Wprowadzenie: Rock and Roll, który gra w kuchni i sercu
Zamknij oczy… Słyszysz? Gdzieś w tle zaczyna grać gitara. Nie ta z estrady – ta wewnątrz Ciebie. Wibruje gdzieś między mostkiem a żołądkiem. Brzmi znajomo. Ciepło. Jak domowy riff wspomnień i zapachów.
Międzynarodowy Dzień Rock and Rolla – 13 lipca – to nie tylko data w kalendarzu. To pretekst. Do uśmiechu, do wspomnień, do oddechu z głębi przepony. To dzień, w którym wspominamy narodziny czegoś dzikiego, wolnego i… pięknego. Rock and roll nie powstał w laboratorium. On wybuchł jak błyskawica – i od tamtej pory już nic nie było takie samo.
Dla mnie ten dzień to coś więcej niż święto muzyki. To dzień, kiedy kuchnia zamienia się w scenę, a zwykłe czynności – w koncert zmysłów. Zwłaszcza gdy nie widzisz. Wtedy muzyka nie jest dodatkiem – ona staje się światem.
Dźwięk mówi Ci, że woda właśnie zaczyna wrzeć. Szum czajnika to jak intro do ballady. Głos w radiu? Jak stary kumpel. A ciastko… Ciii. Posłuchaj, jak szeleszczą papierki. Jak pęka czekolada pod palcami. Jak kruche ciasto tańczy na języku, gdy lekko się je nadgryzie.
Tak, muzyka i smak mają ze sobą wiele wspólnego.
Obie rzeczy zostają w pamięci. Obie mają rytm. I obie – jeśli tylko się postarasz – potrafią poruszyć Cię bardziej niż niejeden poemat.
Ciastka Dr Gerard są dla mnie takim małym przerywnikiem – jak przejście z refrenu do mostka. Chwilą, w której zatrzymujesz się i mówisz sobie:
„Hej. Żyję. Słyszę. Smakuję. Czuję.”
Gdy muzyka gra w tle – codzienność osoby niewidomej jako koncert zmysłów
Znasz to uczucie, gdy świat jeszcze śpi, a Ty wchodzisz do kuchni? Cisza. Ale nie taka zupełna – to raczej intro, jak w „Child in Time”. Delikatne kapanie z kranu – jakby ktoś stukał palcami po werblu. Klik włączonego czajnika – jak krótkie uderzenie w struny. Szeleszczące opakowanie ciastka – perkusyjne preludium do czegoś smacznego. To właśnie wtedy zaczyna się mój mały koncert.
Nie widzę, ale słyszę więcej... Każdy dźwięk to informacja, rytm, kierunek. A gdy w tle gra muzyka - robi się z tego cała symfonia codzienności. I nie potrzebuję sceny. Wystarczy, że sięgam po ulubione ciastko, a z głośników leci Deep Purple albo Pink Floyd.
Słuchasz czasem „Welcome to the Machine”? Ja codziennie – to mój budzik. Dzień zaczyna się od tej szorstkiej, mechanicznej prawdy, że jesteśmy częścią świata, który nie zawsze gra pod nas. Ale potem wchodzę do kuchni. Włączam The Hooters albo Whitesnake. I wszystko zaczyna grać po mojemu.
Dla osoby niewidomej muzyka to przyprawa do dnia. Nie jako dodatek – ale jako baza. Czasem lubię usiąść sam, ze słuchawkami w uszach, herbatą w dłoni i ciastkiem Dr Gerard, które trzymam jakby to była… kostka mikrofonu. Zamykam oczy – bo to naturalne. I zaczynam śpiewać. Może cicho. Może tylko w środku. Ale śpiewam.
Bo moja kuchnia to scena. A ja jestem artystą, choćby tylko dla siebie. Może i nie ma publiczności. Ale są dźwięki, są smaki, są rytmy. A czasem nawet żona się uśmiechnie z pokoju obok i powie: „Znowu śpiewasz do ciastka?”
A ja na to:
„Bo ono właśnie zagrało mi coś pięknego.”
Ciastka Dr Gerard, jako instrument emocji i rytmu
Są dźwięki, które pamiętasz całe życie. Pierwszy riff, który Cię zatrzymał w pół kroku. Pierwsze „krrrrch” ciastka, które złamało ciszę w kuchni. Obie te rzeczy zostają – jak refren, który znasz na pamięć, choć nie wiesz, kiedy go pierwszy raz usłyszałeś.
Czy ciastko może brzmieć? Oj tak. I to na wiele sposobów. Najpierw jest szelest opakowania – jak zgrzyt igły na winylu. Potem klik paznokcia o kruchą krawędź – jak werbel bez tłumienia. Chrupnięcie – to już czysta perkusja. I wreszcie… cisza. Ale nie taka pusta – to ta dobra cisza.
Jak ostatni akord, który wybrzmiewa długo po zakończeniu utworu.
Każde ciastko ma swój styl muzyczny. Weź na przykład to czekoladowe z nadzieniem – to czysta ballada. Delikatne, miękkie, powolne wejście. Potem dochodzi słodycz – jak refren, który wyciska łzę. Jesz je powoli, jakbyś nie chciał, żeby się skończyło. A teraz kruche z orzechami. Ooo, to zupełnie inna bajka – to rockowy riff. Chrupie, trzaska, nie daje się zagryźć jednym ruchem.
Jakby mówiło: „Ej, tu jestem! Posłuchaj mnie dobrze.”
Czasem dzielę się ciastkiem z żoną. Połowa dla niej, połowa dla mnie. I nagle – jakbyśmy grali w duecie. Nie ma sceny, nie ma tłumów – ale jest wspólny rytm. Jak dwoje ludzi, którzy słuchają tej samej piosenki i uśmiechają się w tym samym momencie.
Jedzenie też może być rytuałem rock and rolla. Bo chodzi o coś więcej niż cukier i kakao. Chodzi o moment, który staje się ważny. Chwilę, która mówi:
„Zatrzymaj się. Zasłużyłeś. Jesteś tu. Smakuj.”
I tak właśnie jem ciastko, jakby to był koncert solowy – tylko dla mnie.
Międzynarodowy Dzień Rock and Rolla, jako dzień zmysłów i wolności
Rock and roll to nie tylko muzyka. To postawa. To coś, co masz w sobie, gdy stoisz w kuchni, w piżamie, z kubkiem herbaty w ręku, a w tle leci Led Zeppelin. To wolność bycia sobą. Bez sceny, bez braw. Po prostu: jesteś. I jesteś prawdziwy.
Międzynarodowy Dzień Rock and Rolla to święto ludzi, którzy mają w sercu bunt, ale też łagodność. Bo rock nie musi zawsze krzyczeć. Czasem wystarczy, że zagra cicho – w Tobie. Dla mnie – jako osoby niewidomej – ten dzień ma jeszcze jeden wymiar. Bo tu nie trzeba patrzeć, żeby poczuć.
Nie trzeba widzieć strun, żeby usłyszeć dźwięk. Nie trzeba czytać etykiety, żeby rozpoznać smak ciastka Dr Gerard, które dobrze znasz od lat.
Zamknij oczy. Nie bój się – to nie ciemność. To inny sposób widzenia. Usłysz, jak Twój dzień gra. Usłysz głos herbaty, który cicho paruje. Dłoń, która trafia na zimną czekoladę. Puls, który zgrywa się z basem w słuchawkach.
Rock and roll to wolność, która nie pyta o warunki. To muzyka, która płynie także przez wibracje – po podłodze, przez stopy. Przez śmiech, przez dotyk, przez wspomnienie. To coś, co mówisz sobie, nawet jeśli nikt nie słyszy:
„Dziś jestem sobą. I to mi wystarcza.”
I właśnie dlatego ciastko staje się symbolem. Bo to coś prostego, ale dającego radość. Nie musisz mieć tłumu. Wystarczy łyk herbaty i kawałek czegoś słodkiego, by powiedzieć sobie:
„Dziś świętuję. Po mojemu.”
Przepis na własny koncert w kuchni – czyli jak świętować po swojemu
Krok 1: Wybierz ulubioną piosenkę, która Cię porusza. Nie kombinuj. Nie szukaj nowości.
Wybierz tę, którą znasz tak dobrze, że mogłaby być Twoim tłem życia. Dla mnie to może być „Smoke on the Water” – bo od razu czuję dym z czajnika i zapach porannej kawy. A może „Welcome to the Machine”, który co rano wyrzuca mnie z łóżka, jakby świat miał zagrać kolejny, nieprzewidywalny utwór. Może u Ciebie to będzie coś z Guns N’ Roses? „Sweet Child o’ Mine”, kiedy jesteś w nastroju na coś sentymentalnego. Albo REO Speedwagon, kiedy trzeba zebrać się do działania. A może po prostu Queen. Bo Queen to zawsze dobry wybór.
Zasada jest jedna: wybierz to, co gra Ci w sercu, nie w modzie.
Krok 2: Otwórz paczkę ulubionych ciastek Dr Gerard. Nie byle jak. Uważnie. Poczuj szelest folii – jak intro koncertu, gdy gasną światła. Dotknij krawędzi ciastka. Zimna czekolada na opuszkach to jak chłód strun przed pierwszym uderzeniem.
Weź pierwsze ciastko – nie po to, żeby je zjeść. Na razie tylko poczuj. Zapach – lekko waniliowy? Może karmel? To jak wokal, zanim jeszcze zacznie śpiewać.
Krok 3: Zamknij oczy i pozwól, by wszystko zagrało razem
Teraz włącz muzykę. Siądź. Oddychaj.Weź gryz. Powoli. Tak, jakby to było solo gitarowe, a nie kawałek słodyczy. Niech dźwięk zgra się ze smakiem. Niech Twoje palce dotykają filiżanki, a język odnajdzie nutę orzecha czy karmelu. Niech ciało poczuje rytm. Nie musisz tańczyć – chyba że chcesz. Wystarczy, że pulsujesz razem z tym, co słyszysz. To koncert dla jednego widza. I to właśnie czyni go idealnym.
Krok 4: Jeśli możesz, zaproś kogoś – albo zatańcz samodzielnie. Bo przecież rock and roll to ruch. To nie siedzenie z założonymi rękami. Zaproś najbliższą osobę. Niech też wybierze swój kawałek i swoje ciastko. Zatańczcie obok kuchennego blatu. Choćby po jednym kroku. A jeśli jesteś sam – też dobrze. Zakręć się w miejscu, jakbyś miał w dłoni mikrofon zamiast kubka.
Bo wolność smaku i dźwięku to najczystszy rock.
Zakończenie: Twój rytm, Twój smak, Twoje święto
Wiesz co jest najpiękniejsze w Międzynarodowym Dniu Rock and Rolla? To, że nie potrzebuje sceny ani świateł. Nie wymaga biletu, dress code’u, ani znajomości historii muzyki. Wystarczy, że masz serce, które słyszy rytm. I smak, który mówi Ci:
„Dobrze, że jesteś.”
Nie musisz widzieć świateł reflektorów, żeby poczuć, że jesteś na scenie. Nie potrzebujesz tłumu, żeby wiedzieć, że Twój głos ma sens. Czasem wystarczy małe ciastko i stara piosenka.
Dziś nie pytam Cię, co masz. Pytam: co czujesz, gdy dźwięk spotyka się ze smakiem?
Czy to nie jest piękne, że muzyka i ciastko mogą stworzyć duet? Że wystarczy chwila – herbaty, czekolady i refrenu – by świat znowu był Twoim miejscem?
Nie musisz robić wielkich planów. Nie musisz ogłaszać imprezy. Wystarczy, że otworzysz paczkę. Że włączysz ulubiony kawałek. Że zamkniesz oczy i dasz się poprowadzić swojemu rytmowi.
Bo to jest Twoje święto. Twoje ciało – Twoja gitara. Twoje wspomnienia – Twoje solo. Twoje smaki – Twoja melodia.
A teraz… Usiądź. Weź ostatnie ciastko. Puść jeszcze jeden utwór. I odpowiedz sobie cicho: Czego dziś posłuchasz? Co dziś zjesz? Co dziś poczujesz, by naprawdę wiedzieć, że żyjesz?
Koniec koncertu. Ale nie koniec rock and rolla. Bo on gra dalej – w Tobie, w kuchni, w ciszy po ostatnim akordzie. I czeka na jutro. Na kolejną piosenkę. Na jeszcze jedno ciastko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz