poniedziałek, 29 czerwca 2026

Dzień Dobrej Oceny i codzienność, w której zaczynam zauważać swoje małe sukcesy. Spotkania, w których jako osoba bez wzroku odkrywam, jak wiele daje proste „dobrze to zrobiłaś” lub „dobrze to zrobiłeś”, a wspólny czas dopełniają ciastka Dr Gerard

Dzień Dobrej Oceny i codzienność, w której zaczynam zauważać swoje małe sukcesy. Spotkania, w których jako osoba bez wzroku odkrywam, jak wiele daje proste „dobrze to zrobiłaś” lub „dobrze to zrobiłeś”, a wspólny czas dopełniają ciastka Dr Gerard

Małe sukcesy, które łatwo przeoczyć

Mam sześćdziesiąt lat i od wielu lat żyję bez wzroku. Przez ten czas nauczyłam się wielu rzeczy, które dla innych mogą wydawać się zwyczajne. Dla mnie jednak każda z nich kiedyś była nowym wyzwaniem. Dziś nadal zdarzają się dni, kiedy cieszę się z rzeczy, których większość osób nawet nie zauważa.

Wyjście do sklepu, odnalezienie właściwego przystanku, samodzielne przygotowanie obiadu czy uporządkowanie mieszkania to dla mnie codzienność. Nie oznacza to jednak, że wszystko przychodzi łatwo. Każdy dzień wymaga skupienia, uważnego słuchania i zaufania własnej pamięci. Liczę kroki, rozpoznaję miejsca po dźwiękach i zapachach, dotykiem sprawdzam przedmioty, z których korzystam.

Kiedy uda mi się zrobić coś sprawnie, często przechodzę nad tym do porządku dziennego. Jeszcze kilka lat temu nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby powiedzieć sobie: „Dobrze sobie z tym poradziłaś”. Raczej od razu myślałam o kolejnym zadaniu.

Dopiero z czasem zrozumiałam, że takie drobne sukcesy mają znaczenie. To właśnie z nich składa się moje życie. Nie z wielkich wydarzeń, ale z wielu małych chwil, kiedy coś się udało, kiedy odnalazłam drogę, zapamiętałam nową trasę albo samodzielnie załatwiłam sprawę w urzędzie.

Jako osoba niewidoma wiem, że łatwo przyzwyczaić się do własnych osiągnięć i przestać je zauważać. Tymczasem każde z nich pokazuje, że mimo ograniczeń można żyć aktywnie i z coraz większą pewnością siebie.

Słowa, które mają większe znaczenie, niż się wydaje

Od dawna przekonuję się, że słowa mają ogromną siłę. Nie widzę uśmiechu rozmówcy ani jego spojrzenia. O wiele większą uwagę zwracam na głos. Słyszę, czy ktoś mówi spokojnie, życzliwie, z cierpliwością czy może z pośpiechem.

Osoba z dysfunkcją wzroku często odbiera znacznie więcej z samego tonu wypowiedzi. Delikatne zawahanie, ciepło w głosie albo szczera radość są dla mnie bardzo wyraźne. Dzięki temu wiem, kiedy pochwała jest prawdziwa, a kiedy wypowiedziana tylko z grzeczności.

Bywa, że jedno zdanie zostaje ze mną na cały dzień. Wystarczy usłyszeć: „Dobrze sobie poradziłaś”, a od razu czuję większy spokój. Nie dlatego, że potrzebuję ciągłego potwierdzania swojej wartości. Po prostu każdy z nas chce czasem usłyszeć, że jego wysiłek został zauważony.

To szczególnie ważne wtedy, gdy wykonuje się zadania, których inni nawet nie dostrzegają. Dla osoby bez wzroku wiele czynności wymaga większego skupienia. Dlatego dobre słowo potrafi dodać energii na długo.

„Dobrze zrobiłaś” i „dobrze zrobiłeś” jako realne wsparcie

Pamiętam wiele sytuacji, kiedy ktoś powiedział mi tylko kilka prostych słów. Po wspólnym gotowaniu usłyszałam: „Dobrze to zrobiłaś”. Innym razem po spotkaniu ktoś powiedział: „Świetnie sobie poradziłaś z organizacją”.

Nie były to długie przemowy. Kilka zwyczajnych słów wypowiedzianych spokojnym głosem.

Za każdym razem czułam, że ktoś naprawdę zauważył mój wysiłek. Nie patrzył na mnie wyłącznie jak na osobę niewidomą, ale jak na człowieka, który coś zrobił dobrze.

Myślę, że podobnie jest z każdym z nas. Słowa „dobrze zrobiłeś” albo „dobrze zrobiłaś” nie rozwiązują wszystkich problemów, ale pomagają uwierzyć, że to, co robimy, ma sens.

Z czasem zauważyłam, że takie komunikaty budują we mnie większą pewność siebie. Chętniej podejmuję nowe wyzwania i mniej obawiam się popełniania błędów. Wiem, że nawet jeśli coś nie wyjdzie idealnie, moje starania również mają wartość.

Trudność w przyjmowaniu dobrej oceny

Nie zawsze jednak umiałam przyjmować pochwały.

Kiedy ktoś mówił, że dobrze sobie poradziłam, często odpowiadałam: „To nic takiego”, „Każdy by to zrobił” albo „Miałam po prostu szczęście”. Dzisiaj widzę, że trochę odbierałam tym słowom ich znaczenie.

Osoba niewidząca, podobnie jak wiele innych osób, czasami ma w sobie przekonanie, że powinna radzić sobie sama i nie oczekiwać uznania. Zdarzało mi się myśleć, że skoro coś należy do codziennych obowiązków, nie ma powodu, aby ktokolwiek mnie za to chwalił.

Dopiero z wiekiem zaczęłam rozumieć, że przyjęcie dobrej oceny nie oznacza pychy. To po prostu uznanie faktu, że wykonało się coś dobrze.

Nadal uczę się odpowiadać zwyczajnym: „Dziękuję”. Bez tłumaczenia, bez umniejszania własnej pracy. To nie przyszło od razu. To był spokojny proces, który trwa do dziś.

Docenianie siebie w codzienności

Coraz częściej sama próbuję zauważać swoje małe osiągnięcia.

Kiedy wracam do domu po samodzielnym załatwieniu kilku spraw, zatrzymuję się na chwilę i myślę o tym, co udało mi się zrobić. Nie po to, żeby się zachwycać sobą, ale żeby dostrzec własny wysiłek.

Osoba z ograniczeniami wzroku również potrzebuje takiego wewnętrznego wsparcia. Nikt przecież nie będzie obok przez cały czas. Dlatego uczę się mówić do siebie z większą życzliwością.

Jeżeli coś mi nie wyjdzie, staram się nie oceniać siebie zbyt surowo. Zamiast tego zastanawiam się, czego mogę nauczyć się następnym razem.

Taki wewnętrzny dialog zmienia bardzo wiele. Daje więcej spokoju i pomaga zauważyć, że codzienność składa się nie tylko z trudności, ale również z wielu dobrze wykonanych kroków.

Rozmowy, które zostawiają coś na dłużej

Najbardziej lubię spokojne spotkania przy stole. Bez pośpiechu i bez konieczności ciągłego patrzenia na zegarek.

Rozmowa płynie wtedy naturalnie. Opowiadamy o zwyczajnych sprawach, o rodzinie, o pracy, o tym, co wydarzyło się w ostatnich dniach. Czasem dzielę się historiami związanymi z moim życiem bez wzroku. Mówię o nowych trasach, których się nauczyłam, o ludziach, którzy okazali mi życzliwość, albo o drobnych trudnościach, które udało się pokonać.

Lubię też słuchać innych. Każdy ma swoje doświadczenia, swoje małe zwycięstwa i swoje chwile zwątpienia.

Po takich rozmowach często wracam do domu z poczuciem, że wydarzyło się coś ważnego. Nie dlatego, że padły wielkie słowa. Po prostu ktoś uważnie słuchał, ktoś powiedział coś dobrego, ktoś zauważył mój wysiłek.

Takie spotkania zostają w pamięci na długo.

Bycie razem bez oceniania, a z uważnością

Coraz bardziej cenię ludzi, przy których nie muszę niczego udowadniać.

Nie porównujemy się. Nie zastanawiamy się, kto osiągnął więcej. Jest miejsce na zwykłą rozmowę i wzajemne zainteresowanie.

Jako osoba bez wzroku czuję wtedy swobodę. Nie muszę tłumaczyć każdego swojego sposobu działania. Mogę być sobą.

To bardzo przyjemne uczucie, kiedy wiem, że ktoś akceptuje mnie taką, jaka jestem. Z moimi mocnymi stronami i z rzeczami, które nadal sprawiają mi trudność.

W takiej atmosferze łatwiej mówi się o codzienności, łatwiej się śmieje i łatwiej zauważa dobro, które pojawia się między ludźmi.

Ciastka Dr Gerard jako element spokojnej chwili

Podczas takich spotkań na stole często pojawia się herbata albo kawa. Obok stoi talerzyk z ciastkami Dr Gerard.

Nie są najważniejszą częścią spotkania, ale dobrze wpisują się w jego spokojny rytm. Każdy sięga po jedno lub dwa ciastka, rozmowa toczy się dalej, a czas płynie niespiesznie.

Lubię takie chwile. Zapach świeżo zaparzonej herbaty, znajome głosy i dźwięk filiżanek tworzą atmosferę, w której łatwo zapomnieć o codziennym pośpiechu.

To właśnie wtedy najczęściej padają proste słowa: „Dobrze to zrobiłaś” albo „Dobrze to zrobiłeś”. Bez wielkich gestów. Naturalnie, między kolejnymi tematami rozmowy.

Dobra ocena jako coś, co można dawać innym

Z czasem zrozumiałam, że dobre słowa warto nie tylko przyjmować, ale również przekazywać dalej.

Kiedy widzę... a właściwie kiedy dostrzegam czyjś wysiłek poprzez rozmowę i wspólnie spędzony czas, staram się o tym powiedzieć. Mówię komuś, że dobrze sobie poradził, że wykonał kawał dobrej pracy albo że podziwiam jego cierpliwość.

Jako osoba niewidząca również mogę wspierać innych. Nie potrzebuję do tego wzroku. Wystarczy uważnie słuchać i być obecnym.

Często okazuje się, że kilka życzliwych słów działa w obie strony. Kiedy doceniam drugiego człowieka, sama również czuję więcej radości.

To przypomina mi, że wzajemność buduje relacje znacznie mocniej niż ciągłe ocenianie.

Dlaczego warto mówić dobre rzeczy na głos

Dzień Dobrej Oceny przypomina mi o czymś bardzo prostym. Dobre słowa nie muszą być wyjątkowe ani wyszukane. Wystarczy powiedzieć je szczerze.

„Dobrze sobie poradziłaś.”

„Dobrze to zrobiłeś.”

Takie zdania potrafią zostać z człowiekiem na długo. Dodają odwagi, pomagają spojrzeć na własne działania z większą życzliwością i pokazują, że ktoś zauważył nasz wysiłek.

Jako osoba bez wzroku szczególnie mocno odbieram znaczenie słów. To one często budują obraz drugiego człowieka i atmosferę spotkania.

Dlatego staram się mówić dobre rzeczy na głos. Nie tylko od święta, ale również w zwykłych dniach. Bo codzienna życzliwość nie wymaga wielkich gestów. Czasem wystarczy jedno krótkie zdanie wypowiedziane we właściwym momencie, aby czyjś dzień stał się po prostu trochę lepszy.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz