piątek, 20 marca 2026

Światowy Dzień Didżeja i wspólna przestrzeń dla wszystkich. Spotkania, w których osoby niewidome czują się częścią muzycznej wspólnoty.

 Muzyka jako przestrzeń, do której nie trzeba zaproszenia.

          MUZYKA, nie wybiera do czyich uszu dotrze. Nie pyta czy właściciel tych uszu ma zaproszenie. Płeć również nie ma znaczenia. Tym bardziej nie pyta, czy jesteśmy pełnosprawni, czy mamy jakieś dysfunkcje? Muzyce zależy na tym, aby trafić do naszych serc. Jej pragnieniem jest zostać zapamiętana. Muzyce od pierwszych dźwięków zależy, aby nas porwała, aby rytm spowodował naszą reakcję.

 

Dźwięk, który wyrównuje wszystkich w jednym momencie.

          Nie ważne, gdzie jesteś oraz kto stoi obok. Ile ma lat albo czy nosi okulary. Będąc w jednym miejscu muzyka działa na wszystkich. Nie tak samo reagujemy na basy, na rytm perkusji czy brzmienie gitar. Jednak wszyscy jesteśmy pod jej działaniem. Każdy ma inną wrażliwość, swoje obawy, zahamowania. Ale gdy muzyka dotrze do naszego układu nerwowego, do serca. Nie jesteśmy wstanie się powstrzymać. Nogi same tańczą, ręce wystukują rytm na udach a głowa się „kiwa” jak zabawnemu pieskowi, który jeździł na półce samochodu pod tylną szybą.

 

Klub, koncert, park – przestrzeń tworzona przez ludzi.

          Jak powiedział kiedyś mój kolega „blues jest wszędzie, tak słyszałem”. Zgadzam się z nim. Blues lub każdy inny gatunek muzyczny otacza nas każdego dnia, w każdym miejscu. Nie wszyscy są tego świadomi. Dla niektórych dźwięk rezonansu magnetycznego to hałas. Dla mnie było to techno. Didżej z klubów z muzyką elektroniczną przyzna mi rację. Brat pracował w hucie szkła, dźwięk maszyn był tak powtarzalny, jakby pracowały z metronomem. A dźwięki pił i młotów pneumatycznych mogą kojarzyć się z muzyką metalową.

          Więc nie chodzi o miejsce, gdzie jesteśmy. Chodzi o osoby, z którymi jesteśmy i tworzymy wspólnotę ludzi podobnie odbierających otaczającą nas muzykę. Z ludzi będących obok siebie, pochłoniętych dźwiękami stajemy się ludźmi będącymi razem. Ludźmi będącymi w środku wspólnoty, w środku wydarzenia.

 

Didżej jako ktoś, kto nadaje tempo spotkaniu.

          Didżej – DJ. Powinien wiedzieć, jak połączyć jednostki ludzkie w jedną całość. Jakie dźwięki puścić, aby powstała wspólnota. DJ ma ogromny wpływ na zebrane towarzystwo. Zaraża swoją pozytywną energią. Nie tylko za pomocą utworów muzycznych, ale również przez zachowanie, swoją postawę, to co mówi i jak się rusza za konsolą. Jeżeli będzie znerwicowany i sztywny, taki klimat udzieli się słuchaczom. Swoim zachowaniem sprawia, czy mu uwierzymy. Czy porwie nas jego muzyczna opowieść.

 

Ciało, które reaguje zanim pojawi się myśl.

          W tym miejscu nie będę opisywał wibracji, drżenia powietrza, czy podłogi przenoszącej basy. Ciało poddane obróbce muzyką reaguje instynktownie, niezależnie od naszych myśli. Nie liczy się z naszymi planami. Chcę opisać sytuację z mojego życia. Poszedłem z córką na koncert Cleo. Jako dobry tatuś podjąłem to wyzwanie. Na co dzień słucham rocka, metalu, punk rocka itd. Generalnie wszystkiego, gdzie słychać riffy gitarowe. Idąc na koncert postanowiłem, że zachowam spokój. Będę siedział na miejscu bez ruchu. Przy pierwszym utworze, zachowałem niewzruszoną postawę. Gdy zaczął się drugi kawałek nogi zaczęły rytmicznie podrygiwać. Przy czwartej piosence już tańczyłem z córką na stojąco. Potem zacząłem śpiewać utwory Cleo. Tak działa muzyka. Nie potrzeba tłumaczy, adwokatów jakiś pośredników. Wali prosto do celu.

 

Bycie razem bez konieczności rozmowy.

          DJ, zespół, wykonawca, śpiewak, instrumentalista zrobi wszystko, aby słuchacz był zadowolony. Gra taką muzykę, aby ludzie zgromadzeni nie mieli czasu ani okazji na rozmowy. Jeśli zaczynamy gadać w trakcie koncertu, oznacza to, że nie interesuje nas muzyka. DJ musi wyczuć nasze emocje i przekazać nam pozytywną energię. Z drugiej strony w klubie czy na koncercie jest zdecydowanie głośno. Rozmowy są utrudnione. Dlatego mowa ciała oraz uśmiech na twarzy jest naszą wizytówką. Trochę tak „jak nas widzą, tak nas piszą”. My również czerpiemy energię od ludzi nas otaczających. Wspólna zabawa, w granicach przyzwoitości i bez chamstwa. Spowoduje, że rozmowa jest dużo prostsza.

 

Bezpieczna przestrzeń, w której nie trzeba się tłumaczyć.

          Jestem osobą niedowidzącą, spotykam się z osobami niewidomymi, wielu z nas jest muzykami. Bywamy w Klubach, na koncertach, nie od razu czujemy się bezpieczni. Jednak nie lubimy się tłumaczyć. Chcemy się bawić ze wszystkimi zebranymi. Najczęściej w takie miejsca idziemy z ludźmi zaufanymi. Którzy nas „wprowadzą” w sytuację, miejsce oraz atmosferę danego wydarzenia. Potem dźwięki muzyki, rytm porwą wszystkich zebranych. Małych, wysokich, grubych, chudych. Całą sala staje się jednym pulsującym organem.

 

Światowy Dzień Didżeja jako pretekst do myślenia o dostępności.  

          Niech ten dzień, to święto stanie się motywacją do przemyśleń. Czy każdy może wziąć udział w wydarzeniu muzycznym. Czy coś, jakaś bariera uniemożliwia komuś zabawę. Nie jest tak pięknie. Są miejsca, gdzie osoby niepełnosprawne mają utrudniony dostęp. Mam kolegę na wózku, kocha muzykę, ale aby dojechać na koncert musi wynajmować busa oraz zgraną ekipę, aby go w razie potrzeby zanieść na rękach. Wiele klubów muzycznych znajdują się w kamienicach, w piwnicach lub na pięterku. Innym przykładem są wydarzenia związane z Dniami miasta. Takie imprezy odbywają się na obrzeżach miast, gdzieś na lotniskach, parkach, aeroklubach. Aby tam dotrzeć wielokrotnie zdrowi ludzie potrzebują pomocy przewodnika.

 

Muzyczna wspólnota jako doświadczenie równości.

          Dlatego każdy kto stawi się na miejscu wydarzenia muzycznego, chce się dobrze bawić. Chce być jego częścią. Chce być wspólnotą z innymi zebranymi. Niczym biegacz, stajemy w blokach startowych. Czekamy na dźwięki muzyki. Na rytm, który nas porwie. Na to, że zatańczymy w tym samym tempie w tym samym rytmie. Czekamy na zatarcie granic między nieznajomymi. Myślę o granicach niepewności, nieśmiałości, lęku. Znikają granice między ludźmi, w momencie, gdy przestajemy się zastanawiać, naprężać. Nasze ciała tańczą, tańczą, tańczą. Nie zapominajmy o granicach przyzwoitości. Nie przekraczajmy strefy prywatności. To ma być piękne święto dla wszystkich.

 

Zakończenie – dlaczego takie momenty zostają na długo.

           Takie chwile zostają z nami na zawsze. Takie chwile powodują, że tworzymy wspólną przestrzeń z innymi.  Wspomnienia wspólnej zabawy, muzyka, ludzie wracają do nas za każdym razem, gdy usłyszymy muzykę z tamtego dnia. Myśl o tym, że nie byliśmy samotną planetą podnosi nas na duchu, buduje lepszą samoocenę. Poczucie wspólnoty z tamtymi ludźmi zachęca nas do podjęcia wysiłku, aby wybrać się kolejny raz i kolejny i kolejny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz