gitar na osobne ścieżki. Każdy producent instrumentów ma swoje niepowtarzalne brzmienie. Niewidomi nie mają z tym żadnego problemu, słyszą więcej. Linia wokalna nigdy nie jest jedna. Zazwyczaj w zespołach śpiewa więcej niż jedna osoba lub występują chórki. To niewidomi zauważają bez problemu. Wniosek jest jeden, muzykę tworzy kilka osobnych ścieżek dźwiękowych a nasz mózg łączy je przekazuje nam jako jednolitą całość.

 

4.     Muzyka jako sposób wyrażania emocji.

Emocje niesione przez Rock and Roll, przez muzykę buntowników. Działają na człowieka w momencie słuchania, ale również pozostają w naszej świadomości. Jeśli myślami powrócimy do koncertu lub piosenki, z automatu odczujemy emocje związane z nimi. Dlatego w smutnych chwilach odruchowo słuchamy piosenki, które kiedyś sprawiły nam przyjemność niosły spokój, radość albo kojarzą się z ważnymi wydarzeniami lub ludźmi. Dlatego myśląc o utworach zespołu Nocny Kochanek albo Zenek Grabowski, odczuwam rozluźnienie, zadowolenie spowodowane zabawnymi słowami ich utworów. Słuchając Ryśka Riedla jestem spokojny, czasem lekko zamyślony, czasem smutny. Gdy usłyszę Rammstein – a zaczynam czuć się dumny, mocny, władczy. Ta muzyka daje mi wewnętrzną siłę. Lubię słuchać Oberschlesien, ich muzyka i teksty wprowadzają mnie w nastój rozmyślań.

Muzyka i emocje, czy idą w parze? Tak, jednak nie zawsze. Słuchając utworów zespołów słynących z poczucia humoru, trzeba mieć się na baczności. Często słowa piosenki wyrażają odwrotne emocje niż dźwięki muzyki.

 

5.     Wspólne słuchanie jako sposób bycia razem.

Zależy z kim się słucha. Gdy słucham z Żoną i dziećmi muzyka powoduje, że mamy ochotę tańczyć. Musiałem się tego nauczyć. Inaczej jest, gdy słucham z Bratem lub innymi muzykami. Wtedy nasza uwaga jest skupiona na danym fragmencie lub danej ścieżce dźwiękowej. Moja Żona nigdy tego nie rozumiała, dlatego nauczyłem się słuchać jak zwykły słuchacz. Dlatego relacje międzyludzkie można nawiązać na różnych poziomach wtajemniczenia. Ale zawsze są trwałe i ważne dla nas.

Osoba niewidoma odbiera muzykę bardziej, więcej dostrzega. Dlatego czymś naturalnym jest nawiązywanie relacji z innymi słuchaczami. Mogą ludziom zdrowym otworzyć oczy i uszy na elementy, których wcześniej nie zauważyli, nie słyszeli. Każdy człowiek ma prawo dzielić się wrażeniami, jego niedoskonałości nie mają tu znaczenia.

 

6.     Spontaniczne chwile, które zmieniają zwykły dzień.

Może Wy też tak macie? W moim przypadku nie potrzeba planów, scenariuszy itd. Muzyka otacza mnie nawet w czasie snu. Dźwięki, które do mnie docierają, przetwarzane są podświadomie. Nawet badanie rezonansem magnetycznym było w rytmach techno. Każde urządzenie, każda czynność wiąże się z jakimś odgłosem. Jednak są momenty, że przechodząc ulicą nagle wpada w ucho ulubiona muzyka. Gdzieś w oddali z przejeżdżającego auta usłyszę znany refren. W jednej sekundzie buzia się uśmiecha, zaczynam nucić lub podśpiewywać. Mój organizm z miejsca wrzuca wyższy bieg. Idę pewniejszym krokiem, dynamiczniej ruszam rękoma i oddech mam szybszy. Osoby niewidome tak samo jak „zdrowe” reagują tak samo. Jeśli osoba jest umuzykalniona to w każdej chwili jest gotowa chłonąć Rock and Rolla.

Muszę jednak dodać, że osoby niewidome są bardziej wyczulone i usłyszą więcej nieczystości lub pomyłek instrumentalistów. Ale czy w Rock and Rollu chodzi o perfekcję? Moim zdaniem nie. Liczy się przekaz, emocje, porwanie publiczności.

 

7.     Rozmowy, które rodzą się wokół muzyki.

Już wcześniej pisałem o nawiązywaniu relacji przy muzyce. Są one trwałe i prawdziwe. Jednak wszystko zależy z kim się słucha i rozmawia. W środowisku muzyków rozmowy związane są z tworzeniem, instrumentarium, nagłośnieniem, promocją. A z „normalnymi” ludźmi rozmawiam o tym czy muzyka mnie porywa, czy wpada w ucho, czy jest pod nóżkę albo czy jest za głośna. To jest uproszczenie, jednak w codziennych rozmowach nie dyskutujemy na jakich gitarach lub strunach grają. Osoby niewidome mające większe doznania mogą otworzyć oczy innym słuchaczom. Dzieląc się odczuciami odsłaniamy część naszej duszy. Dotyczy to wszystkich ludzi. Dlatego te relacje są szczere i warto je pielęgnować. Potem powstają wspólne wspomnienia z różnych wydarzeń muzycznych i nie tylko. Spotykając się po latach pamiętamy nie tylko, że byliśmy gdzieś razem. Pamiętamy dokładnie muzykę, tematy rozmów. A wspomnienia przywołują emocje tamtego spotkania.

 

8.     Ciastka dr Gerard jako element wspólnego spotkania.

Siedząc w wygodnym fotelu przy stoliku kawowym słucham ulubionych utworów polskiego Rocka. Naprzeciw mnie siedzi moja Małżonka. W milczeniu przegryza wafelka w czekoladzie. Jej wzrok mówi, rusz się, nie siedź, zatańczmy. Tak u mnie jest. Myślę, że nie tylko u mnie. Ciastka, kawka są związane ze spotkaniami towarzyskimi. To nic nowego. W przytulnym pokoju, w restauracji, na grillu, pod namiotem i na pielgrzymce. Często w czasie spotkań rozmawiamy o nowych przepisach, o ulubionych potrawach. Gospodarze chwalą się wypiekami. Sam nie wiem, kto jest bardziej łakomy na ciastka dzieci czy rodzice? Chyba Tatusiowie bardziej. Na pewno jesteśmy większymi znawcami słodyczy.

 

9.     Muzyka jako coś, co zostaje w pamięci.

To prawda. Rock and Roll zostaje głęboko w pamięci i w sercu. Podobnie jest z innymi gatunkami muzyki. Zdarzają się wykonawcy jednego utworu. O nich mniej się myśli, ale się je pamięta. Jeżeli dodać jeszcze ważne wydarzenia, ludzi i relacje nawiązane, emocje im towarzyszące, to zostają z nami na zawsze „do grobowej deski”. Nie ma znaczenia czy jesteśmy zdrowi czy niewidomi, przechowujemy je w sercu i pamięci. Jako ciekawostkę dodam, że kiedyś będąc na kursie w Polskim Związku Niewidomych, zorganizowano nam wyjście do Opery. Byłem przerażony, nikt nie był na to przygotowany. W koszulach w kratę, w jeansach, golfach, dresach poszliśmy na musical. To co tam przeżyłem, byłem w niebie. Gdy orkiestra zagrała pierwsze dźwięki, miałem wrażenie, że muzyka unosi się jako magiczny obłok nad naszymi głowami. Serce biło mi, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej. Całym sobą czułem drżenie Sali i powietrza ją wypełniającego. Radość mnie ogarnęła. Nigdy nie zapomnę tych chwil.

 

10. Dlaczego warto pozwolić sobie na takie chwile.

Tak przeżywana muzyka, pozwala pokonać własne bariery. Poczuć się jak każdy człowiek. Muzyka nie wybiera uszu, do których trafia. Nie pyta o nasze zdrowie. Muzyka otwiera nas na drugiego człowieka. Ułatwia nawiązywać relacje. Muzyka wywołuje emocje, wpływa na nasze samopoczucie. Muzyka nie pyta czy jest odpowiedni moment? Dociera do nas nagle, spontanicznie. Tylko od nas zależy, czy ją przyjmiemy. Damy się jej porwać. Czy sprawi nam radość. Gdy spotkamy na naszej drodze ludzi podobnie odczuwających, to już nigdy nie będziemy sami.

 

To kilka przykładów mojej muzyki:

https://www.youtube.com/watch?v=jdYxziY86GY

https://www.youtube.com/watch?v=tzExPIQ__ek

https://www.youtube.com/watch?v=CBuPVswonG8&list=RDCBuPVswonG8&start_radio=1

wtorek, 21 lipca 2026

Światowy Dzień Słuchania i słuch jako sposób bycia bliżej świata. Spotkania, w których osoba niewidząca odnajduje znaczenie w dźwiękach, dzieląc się wspólnie ciastkami Dr Gerard

   Wstęp

   Słuchanie wydaje się czymś zwyczajnym. Towarzyszy człowiekowi codziennie: w rozmowie, w domu, na ulicy, przy stole, w ciszy i w hałasie. Słyszymy głosy, kroki, szelest, oddech, dźwięk naczyń, ruch samochodów, zamykane drzwi, odgłosy pracy, odpoczynku i spotkania.

Jednak nie wszystko, czego się słucha, naprawdę się słyszy. Można usłyszeć słowa, a nie uchwycić ich znaczenia. Można słyszeć głos, ale nie zauważyć ukrytego w nim zmęczenia, niepokoju albo smutku. Często zdarza się, że człowiek słyszy to, co głośne, a nie słyszy tego, co najważniejsze.

Dla osoby niewidomej słuch ma szczególne znaczenie. Nie jest tylko jednym ze zmysłów. Staje się sposobem poznawania świata, orientowania się w przestrzeni, rozpoznawania ludzi i budowania relacji. Dźwięki mogą zastępować obraz, bo niosą informacje o miejscu, ruchu, obecności i nastroju. Światowy Dzień Słuchania przypomina więc, że słuchanie to nie tylko odbieranie dźwięków. To także uważność, cierpliwość i bycie bliżej świata.

 

   Słuch jako główny sposób poznawania świata

   Dla osoby niewidomej dźwięki są jednym z podstawowych sposobów poznawania otoczenia. Tam, gdzie człowiek widzący często korzysta ze wzroku, osoba bez wzroku zbiera informacje przez słuch, dotyk, zapach i pamięć. Dźwięki mogą zastępować obraz, choć nie robią tego dosłownie. Nie pokazują wszystkiego, ale przekazują konkretne informacje. Odgłos nadjeżdżającego samochodu mówi o ruchu i kierunku. Echo kroków pomaga rozpoznać przestrzeń. Głos człowieka wskazuje, gdzie ktoś stoi. Dźwięk windy, drzwi, przejścia dla pieszych czy pojazdu staje się praktyczną wskazówką. Osoba z dysfunkcją wzroku uczy się słuchać uważnie. Rozpoznaje kierunek, odległość, zmianę natężenia i rytm. Dzięki temu może poruszać się bezpieczniej, orientować się w miejscu i lepiej rozumieć, co dzieje się wokół. Słuch staje się więc nie tylko zmysłem, ale drogowskazem.

 

   Dźwięki, które tworzą przestrzeń wokół nas

   Każde miejsce brzmi inaczej. Inaczej brzmi mieszkanie, inaczej klatka schodowa, ulica, park, sklep, kuchnia czy pokój, w którym siedzi kilka osób. Przestrzeń ma swoje odgłosy, rytm i echo. Osoba bez wzroku rozpoznaje miejsce między innymi po tym, jak ono brzmi. W małym pomieszczeniu głos jest bliższy i bardziej zamknięty. W większej sali pojawia się pogłos. Na ulicy dźwięki są rozproszone: samochody, kroki, rozmowy, sygnały, drzwi autobusów. W parku słychać szelest liści, ptaki, kroki na alejce i dalsze głosy. Dźwięki codzienności nie są więc tylko tłem. Informują, czy ktoś się zbliża, czy oddala, czy coś zostało postawione na stole, czy drzwi się otworzyły, czy przestrzeń jest pusta, czy pełna ludzi. Dla osoby niewidomej świat nie milczy. Przestrzeń naprawdę „brzmi”.

 

   Słuchanie jako świadoma czynność

   Słyszenie dzieje się samo, ale słuchanie wymaga uwagi. Można przebywać wśród wielu dźwięków i nie zwracać na nie większej uwagi. Dopiero skupienie sprawia, że człowiek zaczyna naprawdę słuchać. Osoba z dysfunkcją wzroku często słucha bardzo świadomie, bo codzienność tego wymaga. Musi wychwycić, z której strony dochodzi głos, czy przejście jest bezpieczne, czy ktoś wszedł do pomieszczenia, czy rozmówca zwraca się właśnie do niej. Ważne są nie tylko same dźwięki, ale także zmiany między nimi. Słuchanie oznacza obecność. Trzeba dać dźwiękom czas, oddzielić ważne od przypadkowych, czasem dopytać, czasem przyznać, że coś zostało usłyszane, ale jeszcze nie zrozumiane. W świecie pełnym hałasu prawdziwe słuchanie staje się cenną umiejętnością.

 

   Ton głosu jako źródło emocji i informacji

   Głos człowieka niesie więcej niż słowa. To samo zdanie może brzmieć spokojnie, niepewnie, radośnie, obojętnie albo z bólem. Ton głosu często zdradza to, czego ktoś nie wypowiada wprost. Dla osoby niewidomej głos jest szczególnie ważnym źródłem informacji. Skoro nie może odczytać wielu sygnałów wzrokowych, uważniej słucha tempa mowy, napięcia, pauz, ciepła, chłodu, pośpiechu czy zmęczenia. Oczywiście głos może czasem mylić, ale bardzo często mówi więcej niż same słowa. Rozmowa ma dlatego ogromne znaczenie. Głos może dawać poczucie bezpieczeństwa, bliskości i zaufania. Może też wprowadzać niepewność, jeśli jest niecierpliwy, niewyraźny albo obojętny. Osoba z dysfunkcją wzroku często rozpoznaje ludzi po brzmieniu, sposobie mówienia i charakterystycznym rytmie zdań. Głos staje się znakiem obecności.

 

   Cisza jako część słuchania

   Cisza nie jest pustką. Jest częścią słuchania. Czasem dopiero cisza pozwala usłyszeć drobne dźwięki: oddech, krok, szelest, daleki odgłos za oknem, filiżankę odstawioną na stół. Pomaga też uporządkować to, co już zostało usłyszane. Osoba bez wzroku może odbierać ciszę bardzo mocno. W niektórych sytuacjach daje ona odpoczynek i skupienie. W innych może budzić niepewność, szczególnie gdy ktoś wychodzi z pokoju bez słowa albo milczy zbyt długo. Cisza w relacji potrzebuje więc delikatności. Po hałasie ulicy, sklepu czy większego spotkania chwila wyciszenia jest cenna. Osoba niewidoma często przez cały czas zbiera informacje z dźwięków, a to wymaga wysiłku. Cisza pozwala odetchnąć. Może też stać się znakiem szacunku, jeśli daje drugiemu człowiekowi przestrzeń na odpowiedź.

 

   Rozmowy, które wymagają uważnego słuchania

   Prawdziwa rozmowa nie jest tylko wymianą zdań. Wymaga cierpliwości, uważności i gotowości, aby przyjąć to, co mówi druga osoba. Nie wszystko, co ważne, zostaje wypowiedziane od razu. Spokojna rozmowa przy stole ma swój rytm. Ktoś nalewa herbatę albo kawę, ktoś odsuwa filiżankę, ktoś sięga po ciastko, ktoś zaczyna opowiadać. Osoba niewidoma może wtedy skupić się na głosach, pauzach, śmiechu, zmianie tonu i ciszy między zdaniami. Wzajemne słuchanie buduje relację. Osoba z ograniczeniami wzroku potrzebuje nie tylko słuchać innych, ale także być wysłuchana. Potrzebuje, aby jej nie przerywano, nie kończono za nią zdań i nie zakładano z góry, co czuje. Dobra rozmowa daje miejsce obu stronom. Wtedy spotkanie staje się prawdziwe.

 

   Dźwięki, które budują wspomnienia

   Pamięć często wraca przez dźwięki. Wystarczy dawna melodia, znajomy głos, odgłos pociągu, dzwonek telefonu, szum deszczu, skrzypnięcie drzwi albo brzęk łyżeczki o szklankę, aby przypomniało się miejsce, osoba lub chwila sprzed lat. Osoba niewidoma zapamiętuje dźwięki szczególnie wyraźnie, bo są one ważną częścią jej doświadczenia. Głos bliskiej osoby, kroki na schodach, dźwięk klucza w zamku, odgłosy domu, rozmowy przy stole — to wszystko może stać się częścią pamięci.

Dźwięki nie są jedynie dodatkiem do wspomnień. Dla osoby bez wzroku często są ich główną treścią. Przywołują atmosferę, obecność i emocje. Czasem zostaje w pamięci nie całe wydarzenie, ale właśnie głos, śmiech, cisza albo zwykłe chrupnięcie ciastka podczas spokojnej rozmowy.

 

   Ciastka Dr Gerard jako element wspólnego spotkania

   Wspólne spotkanie często tworzą proste rzeczy: herbata, kawa, talerzyk na stole, coś słodkiego i spokojna rozmowa. Ciastka Dr Gerard mogą pojawić się właśnie w taki sposób — nie jako główny temat, ale jako naturalna część chwili. Dla osoby niewidomej takie spotkanie ma swoje dźwięki. Słychać otwierane opakowanie, przesuwany talerzyk, odstawianą filiżankę, cichy śmiech, pytanie, czy ktoś ma ochotę na jeszcze jedno ciastko. Te zwyczajne odgłosy budują atmosferę bliskości.

Ciastka są tylko tłem, ale czasem właśnie takie tło pomaga rozmowie trwać. Spowalnia chwilę, daje rękom zajęcie, a głosom spokojniejszy rytm. Przy takim stole osoba z dysfunkcją wzroku jest pełnym uczestnikiem spotkania: słucha, odpowiada, żartuje, milczy i jest obecna razem z innymi.

 

   Słuch jako sposób budowania relacji

   Uważne słuchanie zbliża ludzi. Kiedy człowiek czuje, że ktoś naprawdę go słucha, łatwiej mu mówić szczerze. Łatwiej opowiedzieć o radości, zmęczeniu, lęku, nadziei albo zwykłych sprawach, które też mają znaczenie. Osoba bez wzroku korzysta ze słuchu w relacjach bardzo mocno. Przez głos rozpoznaje nastroje, przez sposób mówienia wyczuwa bliskość lub dystans, przez ciszę zauważa zmianę. Ważne jest dla niej, aby drugi człowiek był obecny naprawdę, a nie tylko fizycznie. Słuchanie buduje zaufanie. Oznacza szacunek, cierpliwość i gotowość przyjęcia doświadczenia drugiej osoby. Nie przerywać, nie mówić za kogoś, nie zakładać, że wie się lepiej. Czasem osoba niewidoma potrafi usłyszeć smutek albo niepokój wcześniej niż inni, bo naprawdę wsłuchuje się w głos. W ten sposób słuch staje się drogą do bliskości.

 

   Dlaczego warto naprawdę słuchać

   Warto naprawdę słuchać, bo świat mówi do człowieka na wiele sposobów. Nie tylko przez słowa, ale także przez dźwięki codzienności, ciszę, ton głosu, rytm miejsc i drobne odgłosy spotkań. Uważność na dźwięki pomaga być bliżej świata. Pozwala usłyszeć zmęczenie w głosie, spokój w ciszy, radość w śmiechu, niepokój w krótkiej odpowiedzi. Dla osoby niewidomej taka uważność jest codziennym sposobem życia. Dla osoby widzącej może być lekcją zatrzymania. Nie wszystko, co słyszymy, od razu rozumiemy. Dlatego słuchanie wymaga pokory. Czasem trzeba dopytać, czasem poczekać, czasem zamilknąć. Prawdziwe słuchanie nie polega na szybkiej odpowiedzi, ale na obecności. Światowy Dzień Słuchania przypomina, że słuch jest czymś więcej niż sprawnością. Dla osoby bez wzroku bywa sposobem orientacji i poznawania świata. Dla każdego człowieka może stać się drogą do relacji, spokoju i bliskości. Bo być blisko świata to nie zawsze znaczy dużo widzieć. Czasem znaczy naprawdę słuchać.


Dzień bez telefonu komórkowego i momenty, które nie wymagają technologii. Spotkania, w których osoba niewidząca odnajduje spokój w prostych rozmowach, dzieląc się wspólnie ciastkami Dr Gerard.

 

Dzień bez telefonu komórkowego i momenty, które nie wymagają technologii. Spotkania, w których osoba niewidząca odnajduje spokój w prostych rozmowach, dzieląc się wspólnie ciastkami Dr Gerard.

Chwilę bez telefonu, jako świadomy wybór.

Światowy lub Międzynarodowy Dzień bez Telefonu Komórkowego to nieoficjalne, oddolne święto przypadające, co roku 15 lipca. Jego głównym celem jest zachęcenie do odłożenia smartfonów, odpoczynku od technologii i skupienia się na relacjach oraz świecie rzeczywistym.

Dlaczego warto wziąć udział?

Lepsze samopoczucie: odłączenie się od ekranu zmniejsza poziom stresu i lęku przed przegapieniem czegoś ważnego.

Zdrowy sen: Brak światła niebieskiego i ciągłych powiadomień ułatwia zasypianie i poprawia, jakość odpoczynku.

Świadomość: To świetny moment, aby ocenić swoje nawyki cyfrowe i zauważyć, jak często sięgamy po telefon bez wyraźnej potrzeby.

Jak możesz go spędzić?

Wybierz się na spacer: Zostaw telefon w domu i ruszaj w plener – bez sprawdzania mediów społecznościowych.

Spotkaj się z bliskimi: Zaplanuj kawę lub obiad z przyjaciółmi bądź rodziną. Skupcie się na rozmowie twarzą w twarz.

Zrób cyfrowy detoks: Przetrwaj 24 godziny offline, czytając książkę, gotując lub oddając się swojemu hobby.

 Cisza bez powiadomień, jako przestrzeń do odpoczynku.

W dzisiejszych czasach nie wyobrażamy sobie życia bez telefonu. Możemy powiedzieć z całą pewnością, że wiele z nas jest od nich uzależnionych kropka telefony, co w naszych dłoniach od rana do późnej nocy. A kiedy nawet idziemy spać to słyszymy ciągle wibracje, powiadomienia. Dlatego warto w taki dzień odłożyć telefony. Cisza, którą usłyszymy uspokoi nas. Usłyszymy wtedy inne dźwięki, które otaczają nas. Cisza to relaks. A relaks to nic innego jak zdrowie.

Rozmowy, które wracają na pierwsze miejsce.

Nie ma nic przyjemniejszego jak rozmowa z drugim człowiekiem. Rozmowa może tylko nas łączyć kropka wsłuchiwanie się w głos drugiego człowieka daje nam wiele satysfakcji i wiele uczy. Osoby niedowidzące czy całkowicie niewidome uwielbiają takie rozmowy. Dla nich głos człowieka jest to nauka. Rozmowa daje poczucie bezpieczeństwa. Podczas rozmów dowiadujemy się o wielu ciekawych rzeczach, osobach. Ktoś może powiedzieć, że w telefonie mamy wszystko. Mamy dużo wiadomości, lecz czy one zawsze są prawdziwe?

Bycie tu i teraz, bez konieczności sprawdzania telefonu.

A cudowny jest móc usiądź z drugą osobą i chociaż na chwilę odłożyć telefon na bok. I jak duży szacunek okazujemy wtedy drugiej osobie, która siedzi przy nas, a my rozmawiając z nią nie zaglądamy w telefon. Osoby niewidome są bardzo wrażliwe na tym punkcie. Potrzebują naszej uwagi i wyczuwają, kiedy ich nie słuchamy lub słuchamy, lecz nie słyszymy. Rozmowy to spokój, który nam jest potrzebny w codziennym naszym życiu.

Spotkania, które nie potrzebują technologii.

Osoby zobowiązującej niewidome operują świetnie słuchem. Wiadomo, że możemy przekazać telefonicznie wiele informacji. Lecz nic nie zastąpi spotkania i rozmowy z takimi osobami. Spacer i dobra rozmowa może być najlepszym lekarstwem na zły nastrój lub problemy, które dana osoba w tym momencie posiada. Jest to także rehabilitacja dla nas. Wyłączając telefon i idąc na rozmowę z drugą osobą. Ze sobą, która siedzi naprzeciwko nas patrzy nam w oczy i naprawdę słucha.

Dźwięki otoczenia, które wracają do uwagi.

Posiadając przy sobie telefon i słuchając w nich różne wiadomości, muzykę czy nawet czytając książkę, zapominamy o tym, że oprócz telefonu istnieją jeszcze inne dźwięki, które nas otaczają. Jeżeli odłożymy ten mały sprzęt i słuchamy się w odgłosy naszego otoczenia to będziemy bardzo zdziwieni. Usłyszymy dźwięki, o których już dawno zapomnieliśmy. Najprostsze dźwięki śpiew ptaków, odgłos szczekających psów czy nawet poruszających się aut. W tych dźwiękach na pewno znajdziemy coś dla siebie. Wyciszymy się i uśmiechniemy się sami do swoich myśli.

Spokój, który pojawi się w proste sytuacja.

Budzimy się rano i od razu sięgamy po telefon. Niektórzy z nas przeglądają od razu wiadomości, złych wiadomości. Nakręcamy się złymi informacjami, że komuś coś się stało, że gdzieś wybuchł pożar i tym podobne rzeczy. Od samego rana jesteśmy nastawieni negatywnie do świata. A przecież mogłoby być inaczej. Wystarczyłoby nie włączać i nie słuchać informacji. Wystarczyłoby posłuchać, Co się dzieje za oknem przy dobrej kawie i pysznym ciastku doktor Gerard. Obudzić się ze śpiewem ptaków i pójść do pracy z uśmiechem.

Ciastka Dr Gerard, jako element wspólnego spotkania.

Wiadomo, że jeżeli spotkanie to musi być coś pysznego. My Polacy kochamy dobrą kawę, dobrą herbatę czy jakiś dobry napój a do tego koniecznie przepyszne ciastka. Dlatego ciastka do firmy Dr Gerard są najlepsze, jako element tych spotkań kropka przy takich słodkościach rozmowa staje się od razu milsza. Zajadamy się pysznymi ciastkami doktor Gerard i rozmawiamy, bez konieczności pośpiechu.

Codzienność, która mogłaby być spokojniejsza.

Świadome wybór to to, co ty chcesz w danej chwili robić. To twoja decyzja kropka decyzja, która być może ukształtuje cały twój dzień, a może miesiąc a może nawet życie. Jeżeli sobie zaoferujesz spokój ten spokój przyniesie ci wiele korzyści. Spokój i uśmiech to dwie rzeczy, które prowadzą nas do sukcesu. Oczywiście telefony w dzisiejszych czasach są nam potrzebne, ale to ty masz wybór, co z tym telefonem będziesz robił. Czy będziesz oglądał i słuchał samych smutnych rzeczy i denerwował się? Czy wybierzesz świetną muzykę i inne rzeczy, które cię wyciszą i dadzą Powera na dalsze godziny dnia lub dni tygodnia czy miesiąca.

Dlaczego warto czasem odłożyć telefon.

Dzień bez telefonu jest świetną rzeczą dla wszystkich. Nieważne czy to jest młody człowiek czy starsza osoba kropka warto odłożyć telefon i rozejrzeć się wokół siebie, czasami możemy być zaskoczeni tym, co zobaczymy. Możemy zobaczyć, że siedzimy w najbliższą rodziną przy stole i każdy w ręku ma telefon i okaże się, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Warto zrobić pierwszy krok właśnie w tym dniu. Odłożyć telefony i zacząć ze sobą rozmawiać kropka to nic nie kosztuje, a może nam przynieść wiele korzyści. Uświadomimy sobie, że nic nie wiemy o osobach, z którymi żyjemy, na co dzień, nic nie wiemy o swoich przyjaciołach, ponieważ nie słuchaliśmy ich a tylko przesyłaliśmy sobie smsy, mms-y. Zapominamy o życzeniach, bo hurtowo wysyłamy coś, co ktoś wymyślił.  Naciskamy enter i gotowa regułka poszła w świat dla wszystkich znajomych, którzy mamy zapisanych w telefonach kropka czy naprawdę, czego chcemy? Czy nie warto spotkać się razem usiąść przy stole, napić się dobrej kawy schrupać pyszne ciastko Dr Gerard. I patrząc sobie w oczy zapytać się, co u was słychać? Czy nie warto popatrzeć na tą drugą osobę i ją słuchać niż tylko słyszeć. A to jest różnica. Świętujmy i róbmy wszystko, aby dzień bez telefonu nie był tylko raz w roku kropka starajmy się, aby na większych świętach rodzinnych, imieninach, urodzinach odkładać telefon i po prostu być ze sobą. Bo kiedyś okaże się, że będziemy żałować, że przyjdzie taki czas, że tej drugiej osoby zabraknie ścinek a my wtedy sobie uświadomimy ile straciliśmy nie rozmawiając z nią. Telefon jest potrzebny, ale Ty decydujesz ile z niego korzystasz i co z niego wyciągasz. Ty decydujesz a nie telefon kieruje tobą.

poniedziałek, 20 lipca 2026

Wakacyjny czas lipca i spacery, które pozwalają odpocząć od codziennego pośpiechu. Rozmowy, w których osoba z dysfunkcją wzroku doświadcza lata wszystkimi zmysłami przy ciastkach Dr Gerard

 

Wakacyjny czas lipca i spacery, które pozwalają odpocząć od codziennego pośpiechu. Rozmowy, w których osoba z dysfunkcją wzroku doświadcza lata wszystkimi zmysłami przy ciastkach

Dr Gerard



Lipiec ma swój własny rytm. Po prostu pewnego dnia zauważam, że poranki stają się spokojniejsze, ludzie rzadziej biegną, a w powietrzu jest więcej swobody. Nawet jeśli mieszkam w mieście, czuję, że coś się zmieniło. Coraz częściej słychać śmiech dzieci, rozmowy prowadzone bez pośpiechu i odgłosy otwartych ogródków, w których ludzie spędzają długie popołudnia. Jako osoba z dysfunkcją wzroku odbieram tę zmianę przede wszystkim przez dźwięki i atmosferę. Nie potrzebuję kalendarza, żeby wiedzieć, że rozpoczęły się wakacje. Wystarczy kilka kroków poza domem. Powietrze jest cieplejsze, pachnie rozgrzanym chodnikiem i świeżo skoszoną trawą. Nawet echo moich kroków brzmi inaczej niż zimą. Najbardziej lubię to, że lipiec nikogo nie pogania. Czuję, że mogę iść swoim tempem. Nie muszę przeciskać się przez tłumy spieszących się ludzi. Nie mam wrażenia, że każdy gdzieś pędzi. To daje ogromną ulgę. Coraz częściej pozwalam sobie na chwilę bez planu. Wychodzę tylko po to, żeby pobyć na zewnątrz. Nie muszę niczego załatwiać ani odhaczać kolejnych obowiązków. Sam spacer staje się celem. To właśnie w takich chwilach najbardziej odczuwam, że lato potrafi zwolnić nasze codzienne życie.

Lubię chodzić bez pośpiechu. Nie dlatego, że nie mam nic do zrobienia, ale dlatego, że spacer pozwala mi na chwilę zostawić wszystkie sprawy za sobą. Pierwsze minuty zawsze są podobne. Słyszę zamykające się drzwi, chwytam białą laskę i ruszam znajomą drogą. Z każdym krokiem napięcie powoli znika. Myśli, które jeszcze chwilę wcześniej krążyły wokół pracy, obowiązków czy codziennych problemów, zaczynają się porządkować. Jako osoba niewidoma odbieram spacer całym ciałem. Czuję różnicę między gładkim chodnikiem a kostką brukową. Wiem, kiedy przechodzę obok budynków, bo zmienia się echo moich kroków. Rozpoznaję miejsca po zapachu piekarni, kwiatów albo nagrzanego asfaltu. Czasami zatrzymuję się tylko po to, aby wsłuchać się w otoczenie. Nie muszę patrzeć na zegarek. W lipcu dzień wydaje się dłuższy i spokojniejszy. Nigdzie nie trzeba się spieszyć. Spacer ma jeszcze jedną zaletę. Pozwala uporządkować myśli. W domu łatwo rozprasza mnie telefon, komputer czy telewizor. Na spacerze zostają tylko kroki i oddech. To wystarczy, aby spojrzeć na wiele spraw z większym spokojem.

Dla wielu osób lato kojarzy się przede wszystkim z kolorami. Dla mnie lato ma przede wszystkim swoje brzmienie. Już rano słychać ptaki, które śpiewają znacznie intensywniej niż w chłodniejszych miesiącach. Każdy gatunek ma własny rytm i własny głos. Nie znam ich wszystkich, ale lubię zatrzymać się na chwilę i wsłuchać w ten naturalny koncert. Lato to również wiatr. Czasem delikatny, który tylko porusza liśćmi. Innym razem silniejszy, niosący zapach deszczu i chłodniejsze powietrze. Słyszę go, zanim poczuję na twarzy. Podczas spaceru ogromne znaczenie mają dla mnie także odgłosy ludzi. Rozmowy dzieci bawiących się na placu zabaw, śmiech dochodzący z ogródków , stukot roweru przejeżdżającego obok czy odległy dźwięk pociągu. To właśnie dzięki takim dźwiękom buduję obraz miejsca, w którym się znajduję. Potrafię rozpoznać, czy jestem na otwartej przestrzeni, czy między wysokimi budynkami. Słyszę, kiedy droga prowadzi przez park, a kiedy wzdłuż ruchliwej ulicy. Dźwięki tworzą atmosferę. To one sprawiają, że lipcowy spacer ma swój niepowtarzalny charakter.

Zapach ma niezwykłą moc. Potrafi przenieść mnie do wydarzeń sprzed wielu lat szybciej niż jakiekolwiek słowa. Lato pachnie inaczej o świcie, inaczej w południe i zupełnie inaczej wieczorem. Najbardziej lubię chwilę po letnim deszczu. Powietrze staje się chłodniejsze, ziemia oddaje ciepło, a wokół unosi się charakterystyczny zapach mokrej trawy i wilgotnej ziemi. To jeden z tych aromatów, których nie da się pomylić z żadnym innym. Lubię również zapach lip kwitnących przy ulicach. Ich słodki aromat niesie się daleko i tworzy niepowtarzalny klimat wakacyjnych spacerów. Są także miejsca pachnące piekarnią, kawą, świeżymi owocami sprzedawanymi na targowisku czy nagrzanym drewnem parkowych ławek. Osoba niewidoma często zapamiętuje właśnie takie szczegóły. To one pomagają odnaleźć drogę i jednocześnie budują wspomnienia. Po latach nie pamiętam konkretnej daty spaceru. Pamiętam za to zapach ciepłego powietrza po burzy i aromat mięty rosnącej przy ścieżce.

Spacer nie polega wyłącznie na chodzeniu. Czasami najważniejszy jest moment, kiedy przestaję iść. Siadam wtedy na ławce i przez kilka minut nic nie robię. Nie sprawdzam telefonu. Nie zastanawiam się, która jest godzina. Po prostu słucham. Słyszę dzieci bawiące się gdzieś w oddali. Wiatr poruszający gałęziami. Kroki przechodzących ludzi. Czasem odgłos psa biegnącego po trawie. W takich chwilach łatwo zauważyć, jak wiele dzieje się wokół nas każdego dnia. Jako osoba z dysfunkcją wzroku uczę się uważności właśnie podczas takich krótkich przerw. Czuję promienie słońca na twarzy. Lekki podmuch wiatru przynosi chwilę ochłody. Drewniana ławka oddaje ciepło nagromadzone przez cały dzień. To są drobiazgi, ale właśnie one przypominają mi, że życie nie składa się wyłącznie z obowiązków. Lato sprzyja takim chwilom.

Najlepsze rozmowy rzadko odbywają się przy stole. Dużo częściej pojawiają się właśnie podczas wspólnego spaceru. Kiedy idziemy obok siebie, nie ma presji. Nie trzeba patrzeć rozmówcy w oczy ani zastanawiać się nad każdym słowem. Kroki same wyznaczają tempo rozmowy. Lubię takie chwile. Rozmawiamy o codzienności. O planach na weekend. O wspomnieniach z dzieciństwa. O książkach, muzyce albo o tym, jak pachnie powietrze po burzy. Jako osoba niewidoma odbieram rozmowę przede wszystkim przez głos. Słyszę, kiedy ktoś się uśmiecha. Rozpoznaję zmęczenie, radość albo wzruszenie po samym sposobie mówienia. Nie potrzebuję obserwować mimiki. Głos mówi bardzo wiele. Wspólny spacer sprawia, że rozmowy stają się spokojniejsze.

Po kilku tygodniach zauważam, że spacer staje się częścią dnia. Już nie zastanawiam się, czy wyjść. Po prostu wychodzę. Najczęściej o podobnej porze. Tą samą drogą. Znam każde skrzyżowanie, każdą nierówność chodnika i charakterystyczne dźwięki okolicy. Ta powtarzalność daje ogromne poczucie bezpieczeństwa. Osoba niewidoma bardzo często odnajduje komfort właśnie w dobrze znanych trasach. Nie oznacza to nudy. Wręcz przeciwnie. Każdego dnia ta sama droga brzmi trochę inaczej. Raz słychać więcej ptaków, innym razem dzieci wracające z lodami albo odległe grzmoty zapowiadające burzę. Zmienia się temperatura powietrza, zapachy i odgłosy. Trasa pozostaje ta sama, ale doświadczenie jest zupełnie nowe. To właśnie dlatego zwykły spacer nigdy się nie nudzi.

Po powrocie do domu spacer wcale się nie kończy. To moment, kiedy można usiąść razem przy stole, zaparzyć herbatę albo kawę i jeszcze przez chwilę pobyć ze sobą.

Na stole pojawiają się ciastka Dr Gerard. Nie są głównym bohaterem tego popołudnia. Są po prostu naturalnym dodatkiem do rozmowy. Lubię ten moment, kiedy słychać stukanie filiżanek, szelest otwieranego opakowania i cichy śmiech domowników. Każdy sięga po swoje ulubione ciastko, a rozmowa toczy się dalej. Czasem wspominamy miejsca, które odwiedziliśmy podczas spaceru.

Czasem planujemy kolejny. A czasem po prostu siedzimy w ciszy, popijając herbatę i ciesząc się spokojem. To właśnie takie chwile sprawiają, że zwykły spacer zamienia się w miłe wspomnienie.

Po latach częściej wracają do nas emocje. Ja nie zapamiętuję wakacji przez obrazy. Zapamiętuję je przez dźwięk śmiechu bliskiej osoby, zapach letniego deszczu, ciepło drewnianej ławki i spokojne rozmowy prowadzone bez pośpiechu. To właśnie takie drobne szczegóły budują najtrwalsze wspomnienia. Wystarczy zwykły spacer. Wystarczy wspólna droga. Wystarczy obecność drugiego człowieka. Kiedy wracam do tych chwil pamięcią, nie przypominam sobie, jak wyglądało dane miejsce. Przypominam sobie, jak się wtedy czułem. To uczucie spokoju, bezpieczeństwa i bliskości pozostaje ze mną znacznie dłużej niż jakikolwiek obraz.

Lipiec uczy mnie jednej ważnej rzeczy. Nie wszystko musi mieć cel. Nie każdy spacer prowadzi do konkretnego miejsca. Czasami największą wartością jest samo bycie w drodze. Powolny marsz pomaga uspokoić oddech, uporządkować myśli i zauważyć rzeczy, które na co dzień umykają w pośpiechu. Dla osoby z dysfunkcją wzroku to także okazja, by jeszcze pełniej wsłuchać się w otoczenie, poczuć zapach ciepłego powietrza, dotyk letniego wiatru i obecność ludzi, z którymi dzieli się ten czas. Lato przypomina, że odpoczynek nie zawsze oznacza dalekie podróże. Czasem wystarczy wyjść z domu, przejść znajomą ścieżką, zatrzymać się na chwilę i pozwolić sobie odetchnąć. Bo najpiękniejsze wakacyjne chwile bardzo często nie rodzą się z wielkich planów. Rodzą się z prostoty. Ze spokojnego spaceru, dobrej rozmowy, wspólnie wypitej herbaty i czasu, którego nikt nie próbuje przyspieszać. To właśnie takie chwile zostają z nami najdłużej i przypominają, że lato można przeżywać wszystkimi zmysłami – bez pośpiechu, z radością płynącą z samej obecności.


Międzynarodowy Dzień Owoców i prostota, która daje najwięcej przyjemności. Spotkania, w których osoba bez wzroku czerpie radość z naturalnych smaków, a na stole pojawiają się ciastka Dr Gerard

Jest takie coś bez czego my jako ludzie nie mogli byśmy normalnie funkcjonować. Dodam jeszcze, że pewna grupa osób występująca pod nazwą Weganie preferująca specjalny odżywiania zrobiła sobie z tego czegoś główną część pokarmu. Myślę, że już teraz po takim wstępie osoby czytające ten mój wpis domyślają się o czym on będzie. Tak właśnie o owocach. Teraz gdy już wiadomo o czym będzie ten tekst to przydało by się napisać kilka słów o genezie powstania dnia owoców bo i taki znalazł się w naszym kalendarzu. Ten dzień owoców nosi rangę dnia święta międzynarodowego, a do kalendarza trafił w dwa tysiące siódmym roku. Najpierw zaczęli obchodzić go niemieccy studenci w celu zwrócenia uwagi aby ludzie spożywali więcej owoców i nakreślić różnorodność ludzi na naszej planecie i tak oto w dniu pierwszego lipca świętujemy ten dzień i chociaż nie jest to dzień wolny od pracy bo nie nosi rangi dnia aż tak świątecznego to przecież jest bardzo ważny, bo jak to ująłem na początku owoce to nasze życie, krótko mówiąc nie wyobrażam sobie naszego życia bez owoców, a co za tym idzie bogactwa witamin tak nam potrzebnych. Teraz gdy już wiemy o czym będzie ten wpis to chciałbym dodać iż będę pewne jego elementy opisywał z perspektywy osoby niewidomej bo do takiej właśnie się zaliczam i poruszę tematykę zapachu, tekstury i smaku w bardziej obrazowy sposób.

 

Tak różnorodność owoców to i różnorodność smaków i nie sposób by tu je opisać. Każdy gatunek to nowe doznanie smakowe. Prostota smaków, a co i za tym idzie i radość z ich spożywania to coś co nie jest bez znaczenia. Tak jak wspomniałem my czerpiemy radość z ich spożywania, a przy okazji i dostarczamy tych tak cennych witamin i minerałów dla naszego organizmu. Ktoś by mógłby powiedzieć, że owoc to coś co musi być jakoś przetworzone skoro jest tak cenne dla naszego organizmu, ale prawda jest z goła inna jego moc kryje się w prostocie. Wystarczy je zerwać z drzewa, krzewu albo z krzaczka i już możemy się delektować owocem. Pisałem, że będę i poruszać tu tematykę jak to odbierają osoby niewidome, a w każdym bądź razie ja. Jedząc owoc staram się jego smak do czegoś porównać co mam zapisane w pamięci.

Obecna globalizacja i co za tym idzie rozwinięty transport pozwala nam cieszyć się smakiem owoców z całej ziemi. Ta różnorodność smaków, tak to poruszałem jednakże będę to powtarzał zawsze, że cenimy owoce za ich smak i tą różnorodność. Bo od słodkiej truskawki, po kwaśną cytrynę, po gorzki grejpfrut i tak by można pisać i pisać. Zapewne z odgadnięciem nazw owoców rodzimych to osoby niewidome nie mają problemu bo każdy owoc ma charakterystyczny smak Mały kęs chwila w buzi i odpowiedź gotowa.

A jak się ma sprawa co do zapachu. Bo przecież tak samo jak smak to i poruszany teraz temat aromatu owoców jest to coś bardzo ważnego. I tak polegając ma tym zapachu to osoby niewidome potrafią odgadnąć dany rodzaj owocu. Jednakże myślę iż nie inaczej i ma się sprawa co do osób zdrowych, że tak to ujmę, chociaż dla osób z wadą wzroku to coś na czym właśnie oni polegają w dużym stopniu. Taka osoba biorąc do ręki dajmy na to takie morele potrafi odgadnąć po zapachu ten rodzaj owoców. A zapachów owoców jest tak dużo jak i gatunków tych przysmaków i każdy tak jak to ująłem ma swój aromat.

Oprócz smaku i zapachu każdy owoc ma swoją teksturę. Po czym i my go też poznajemy. Może być, że tak to ujmę twardy, posłużę się tu przykładem jabłka albo miękki i tu też przykład jednego z rodzimych owoców takich jak śliwka. Osoba niewidoma biorąc taki owoc do ręki wie już czy jest on gotowy do spożycia i nie musi oceniać go po kolorze. Nie inaczej ma się sprawa i z owocami sprowadzanymi zza granicy. Te wyżej opisane morele albo nektarynki też przecież poznajemy po miękkości i tak by można pisać długo, ale tak miękkość owoców to coś co odczuwamy dłońmi, a osoba niewidoma przecież nie mogąc ich zobaczyć tak sprawdza ich dojrzałość.

Mówi się, że jedzenie najlepiej smakuje jak się je bez pośpiechu. Wtedy nasze kubki smakowe w pełni mogą nam oddać smak naszego tego co w obecnej chwili spożywamy. Najlepiej jeszcze jak dane posiłki spożywamy o stałych godzinach. Osoby niewidome nie mogąc zobaczyć danej potrawy w dużym stopniu właśnie polegają na jej smaku i na podstawie tego oceniają jej walory. Także ten walor smakowy to bardzo ważna rzecz, a wręcz pokuszę się o stwierdzenie, że najważniejszy.                                                                                                                            

Tak już jest, że czasami zapraszamy w gościnę naszych przyjaciół i nie ma w tym nic dziwnego. Bo czasami chcemy po prostu spotkać się z naszymi przyjaciółmi i dajmy na to sobie porozmawiać na różne tematy. Podczas takich spotkań dochodzi i do poczęstunku. Właśnie podczas tego wspomnianego przed chwilą poczęstunku może dojść i do degustacji owoców. I nie inaczej jest nawet podczas spotkań dajmy na to w jakiś klubach czy też kołach obok ciach pojawiają się owoce, a uczestnicy tych spotkań chętnie po nie sięgają.

Są rzeczy, które to dają radość i to niezależnie czy dajmy na to ta osoba jest zdrowa czy dajmy na to taka niewidoma jak ja. Niektórzy po prostu czerpią radość z dnia codziennego, lubią udać się na spacer i tak jak teraz o tej porze roku poczuć słoneczko na twarzy.     Owszem i ja też lubię przebywać na dworze w parku gdzie mogę wsłuchiwać się w śpiew ptaszków, a po przyjściu do domu oprócz zajęciom domowym w chwili czasu zanurzyć się w książce.

Tak już tu napomknąłem o tym iż obok ciastek na stole i pojawiają się owoce. Ta kompozycja smakowa jest zupełnie jak najbardziej normalna. Osobiście lubię chrupnąć sobie ciastko od producenta Dr Gerarda, a do tego jakiś słodki owoc.

Prosta rzecz jaką są owoce to chyba to co obok smaku to coś za co je cenimy i powtarzam to po raz już drugi w tym wpisie. Napisałem również, że będę w tym wpisie poruszać mój punkt widzenia, że tak to ujmę z perspektywy osoby niewidomej, a osoby to czytające właśnie o nim się dowiedziały i mogą go porównać z swoim i jak mi się wydaje nie odbiega on od ich. Poruszane i tu było zagadnienie uważności jedzenia, a to też jest przecież ważne bo jedzenie chyba nie polega na samym jedzeniu tylko jeszcze na czerpaniu radości z niego, tak aby nasze kubki smakowe dostarczały nam jak najwięcej tej informacji o smaku.

Także sumując ten mój wpis, pokuśmy się o te stwierdzenie czerpmy radość z jedzenia i nie zapominajmy o codziennej porcji owoców, bo to przecież bogactwo witamin i minerałów.   

wtorek, 7 lipca 2026

Dzień bez Telefonu Komórkowego i momenty, które nie wymagają technologii. Spotkania, w których osoba niewidząca odnajduje spokój w prostych rozmowach, dzieląc się wspólnie ciastkami Dr Gerard.

Cisza, słowa i obecność: Jak odłożenie telefonu pozwala odkryć świat na nowo.

Współczesny świat pulsuje nieustannym strumieniem informacji. Żyjemy w rzeczywistości, w której ekrany smartfonów przyciągają nasz wzrok i uwagę przez większą część dnia, a dźwięki powiadomień stały się naturalnym tłem codzienności. W tym dynamicznym biegu łatwo zatracić to, co najbardziej fundamentalne – bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem i pełne doświadczanie bieżącej chwili. Dzień bez Telefonu Komórkowego staje się idealną okazją, by zatrzymać się i sprawdzić, co kryje się za barierą permanentnego bycia online. To zaproszenie do świata, w którym cisza nie oznacza pustki, lecz przestrzeń na autentyczną obecność.
Odłożenie telefonu komórkowego na bok lub całkowite jego wyłączenie rzadko bywa dziełem przypadku. W dzisiejszych czasach jest to przede wszystkim świadoma, intencjonalna decyzja. Kiedy naciskamy przycisk zasilania i ekran błękitnego światła gaśnie, w pokoju zapada specyficzny rodzaj spokoju. To gest, który symbolizuje odzyskanie kontroli nad własnym czasem i uwagą.
Dla osoby niewidzącej ta decyzja ma nieco inny, choć równie głęboki wymiar. Choć smartfony dla osób bez wzroku są niezwykle ważnym narzędziem asystującym – ułatwiającym nawigację, odczytywanie dokumentów czy identyfikację przedmiotów za pomocą specjalnych aplikacji – to jednocześnie potrafią być tak samo angażujące i rozpraszające jak dla każdego innego człowieka. Odsuwając na bok syntezator mowy, który na co dzień bezustannie odczytuje powiadomienia, wiadomości i e-maile, osoba z dysfunkcją wzroku podejmuje decyzję o wejściu w przestrzeń niezakłóconej niczym obecności. To właśnie w tym momencie, gdy technologiczne wsparcie milknie, zaczyna się prawdziwy, głęboki spokój, otwierający drzwi na inne formy percepcji świata.
Wyciszenie telefonu to coś więcej niż tylko brak sygnałów dźwiękowych i wibracji. To natychmiastowa zmiana dynamiki otoczenia. Kiedy znika ryzyko, że w połowie zdania usłyszymy dzwonek lub powiadomienie z aplikacji społecznościowej, powietrze wokół staje się lżejsze. Znika podświadome napięcie i gotowość do natychmiastowej reakcji na bodźce płynące z cyfrowego świata.
Osoba bez wzroku odbiera tę nowo powstałą ciszę ze szczególną wrażliwością. Bez ciągłego strumienia komunikatów dźwiękowych generowanych przez telefon, jej uwaga może swobodnie rozprzestrzenić się po pomieszczeniu. Taka cisza nie jest izolacją – staje się bezpieczną, stabilną przestrzenią, w której umysł może wreszcie odpocząć od nadmiaru bodźców. Przynosi ona ogromną ulgę, pozwalając na regenerację przebodźcowanego układu nerwowego i dając poczucie klarowności, którego tak często brakuje w codziennym pędzie.
Gdy technologia schodzi na dalszy plan, naturalnie odradzają się relacje międzyludzkie. Rozmowa zyskuje zupełnie nową jakość, kiedy żadna ze stron nie zerka ukradkiem na leżący na stole wyświetlacz. Dialog staje się płynny, niespieszny i pozbawiony sztucznych przerw.
W takich warunkach osoba z dysfunkcją wzroku może w pełni skupić się na tym, co w komunikacji najistotniejsze – na słowach, ich brzmieniu, tempie wypowiedzi oraz emocjach ukrytych w głosie rozmówcy. Bez rozpraszaczy łatwiej wychwycić subtelne niuanse: delikatną zmianę tonu, uśmiech brzmiący w głosie czy momenty zadumy. Uważne słuchanie staje się obopólnym procesem. Rozmówcy zaczynają naprawdę się słyszeć, a nie tylko wymieniać informacje, co buduje silne poczucie bliskości i wzajemnego zrozumienia.
Uważność, o której tak wiele się dzisiaj mówi, w praktyce oznacza po prostu pełne zakorzenienie w obecnym momencie. Brak potrzeby ciągłego weryfikowania, co dzieje się w przestrzeni wirtualnej, pozwala w pełni doświadczyć fizycznego miejsca, w którym się znajdujemy, oraz ludzi, którzy nam towarzyszą.
Dla osoby niewidzącej doświadczanie obecności opiera się na bliskości, dotyku, cieple drugiego człowieka i wspólnie dzielonej przestrzeni. Kiedy telefon nie domaga się uwagi, ta obecność staje się niemal namacalna. Osoba bez wzroku doskonale wyczuwa, kiedy jej towarzysz jest zaangażowany w spotkanie całym sobą, a kiedy jego myśli krążą wokół spraw niedotyczących danej chwili. Świadome porzucenie ekranów sprawia, że spotkanie zyskuje autentyczność, co z kolei rodzi głęboki, wewnętrzny spokój i poczucie bezpieczeństwa.
Najpiękniejsze momenty w życiu to często te najbardziej proste, pozbawione zbędnych rekwizytów i skomplikowanych planów. Wspólne siedzenie przy stole, prosta rozmowa o minionym dniu, dzielenie się wspomnieniami czy snucie planów na przyszłość – to chwile, które bronią się same i nie potrzebują cyfrowego pośrednictwa.
W trakcie takiego spotkania osoba niewidząca czuje się w pełni integralną częścią grupy. Brak ekranów wyrównuje przestrzeń – wszyscy uczestnicy są skupieni na tym samym, czyli na sobie nawzajem. Atmosfera staje się naturalna, swobodna i intymna. Nie ma potrzeby dokumentowania spotkania na zdjęciach, przesyłania relacji czy szukania tematów w sieci. Wystarczy obecność drugiego człowieka, która w swojej prostocie jest całkowicie wystarczająca.
Kiedy wyłączamy sztuczne odgłosy technologii, do głosu dochodzi otaczający nas świat. Nasz słuch, dotychczas filtrujący dźwięki pod kątem potencjalnych powiadomień, zaczyna rejestrować bogactwo codziennej audiosfery.
Podczas spokojnego spotkania uwaga przenosi się na naturalne odgłosy: cichy szum parzącej się w kuchni herbaty, miękki ton głosu bliskiej osoby, delikatny szelest ubrań, kroki za oknem czy śpiew ptaków wpadający przez uchylone okno. Dla osoby z ograniczeniami wzroku te dźwięki stanowią mapę rzeczywistości. W chwilach wolnych od cyfrowego szumu zyskują one wyjątkową wyrazistość. To, co wcześniej mogło być pomijane lub zagłuszane przez pikające aplikacje, teraz staje się pełnoprawnym elementem budującym nastrój i strukturę wspólnego popołudnia.
Prawdziwa równowaga nie wymaga wyjazdu na odludzie; często pojawia się w najbardziej prozaicznych momentach dnia, o ile pozwolimy im trwać bez pośpiechu. Kiedy rezygnujemy z nawykowego sprawdzania telefonu, czas wydaje się płynąć wolniej, a my zyskujemy przestrzeń na oddech.
Osoba niewidząca potrafi czerpać z takich chwil ogromną radość i spokój. Niespieszny rytm spotkania, brak narzuconej presji czasu i swobodne przechodzenie od jednego tematu do drugiego pozwalają na pełne rozluźnienie. To właśnie w tych drobnych sytuacjach – gdy po prostu jesteśmy, bez żadnego konkretnego celu czy zadania do wykonania – odnajdujemy wewnętrzną stabilizację i autentyczny odpoczynek od wymagań współczesnego świata.
Naturalnym uzupełnieniem takich niespiesznych rozmów są drobne akcenty, które budują domową, przytulną atmosferę. Na stole, tuż obok filiżanek z ciepłą herbatą, pojawiają się ciastka Dr Gerard. Nie dominują one spotkania, nie stają się jego głównym tematem ani pretekstem do dyskusji – stanowią po prostu subtelne, przyjemne tło dla toczącej się rozmowy.
Dla osoby bez wzroku obecność słodkiego poczęstunku na stole to także doświadczenie sensoryczne. Dotyk kruchego ciastka, zapach czekolady czy delikatny dźwięk chrupania przełamujący ciszę to elementy, które harmonijnie współgrają z ciepłem domowego ogniska. Ciastka towarzyszą kolejnym wątkom rozmowy, będąc prostym, gościnnym gestem, który umila wspólnie spędzany czas, nie odciągając uwagi od tego, co najważniejsze – od obecności drugiego człowieka.
Doświadczenia płynące z Dnia bez Telefonu Komórkowego niosą ze sobą ważną lekcję na kolejne dni. Pokazują, że bycie online jest możliwością, a nie bezwzględnym obowiązkiem. Warto pamiętać, że świat wirtualny nie ucierpi, jeśli na kilka godzin odetniemy się od sieci, za to nasze relacje i samopoczucie mogą na tym ogromnie zyskać.
Osoba z dysfunkcją wzroku w tej prostocie i przewidywalności tradycyjnych form kontaktu odnajduje ogromną siłę. Świadome wybory polegające na dawkowaniu technologii pozwalają zachować zdrowy balans pomiędzy nowoczesnością a naturą. Pokazują, że codzienne życie może być znacznie spokojniejsze, bardziej uporządkowane i satysfakcjonujące, gdy potrafimy wyznaczyć granice urządzeniom, które mają nam służyć, a nie nas kontrolować.
Krótka przerwa od technologii to bezcenny dar, jaki możemy dać samemu sobie oraz swoim bliskim. Pozwala ona zresetować umysł, wyciszyć emocje i powrócić do korzeni ludzkiej komunikacji. Wartością, którą zyskujemy, jest czas – czas nienaruszony przez powiadomienia, niepodzielony na odpisywanie na wiadomości i niesformatowany pod dyktando algorytmów.
Wyciszenie i rezygnacja z ekranów przywracają właściwe proporcje znaczeniu relacji oraz ciszy. Pozwalają dostrzec, że najważniejsze rzeczy dzieją się tu i teraz, w zasięgu naszych rąk i głosu. To właśnie w prostych rozmowach, w dźwiękach otoczenia i we wspólnie dzielonym stole kryje się autentyczna jakość życia, której żaden, nawet najnowocześniejszy ekran, nie jest w stanie w pełni zastąpić.

 

 

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Dzień Dobrej Oceny i codzienność, w której zaczynam zauważać swoje małe sukcesy. Spotkania, w których jako osoba bez wzroku odkrywam, jak wiele daje proste „dobrze to zrobiłaś” lub „dobrze to zrobiłeś”, a wspólny czas dopełniają ciastka Dr Gerard

Dzień Dobrej Oceny i codzienność, w której zaczynam zauważać swoje małe sukcesy. Spotkania, w których jako osoba bez wzroku odkrywam, jak wiele daje proste „dobrze to zrobiłaś” lub „dobrze to zrobiłeś”, a wspólny czas dopełniają ciastka Dr Gerard

Małe sukcesy, które łatwo przeoczyć

Mam sześćdziesiąt lat i od wielu lat żyję bez wzroku. Przez ten czas nauczyłam się wielu rzeczy, które dla innych mogą wydawać się zwyczajne. Dla mnie jednak każda z nich kiedyś była nowym wyzwaniem. Dziś nadal zdarzają się dni, kiedy cieszę się z rzeczy, których większość osób nawet nie zauważa.

Wyjście do sklepu, odnalezienie właściwego przystanku, samodzielne przygotowanie obiadu czy uporządkowanie mieszkania to dla mnie codzienność. Nie oznacza to jednak, że wszystko przychodzi łatwo. Każdy dzień wymaga skupienia, uważnego słuchania i zaufania własnej pamięci. Liczę kroki, rozpoznaję miejsca po dźwiękach i zapachach, dotykiem sprawdzam przedmioty, z których korzystam.

Kiedy uda mi się zrobić coś sprawnie, często przechodzę nad tym do porządku dziennego. Jeszcze kilka lat temu nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby powiedzieć sobie: „Dobrze sobie z tym poradziłaś”. Raczej od razu myślałam o kolejnym zadaniu.

Dopiero z czasem zrozumiałam, że takie drobne sukcesy mają znaczenie. To właśnie z nich składa się moje życie. Nie z wielkich wydarzeń, ale z wielu małych chwil, kiedy coś się udało, kiedy odnalazłam drogę, zapamiętałam nową trasę albo samodzielnie załatwiłam sprawę w urzędzie.

Jako osoba niewidoma wiem, że łatwo przyzwyczaić się do własnych osiągnięć i przestać je zauważać. Tymczasem każde z nich pokazuje, że mimo ograniczeń można żyć aktywnie i z coraz większą pewnością siebie.

Słowa, które mają większe znaczenie, niż się wydaje

Od dawna przekonuję się, że słowa mają ogromną siłę. Nie widzę uśmiechu rozmówcy ani jego spojrzenia. O wiele większą uwagę zwracam na głos. Słyszę, czy ktoś mówi spokojnie, życzliwie, z cierpliwością czy może z pośpiechem.

Osoba z dysfunkcją wzroku często odbiera znacznie więcej z samego tonu wypowiedzi. Delikatne zawahanie, ciepło w głosie albo szczera radość są dla mnie bardzo wyraźne. Dzięki temu wiem, kiedy pochwała jest prawdziwa, a kiedy wypowiedziana tylko z grzeczności.

Bywa, że jedno zdanie zostaje ze mną na cały dzień. Wystarczy usłyszeć: „Dobrze sobie poradziłaś”, a od razu czuję większy spokój. Nie dlatego, że potrzebuję ciągłego potwierdzania swojej wartości. Po prostu każdy z nas chce czasem usłyszeć, że jego wysiłek został zauważony.

To szczególnie ważne wtedy, gdy wykonuje się zadania, których inni nawet nie dostrzegają. Dla osoby bez wzroku wiele czynności wymaga większego skupienia. Dlatego dobre słowo potrafi dodać energii na długo.

„Dobrze zrobiłaś” i „dobrze zrobiłeś” jako realne wsparcie

Pamiętam wiele sytuacji, kiedy ktoś powiedział mi tylko kilka prostych słów. Po wspólnym gotowaniu usłyszałam: „Dobrze to zrobiłaś”. Innym razem po spotkaniu ktoś powiedział: „Świetnie sobie poradziłaś z organizacją”.

Nie były to długie przemowy. Kilka zwyczajnych słów wypowiedzianych spokojnym głosem.

Za każdym razem czułam, że ktoś naprawdę zauważył mój wysiłek. Nie patrzył na mnie wyłącznie jak na osobę niewidomą, ale jak na człowieka, który coś zrobił dobrze.

Myślę, że podobnie jest z każdym z nas. Słowa „dobrze zrobiłeś” albo „dobrze zrobiłaś” nie rozwiązują wszystkich problemów, ale pomagają uwierzyć, że to, co robimy, ma sens.

Z czasem zauważyłam, że takie komunikaty budują we mnie większą pewność siebie. Chętniej podejmuję nowe wyzwania i mniej obawiam się popełniania błędów. Wiem, że nawet jeśli coś nie wyjdzie idealnie, moje starania również mają wartość.

Trudność w przyjmowaniu dobrej oceny

Nie zawsze jednak umiałam przyjmować pochwały.

Kiedy ktoś mówił, że dobrze sobie poradziłam, często odpowiadałam: „To nic takiego”, „Każdy by to zrobił” albo „Miałam po prostu szczęście”. Dzisiaj widzę, że trochę odbierałam tym słowom ich znaczenie.

Osoba niewidząca, podobnie jak wiele innych osób, czasami ma w sobie przekonanie, że powinna radzić sobie sama i nie oczekiwać uznania. Zdarzało mi się myśleć, że skoro coś należy do codziennych obowiązków, nie ma powodu, aby ktokolwiek mnie za to chwalił.

Dopiero z wiekiem zaczęłam rozumieć, że przyjęcie dobrej oceny nie oznacza pychy. To po prostu uznanie faktu, że wykonało się coś dobrze.

Nadal uczę się odpowiadać zwyczajnym: „Dziękuję”. Bez tłumaczenia, bez umniejszania własnej pracy. To nie przyszło od razu. To był spokojny proces, który trwa do dziś.

Docenianie siebie w codzienności

Coraz częściej sama próbuję zauważać swoje małe osiągnięcia.

Kiedy wracam do domu po samodzielnym załatwieniu kilku spraw, zatrzymuję się na chwilę i myślę o tym, co udało mi się zrobić. Nie po to, żeby się zachwycać sobą, ale żeby dostrzec własny wysiłek.

Osoba z ograniczeniami wzroku również potrzebuje takiego wewnętrznego wsparcia. Nikt przecież nie będzie obok przez cały czas. Dlatego uczę się mówić do siebie z większą życzliwością.

Jeżeli coś mi nie wyjdzie, staram się nie oceniać siebie zbyt surowo. Zamiast tego zastanawiam się, czego mogę nauczyć się następnym razem.

Taki wewnętrzny dialog zmienia bardzo wiele. Daje więcej spokoju i pomaga zauważyć, że codzienność składa się nie tylko z trudności, ale również z wielu dobrze wykonanych kroków.

Rozmowy, które zostawiają coś na dłużej

Najbardziej lubię spokojne spotkania przy stole. Bez pośpiechu i bez konieczności ciągłego patrzenia na zegarek.

Rozmowa płynie wtedy naturalnie. Opowiadamy o zwyczajnych sprawach, o rodzinie, o pracy, o tym, co wydarzyło się w ostatnich dniach. Czasem dzielę się historiami związanymi z moim życiem bez wzroku. Mówię o nowych trasach, których się nauczyłam, o ludziach, którzy okazali mi życzliwość, albo o drobnych trudnościach, które udało się pokonać.

Lubię też słuchać innych. Każdy ma swoje doświadczenia, swoje małe zwycięstwa i swoje chwile zwątpienia.

Po takich rozmowach często wracam do domu z poczuciem, że wydarzyło się coś ważnego. Nie dlatego, że padły wielkie słowa. Po prostu ktoś uważnie słuchał, ktoś powiedział coś dobrego, ktoś zauważył mój wysiłek.

Takie spotkania zostają w pamięci na długo.

Bycie razem bez oceniania, a z uważnością

Coraz bardziej cenię ludzi, przy których nie muszę niczego udowadniać.

Nie porównujemy się. Nie zastanawiamy się, kto osiągnął więcej. Jest miejsce na zwykłą rozmowę i wzajemne zainteresowanie.

Jako osoba bez wzroku czuję wtedy swobodę. Nie muszę tłumaczyć każdego swojego sposobu działania. Mogę być sobą.

To bardzo przyjemne uczucie, kiedy wiem, że ktoś akceptuje mnie taką, jaka jestem. Z moimi mocnymi stronami i z rzeczami, które nadal sprawiają mi trudność.

W takiej atmosferze łatwiej mówi się o codzienności, łatwiej się śmieje i łatwiej zauważa dobro, które pojawia się między ludźmi.

Ciastka Dr Gerard jako element spokojnej chwili

Podczas takich spotkań na stole często pojawia się herbata albo kawa. Obok stoi talerzyk z ciastkami Dr Gerard.

Nie są najważniejszą częścią spotkania, ale dobrze wpisują się w jego spokojny rytm. Każdy sięga po jedno lub dwa ciastka, rozmowa toczy się dalej, a czas płynie niespiesznie.

Lubię takie chwile. Zapach świeżo zaparzonej herbaty, znajome głosy i dźwięk filiżanek tworzą atmosferę, w której łatwo zapomnieć o codziennym pośpiechu.

To właśnie wtedy najczęściej padają proste słowa: „Dobrze to zrobiłaś” albo „Dobrze to zrobiłeś”. Bez wielkich gestów. Naturalnie, między kolejnymi tematami rozmowy.

Dobra ocena jako coś, co można dawać innym

Z czasem zrozumiałam, że dobre słowa warto nie tylko przyjmować, ale również przekazywać dalej.

Kiedy widzę... a właściwie kiedy dostrzegam czyjś wysiłek poprzez rozmowę i wspólnie spędzony czas, staram się o tym powiedzieć. Mówię komuś, że dobrze sobie poradził, że wykonał kawał dobrej pracy albo że podziwiam jego cierpliwość.

Jako osoba niewidząca również mogę wspierać innych. Nie potrzebuję do tego wzroku. Wystarczy uważnie słuchać i być obecnym.

Często okazuje się, że kilka życzliwych słów działa w obie strony. Kiedy doceniam drugiego człowieka, sama również czuję więcej radości.

To przypomina mi, że wzajemność buduje relacje znacznie mocniej niż ciągłe ocenianie.

Dlaczego warto mówić dobre rzeczy na głos

Dzień Dobrej Oceny przypomina mi o czymś bardzo prostym. Dobre słowa nie muszą być wyjątkowe ani wyszukane. Wystarczy powiedzieć je szczerze.

„Dobrze sobie poradziłaś.”

„Dobrze to zrobiłeś.”

Takie zdania potrafią zostać z człowiekiem na długo. Dodają odwagi, pomagają spojrzeć na własne działania z większą życzliwością i pokazują, że ktoś zauważył nasz wysiłek.

Jako osoba bez wzroku szczególnie mocno odbieram znaczenie słów. To one często budują obraz drugiego człowieka i atmosferę spotkania.

Dlatego staram się mówić dobre rzeczy na głos. Nie tylko od święta, ale również w zwykłych dniach. Bo codzienna życzliwość nie wymaga wielkich gestów. Czasem wystarczy jedno krótkie zdanie wypowiedziane we właściwym momencie, aby czyjś dzień stał się po prostu trochę lepszy.