poniedziałek, 23 lutego 2026

Dzień naleśnika i dom, który czuje się wszystkimi zmysłami.

 

Temat 3. Dzień Naleśnika i dom, który czuje się wszystkimi zmysłami. Ciastka Dr Gerard jako mały znak codziennej troski

        Wszyscy kochamy naleśniki zatem nikogo nie zdziwi fakt, że naleśniki doczekały się swojego święta. Dzień Naleśnika obchodzony jest co roku 2 lutego. To święto zdecydowanie kojarzy mi się z rodzinnym domem i moimi najbliższymi. Dla mnie dom, to przede wszystkim smaki i dźwięki. To potrawa z dzieciństwa, która towarzyszy mi do dnia dzisiejszego. Na myśl przychodzi mi od razu spokojny, niedzielny poranek, kiedy nikt się nigdzie nie spieszy. Dzieci budzą się, a na pytanie co zjemy na śniadanie, odpowiadają z radością chcemy naleśniki. Zatem przygotowujemy składniki, nagrzewamy patelnię, na której tryska rozgrzewający się olej.     Następnie tworzymy na niej nasze nieidealne placki. Jeden okrągły, kolejny owalny, następny bez konkretnego kształtu. Jaki wyjdzie, taki będzie.                 A co tam, każdy z nich na pewno będzie smaczny i znajdzie swojego chętnego. Do tego biały twaróg, pachnący wanilią lub pyszne dżemy i słodkie owoce. To taki nasz początek idealnego, spokojnego dnia.  Bardzo lubimy te nasze poranki z naleśnikami.

Wspólne gotowanie, to mój czas z bliskimi. Też to lubisz? Dla mnie naleśniki są potrawą z dzieciństwa, która towarzyszy mi do dnia dzisiejszego. Ja i moja rodzina kochamy naleśniki. Przyrządzam je na słodko ale również i w wytrawnej postaci. Niby to tylko zwykłe placki, proste ruchy nalewania i odwracania ciasta.  Nasze dłonie jakby same wiedzą, co robić. Nic wyszukanego, i dlatego właśnie jest to coś, co nas cieszy i uspokaja. Rozbudza naszą pomysłowość i kreatywność, gdy przyrządzamy je na różne sposoby. Na chwilę nasze myśli skupiają się tylko na gotowaniu. Pozwala nam to choć na moment oderwać głowę od codziennych problemów.

Syczenie patelni, czy stuknięcie rozkładanych na stole talerzy, trzeszczące krzesła i głosy domowników. Od razu wiemy, że wszystko i wszyscy są na swoim miejscu. Te dźwięki nas otaczają i uruchamiają w nas spokój i poczucie bezpieczeństwa. Tu jesteśmy u siebie, w swoim domu. Ale cisza między dźwiękami jest równie ważna jak same dźwięki. Dla mnie jest chwilą na wyciszenie się i zebranie myśli. Wtedy nachodzą mnie różne refleksje jak również   i rozwiązania tego co mnie trapi.

Sercem każdego domu jest stół. On zawsze stoi i czeka na swoich gości. Zwykle niezmienne jest ustawienie krzeseł. Każdy z domowników ma u nas swoje ulubione miejsce. Na moim stole obowiązkowo musi być czysty, wyprasowany obrus. Lubię gdy jest tak po domowemu, czyli po mojemu. Lubię też gdy jemy na spokojnie i bez pośpiechu. Mamy wtedy czas na rozmowy te krótkie i te dłuższe. Jesteśmy wtedy uważni na siebie. Każdy opowiada co u niego się wydarzyło. Wspieramy się, jak również śmiejemy się i żartujemy. Uwielbiam słuchać co mają mi do opowiedzenia moje wnuczęta. Poświęcam im wtedy całą moją uwagę. One wtedy czują się ważne i bezpieczne, jak to przy wspólnym stole. Na moim stole stawiam również coś dla osłody. Każdy z moich gości czeka na taki słodki akcent po ciepłym naleśniku. Kładę na stole, talerzyk z ciastkami Dr Gerard, niby bez specjalnej okazji. Ale jest to taki miły dodatek ode mnie i moi bliscy o tym wiedzą, że to dla nich. Tym drobnym gestem chcę pokazać, że są dla mnie ważni. Zwłaszcza dzieci wyczekują tego słodkiego talerzyka, bo przecież dobrze jest przegryźć obiadek czymś co tak lubią. 

Bo dla mnie dom, to nie tylko ściany, ładny fotel czy piękny wazon. Dla mnie ważne są emocje i uczucia, które ten mój dom tworzą. Przestrzeń ta wypełniona jest różnymi zapachami, bo gdy gotuję, zwykle robię to dla kogoś, kto to docenia. Gdy w kuchni uderzam łyżką o garnek, moi bliscy wiedzą, że zaraz podam im obiad. Gdy pika piekarnik, zapewne zaraz wyjmę pachnące ciasto. A gdy rozlega się dźwięk gitary, to znaczy, że jesteśmy po obiedzie i mój mąż odpoczywa i umila nam czas. Te dźwięki i zapachy nas otaczają. Każdy z nas w tej przestrzeni robi to, co lubi i co daje mu spokój. Jesteśmy u siebie, a u siebie czujemy się swobodnie. Nikt nas nie ocenia i nie krępuje, bo to nasza przestrzeń.

Moja codzienność, to zwykłe momenty, które często się powtarzają. Codziennie zaparzam kawę, codziennie robię zakupy, czy mówię dzień dobry mijając sąsiadkę. Te zwyczajne rytuały np. wspólne śniadanie, czy pożegnanie przed wyjściem, budują bliskość. Wyrażają moją troskę o bliskich.  Nie ma w tym presji, wszystko jest mi znane i przewidywalne. Dlatego czuję się w tym bezpiecznie. Nie obawiam się, że coś złego mnie spotka. Żyję bez presji idealnego życia na pokaz. Okruchy na stole oznaczają, że dopiero co zjedliśmy posiłek, nie są powodem do wstydu.

Takie poranki z kubkiem kawy w ręku i pachnącymi naleśnikami na talerzu, zostają w nas na długo.  Zapachy pobudzają nasze zmysły i budują wspomnienia. Moje ciało pamięta, że smażąc te proste naleśniki, tak po prostu byłam szczęśliwa. Zwyczajny, znajomy moment, bez wielkich przygotowań i presji. To taki mój mały świat, w którym mogę być po swojemu tu i teraz.

Naleśniki w swoich różnych odsłonach zyskały popularność w wielu krajach. Ludzie różnych narodowości doceniają ich smak i prostotę. Dlatego też naleśniki doczekały się swojego święta czyli Dnia Naleśnika. Śmiało również mogę stwierdzić, że gdy na moim stole pojawiają się naleśniki jest to takie nasze, prywatne, małe święto codzienności. Nieidealny dom, budowany drobnymi gestami, ma w moich relacjach ogromne znaczenie. To zwyczajne podanie kubka ciepłej herbaty, czy poczęstowanie czymś smacznym jest wyrazem troski i miłości. Mimo, że lubię dbać o moich bliskich, to również cenię sobie tylko moje chwile spokoju z naleśnikiem i ciastkiem. Nie zapominam o sobie i mojej chwili dla siebie. Ty również mój drogi Czytelniku znajdź czas dla siebie. Odnajdź dziś swój domowy rytuał, który da Ci spokój i poczucie bezpieczeństwa.

Na moim stole stawiam również coś dla osłody. Każdy z moich gości czeka na taki słodki akcent po ciepłym naleśniku. Kładę na stole, talerzyk z ciastkami Dr Gerard, niby bez specjalnej okazji. Ale jest to taki miły dodatek ode mnie i moi bliscy o tym wiedzą, że to dla nich. Tym drobnym gestem chcę pokazać, że są dla mnie ważni. Zwłaszcza dzieci wyczekują tego słodkiego talerzyka, bo przecież dobrze jest przegryźć obiadek czymś co tak lubią. 

Bo dla mnie dom, to nie tylko ściany, ładny fotel czy piękny wazon. Dla mnie ważne są emocje i uczucia, które ten mój dom tworzą. Przestrzeń ta wypełniona jest różnymi zapachami, bo gdy gotuję, zwykle robię to dla kogoś, kto to docenia. Gdy w kuchni uderzam łyżką o garnek, moi bliscy wiedzą, że zaraz podam im obiad. Gdy pika piekarnik, zapewne zaraz wyjmę pachnące ciasto. A gdy rozlega się dźwięk gitary, to znaczy, że jesteśmy po obiedzie i mój mąż odpoczywa i umila nam czas. Te dźwięki i zapachy nas otaczają. Każdy z nas w tej przestrzeni robi to, co lubi i co daje mu spokój. Jesteśmy u siebie, a u siebie czujemy się swobodnie. Nikt nas nie ocenia i nie krępuje, bo to nasza przestrzeń.

Moja codzienność, to zwykłe momenty, które często się powtarzają. Codziennie zaparzam kawę, codziennie robię zakupy, czy mówię dzień dobry mijając sąsiadkę. Te zwyczajne rytuały np. wspólne śniadanie, czy pożegnanie przed wyjściem, budują bliskość. Wyrażają moją troskę o bliskich.  Nie ma w tym presji, wszystko jest mi znane i przewidywalne. Dlatego czuję się w tym bezpiecznie. Nie obawiam się, że coś złego mnie spotka. Żyję bez presji idealnego życia na pokaz. Okruchy na stole oznaczają, że dopiero co zjedliśmy posiłek, nie są powodem do wstydu.

Takie poranki z kubkiem kawy w ręku i pachnącymi naleśnikami na talerzu, zostają w nas na długo.  Zapachy pobudzają nasze zmysły i budują wspomnienia. Moje ciało pamięta, że smażąc te proste naleśniki, tak po prostu byłam szczęśliwa. Zwyczajny, znajomy moment, bez wielkich przygotowań i presji. To taki mój mały świat, w którym mogę być po swojemu tu i teraz.

Naleśniki w swoich różnych odsłonach zyskały popularność w wielu krajach. Ludzie różnych narodowości doceniają ich smak i prostotę. Dlatego też naleśniki doczekały się swojego święta czyli Dnia Naleśnika. Śmiało również mogę stwierdzić, że gdy na moim stole pojawiają się naleśniki jest to takie nasze, prywatne, małe święto codzienności. Nieidealny dom, budowany drobnymi gestami, ma w moich relacjach ogromne znaczenie. To zwyczajne podanie kubka ciepłej herbaty, czy poczęstowanie czymś smacznym jest wyrazem troski i miłości. Mimo, że lubię dbać o moich bliskich, to również cenię sobie tylko moje chwile spokoju z naleśnikiem i ciastkiem. Nie zapominam o sobie i mojej chwili dla siebie. Ty również mój drogi Czytelniku znajdź czas dla siebie. Odnajdź dziś swój domowy rytuał, który da Ci spokój i poczucie bezpieczeństwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz