Muzyka jako przestrzeń, do której nie trzeba zaproszenia.
MUZYKA,
nie wybiera do czyich uszu dotrze. Nie pyta czy właściciel tych uszu ma
zaproszenie. Płeć również nie ma znaczenia. Tym bardziej nie pyta, czy jesteśmy
pełnosprawni, czy mamy jakieś dysfunkcje? Muzyce zależy na tym, aby trafić do
naszych serc. Jej pragnieniem jest zostać zapamiętana. Muzyce od pierwszych
dźwięków zależy, aby nas porwała, aby rytm spowodował naszą reakcję.
Dźwięk, który wyrównuje wszystkich
w jednym momencie.
Nie
ważne, gdzie jesteś oraz kto stoi obok. Ile ma lat albo czy nosi okulary. Będąc
w jednym miejscu muzyka działa na wszystkich. Nie tak samo reagujemy na basy,
na rytm perkusji czy brzmienie gitar. Jednak wszyscy jesteśmy pod jej
działaniem. Każdy ma inną wrażliwość, swoje obawy, zahamowania. Ale gdy muzyka
dotrze do naszego układu nerwowego, do serca. Nie jesteśmy wstanie się powstrzymać.
Nogi same tańczą, ręce wystukują rytm na udach a głowa się „kiwa” jak zabawnemu
pieskowi, który jeździł na półce samochodu pod tylną szybą.
Klub, koncert, park –
przestrzeń tworzona przez ludzi.
Jak powiedział kiedyś mój kolega „blues jest wszędzie,
tak słyszałem”. Zgadzam się z nim. Blues lub każdy inny gatunek muzyczny otacza
nas każdego dnia, w każdym miejscu. Nie wszyscy są tego świadomi. Dla niektórych
dźwięk rezonansu magnetycznego to hałas. Dla mnie było to techno. Didżej z klubów
z muzyką elektroniczną przyzna mi rację. Brat pracował w hucie szkła, dźwięk
maszyn był tak powtarzalny, jakby pracowały z metronomem. A dźwięki pił i
młotów pneumatycznych mogą kojarzyć się z muzyką metalową.
Więc
nie chodzi o miejsce, gdzie jesteśmy. Chodzi o osoby, z którymi jesteśmy i
tworzymy wspólnotę ludzi podobnie odbierających otaczającą nas muzykę. Z ludzi
będących obok siebie, pochłoniętych dźwiękami stajemy się ludźmi będącymi
razem. Ludźmi będącymi w środku wspólnoty, w środku wydarzenia.
Didżej jako ktoś, kto nadaje
tempo spotkaniu.
Didżej
– DJ. Powinien wiedzieć, jak połączyć jednostki ludzkie w jedną całość. Jakie
dźwięki puścić, aby powstała wspólnota. DJ ma ogromny wpływ na zebrane
towarzystwo. Zaraża swoją pozytywną energią. Nie tylko za pomocą utworów muzycznych,
ale również przez zachowanie, swoją postawę, to co mówi i jak się rusza za konsolą.
Jeżeli będzie znerwicowany i sztywny, taki klimat udzieli się słuchaczom. Swoim
zachowaniem sprawia, czy mu uwierzymy. Czy porwie nas jego muzyczna opowieść.
Ciało, które reaguje zanim
pojawi się myśl.
W
tym miejscu nie będę opisywał wibracji, drżenia powietrza, czy podłogi przenoszącej
basy. Ciało poddane obróbce muzyką reaguje instynktownie, niezależnie od
naszych myśli. Nie liczy się z naszymi planami. Chcę opisać sytuację z mojego
życia. Poszedłem z córką na koncert Cleo. Jako dobry tatuś podjąłem to wyzwanie.
Na co dzień słucham rocka, metalu, punk rocka itd. Generalnie wszystkiego,
gdzie słychać riffy gitarowe. Idąc na koncert postanowiłem, że zachowam spokój.
Będę siedział na miejscu bez ruchu. Przy pierwszym utworze, zachowałem
niewzruszoną postawę. Gdy zaczął się drugi kawałek nogi zaczęły rytmicznie
podrygiwać. Przy czwartej piosence już tańczyłem z córką na stojąco. Potem zacząłem
śpiewać utwory Cleo. Tak działa muzyka. Nie potrzeba tłumaczy, adwokatów jakiś
pośredników. Wali prosto do celu.
Bycie razem bez konieczności
rozmowy.
DJ,
zespół, wykonawca, śpiewak, instrumentalista zrobi wszystko, aby słuchacz był
zadowolony. Gra taką muzykę, aby ludzie zgromadzeni nie mieli czasu ani okazji
na rozmowy. Jeśli zaczynamy gadać w trakcie koncertu, oznacza to, że nie
interesuje nas muzyka. DJ musi wyczuć nasze emocje i przekazać nam pozytywną
energię. Z drugiej strony w klubie czy na koncercie jest zdecydowanie głośno. Rozmowy
są utrudnione. Dlatego mowa ciała oraz uśmiech na twarzy jest naszą wizytówką. Trochę
tak „jak nas widzą, tak nas piszą”. My również czerpiemy energię od ludzi nas
otaczających. Wspólna zabawa, w granicach przyzwoitości i bez chamstwa. Spowoduje,
że rozmowa jest dużo prostsza.
Bezpieczna przestrzeń, w
której nie trzeba się tłumaczyć.
Jestem
osobą niedowidzącą, spotykam się z osobami niewidomymi, wielu z nas jest muzykami.
Bywamy w Klubach, na koncertach, nie od razu czujemy się bezpieczni. Jednak nie
lubimy się tłumaczyć. Chcemy się bawić ze wszystkimi zebranymi. Najczęściej w
takie miejsca idziemy z ludźmi zaufanymi. Którzy nas „wprowadzą” w sytuację,
miejsce oraz atmosferę danego wydarzenia. Potem dźwięki muzyki, rytm porwą
wszystkich zebranych. Małych, wysokich, grubych, chudych. Całą sala staje się
jednym pulsującym organem.
Światowy Dzień Didżeja jako
pretekst do myślenia o dostępności.
Niech
ten dzień, to święto stanie się motywacją do przemyśleń. Czy każdy może wziąć
udział w wydarzeniu muzycznym. Czy coś, jakaś bariera uniemożliwia komuś
zabawę. Nie jest tak pięknie. Są miejsca, gdzie osoby niepełnosprawne mają
utrudniony dostęp. Mam kolegę na wózku, kocha muzykę, ale aby dojechać na
koncert musi wynajmować busa oraz zgraną ekipę, aby go w razie potrzeby zanieść
na rękach. Wiele klubów muzycznych znajdują się w kamienicach, w piwnicach lub
na pięterku. Innym przykładem są wydarzenia związane z Dniami miasta. Takie imprezy
odbywają się na obrzeżach miast, gdzieś na lotniskach, parkach, aeroklubach. Aby
tam dotrzeć wielokrotnie zdrowi ludzie potrzebują pomocy przewodnika.
Muzyczna wspólnota jako
doświadczenie równości.
Dlatego
każdy kto stawi się na miejscu wydarzenia muzycznego, chce się dobrze bawić. Chce
być jego częścią. Chce być wspólnotą z innymi zebranymi. Niczym biegacz,
stajemy w blokach startowych. Czekamy na dźwięki muzyki. Na rytm, który nas
porwie. Na to, że zatańczymy w tym samym tempie w tym samym rytmie. Czekamy na zatarcie
granic między nieznajomymi. Myślę o granicach niepewności, nieśmiałości, lęku. Znikają
granice między ludźmi, w momencie, gdy przestajemy się zastanawiać, naprężać. Nasze
ciała tańczą, tańczą, tańczą. Nie zapominajmy o granicach przyzwoitości. Nie przekraczajmy
strefy prywatności. To ma być piękne święto dla wszystkich.
Zakończenie – dlaczego takie
momenty zostają na długo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz