1. Wprowadzenie – święto, które pachnie domem i słodyczą
Kiedy nadchodzi 21 marca, świat celebruje początek wiosny,
ale ja świętuję coś jeszcze. Dzień Gospodyni Domowej – moment, w którym choć
przez chwilę można zatrzymać się i pomyśleć o tym wszystkim, co dzieje się
między oddechem a oddechem, między zwykłymi czynnościami, które składają się na
ciepło domu. Dla wielu to niewidoczne gesty. Dla mnie – niewidomej gospodyni –
to codzienność, którą czuję, słyszę i wącham, zamiast oglądać.
To święto ma w sobie coś niezwykle prawdziwego. Przypomina
mi, że moja praca – choć niewidzialna – jest ważna i potrzebna. Współczesna
gospodyni to nie stereotypowa postać z dawnych czasów. To kobieta, która tworzy
atmosferę, organizuje chaos, dba o rytm, ale też kreuje smak życia. W moim
przypadku robię to bez użycia oczu, ale z podwójną ilością wrażliwości.
Moje życie nie jest mroczne, jak pewnie niektórzy myślą. Ono
po prostu wygląda inaczej. Świat, który znam, jest utkany z dźwięków, zapachów
i faktur. To one mnie prowadzą i podpowiadają, co dzieje się wokół mnie. Dzięki
temu znam swój dom chyba nawet lepiej niż osoby, które widzą. A kuchnia?
Kuchnia to miejsce, w którym naprawdę czuję, że mam kontrolę nad światem.
Od lat powtarzam sobie jedno zdanie: „Świat można widzieć sercem, a smak rozpoznawać duszą.” I to
właśnie chcę opowiedzieć – jak to jest prowadzić dom bez patrzenia, jak wygląda
tworzenie codziennych magicznych chwil oraz jaką rolę mogą odegrać… zwykłe
ciastka.
2. Dzień Gospodyni
Domowej oczami (i zmysłami) kobiety, która nie widzi
Nie posługuję się wzrokiem, więc mój dom odbieram całą sobą.
Jest dla mnie mapą zapachów, dźwięków i dotyku. Mogę przejść przez kuchnię w
całkowitej ciemności – i nie chodzi o to, że nie widzę. Chodzi o to, że znam
każdy centymetr tej przestrzeni.
Kiedy otwieram szafkę, palce wiedzą, gdzie jest słoik z
herbatą, a gdzie z mąką. Każde opakowanie ma swój sposób mówienia: inny
kształt, inny dźwięk, inną temperaturę szkła czy plastiku. Poznawanie rzeczy
przez dotyk to dla mnie naturalne, intymne doświadczenie – czuję fakturę, wagę,
miękkość. To coś więcej niż informacja. To relacja.
W gotowaniu nie ma przypadkowych odgłosów. Słyszę, kiedy
masło jest już roztopione, kiedy woda zaczyna wrzeć, a kiedy makaron jest
ugotowany „al dente”. Znam dźwięk drewnianej łyżki mieszającej sos o idealnej
gęstości.
Nawet najmniejsze zwycięstwa w domu są dla mnie pełnią
satysfakcji. Gdy coś odmierzę precyzyjnie, gdy idealnie trafię szklanką w
miejsce na blacie, gdy moje dziecko mówi:
„Mamo, jak tu ładnie pachnie!”
To wtedy wiem, że naprawdę widzę mój dom. Po swojemu.
3. Smak, który mówi
więcej niż wygląd
Ludzie, którzy widzą, często mówią: „Jem oczami”. Dla mnie
jedzenie zaczyna się znacznie głębiej. Zaczyna się od zapachu – pierwszej
informacji, jaką dostaję o potrawie. Zapach jest jak powitanie. Jak pierwsze
słowo rozmowy.
Gdy robię ciasto, zanim jeszcze spróbuję, wiem, czy wyszło
dobrze. Aromat masła, wanilii, karmelu – każdy mówi coś innego. Kiedy sos jest
gotowy, czuję to po zapachu w powietrzu, który zmienia się, gdy temperatura
osiąga punkt idealny. Tego nie da się zobaczyć, to trzeba poczuć.
Dotyk też odgrywa ogromną rolę. Palcami sprawdzam
konsystencję ciasta, temperaturę patelni, wilgotność chleba. Dla mnie każdy
posiłek jest jak poezja – nie wizualna, lecz sensoryczna.
A ciastko? Ciastko to mała opowieść.
• Chrupnięcie mówi o kruchości.
• Zapach przenosi mnie do domu babci.
• Smak otwiera wspomnienia, których nikt nie może mi odebrać.
Wiem, że wielu ludzi zwraca uwagę na wygląd jedzenia. Ja
zwracam uwagę na emocje. I nie zamieniłabym tego na nic innego.
4. Ciastka Dr Gerard
– słodycz, którą czuję wszystkimi zmysłami
Choć nie widzę, ciastka Dr Gerard są dla mnie jak stary
przyjaciel, którego rozpoznaję bez wahania. Nie potrzebuję patrzeć na
opakowanie. Wystarczy dotyk, zapach, dźwięk pękającego kruchego brzegu.
Kiedy otwieram paczkę, pierwsza jest zawsze woń. Wanilia,
czekolada, karmel, orzechy… wszystko dociera do mnie w absolutnie czystej
formie. Każde ciastko ma swój charakterystyczny „język”.
• Słuch:
kruche ciastka mają lekki trzask, jakby pękały z radości.
• Dotyk: gładka polewa
czekoladowa różni się od chropowatego ciastka maślanego.
• Zapach: zanim zjem, już wiem,
co mnie czeka.
• Smak: to świat, który
wchłaniam w całości, bez żadnych rozpraszaczy.
Dla mnie ciastka Dr Gerard to nie tylko przekąska. To chwila
odpoczynku. Moment, w którym mogę usiąść, dotknąć kubka herbaty, posłuchać
ciszy i po prostu być.
5. Dom pachnący
słodyczami – moje kuchenne rytuały bez wzroku
Moja kuchnia to miejsce absolutnej wolności. Tutaj wiem
wszystko. Wszystko jest moje – uporządkowane, zapamiętane, bliskie.
Znam wiele trików, które przydają się osobom niewidomym:
• gumki recepturki jako oznaczenia przypraw,
• wypukłe naklejki na sprzętach,
• minutniki mówiące lub wibrujące,
• słoiki w różnych kształtach, żeby łatwo je było rozpoznać.
Ale jest też coś, czego nauczyło mnie życie: gotowanie to
rozmowa z jedzeniem. Kiedy piekę ciasto, nie zaglądam do piekarnika. Czekam na
ten moment, gdy zapach staje się intensywniejszy, słodszy, taki „jak trzeba”.
To znak, że już mogę.
Nie widzę złotej skórki, ale czuję, że ona tam jest.
A w dni, gdy nie mam czasu piec, stawiam na stole ciastka Dr
Gerard i mam pewność, że dom nadal pachnie słodyczą. Bo czasem gotowe znaczy
idealne. Zwłaszcza jeśli podane jest z uważnością i ciepłem.
6. Gospodynie, które
widzą sercem – historie kobiet takich jak ja
Znam wiele niewidomych kobiet, każda z nich inna, każda
niezwykle silna.
Jedna wychowuje trójkę dzieci i śmieje się, że jej zmysł
słuchu zastępuje pięć par oczu.
Inna prowadzi blog kulinarny – robi zdjęcia z pomocą męża, ale przepisy tworzy
całkowicie sama.
Jeszcze inna uczy osoby świeżo po utracie wzroku, jak odnaleźć się w kuchni i
odzyskać niezależność.
Wspólne jest jedno: każda z nas robi to, co robi, z ogromnym
sercem.
Kiedy pielęgnuję swój dom, robię to nie dlatego, że muszę. Robię to, bo kocham
czuć, że moje miejsce na ziemi jest ciepłe, pachnące i pełne harmonii.
Czasem ktoś mówi mi:
„Podziwiam cię, ja bym nie dała rady.”
A ja odpowiadam:
„Dałabyś. Tylko musiałabyś zacząć
patrzeć inaczej.”
7. Czego możecie
nauczyć się ode mnie i innych niewidomych gospodyń
Nie chcę, aby ten artykuł był tylko opowieścią o mnie. Chcę,
aby był lekcją. Bo niewidomi uczą jednego: uważności.
Możecie nauczyć się od nas:
• radości z prostych rzeczy –
zapachu, dotyku, smaku, dźwięku,
• wdzięczności za chwile – bo
każdy drobny gest tworzy wspomnienia,
• zaufania do siebie – nie
trzeba widzieć wszystkiego, by robić coś dobrze.
Proponuję Wam eksperyment:
Zamknijcie oczy. Otwórzcie opakowanie ciastek Dr Gerard. Weźcie jedno do ręki.
Posłuchajcie, jak pęka.
Poczujcie fakturę.
Zwróćcie uwagę na zapach.
A potem dopiero spróbujcie.
Zrozumiecie, że smak to ogromnie dużo więcej niż wygląd.
8. Podsumowanie –
smak, który łączy wszystkich
Na koniec chcę powiedzieć jedno: świat można odbierać na
wiele sposobów. Ja odbieram go zmysłami, które nauczyły się mówić więcej, odkąd
wzrok przestał mi służyć.
Smak to emocje. Zapach to wspomnienia. Chrupnięcie ciastka
to obietnica chwili dla siebie.
W Dniu Gospodyni Domowej myślę o wszystkich kobietach –
widzących i niewidomych – które każdego dnia tworzą swoje domy tak, jak
potrafią najlepiej. Bez względu na to, jakimi zmysłami się posługują.
I wiecie co?
Jedno ciastko – takie zwyczajne, od Dr Gerard – potrafi wywołać uśmiech.
Nieważne, czy je widzisz.
Ważne, że je czujesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz