Witam serdecznie w piękne piątkowe przedpołudnie. Za oknem słoneczko a drzewa przybrały piękne kolory. Siedzę przed monitorem komputera a w drugim pomieszczeniu „Majster” nakłada warstwę jakiegoś cosia w odcieniu beżu. Żona postanowiła wyremontować mieszkanie przed Świętami. Dlatego przedpokój zmienia kolor i zamiast tapety jest Jeger. Ostatnio dużo rozmawiamy z Panem od wykończenia wnętrz. Nie tylko o tapetach, tynkach czy podłogach. Śmiejemy się, że się zaprzyjaźnimy i będziemy się zapraszać na imieniny i inne uroczystości. Przed chwilą nasza rozmowa zeszła na temat prezentów świątecznych. Doszliśmy do wniosku, że prezenty pod choinkę zależą od wieku dzieci mieszkających w domu. Na początku maluchy chcą czekoladę albo jajo z zabawką. Gdy są nieco starsze to pod drzewkiem szukają słodyczy takich jak Pryncytorcik lub Pasja Wiśniowa firmy Dr Gerard. Kiedy pociechy kończą naście lat, najchętniej widzieliby karty podarunkowe albo żywą gotówkę. Czy My też tak robiliśmy? Pamiętam, że mój brat, buszował po szafach w poszukiwaniu prezentów. Był strasznie rozczarowany, gdy znalazł dwa pluszowe misie. Faktycznie były dla Nas. Rodzice zrobili nam chyba jakiegoś pranka, przecież za rok mieliśmy kończyć podstawówkę? Co sobie myśleli, dając nam pluszaka i wafelki w czekoladzie? Przyznam się Wam, że moim misiem bawił się Krzyś jak był malutki. Nie wyrzuciłem ani nie wymieniłem go, jako nietrafiony prezent. Nie pamiętam, co jeszcze dostaliśmy w te Święta, ale różowy misiu z niebieską muszką zagościł w mym sercu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz