Dzień Ciasta Marchewkowego jako spokojne święto
To święto zawsze kojarzy mi się z czymś prostym i spokojnym. To dzień, na który nie zwraca się szczególnej uwagi, on jest jak wolny czas, który mogę spędzić w ciszy i bez pośpiechu. I może dlatego ten dzień łączę bardziej z domem niż samą kuchnią. Ciasto marchewkowe z mojej perspektywy zaczyna się od zapachu, ponieważ to on pierwszy się pojawia. Jest lekko korzenny, ciepły i subtelny. Zapach jest dla mnie takim sygnałem bezpieczeństwa, ponieważ jest znajomy, stonowany i nie dominuje otoczenia.
Ciasto marchewkowe to raczej wypiek zwyczajny i jak dla mnie nie musi być perfekcyjny czy najlepszy. Może nawet opaść lub się za bardzo wysuszyć, nie musi być idealny. W moim odczuciu to ciasto jest przypomnieniem, że ciepło nie wynika z doskonałości, ale z obecności. Dzień ten jest zaproszeniem do odpoczynku.
Zapach cynamonu jako domowy drogowskaz
Aromat cynamonu to dla mnie coś więcej niż tylko przyprawa to rodzaj sygnału, który działa natychmiast. Gdy go czuję, nie muszę zadawać pytań, moje ciało wie lepiej, a kroki prowadzą mnie do kuchni jakby zapach delikatnie, ale stanowczo wskazywał kierunek. Aromat cynamonu jest czymś więcej niż tylko bodźcem, daje mi poczucie miejsca, a kuchnia przestaje być pomieszczeniem i staje się bezpieczną, ciepłą przestrzenią. Cynamon oswaja powietrze i umieszcza mnie w danej chwili oraz sprawia, że już jedna nuta wystarczy, aby wnętrze nabrało znaczenia.
Znane przyprawy mają w sobie kojąca przewidywalność, a w świecie pełnym zmian to prawdziwy luksus. Zapach cynamonu, wanilii czy goździków nie zaskakuje, a raczej uspokaja, zapewnia ciągłość smaków, a ich zapach nigdy mnie nie zawiódł.
Zapach jest dla mnie istotniejszy niż obraz, ponieważ wnika w pamięć, w emocje, w ciało i nie mogę go tak po prostu zignorować oraz zatrzymać na powierzchni, a do tego potrafi przywołać wspomnienia, a także poczucie bezpieczeństwa, którego mi akurat brakuje.
Dom, który poznaje wszystkimi zmysłami
Dom jest dla mnie miejscem, które zawsze rozpoznam. Wystarczy, że dotykam dłońmi blat, który jest zimny rano, a ciepły po południu i już wiem, gdzie jestem. Palce same odnajdują krawędzie, drobne rysy, znane rozmieszczenie rzeczy. W takim znajomym pomieszczeniu nic mnie nie zaskoczy, wszystko ma swoje położenie, a ja tutaj mogę się odnaleźć.
Kuchnia ma swój codzienny język, czyli dźwięki, które są proste, powtarzalne, uspokajające. Te dźwięki mnie nie dziwią, nie są dla mnie hałasem, ale tłem, które mnie podtrzymuje. Cichy szum piekarnika, kliknięcie zapalanej płyty, odgłos wody nalewanej do czajnika czy stukanie naczyń przypomina mi, że dzień toczy się swoim rytmem i wszystko jest w porządku.
Ten sam rytm dnia wycisza moje ciało. Poranek, popołudnie czy wieczór ma swoje tempo, bo w domu czas nie pędzi, a raczej płynie i ja płynę razem z nim. Oddycham spokojniej, napięcie mnie opuszcza, a myśli przestają galopować. W powtarzaniu tych samych czynności jest coś, co działa na mnie kojąco i przywraca mi poczucie równowagi.
Ważna jest dla mnie przestrzeń, która nie wymaga mojej czujności, bo wtedy nie muszę niczego pilnować, sprawdzać, przewidywać. Mogę być wtedy zmęczona, rozproszona, spokojna, nieuważna, a dom przyjmuje mnie niezależnie od tego, jaka jestem w danym momencie. Dom dla mnie to nie tylko cztery ściany to przede wszystkim miejsce, w którym wracam do siebie, a wszystkie zmysły mogą tu w spokoju odpocząć.
Zwykła obecność zamiast pojedynczych gestów
Zwykła obecność ma dla mnie większe znaczenie niż idealnie dobrane gesty, ponieważ to ona daje poczucie bezpieczeństwa bez napięcia, bez strategii i potrzeby uzasadniania czegokolwiek. Gdy jest się obok kogoś tak naprawdę, to nie trzeba nikogo poprawiać, czy stawiać diagnoz. Po prostu trzeba być i to wystarczy. I właśnie w takim miejscu mogę normalnie funkcjonować, gdzie nikt nie próbuje mnie zmieniać na lepsze.
Doceniam rozmowy takie o niczym i o wszystkim, o drobnostkach czy pogodzie, ponieważ nie każda wymiana zdań musi być mądra. Czasami wartościowa, lżejsza i prawdziwsza jest sama rozmowa gdy nie trzeba się wysilać przy układaniu doskonałych zdań.
Znacie to uczucie, że mimo starań jednak coś nie wyszło? Zwiększony wysiłek stwarza napięcie, a wtedy oddalamy się od siebie, a gdy trochę sobie odpuszczę i tak bardzo nie przywiązuje do czegoś uwagi, to wtedy jest dobrze, a nawet lepiej. Dobre zmiany potrzebują czasem tylko zgody na małe niedoskonałości.
Ciasto marchewkowe jako symbol codziennej prostoty
Ciasto marchewkowe jest dla mnie oznaką zwykłej codziennej rzeczywistości. Smak ciasta nie dominuje tylko towarzyszy. Dla mnie jest znajomy, domowy i łagodny, nie przytłacza słodyczą. To wypiek który "może być, jaki jest" niekoniecznie, równy, wyrośnięty czy ozdobiony. Ciasto to nie musi być dopracowane, może być wilgotniejsze albo trochę za ciężkie, a i tak najważniejsze, że jest i swoją niedoskonałością przypomina mi zwykłą codzienność. Ciasto to pretekst, abym się zatrzymała w ciągu dnia. Krojenie, zapach oraz ciepła herbata i tempo dnia zwalnia, chociaż na parę minut. To czas kiedy nie muszę nic robić, to taka mała pauza kiedy trzeba skorzystać z drobnych, prostych przyjemności.
Nigdy nie oczekuję, że to ciasto mnie zachwyci czy zmieni dzień i może dlatego sprawia mi radość, która zostaje ze mną na dłużej, ponieważ jest bez wymuszonych obietnic.
Ciastka Dr Gerard jako drobny znak troski
Coraz częściej doceniam zwykłą obecność, a nie perfekcję. Czasami wystarczy tylko talerzyk postawiony bez okazji tak zwyczajnie, jakby chciał powiedzieć "jestem tu, zaczekaj chwilę przecież nie wszystko, musi być posprzątane". Nie zawsze muszę mieć idealnie upieczone ciasto i wszystko doskonale ogarnięte na stole. Na talerzyku ciastka od Dr Gerard są dla mnie małym, ale znaczącym gestem, jakby to były takie drobne znaki troski. Gdy układam je na stole, to mam na myśli małą przerwę w środku dnia i chwilę oddechu pomiędzy obowiązkami. Jest to taka krótka chwilka kiedy pozwalam sobie na coś miłego.
Niekiedy to ciastko jest jak cichy, ale czytelny przekaz "pomyślałam o Tobie" bez specjalnych słów i deklaracji. Okazuję troskę przez obecność i drobiazgi, które można przeoczyć, a to one pozostają na długo w pamięci. Najbardziej wierzę w małe rzeczy, które robią dużą różnicę jak talerzyk odruchowo postawiony na stole, zapach cynamonu unoszący się w kuchni, ciastko zjedzone powoli z uważnością. Te drobne rzeczy tworzą codzienność, niekoniecznie perfekcyjną, ważne, aby była dobra i prawdziwa.
Rozmowy przy stole, które nie poprawiają świata
Dzień Ciasta Marchewkowego działa na mnie relaksująco za sprawą wilgotnego, ciepłego, troszkę korzennego smaku. Jest to pretekst, aby usiąść przy stole tak po prostu bez planu naprawiania świata. Właśnie najbardziej lubię takie rozmowy, gdzie nikt nie musi mieć racji. Przy gorącej herbacie i kawałku ciasta mogę swobodnie mówić, ale nie po to, aby rozwiązać jakiś problem, ale po to, żeby być obok. Słucham tego co inni mają do powiedzenia i mówię, co czuję. W takiej rozmowie jest miejsce na pauzę, śmiech czy westchnienie, które wiele znaczy. Nie potrzebuję, żeby ktoś mnie poprawiał, wystarczy, że posłucha czy kiwnie głową.
Dla mnie ważny jest również spokój w tempie rozmowy taki bez przerywania, pośpiechu czy układania w myślach kolejnych zdań. Przy kawałku ciasta czas zwalnia, a rozmowa nie zmierza do głębokiej refleksji.
Dla mnie bliskość to obecność, wspólny stół, zwykłe domowe ciasto i chwila rozmowy nawet taka o niczym ważnym.
Dom, w którym nie trzeba być gotowym
To dom, w którym wyrażam zgodę na zmęczenie i nie uznaję tego za porażkę. I gdzie nikt nie powie mi, żebym szybciej odpoczywała czy wzięła się w garść. Mam tutaj pozwolenie, aby usiąść na chwilę, a ten czas może nawet trwać znacznie dłużej, niż początkowo zamierzałam. Jest to również miejsce bez oczekiwań wobec siebie, ponieważ ja nie muszę odgrywać żadnej roli, tak jak ciasto marchewkowe nie musi być doskonałe. Tutaj nie muszę być produktywna, uśmiechnięta czy gotowa na jutro, czasami trzeba tylko być obecnym, nawet wtedy gdy energii jest akurat niewiele.
W świecie pełnym zmian przepis na ciasto marchewkowe jest dla mnie niezmienny i znany od wielu lat. Zapach cynamonu czy sposób krojenia marchewki uspokaja, ponieważ zachowuję tę samą rutynę, a powtarzalność przynosi ulgę.
Ciasto może się kruszyć, dzień być nieudany, polewa za słodka, a i tak wszystko jest w porządku, a niedoskonałość jest dowodem na to, że wszystko jest prawdziwe.
Dlaczego takie chwile zostają na dłużej?
W Dzień Ciasta Marchewkowego nie jest ważny tylko kawałek ciasta na talerzyku, to odpowiednia chwila, przytulna kuchnia i zapach unoszący się w powietrzu zostają ze mną na długi czas.
Gdy ścieram marchewkę, mieszam składniki, czuję lepkie ciasto pod palcami, to wiem, że jestem tu obecna. Nie muszę analizować, planować, moje dłonie są zajęte pracą, nos wyłapuje zapachy, a uszy słyszą słaby szum piekarnika. Takie doznania są rzeczywiste i nie można ich ominąć, ani szybko zapomnieć.
Ciasto marchewkowe jest proste, czasem niedoskonałe, może się zdarzyć, że pęknie na środku czy polewa spłynie po boku, ale niczego nie udaje. A gdy siedzę przy stole i dzielę się kawałkiem tego ciasta, to rozmowa płynie swobodnie, bez scenariusza, a za to jest śmiech i szczerość. Zapachy zapisują się w pamięci i czasami wystarczy, że poczuję zapach cynamonu i mogę wrócić myślami do kuchni mojej mamy czy chłodnego popołudnia w jesienny dzień. Zapach działa szybciej niż słowa i mogę łatwiej wrócić pamięcią do konkretnych osób lub miejsc, gdzie było przytulnie, ciepło i bezpiecznie.
Zwyczajne chwile są najtrwalsze i wracają do mnie najczęściej. Małe, ciche momenty takie jak kawałek ciasta jedzony w spokoju i ciszy, którą zakłóca tylko stukanie widelca o talerzyk czy zwykły gest podania komuś kolejnego kawałka ciasta pozostają ze mną bardziej, ponieważ są naturalne i codzienne. Takie chwile przypominają mi, że jestem we właściwym miejscu.
Dzień Ciasta Marchewkowego jako święto bycia
Ten dzień jest dla mnie świętem takiego zwykłego istnienia i wtedy pozwalam sobie na prawdziwe rozluźnienie i odpoczynek. Gdy piekę ciasto marchewkowe, to dom wypełnia się przyjemnym zapachem cynamonu oraz marchewki i w takim momencie wiem, że mam do czego wracać nawet gdy nigdzie nie wychodziłam. W sumie to nie muszę nic robić, wystarczy, że jestem, że ktoś jest obok i powstaje dom zbudowany zapachem i obecnością. Moment ciszy gdy siadam z kawałkiem ciasta jest dla mnie tak samo ważny jak smak. Jest to czas kiedy mogę złapać oddech i zregenerować siły.
Ciasto wcale nie musi być perfekcyjne, a cały urok kryje się w jego niedoskonałości, która przypomina mi, że nie muszę być idealna, żeby być wystarczająca. Tak samo jak ciasto nie musi by idealne, żeby było smaczne.
Zapraszam Cię dziś do zrobienia małego doświadczenia. Pozwól rzeczom być "wystarczająco dobrymi" nie naprawiaj ich w nieskończoność. Usiądź na minutkę nawet gdy masz coś jeszcze do zrobienia. Zjedz ciasto marchewkowe, zaparz kawę lub herbatę i przez chwilę bądź, ale tylko dla siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz